Liban zawsze uważany był za najbardziej liberalny kraj muzułmański. Duża ilość chrześcijan (dawniej proporcje muzułmanie-chrześcijanie... 
Kilka dni temu pisałam o przypadającym na październik bieżącego roku dwudziestoleciu miesięcznika "Pani". Jednakże październik to ważny... 
TVP Kultura i radiowa "Trójka", to chyba jedyne media publiczne spełniające rzeczywiście powierzoną im misję. Nie schlebiają masowym gustom,... 
Jako fascynat nowych mediów, wielokrotnie pisałem z pozycji zwolennika mediów obywatelskich, czasami nawet amatorskich, jako wiarygodnego... 
Mam takie skrzywienie, że z wielkim zainteresowaniem czytam i oglądam wszelkie artykuły, publikacje i magazyny poświęcone naszej rodzimej myśli... 
Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic... 
Od nieco ponad roku układy wpływów panujące w Telewizji Polskiej charakteryzują się tym, że wszyscy w miarę zorientowani w meandrach polskiej... 
Międzypartyjne bitwy i bitewki trwają nieustannie, a sojusze i sojuszyki mają się całkiem dobrze. Właściwie już nie warto starać się... 
Międzypartyjne bitwy i bitewki trwają nieustannie, a sojusze i sojuszyki mają się całkiem dobrze. Właściwie już nie warto starać się... 
Od nieco ponad roku układy wpływów panujące w Telewizji Polskiej charakteryzują się tym, że wszyscy w miarę zorientowani w meandrach polskiej... 
Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic... 
Niedawno miała miejsce gala wręczenia, poniekąd prestiżowej nagrody kulturalnej w naszym kraju, czyli właśnie „Paszportów Polityki”.... 
Od początku transformacji ustrojowej w 1989 roku, polskie media publiczne są przedmiotem nieustannej rozgrywki politycznej. Traktowane przedmiotowo... 
Wystarczy trochę wrażliwości pomieszać ze szczyptą odwagi. Do tego dodać talent, wytrwałość i świetne pióro. Gotować kilkanaście dobrych lat w ogniu frontów wojennych. Wszystko przyprawić wąsem pod nosem i mamy Wojciecha Jagielskiego. Wydaje się proste? Wcale takie nie jest.
- Ja jestem dinozaurem, który musiał to [zjednoczenie Hongkongu z Chinami – przyp. WP] obejrzeć na żywo. To zdanie jest pigułką, która pokazuje jakim typem dziennikarza jest Jagielski. Reprezentuje on starą – w dobrym tego słowa znaczeniu – szkołę dziennikarstwa. – Dawniej, żeby się dowiedzieć czegokolwiek, będąc w Kongu czy Sudanie, musiałem wyjść z hotelu. Dziś dokąd dziennikarz nie pojedzie, wszędzie ma Internet. Reporter ubolewa nad powyższym faktem. Smuci go to, że obecnie nawet korespondenci Reutersa nie wyściubiają nosa z wygodnego pokoju hotelowego. Jedyne rozmowy, które przeprowadzają to te z taksówkarzami, obsługą lotniska, tłumaczami, czyli z ludźmi, z którymi i tak musieli się spotkać. Później taki korespondent zmieni trochę dane rozmówcy i relacja gotowa, bo przecież mało kto go sprawdzi.
Upowszechnienie się nowych technologii niesie za sobą kolejne problemy dla współczesnego dziennikarstwa. – Właśnie wkroczyliśmy w sferę, którą wcześniej wypełniał „Big Brother” – infotainment. Już nie chodzi o informowanie, tylko o robienie spektaklu, który musi iść na okrągło. Infotainment to przekazywanie wiadomości w taki sposób, że dziennikarstwo i entertainment (rozrywka, widowisko) łączą się w jedno. Współcześni odbiorcy mediów bardziej skupiają się na formie przekazywanych wiadomości, niż na ich treści. Korespondenci niestety dostosowują się do współczesnych widzów, słuchaczy, czytelników, internautów i często nawet nie starają się poznać sytuacji, którą mają relacjonować. Wysyłają swoich filmowców w teren, a później układają tylko tekst do materiału. Według Jagielskiego takie zachowanie jest po prostu nieuczciwe. A już zupełnie kuriozalne jest relacjonowanie zdarzeń w kamizelkach kuloodpornych. Korespondencji zazwyczaj trzymają się w dużej grupie i mają zapewnioną ochronę. Zakładanie kamizelki jest zatem tylko stwarzaniem iluzji zagrożenia, co potwierdza, że infotainment wpływa na sposób funkcjonowania większości współczesnych mediów.
- Podstawową granicą, której nigdy nie przekraczam, jest strach, żeby swoim tekstem nikomu nie zaszkodzić. To zdanie dowodzi wrażliwości i uczciwości Wojciecha Jagielskiego. Prawdziwy korespondent nie jedzie na wojnę, żeby zabawiać publiczkę. Jego rolą jest poznanie ludzi, których ta wojna rzeczywiście dotyczy. – Rozmawiam najczęściej z komendantami miejscowych oddziałów. Oglądam wojny toczące się na podwórzach. Dziennikarz musi najmocniej, jak to tylko możliwe, wtopić się w społeczeństwo, o którym pisze. Nie może zgrywać gwiazdora, bo wtedy nikt mu nic nie powie. Ten problem dotyczy nie tylko korespondentów wojennych. Wystarczy spojrzeć na sytuację w Polsce. Wyobraźmy sobie pożar domu biednej rodziny. Co często robią dziennikarze? Latają po pogorzelisku jak kot z pęcherzem i wyrywają z gardeł gorące wypowiedzi. Nikogo nie interesuje, że tym ludziom poszło z dymem wszystko, co mieli. To piętno, które odcisnął infotainment. Tragedia jest problemem drugoplanowym, najważniejsze jest zapełnienie paska na dole ekranu i przygotowanie wieczornego serwisu informacyjnego.
Wojciech Jagielski nie zgadza się z reportażem wcieleniowym. – Nie uważam, że jest wielką sztuką dziennikarską pobyć przebierańcem przez jeden dzień i napisać o tym tekst. Nie wiem, jak wysokim celem można tłumaczyć używanie ukrytej kamery. Tu słowa reportera znów nawiązują do uczciwości i wrażliwości. Dobry dziennikarz nie musi stosować forteli, żeby dotrzeć do ludzi, o których chce pisać. Trzeba być po prostu w porządku i szczerze przedstawić rozmówcom swoje cele. Przebieranie się za kloszarda na jeden dzień po to żeby zdobyć materiał jest cynizmem. Reporter wie, że wieczorem weźmie prysznic i położy się w czystej pościeli. Jagielski pyta czy ktoś byłby gotów zostać bezdomnym, narkomanem, alkoholikiem, na przynajmniej miesiąc. Dziennikarz nie jest aktorem, nie może wcielać się w pewne role, a potem przelewać swoje doświadczenia na papier. W tym zawodzie niezbędna jest świadomość, że do ludzi należy docierać bezinwazyjnie i z dobrocią. To reporterzy chcą wkroczyć w czyjąś codzienność, a nie odwrotnie i o tym trzeba pamiętać.
- Ryszard Kapuściński napisał kiedyś, że nieszczęściem dziennikarza piszącego o świecie jest to, że opowiada o ludziach, którzy nigdy nie przeczytają jego opowieści. Robi to dla czytelników niespecjalnie zainteresowanych losem ludzi żyjących na drugim końcu świata. Trudno nam – czytelnikom sprawić, żeby ludzie z Afryki mieli szerszy dostęp do prasy. Łatwiej natomiast wybierać ziarno od plew i zamiast bezmyślnie siedzieć przed telewizorem, goniąc wzrokiem za uciekającym na dole ekranu paskiem, poczytajmy Jagielskiego. – Dziś już wiem, że za wszystko jest jakaś cena. Znam tę, którą ja i moi najbliżsi zapłaciliśmy za lata mojego dziennikarzenia. Świadomi czytelnicy mogą sprawić, że jeden z czołowych polskich dziennikarzy nie będzie żałował tej ceny.
wOpi
5 styczeń 2010 (14:21)
Doskonale sobie zdaję z tego sprawę! Wojciech Jagielski jest gigantem, a mój tekst można nazwać laurką dla niego oraz krótką wskazówką, co robić, żeby uczyć się od niego. Pozdrawiam!
Bonduel
4 styczeń 2010 (14:07)
by opisać ta postać Panie Piesta. Trzeba wkładać więcej wysiłku jak się pisze o kimś takim....+ za chęci, ale to za mało
W tym roku minie 20 rocznica wprowadzenia w Polsce reformy gospodarczej, która od nazwiska jej głównego architekta została nazwana „Planem Balcerowicza”. Plan stanowił...
Grecja jest od kilku miesięcy języczkiem uwagi dla ekonomistów oraz inwestorów na całym świecie. Ten słoneczny kraj zmienił swoje oblicze po ujawnieniu przez socjalistów...
O Republice Jemeńskiej mówi się coraz częściej, głośniej i z rosnącym niepokojem. Powodem jest wzmożona aktywność Al-Kaidy, której liderzy i bojownicy chętnie przenoszą się...