„Robię co mogę, by wyjaśniać mechanizmy polityki” - rozmowa z dziennikarzem Tomaszem Machałą
    serwisy informacyjne4 · serwisy internetowe37 · polska polityka184 · kampania wyborcza67
2011-02-09

Na temat serwisu „Kampania na żywo” i emocji rządzących polską polityką, z Tomaszem Machałą, dziennikarzem Wprost oraz reporterem „Wydarzeń” Polsatu, rozmawia Mateusz Pułkowski.


Mateusz Pułkowski: Jest Pan chyba pierwszym w Polsce dziennikarzem politycznym, znanym widzom z małego ekranu, który postanowił założyć własną stronę internetową pełniącą rolę serwisu informacyjnego. Jak Pan wpadł na ten pomysł? Czy to zawodowy "zew" popchnął Pana w kierunku internetu i chęci dotarcia do nieco innego odbiorcy, czy zrobił Pan jakieś badania w wyniku których okazało się, że jest tutaj pewna nisza do zajęcia? Nie jest przecież tajemnicą, że internauci czerpiący ogólną wiedzę z portali informacyjnych i blogów, rzadziej oglądają telewizję.

Tomasz Machała: Materiał w telewizji to dwie minuty i trzydzieści sekund. Za mało, by poważnie powiedzieć coś o polityce. Szukałem więc po pierwsze możliwości wejścia głębiej w tematy, którymi się interesuję. Po drugie, szukałem dotarcia do innych ludzi niż ci, którzy oglądają "Wydarzenia". Chciałem odnaleźć młodsze osoby, z dużych miast, które nie oglądają telewizji, natomiast internet stał się dla nich podstawowym medium. Zacząłem od publikowania felietonów na salon24.pl, ale po kilku miesiącach uznałem, że mniej niż czysta publicystyka interesuje mnie informacja. Prowadzenie tylko bloga wydało mi się pomysłem zgranym i wielokrotnie przećwiczonym przez różne osoby. Stąd koncepcja czegoś więcej niż blog, a czegoś (siłą rzeczy) mniejszego niż portal. Żadnych badań nie prowadziłem, wyłącznie intuicja, znajomość środowiska i ludzi.

staram się łączyć informację z w miarę obiektywnym, chłodnym komentarzem. W dużych portalach brakuje mi bowiem jako czytelnikowi analizy, co opisywane zdarzenie znaczy, jakie ma konsekwencje
"Kampania na żywo" to głównie analiza i opinia, a rzadziej news polityczny. Krótkie, lakoniczne teksty jak ten, że Piotr Tymochowicz dołączył do Ruchu Poparcia Janusza Palikota, można przeczytać na stronie sporadycznie. Dużo częściej tłumaczy pan czytelnikom dlaczego dany fakt polityczny zaistniał, co z niego wyniknie oraz jakie jest drugie dno opisywanego problemu. Próbuje Pan trochę "odczarowywać" polskiego odbiorcę, kierującego się bardzo często emocjami? Ja odnoszę wrażenie, że "Kampania..." to taki filtr, przez który przepuszcza Pan otaczającą nas rzeczywistość, miesza ten polityczny sos i oddziela właściwą treść od zabarwiających i poprawiających smak dodatków.

Na dużych portalach: Onecie, Gazeta.pl, Wirtualnej Polsce, pojawia się tylko informacja o polityce. Na salon24.pl, czy wpolityce.pl pojawiają się tylko komentarze i to zazwyczaj mało obiektywne. Ja staram się łączyć informację z w miarę obiektywnym, chłodnym komentarzem. W dużych portalach brakuje mi bowiem jako czytelnikowi analizy, co opisywane zdarzenie znaczy, jakie ma konsekwencje. Nie wystarcza mi wiadomość, że poseł A podjął decyzję B. Chcę rozumieć dlaczego podjął taką, a nie inną, dlaczego nie wybrał C, jak to ma się do posła D i tak dalej. Chcę rozumieć konsekwencje zdarzeń, rozumiem je mam nadzieję lepiej niż statystyczny użytkownik internetu i dlatego robię co mogę, by wyjaśniać mechanizmy polityki.

Jak Pana zdaniem zmieniają politykę nowe media i społeczności, takie jak np. Twitter, czy Facebook? To chyba tam jest dzisiaj miejsce dla newsa, szybkiego dotarcia do konkretnej osoby, mogącej nam owego newsa "sprzedać"? Pana relacje z konferencji prasowych zamieszczane na Twitterze czytają przecież także inni komentatorzy. Coraz częściej mówi się zaś, że unikalne treści w internecie, takie jak zaawansowane analizy, opinie, powinny być płatne. Myślał Pan o tym w kontekście rozwoju "Kampanii..."?

Internet może (ale w Polsce jeszcze tego nie robi) w ogromnym stopniu wpływać na politykę. Już teraz to, co dziennikarz, czy polityk wpisuje na Twittera ma moc wpływania na komentarze innych dziennikarzy i polityków na ten temat. W serwisach społecznościowych, w internecie, kształtuje się więc w pewnym stopniu opinia publiczna. To będzie narastać z czasem. W Polsce mam wrażenie każdy zna się na polityce, co więcej polityka została sprowadzona do oskarżeń, wyzwisk i krzyków. Dopóki to się nie zmieni, nie ma rozmowy o płatnych treściach. Nikt nie będzie płacił za omówienie emocji. Warte zapłaty mogą być tylko fakty. A faktów na razie w naszej polityce prawie nie ma.

Czy polski internauta rozumie polską politykę? Nasze flagowe partie dzielą kwestie moralności i rodowodu, a rzadziej kwestie ekonomiczne. Często ważniejsze jest, czy dani działacze leżeli swojego czasu na styropianie, niż co myślą na temat obecności państwa w sferze gospodarczej. Dzisiaj to Leszek Miller jest honorowany za swoje dokonania ekonomiczne, takie jak obniżka podatku CIT, czy ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, zaś rzekomo "wolnorynkowa" Platforma Obywatelska próbuje mniejsze, państwowe zakłady energetyczne łączyć z wielkimi, również państwowymi molochami. Politykom chyba nadal jest na rękę straszenie Polaków takimi terminami, jak liberalizm, czy prywatyzacja? Wydaje się jednak, że internauci to już nieco inna para kaloszy?

Internauci, tak jak wszyscy są pod ogromnym wpływem emocji politycznych. Na mojej stronie na Facebooku na nieporównanie więcej komentarzy może liczyć wpis "Kaczyński zarzuca Tuskowi zdradę narodową", niż "Michał Boni przedstawia szczegóły zmian w OFE". Wyborcy niestety nie rozumieją wielu spraw, nie chcą się nimi interesować, a politycy robią wszystko, żeby nie musieli się interesować. Dlatego w ogóle nie rozmawiamy na przykład o podatkach, czy o socjalnej Polsce, rozmawiamy o zaprzaństwie, honorze, godności i wolności. Z całym szacunkiem dla tych tematów, dla "Kampanii na żywo" zawsze będą drugorzędne. Ja mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do poważnej rozmowy o polityce.

Ma Pan jakieś dane na temat tego, kto czyta na co dzień "Kampanię..."? Są to studenci politologii i dziennikarstwa, zainteresowani polityczną bieżączką zwykli internauci, a może inni dziennikarze, szukający w serwisie ciekawych, unikalnych treści?

Tak szczegółowych danych nie mam. Wiem, że kampanię codziennie czyta około 1000 osób i są to dziennikarze i politycy głównie, bo często ze swojego środowiska dostaję feedback a propos czegoś, co było na stronie.

Od niedawna w ramach serwisu rozwija Pan sieć korespondentów krajowych. Będą oni, a niektórzy już komentują zbliżającą się, parlamentarną kampanię wyborczą "w terenie". Czy to takie dziennikarstwo obywatelskie połączone, jak Pan to ujął, z "praktyczną szkołą dziennikarstwa"? Zamierza Pan docelowo zwiększyć redakcję "Kampanii..."?

Po pierwsze, nie jestem w stanie robić wszystkiego sam. Po drugie, w tak zwanym "terenie", czyli poza Warszawą gdzie mieszkam tak dużo się dzieje, że nie jestem w stanie kontrolować tego ze stolicy. Chcę mieć sieć korespondentów we wszystkich 16 województwach. Polska polityka jest nie tylko centralna. Jest także lokalna. "Kampania na żywo" chce tam być obecna. Przed nami przecież wybory do Sejmu. Tak - będzie to także szkoła dziennikarska, zarówno gdy chodzi o pisanie, jak i mam nadzieję pracę przed kamerą.

Czy w związku z tym w polskim internecie jest miejsce dla serwisu, takiego jak amerykański Huffington Post lub Politico? Dzisiaj są to wpływowe za oceanem media. "Kampania..." ma takie ambicje?

Nie ma takich funduszy. Adrianna Huffington jest milionerką i było ją przez kilka lat stać na finansowanie strony. Politico jest super, ale Warszawa to nie Waszyngton. Widzę niestety niewielkie szanse zwrotu z zainwestowanego prywatnego kapitału. "Kampania na żywo" jest finansowana w 100 proc. wyłącznie z moich własnych pieniędzy. Przez rok działania strony z reklamy dostałem 170 złotych.

Na koniec mała wyliczanka: "Wydarzenia" Polsatu, Wprost, "Kampania na żywo". Telewizja, prasa, internet. Sporo tego... Polityka uzależnia?

Polityka traktowana na serio, jako siła zmieniająca życia, coś twórczego, kreatywnego, potrafi uzależniać. A na pewno jest bardzo interesująca. I wciąż nie mam jej dość.


Komentarzy: 2

Karol
12 luty 2011 (08:58)
nieźle sobie radzi
całkiem ciekawe jednak jest to na ile Pan Machała wykorzystuje wiedzę zaczerpniętą w pracy w Polsacie, Wprost (głównie w Polsacie) na łamach serwisu. Bardzo ciekawe. Ale to szczegół. Serwis mi się podoba, choć jego layout przypomina mi, że tam górnolotnych treści nie będzie. A szkoda. Dlaczego miałoby nie być? Bo łatwiej rozgrzać publiczność stwierdzeniem że "Palikot to idiota polskiego Sejmu", od "ustawy Palikota naprawiały". Problem w tym, że przez to będzie miał czytelników bardzo chwiejnych, którzy przy oceny "ich" polityka, po prostu autora albo pochwalą, albo ....i w wkrótce z serwisu znikną. Bo gra emocjami zawsze się tak kończy. Wyczerpuje. Ale nie jest źle.

Bingo
12 luty 2011 (11:26)
Machała jest ok, czasem przyrżnie w
tabloidowe tony na facebooku, ale generalnie wolę jego serwis niż te wpolityce, i inne skrajne dziadostwa
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".