Przywracając Suna. Recenzja książki „Sun Yat-sen. Misjonarz rewolucji” Bogdana Góralczyka
    Chiny152 · Sun Yat-sen1
2013-10-24
W 2009 roku miałem okazję obserwować uroczystości 60-lecia proklamacji Chińskiej Republiki Ludowej w Pekinie. Obchody nie zaskoczyły – były przewidywalnie pompatyczne.

Marsze, przemowy, defilada wojsk, masowa choreografia spod znaku „narodowe w stylu, socjalistyczne w treści” (wersja zglobalizowana). To wszystko było jasne i czytelne. Lecz jeden szczegół utkwił mi w pamięci. W samym środku Placu Tiananmen ustawiono wielki portret – dokładnie naprzeciwko słynnego wizerunku Mao, wiszącego na Bramie Niebiańskiego Spokoju. Portret nie przedstawiał, powiedzmy, Deng Xiaopinga czy Zhou Enlaia, lecz… Sun Jat-sena (Yat-sena). Dlaczego właśnie jego? Po lekturze książki biografii Suna autorstwa Bogdana Góralczyka odpowiedź dla każdego będzie oczywista.

Znaczenie tego gestu i szerzej – postaci Suna – jest czytelne dla każdego Chińczyka i badacza/analityka zajmującego się Chinami. Jednakże dla reszty już nie. Na tym polega największa słabość Suna: nie przebił się do masowej świadomości, nie zyskał takiej publicity jak Mao czy Czang Kaj-szek. Nie zdobył sławy na Zachodzie, o Polsce nie wspominając. Poza wąskim gronem specjalistów ta kluczowa dla XX-wiecznych Chin postać jest kompletnie nieznana. Książka profesora Góralczyka ma ambicje to zmienić.

Wybór postaci dobrze wyraża najlepszy paradygmat zajmowania się Chinami, któremu profesor Góralczyk jest od lat wierny. Jest nim mianowicie konsekwentne badanie tego kraju „od środka”. Próba zrozumienia i przeniknięcia chińskości poprzez pojęcia i znaczenia miejscowe, a nie przydawanie quasi-uniwersalnych modeli zachodnich. Sun Jat-sen świetnie ilustruje tę tezę. Bo by pojąć dlaczego jest on tak ważny, trzeba być na miejscu, czuć chińską specyfikę i operować miejscowymi pojęciami. Tak właśnie robi Bogdan Góralczyk, a jego biografia ma za zadanie przybliżyć trochę tę specyfikę polskiemu czytelnikowi.

„Misjonarz” podejmuje temat ważny, nieobecny w polskiej świadomości. A do tego że dziś Chiny nie są już dla RP odległym krajem, ale drugim najważniejszym graczem zglobalizowanego świata pukającym do Polski, nie trzeba (mam nadzieję) nikogo przekonywać. Rozumienie Chin i ich kodów staje się przez to sprawą ważną, wręcz społeczną, a nie tylko hobby wąskiego grona specjalistów. W tej zmienionej sytuacji koniecznością zaczyna być znajomość chińskiego elementarza, którego postać Suna jest nieodłączną częścią. Doskonale rozumie to Prezydent Stalowej Woli (w której mają miejsce chińskie inwestycje) Andrzej Szlęzak, który sfinansował wydanie tej książki, za co należy go publicznie pochwalić, bo w czasach upadku centralnych subsydiów na naukę daje on iście konfucjański dobry przykład odpowiedniego dla naszych czasów zachowania, jakim powinno być wspieranie nauki.

Ta książka dobrze to wyraża, wychodząc na wprost wyzwaniom próby zrozumienia Chin. Wyjaśnia, dlaczego Sun jest tak ważny zarówno w Chinach jak i na Tajwanie oraz ukazuje w szerokiej perspektywie kluczowy wpływ jego koncepcji na dzisiejsze Państwo Środka. Jednym słowem: bez Suna nie zrozumie się obecnej pekińskiej władzy „zbierającej ziemie chińskie” i „przywracającej Chinom ich znaczenie”. „Misjonarz rewolucji” świetnie łączy dwie największe zalety autora: ogromną wiedzę i rozeznanie w chińskich realiach, wyniesione z ponad trzech dekad badań oraz umiejętność komunikatywnego przekazania tej wiedzy. To książka „dla ludzi” – jak sam profesor podkreśla – podobnie jak jego wszystkie ostatnie prace („Przebudzenie smoka”, „Chiński Feniks”, „Złota ziemia roni łzy”, „Notes z Bangkoku”). Napisana przystępnym językiem, umiarkowanie obszerna i dobrze wydana – idealnie wyraża to, czego oczekuje się od literatury popularnonaukowej.

Bogdan Góralczyk jest nie tylko profesorem, ale i byłym ambasadorem. To się w tej książce czuje. Wiele rzeczy jest powiedzianych z dyplomatycznym taktem. Jak chociażby wielce kontrowersyjna współpraca Suna z bolszewikami – napisana z dystansem i empatią, zupełnie inaczej niż krytyczne ujęcie tak wyraźne u Jung Chang. Takie przedstawienie sprawy ma swoją wielką zaletę w postaci elementarnego szacunku, żywionego wobec opisywanej postaci. Góralczyk nie jest z tych biografów budujących swoją pozycję na wiwisekcji życia intymnego swego bohatera. Co nie znaczy, że temat omija, bo tak nie jest – przykład ukrytej japońskiej żony Suna tudzież barwna deskrypcja Song Qingling pokazują, że można pokazać tę sferę bez wchodzeniu z buciorami w życie osobiste opisywanej postaci.

Dla mnie osobiście odkryciem w tej książce było ukazanie inspiracji jakim dla Suna był Hong Xiuquan . A ponieważ Tajpingowie to mój chiński „konik”, to z tym większą przyjemnością dowiedziałem się o wpływie tego chłopskiego powstania z połowy XIX wieku na postać Sun Jat-sena. Z Tajpingami jednak wiąże się moja jedyna uwagi merytoryczna. Otóż ich przywódca, Hong Xiuquan uważał się nie tyle za „ucieleśnienie Jezusa Chrystusa” ile za „młodszego brata Chrystusa”. To szczegół istotny, wyraźnie obecny w narracji Tajpingów – Jezus w opisach Honga jest postacią tyleż ważną, co srogą i ogólnie mało sympatyczną – czyli dokładnie wpisuje się w archetypiczne przedstawienie starszego brat w dawnej kulturze chińskiej. Zresztą akurat ten aspekt chińskości profesor Góralczyk sam chętnie eksponuje, nawiązując do relacji starszy brat – młodszy (co uczynił na przykład na premierze książki w Bibliotece na Koszykowej w Warszawie w zeszły czwartek), tym bardziej więc można było rozwinąć w książce wątek „niebiańskiego pokrewieństwa” Hong Xiuquana. Rzecz jasna „młodszy brat Chrystusa” jest w tej książce wątkiem pobocznym, a te najważniejsze, dotyczące Suna, wątpliwości nie budzą.

Książkę można kupić bezpośrednio w sklepie Wydawnictwa Rambler

Ogółem „Misjonarz rewolucji” jest pozycją ważną i istotną. Dobrze by było, gdyby przebił się do świadomości opinii publicznej. Lecz czy tak się stanie, trudno przewidzieć – wszystko zależy od odpowiedniej promocji. Podczas premiery profesor mówił, że 95 % jego nowych studentów nie wiedziało, kto zacz ten Sun Jat-sen. Miejmy nadzieję, że po ukazaniu się tej książki się to zmieni, lecz jeśli „Misjonarz” nie otrzyma odpowiedniej promocji, to obawiam, się, że suma niewiedzących zmniejszy się nie o 90, a tylko o kilka procent.



Komentarzy: 1

wute
28 października 2013 (05:21)
Sun
To że 95% studentów nie wiedziało, kto to jest Sun to jeszcze od biedy można zrozumieć. Ale jak wyjaśnić fakt, znany mi z autopsji, że studentka 3-go roku historii, nie wiedziała, kto to jest Mahomet.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".