Radiohead - zespół ciężki do zgryzienia, część 2
    recenzja muzyczna114 · zapowiedź wydarzenia163 · Radiohead10
2009-05-12
Pierwsze złote płyty odebrane, pierwsza międzynarodowa trasa koncertowa odbębniona, pierwsze przeboje w radiu zagrane, włosy Thoma Yorke’a scięte. I pojawia się pytanie: gdzie teraz iść?

Jest 1994 rok. Umiera Kurt Cobain. Wyspy zakochują się w muzyce Damona Albarna, Grahama Coxona i braci Gallgherów - rodzi się potęga brit popu. A Radiohead próbują przypomnieć o sobie światu, wydając My Iron Lung EP

Itch EP

EP Radiohead, jak wspomniałem w poprzedniej części artykułu, mają dzisiaj wartość najwyżej ciekawostkową. Jednak w świecie, który oszalał wraz z pojawieniem się na scenie Blur i Oasis dla młodego zespołu ważne było utrzymanie w pamięci słuchaczy faktu swojej egzystencji. Dwie „epki” (druga z nich wydana tylko na rynek japoński) dają nam obraz zespołu w ciągłym rozkroku między melodyjnością U2, estetyką post-grungu i wybiegami w smętne, lekko depresyjne melodie. „My Iron Lung” osiągnęło 24 pozycję w liście singli w Wielkiej Brytanii.




Przenosimy się w rok 1995. Noel Gallagher życzy członkom Blur, by „złapali AIDS i umarli”. Ostatecznie przegrywa „Bitwę Btit Popu” o 58.000 sprzedanych kopii pierwszego singla z płyty „What’s a Story (Morning Glory)?”. Gdzieś w cieniu przyciągającej uwagę mediów Wielkiej Brytanii bitwy o fanów ukazuje się drugi album Radiohead

The Bends

„To nasza nowa piosenka/Identyczna jak poprzednia/Kompletna strata czasu”- zniechęcał Thom w znanej już z EP-ki piosence „My Iron Lung”. Dla tego człowieka spora, niespodziewana sława nie była szczególnym błogosławieństwem. Jednak tego, co już ruszyło, nie dało się zatrzymać. Szczególnie, kiedy Rolling Stone daje albumowi cztery, a Q pięć gwiazdek.

Jednak Radiohead i pod tym względem trochę zyskali. Wydając dojrzały, przemyślany, pełen znakomitych melodii album chyba raz na zawsze pozbyli się idiotycznych pytań w stylu „Czy nie obawiacie się, że ciągle będziecie musieli grać Creep?”. Ci, którzy przesłuchali „The Bends” pewnie przynajmniej na chwilę zapomnieli o największym hicie formacji (mimo, że nowy album nie dał im podobnego).

A było ich sporo. W Wielkiej Brytanii płyta debiutowała na czwartym miejscu w zestawieniu najchętniej kupowanych. Dziś jest potrójnie platynowa.

A co na niej? Zdaje się, że próba odcięcia się od stylistyki post-grunge i zrobienia kroku w przód. Jednak tym razem w innym kierunku. Ten, który został narzucony grupie po „Pablo Honey”, czyli występowanie jako gwiazdka jednego hitu, nieszczególnie jej się podobał. Co dziwi, panowie z Oxfordu niezbyt chętnie odpowiadają na pojawiające się w Wielkiej Brytanii mody muzyczne, i uciekają również przed zaszufladkowaniem ich jako zespołu britpopowego. Kompozycje typu „Planet Telex” (gęsta elektronika i przestery), „Fake Plastic Trees” (świetne budowanie napięcia we wzruszającej balladzie), czy Street Spirit (opus magnum Radiohead w 1995 roku, jednocześnie piękna, a z drugiej strony przepełniona smutkiem i trzymająca w napięciu) wyznaczają zupełnie nowe kierunki rozwoju zespołu, który odcina się od powielania wzorców i klasyfikacji typu „nowe U2” czy „brytyjska Nirvana”. Widać jednak kontynuację co lepszych wątków z „Pablo Honey”, jak w „Bones”, „Just”, złośliwie parodiującym riff „Smells like Teen Spirit” Nirvany, czy kawałku tytułowym.




Dla Thoma było to szczególne nagranie. „Wszystko, co jęczało gdzieś w środku mojej głowy, nagle się uciszyło. Dzięki „The Bends” pozbyłem się wielu rzeczy. Zwymiotowałem całe moje dzieciństwo, nieudane związki, problemy osobiste. Wszystko, o czym nawet nie mógłbym teraz powiedzieć, czego nie pamiętam, jest zawarte w tym nagraniu. Wszystko zniknęło, jest pusto i czysto.”

Singlami z tego albumu były „High And Dry”, „Fake Plastic Trees”, „Just” i „Street Spirit”. Niespodziewanie, jedynie ten ostatni- nie będący mocnym materiałem na przebój- powtórzył sukces „Creep”, osiągając 5 miejsce w brytyjskiej liście singli.




Po wydaniu płyty zespół udał się w trasę koncertową, w jej części supportując R.E.M. Właśnie w czasie jednego z koncertów Michael Stipe powiedział pamiętne słowa: „Radiohead… oni są tacy dobrzy. To mnie przeraża!”

Nie mógł wtedy raczej przypuszczać, że za kilka lat zespół ich supportujący będzie dedykował im piosenki grając z Pyramid Scene na Glastonbury… A wszystko przez

OK Computer

„To będzie najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek nagraliśmy.”- zapowiadał Thom Yorke w jednym z wywiadów. Wszystkie koncerty z trasy The Bends zostały wyprzedane. Płyta okazała się być sukcesem artystycznym i komercyjnym. Radiohead dojrzeli do wydania dzieła.

Niektórzy z krytyków uznali, że Radiohead na tym albumie skończyło z pisaniem piosenek, że zaczęli robić muzykę trochę inaczej. Mimo że nie brak swego rodzaju radykalizmu w tym stwierdzeniu, trzeba przyznać, że został nam zaprezentowany zupełnie inny rodzaj muzyki. Aby zarejestrować materiał na „OK Computer” w jak najlepszej formie zespół założył własne studio, i zaprosił producenta, który dawał im możliwość wpływania na ostateczną formę albumu w największej mierze- był to Nigel Goodrich, asystujący przy poprzednich nagraniach zespołu.




Rzeczywiście, mimo że Radiohead nie zapomnieli o wcześniejszych albumach i nie odcięli się od nich jednoznacznie, wybrali z tego artystycznego rozkroku między melancholią a melodyjnym rock & rollem tę pierwszą, na pewno nie dominującą w ich twórczości opcję. Jednocześnie jednak melancholia często przechodzi w gniew, niemoc, spokój- emocje, których w muzyce grupy nie było dotychczas zbyt wiele. Zaczynają niesamowicie. Pierwsze nuty „Airbag” przeszły już chyba do historii muzyki jako jeden z najlepszych „openerów”. Leniwie kołysząc piosenka wprowadza nas w nastrój następnego kawałka- okrzykniętego „następcą Bohemian Raphsody”, wielowątkowym, wspaniałym „Paranoid Android”, w którym Radiohead co rusz zmieniają tempo i drapieżność wykonania tak, jakby grali równolegle dwie piosenki. Solo Jonny’ego z tej właśnie piosenki to chyba najlepszy moment w karierze. Kontynuację wątku z „Airbag” daje łagodne „Subterranean Homesick Alien”, niezwykle dynamicznie się rozwijające „Let Down”, czy balladowe „No Surprises”. Jednak słychać tutaj też wątki powiązane z „Blow Out”, czy „Street Spirit”. Wszystkie bardziej przemyślane i dopracowane. Kompozycje takie jak „Exit Music (for a film)” czy „Climbing Up The Walls” to niezwykle smutne, dające niemal odczucie beznadziei utwory. Jednak po nich przychodzi kolejna leniwa, nieco rozpogadzająca płytę piosenka. Balans zachowany. Wypadkową między tymi dwoma pomysłami na muzykę jest „Karma Police”- utwór fortepianowy, dzisiaj chyba najbardziej znana kompozycja z „OK Computer”. Trochę starego, rockowego ducha zespołu daje się odczuć w „Electioneering”.




Teraz już nie było wątpliwości. Klękajcie narody - Radiohead to zespół wielki. Tym nagraniem zapisali się w historii muzyki, i nawet, jeśli nagrywaliby od tamtego momentu bezwartościowe gnioty, nikt by im tego nie odebrał. Zespół zdobył po raz pierwszy szczyt brytyjskiej listy najlepiej sprzedających się albumów. Dzisiaj to płyta potrójnie platynowa w Zjednoczonym Królestwie i podwójnie platynowa w USA.

Przyszedł czas na trasę. Wszystkie koncerty wyprzedane. Wszystkie w o wiele większych niż dotychczas lokalizacjach. Radiohead wychodzi na stadiony i jeździ po całym świecie. O tym, jak wyglądała koncertowa promocja płyty świetnie opowiada dokument „Meeting People is Easy”. Widać tam wyraźnie jak zespół, w szczególności Thom, przechodzi prawie przez artystyczne załamanie. Kolejne koncerty nie dawały już takich emocji jak dawniej. Kolejne wywiady były przykrym obowiązkiem. Do tego Thom nabawił się migrenowego bólu głowy, rzadko chcąc wychodzić na scenę. Jednak gdy już wszedł, jak sam wspomina, czuł „zbyt dużą presję ze strony całego świata żeby po prostu zejść”. Przejmujący obraz godny polecenia.




W 1997 roku Radiohead zostali największym zespołem świata. Każda ich płyta była jak dotąd inna, ale teraz… po co cokolwiek zmieniać? Fanom pozostało czekać, trochę dłużej niż zwykle… Ale o tym następnym razem.

Przypomnijmy że zespół Radiohead wystąpi w Polsce na koncercie - Poznań dla Ziemi - na Cytadeli, 25 sierpnia


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".