Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego od zawsze stanowiła oczko w głowie PSL, a jej obrona gwarantowała tej partii stałe poparcie rolników i ich rodzin. Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że w perspektywie nadchodzących wyborów partia Waldemara Pawlaka postanowiła odświeżyć ten temat. Przy okazji PSL chce dowieść swych racji, posługując się dwoma bardzo skutecznymi narzędziami propagandy: porównaniem i statystyką.
Złudny urok statystyki
Z czym będą ludowcy porównywać KRUS? Przede wszystkim z „kolegą po fachu”, czyli równie niesławnym ZUS-em. Czy może raczej z jego popularnym wizerunkiem drogiej i niewydolnej struktury marnującej budżetowe pieniądze. Natomiast dotowane świadczenia emerytowanych rolników propagandyści z PSL skonfrontują z innymi grupami uprzywilejowanymi. Jak przyznają eksperci od marketingu politycznego, to świetna strategia. Zawsze łatwiej wskazać większych złoczyńców, niż dowieść swej niewinności.
Jak podaje PSL, do każdego zwykłego emeryta pobierającego świadczenia z ZUS państwo dopłaca średnio 7 tys. zł rocznie. Jeszcze więcej z naszych podatków trafia do emeryta służb mundurowych, bowiem aż 31,3 tys. zł. Emerytura prokuratora czy sędziego kosztuje skarb państwa ponad 103 tyś. zł rocznie. Cóż w porównaniu z tak ogromnymi sumami, przekonują nas ludowcy, znaczy marne 8,5 tyś złotych rocznie na rolnika-emeryta w KRUS?
Idąc dalej tym tropem, dostajemy globalne porównanie kosztów, a wynoszą one około 5% budżetu państwa przekazane do KRUS. Niewiele, w porównaniu, do 15%, które w tym roku musimy dopłacić do ZUS. Na dodatek wydatki na kasę rolniczych ubezpieczeń systematycznie maleją, natomiast w wypadku ZUS urosły niemal dwukrotnie w ciągu ostatnich 10 lat. Podobnie ma się sprawa z kosztami działania obu organizacji. Szczerze mówiąc wyniki tego porównania niespecjalnie mnie dziwią, ale też dają niewielkie pojęcie o naturze problemów.
Propaganda, czyli zwodnicza interpretacja
Patrząc na tak przedstawione statystyki można by ulec złudzeniu, że KRUS tak naprawdę jest w lepszej kondycji niż ZUS i stanowi dla skarbu państwa mniejsze obciążenie. Nic bardziej mylnego. Oczywiście trudno uznać bizantyjską strukturę ZUS za optymalną, ale główna przewaga KRUS, jaką jest względna prostota i przejrzystość, wynika ze znacznie mniejszej skali działania. Rolnicy stanowią około 20% społeczeństwa, co oznacza ze pozostałe 80% korzysta z usług ZUS. Gdy porównamy to z obciążeniami dla budżetu państwa, okazuje się, że instytucja obsługująca 4/5 społeczeństwa kosztuje nas trzy razy tyle co KRUS, świadcząca te same usługi 1/5 obywateli.
To, czego PSL nam nie mówi jest jednak o wiele ważniejsze. Mianowicie nie informuje nas, że 90% wypłacanych przez KRUS świadczeń finansowanych jest z budżetu państwa, a więc z naszych kieszeni. Rolnicy płacą jedynie 10% składki wyliczanej wg. czysto teoretycznych zasad. O ile więc usprawniając działanie ZUS można obniżyć koszty jego działania, o tyle wydatki na KRUS może zmniejszyć jedynie ubytek objętych nim osób. Krótko mówiąc, zmniejszenie liczby rolników, lub przeniesienie najbogatszych z nich do ZUS, co postulowane jest od lat. I od lat blokowane przez rolniczych działaczy i polityków PSL.
Marek Sawicki i Henryk Smolarz nie powiedzą nam też, że o ile grupa uprzywilejowanych emerytów w ZUS będzie systematycznie maleć, dzięki tak zwanym „pomostówkom” i innym reformom emerytalnym, to system rolniczy jest sztywny i wyjęty poza nawias jakiejkolwiek reorganizacji. Moja emerytura będzie całkowicie zależna od wypracowanego przeze mnie wkładu, natomiast jeśli nie zrobimy czegoś z KRUS, to nadal 90% emerytury rolniczej będzie pochodzić z mojej kieszeni. A to jest moim zdaniem ciut niesprawiedliwe.
Fałszywe porównania - błędne wnioski
W tym momencie dyskusji, gdy brak innych argumentów, przez zwolenników KRUS podnoszony jest często argument innych państw europejskich. W krajach Unii, takich jak Niemcy, Austria czy Francja, emerytury rolnicze są dotowane przez państwo na podobnym, co u nas poziomie. Dotyczy to zwłaszcza małych gospodarstw i unikatowej produkcji rolnej. Zgadzam się i nie przeczę, że wielu małych gospodarstw nie sposób objąć standardowymi podatkami i składkami ubezpieczeniowymi, lecz jak wspominałem już wcześniej, statystyka to kwestia zestawienia danych.
Faktem jest, że np. Niemcy dotują niemal 80%, a Francuzi ponad 65 % ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych rolników. Lecz posługujący się tymi argumentami politycy nie biorą pod uwagę, że w rolnictwie, leśnictwie i rybołówstwie tych krajów jest zatrudnione poniżej 5% społeczeństwa (w Niemczech 2,6%). Jest to poziom typowy dla krajów wysoko rozwiniętych. Natomiast w Polsce rolnicy stanowią nadal ponad 20% społeczeństwa. Widać tu więc silną dysproporcję. Poza tym budżet żadnego państwa, nie jest na dłuższa metę w stanie dotować tak dużej grupy społecznej. Trudno to uznać za rozwiązanie uczciwe względem reszty obywateli, zwłaszcza gdy tajemnicą poliszynela są nadużycia w tym zakresie.
Moim zdaniem KRUS powinien zostać dogłębnie zreformowany równolegle z ZUS. Natomiast PSL zamiast przekonywać nas o wyższości jednego kalekiego rozwiązania nad drugim, powinien raczej porozumieć się z koalicjantem na temat skutecznej reformy systemu ubezpieczeń rolniczych. Niestety nie spodziewam się tego, ponieważ stwarzałoby to ryzyko utraty poparcia. Poparcia rolników, które PSL będzie niezbędne w nadchodzących wyborach. Dlatego zamiast akcji informacyjnej, dostaniemy kolejną dawkę propagandowego bełkotu, firmowanego twarzą wicepremiera, oraz ministra rolnictwa. Natomiast Premier Tusk nie zaryzykuje konfliktu z koalicjantem i niezbędne zmiany po raz kolejny padną ofiarą wyborczej arytmetyki.
Mam apel do tych, którzy sądzą i głoszą, że nasza polityka międzynarodowa (zwana zagraniczną) rozpostarta jest między Rosję i Europę (ew. Amerykę), między formację...



Start



Komentarzy: 0