Rosyjskie filmy – „ALEKSANDRA” - reż. Aleksander Sokurow
    film74 · recenzje filmowe146 · kino rosyjskie5 · Rosja257
2008-12-21
Jest jednym z najbardziej znanych rosyjskich współczesnych reżyserów, triumfatorem wielu międzynarodowych festiwali, decyzją Europejskiej Akademii Filmowej znalazł się w setce najlepszych reżyserów świata – Aleksander Sokurow. Prawdziwa gwiazda rosyjskiego kina. Indywidualista. Chwilami bardziej malarz, niż filmowiec, w ekspresjonistycznym stylu maluje filmowymi obrazami. Jego filmy są wielkimi zagadkami. Podejmują wielkie tematy.

W „Matce i synu” (1997), a potem w „Ojcu i synu” (2003) pokazywał rodzinne uwikłania. Nigdy realista. Pociąga go schyłek. W kolejnych filmach portretował odchodzących, tych, co zmienili świat – Hitlera w „Molochu” (1999), Lenina w „Cielcu” (2001), cesarza Hirohito w „Słońcu” (2005). W „Rosyjskiej arce” (2002) w jednym ujęciu relacjonował historię Rosji, wędrując po salach Ermitażu. Ostatnio na warsztat wziął żywą ranę wojny rosyjsko-czeczeńskiej, w „Aleksandrze” (2007) pochylił się nad nią, obandażował z wielką czułością. Film znajdziemy już na półkach z płytami dvd.

Tytułowa Aleksandra z filmu Sokurowa to Rosjanka z warkoczem. Tę zjawiskową kobietę gra legenda rosyjskiej opery, 79-letnia Galina Wiszniewska. Aleksandra jest babką młodego kapitana wojsk rosyjskich, walczących w Czeczenii. Po siedmiu latach niewidzenia przyjeżdża odwiedzić wnuka, stacjonującego w bazie na okupowanych terenach. Mimo, że mamy do czynienia z realistyczną scenerią, jak zwykle u Sokurowa jest ona tak przetworzona, że forma zdaje się ten realizm anulować. Upał rozżółca i rozbrązowia krajobraz, dzięki filtrom dzień udaje noc, powtarzają się niby to nic nie znaczące ujęcia, bohaterowie jak zwykle mamroczą wciąż pod nosem, a ich głosy zdają się do nich nie należeć, jakby stanowiły kolejną - niby przezroczystą, a jednak nie do końca przepuszczalną - warstwę, nałożoną na ten wielowarstwowy świat. Poza tymi zabiegami formalnymi znajdziemy tu wiele wątków ze stałego repertuaru Sokurowa – kontemplację ludzkich twarzy i cielesności, niezwykle bliskie relacje rodzinne, wątłą fabułę, która hipnotyzuje i obezwładnia swoim powolnym rytmem.

Po spotkaniu z wnukiem Aleksandra spaceruje po koszarach, rozmawia z żołnierzami, potem wychodzi do miasta i zaprzyjaźnia się z czeczeńskimi kobietami, które razem z nią będą próbowały odpowiedzieć sobie na pytanie – po co to wszystko. Pojawienie się Aleksandry w bazie zdaje się zmieniać o wiele więcej, niż byśmy podejrzewali. Młodzi dwudziestoletni żołnierze, codziennie walczący z przemocą, ze zmęczeniem, z własnym strachem, daleko od rodzin, widzą w niej kogoś więcej niż tylko starą, obcą kobietę. Aleksandra w ich oczach staje się esencją matczynej miłości i ciepła, czegoś bliskiego i utraconego, za czym bezgranicznie tęsknią. Ona widzi tę tęsknotę w ich młodzieńczych oczach, wyczuwa ją w ich zachowaniu, w tym, jak do niej lgną niczym wygłodniałe, spragnione pieszczot szczenięta, jak się nią opiekują, udając szorstkich i nieprzystępnych, jak na nią patrzą. Jest w tych spojrzeniach siła, jest napięcie porównywalne z napięciem erotycznym, jakie mogłoby tu wywołać pojawienie się innej, młodej, pięknej kobiety. Aleksandra przyjmuje na swoje barki tę rolę symbolu, mimo, że ani nie jest do niej stworzona, ani jej ona nie odpowiada. Nie robi tego z litości, dobroci, czy z przyzwyczajenia. Aleksandra wcale nie jest dobra, mimo, że za taką uchodzi, że na dobrą wygląda. Weszła już przecież w wiek dobroci.

Więź, ta tajemna wspólnota, zawiązująca się między nią a żołnierzami, między nią a wnukiem inne ma źródło. Aleksandra podobnie jak i żołnierze stoi u progu śmierci. Chce żyć, jej dusza jest na życie gotowa, jej ciało odmawia posłuszeństwa. W przypadku żołnierzy posłuszeństwa odmawiają okoliczności. Jest w filmie Sokurowa kilka niezwykłych scen, zbudowanych na tym przedśmiertnym napięciu. Mniejszych i większych, czasem to dotknięcie, czasem tylko spojrzenie. Do historii kina powinna przejść scena, w której Aleksandra zwierza się wnukowi ze swojej samotności, tęsknoty, niczym kochankowi wyznaje mu miłość, a on niczym kochankę bierze ją w ramiona, a potem zaplata warkocz z długich, siwych włosów. Ból i miłość splatają się w palcach mężczyzny, zakończonych krótkimi, brudnymi paznokciami. Cała niesprawiedliwość i głupota świata zostaje wpleciona w ten dziewczęcy warkocz starej kobiety. Ktoś powiedział, że ten film jest jak modlitwa. Tak, to modlitwa o życie.

ZOBACZ:
Trailer: „ALEKSANDRA”


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".