Rewolucjonista w ogrodzie Orientu
    demokracja81 · Bliski Wschód185 · Iran92 · prawa obywatelskie23
2010-01-31
W sierpniu 2009 roku na łamach "Dziennika" ukazał się bardzo zgrabny tekst Jana-Wernera Müllera dotyczący możliwości powstania w państwach muzułmańskich liberalnych demokracji. Bezpośrednią inspiracją dla niemieckiego politologa były sukcesy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju w Turcji. Przestrzegał on jednak przed prostackim porównywaniem AKP do zachodnioeuropejskiej chadecji, choć nie zamykał drogi do pokojowej koegzystencji islamu i systemu demokratycznego. Od opublikowania artykułu minęło prawie pół roku, a w tym czasie wiele się zdarzyło. Wybory w Afganistanie, wojna w Jemenie, a przede wszystkim ogromne demonstracje w Iranie. Wszystkie te wydarzenia skłaniają do kilku dodatkowych obserwacji.

Po pierwsze, trudno uznać Bliski Wschód za monolit. Obecność islamu jest pewnym spoiwem, niemniej nie jest to religia jednolita, a raczej określenie gromady interpretacji i sekt. Do tego, Turcja jest dosyć specyficznym przykładem, ponieważ tradycje XIX-wiecznej republiki (zlaicyzowanej i nacjonalistycznej) są tam znacznie silniejsze, niż w innych krajach muzułmańskich. O ile pewna znacząca część mieszkańców dawnego imperium Osmanów odnalazła we wspólnym rodowodzie podstawę do stworzenia tożsamości narodowej, o tyle w Egipcie czy Pakistanie trudno już zaobserwować takie zjawisko. Świadomość bycia w jednej, deklaratywnej grupie, a taką jest naród, to jeden z pierwszych kroków do stworzenia republiki.

W krajach Maghrebu czy bliskiej Azji odbywało się to w sposób zupełnie nienaturalny. W Kairze czy Bagdadzie rządy obejmowali ludzie próbujący hybrydowo połączyć nacjonalizm z socjalizmem. W efekcie, otrzymywali oni poparcie do czasu, gdy udawało się zamydlać obywatelom oczy obietnicami polepszenia komfortu życiowego. Gdy reżimy upadały, alternatywami pozostawały twardy autorytaryzm, bez szczególnego podszycia ideowego (oprócz zawsze nośnego hasła "porządku"), lub rodzący się radykalny islamizm. Klasyczna, wzięta z Zachodu idea narodu pozostawała skompromitowana, lub zbudowana na negatywnych, neokolonialnych mitach, vide Algieria.

Po drugie, próby nadawania bliskowschodnim partiom znamion znanej nam chadecji czy socjaldemokracji trochę się mija z sensem. Państwa muzułmańskie nie doświadczyły bowiem wojen i ekstremizmów politycznych Zachodu. Jak słusznie zwraca profesor Müller, chrześcijańska demokracja była budowana na przełomie XIX i XX wieku jako polityczny instrument ochrony interesów katolików, prześladowanych przez świeckie władze, próbujące ich nawrócić na religię Republiki. Prawdopodobnie dlatego jedyną podobną do CDU czy Democrazia Christiana partią jest turecka AKP. Tylko tam w pewnym momencie doszli do władzy radykalni antyklerykałowie, którzy promowali laikat i zawierzenie silnemu państwu narodowemu. To właśnie w opozycji do surowego kemalizmu, mogło powstać ugrupowanie Abdullaha Gula i Recepa Erdogana- przywiązane do wartości religijnych, ale umiarkowane. Arabska wersja SPD lub PSOE to jeszcze bardziej skomplikowana sprawa. Trudno bowiem być radykalnym lewicowcem w kulturze przesiąkniętej religią i nietkniętej przez oświeceniowe rewolucje. Przekonała się o tym cała generacja tamtejszych liderów, jak Arafat, Husajn, Naser czy Kaddafi.

Po trzecie, w związku bezsensem przenoszenia na grunt bliskowschodni klasycznych podziałów na linii lewica-prawica, warto podjąć próbę zdefiniowania nowych podziałów i ich stronnictw. Nadal istnieje tam istotny spór w sferze modernizacji, charakterystyczny właściwie dla wszystkich krajów, które zetknęły się niegdyś z kolonializmem - okcydentalizować czy nie. Model zachodni jest atrakcyjny, niemniej zakłada znaczne zmniejszenie roli religii na rzecz tzw."kultu pieniądza", hedonizmu i rozwiniętej konsumpcji. Niemniej, obserwując wielkie metropolie czy swobodne zachowanie młodych, irańskich demonstrantów, można odnieść wrażenie, że tamtejsi mieszczanie są już gotowi na przyjęcie "szatańskich" wzorców kulturowych. Co innego wsie, zamieszkane przez ortodoksyjnych i niewykształconych ludzi, często sfrustrowanych ciężkimi warunkami życia. To właśnie na linii duże miasta-reszta kraju, coraz rzadziej występującej w Unii Europejskiej, mogą zaistnieć nowe frakcje. Jak pokazują wydarzenia w Teheranie, nadal ważne pozostaje przywiązanie do religii - podział zasadza się na używaniu Allaha do celów politycznych, jak zwolennicy szarijatu, albo pozostawieniu wiary w rękach ludzi spoza klasy rządzącej. Niepokoje w Iranie w szczególny sposób dowodzą, iż trudno o całkowitą sekularyzację państw muzułmańskich, niemniej i tych religijnych społeczeństwach istnieją różnice zdań co do stopnia obecności imamów w polityce.

Na koniec, warto stwierdzić, że wbrew deklaracjom neokonserwatystów, światowym mocarstwom (w tym czczącej prawa człowieka Unii Europejskiej) nie zależy na zaprowadzeniu w krajach islamu rządów ludu. Zbyt wielkie interesy mają najpotężniejsi polityczni i gospodarczy gracze, by polegać na niepewności rządów parlamentarnych, w tym przypadku często podkopywanych przez religijny ekstremizm. Najlepszym gwarantem bezpieczeństwa dostaw surowców i ubijania dobrych interesów, a także walki z terroryzmem są dyktatorzy. Nawet ustroje demokratyczne Iraku czy Afganistanu rodzą się w bólach i są ustanawiane twardą ręką. Jest to woda na młyn ludzi, którzy z uśmiechem ulgi stwierdzają, że azjatyckie kultury nie dorosły do demokracji, jak wschodząca gwiazda niemieckiej polityki, Karl Theodor Zu Guttenberg. Tacy leniwcy intelektualni uznają, że w tej sytuacji można z czystym sumieniem postawić na krwawych autorytarystów. Popełniają oni ten sam błąd co wszyscy uniwersaliści. Widzą świat islamu jako jedność, którą można albo zmienić albo zostawić samemu sobie. Ogród Orientu jest bardzo różnorodny i nie można go traktować jak zwykłego ugoru.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Jan Palikot”, czyli co zagraniczne media donoszą o polskich wyborach

Jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej "The Economist" oceniał ją jako nudną. Jeśli do tego dodamy wynik wyborów gwarantujący polityczne status quo, to łatwiej będzie można zrozumieć,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".