Liban zawsze uważany był za najbardziej liberalny kraj muzułmański. Duża ilość chrześcijan (dawniej proporcje muzułmanie-chrześcijanie... 
Kilka dni temu pisałam o przypadającym na październik bieżącego roku dwudziestoleciu miesięcznika "Pani". Jednakże październik to ważny... 
TVP Kultura i radiowa "Trójka", to chyba jedyne media publiczne spełniające rzeczywiście powierzoną im misję. Nie schlebiają masowym gustom,... 
Jako fascynat nowych mediów, wielokrotnie pisałem z pozycji zwolennika mediów obywatelskich, czasami nawet amatorskich, jako wiarygodnego... 
Mam takie skrzywienie, że z wielkim zainteresowaniem czytam i oglądam wszelkie artykuły, publikacje i magazyny poświęcone naszej rodzimej myśli... 
Michał Krzymowski, dziennikarz polityczny „Wprost” opowiada nam o dzisiejszych mediach, o tym, że tabloidyzację pogłębia finansowy i... 
Wielu obserwatorów zastanawiało się, dlaczego Platforma Mediowa Point Group SA, po przejęciu z rąk rodziny Królów tygodnika „Wprost” i... 
Pamiętam pozytywne reakcje z jakim spotkał się „Dziennik Polska-Europa-Świat”. Zgromadzona na zlecenie koncernu Axel Springer redakcja... 
Jaka przyszłość czeka media? Zdaniem dr. Łukasza Szurmińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, który brał udział w konferencji... 
Międzypartyjne bitwy i bitewki trwają nieustannie, a sojusze i sojuszyki mają się całkiem dobrze. Właściwie już nie warto starać się... 
Wystarczy trochę wrażliwości pomieszać ze szczyptą odwagi. Do tego dodać talent, wytrwałość i świetne pióro. Gotować kilkanaście dobrych lat w ogniu frontów wojennych. Wszystko przyprawić wąsem pod nosem i mamy Wojciecha Jagielskiego. Wydaje się proste? Wcale takie nie jest.
- Ja jestem dinozaurem, który musiał to [zjednoczenie Hongkongu z Chinami – przyp. WP] obejrzeć na żywo. To zdanie jest pigułką, która pokazuje jakim typem dziennikarza jest Jagielski. Reprezentuje on starą – w dobrym tego słowa znaczeniu – szkołę dziennikarstwa. – Dawniej, żeby się dowiedzieć czegokolwiek, będąc w Kongu czy Sudanie, musiałem wyjść z hotelu. Dziś dokąd dziennikarz nie pojedzie, wszędzie ma Internet. Reporter ubolewa nad powyższym faktem. Smuci go to, że obecnie nawet korespondenci Reutersa nie wyściubiają nosa z wygodnego pokoju hotelowego. Jedyne rozmowy, które przeprowadzają to te z taksówkarzami, obsługą lotniska, tłumaczami, czyli z ludźmi, z którymi i tak musieli się spotkać. Później taki korespondent zmieni trochę dane rozmówcy i relacja gotowa, bo przecież mało kto go sprawdzi.
Upowszechnienie się nowych technologii niesie za sobą kolejne problemy dla współczesnego dziennikarstwa. – Właśnie wkroczyliśmy w sferę, którą wcześniej wypełniał „Big Brother” – infotainment. Już nie chodzi o informowanie, tylko o robienie spektaklu, który musi iść na okrągło. Infotainment to przekazywanie wiadomości w taki sposób, że dziennikarstwo i entertainment (rozrywka, widowisko) łączą się w jedno. Współcześni odbiorcy mediów bardziej skupiają się na formie przekazywanych wiadomości, niż na ich treści. Korespondenci niestety dostosowują się do współczesnych widzów, słuchaczy, czytelników, internautów i często nawet nie starają się poznać sytuacji, którą mają relacjonować. Wysyłają swoich filmowców w teren, a później układają tylko tekst do materiału. Według Jagielskiego takie zachowanie jest po prostu nieuczciwe. A już zupełnie kuriozalne jest relacjonowanie zdarzeń w kamizelkach kuloodpornych. Korespondencji zazwyczaj trzymają się w dużej grupie i mają zapewnioną ochronę. Zakładanie kamizelki jest zatem tylko stwarzaniem iluzji zagrożenia, co potwierdza, że infotainment wpływa na sposób funkcjonowania większości współczesnych mediów.
- Podstawową granicą, której nigdy nie przekraczam, jest strach, żeby swoim tekstem nikomu nie zaszkodzić. To zdanie dowodzi wrażliwości i uczciwości Wojciecha Jagielskiego. Prawdziwy korespondent nie jedzie na wojnę, żeby zabawiać publiczkę. Jego rolą jest poznanie ludzi, których ta wojna rzeczywiście dotyczy. – Rozmawiam najczęściej z komendantami miejscowych oddziałów. Oglądam wojny toczące się na podwórzach. Dziennikarz musi najmocniej, jak to tylko możliwe, wtopić się w społeczeństwo, o którym pisze. Nie może zgrywać gwiazdora, bo wtedy nikt mu nic nie powie. Ten problem dotyczy nie tylko korespondentów wojennych. Wystarczy spojrzeć na sytuację w Polsce. Wyobraźmy sobie pożar domu biednej rodziny. Co często robią dziennikarze? Latają po pogorzelisku jak kot z pęcherzem i wyrywają z gardeł gorące wypowiedzi. Nikogo nie interesuje, że tym ludziom poszło z dymem wszystko, co mieli. To piętno, które odcisnął infotainment. Tragedia jest problemem drugoplanowym, najważniejsze jest zapełnienie paska na dole ekranu i przygotowanie wieczornego serwisu informacyjnego.
Wojciech Jagielski nie zgadza się z reportażem wcieleniowym. – Nie uważam, że jest wielką sztuką dziennikarską pobyć przebierańcem przez jeden dzień i napisać o tym tekst. Nie wiem, jak wysokim celem można tłumaczyć używanie ukrytej kamery. Tu słowa reportera znów nawiązują do uczciwości i wrażliwości. Dobry dziennikarz nie musi stosować forteli, żeby dotrzeć do ludzi, o których chce pisać. Trzeba być po prostu w porządku i szczerze przedstawić rozmówcom swoje cele. Przebieranie się za kloszarda na jeden dzień po to żeby zdobyć materiał jest cynizmem. Reporter wie, że wieczorem weźmie prysznic i położy się w czystej pościeli. Jagielski pyta czy ktoś byłby gotów zostać bezdomnym, narkomanem, alkoholikiem, na przynajmniej miesiąc. Dziennikarz nie jest aktorem, nie może wcielać się w pewne role, a potem przelewać swoje doświadczenia na papier. W tym zawodzie niezbędna jest świadomość, że do ludzi należy docierać bezinwazyjnie i z dobrocią. To reporterzy chcą wkroczyć w czyjąś codzienność, a nie odwrotnie i o tym trzeba pamiętać.
- Ryszard Kapuściński napisał kiedyś, że nieszczęściem dziennikarza piszącego o świecie jest to, że opowiada o ludziach, którzy nigdy nie przeczytają jego opowieści. Robi to dla czytelników niespecjalnie zainteresowanych losem ludzi żyjących na drugim końcu świata. Trudno nam – czytelnikom sprawić, żeby ludzie z Afryki mieli szerszy dostęp do prasy. Łatwiej natomiast wybierać ziarno od plew i zamiast bezmyślnie siedzieć przed telewizorem, goniąc wzrokiem za uciekającym na dole ekranu paskiem, poczytajmy Jagielskiego. – Dziś już wiem, że za wszystko jest jakaś cena. Znam tę, którą ja i moi najbliżsi zapłaciliśmy za lata mojego dziennikarzenia. Świadomi czytelnicy mogą sprawić, że jeden z czołowych polskich dziennikarzy nie będzie żałował tej ceny.
wOpi
5 styczeń 2010 (14:21)
Doskonale sobie zdaję z tego sprawę! Wojciech Jagielski jest gigantem, a mój tekst można nazwać laurką dla niego oraz krótką wskazówką, co robić, żeby uczyć się od niego. Pozdrawiam!
Bonduel
4 styczeń 2010 (14:07)
by opisać ta postać Panie Piesta. Trzeba wkładać więcej wysiłku jak się pisze o kimś takim....+ za chęci, ale to za mało
Wedle prognoz Komisji Europejskiej ze stycznia 2009 r. Grecja miała być jedynym krajem starej Unii Europejskiej (UE), w którym w tymże 2009 r. przewidywano wzrost gospodarczy. Tymczasem...
Po zatonięciu południowokoreańskiej korwety „Cheonan” pod koniec marca tego roku zaczęła się szybko zaostrzać sytuacja na Półwyspie Koreańskim. Z Seulu popłynęły...
Ostatnie zawirowania na rynkach kapitałowych a także cały obecny kryzys gospodarczy ma swoje korzenie właśnie w problemach związanych z zadłużeniem. Kryzys subprime na...