Rozłam po chińsku. Lorenz Lüthi „Chiny – ZSRR. Zimna wojna w świecie komunistycznym”
    stosunki rosyjsko-chińskie4 · Związek Radziecki22 · Mao Tse tung4 · komunizm25
2011-11-27
Na naszym rynku pojawiła się właśnie książka niezwykła. Świetnie udokumentowane studium rozłamu radziecko-chińskiego z lat 60-tych. Dzięki tej książce możemy prześledzić, wręcz dzień za dniem, kolejne fazy sporu który swego czasu zadziwił i zdumiał świat.

Lüthi znakomicie wykonał „zadanie domowe”. Jak na historyka przystało, gruntowanie zbadał archiwa, w tym niektóre do tej pory zamknięte. Dzięki temu jego praca, opierająca się na dokumentach – a więc najbardziej obiektywnych źródłach – jest szczególnie cenna.

Właśnie ten profesjonalizm sprawia, iż autorom kwestionującym tę książkę (a tacy na pewno się znajdą, przynajmniej w Chinach), będzie szczególnie trudno polemizować. Bo z książki Lüthiego czarno na białym wynika jedno: to Mao Zedong doprowadził do rozłamu, poświęcając stosunki radziecko-chińskie na rzecz wewnętrznej walki o władzę w Komunistycznej Partii Chin. Chcąc pokonać swoich rywali w partii – przede wszystkim Liu Shaoqi i Deng Xiaopinga, a nie mogąc tego zrobić w polityce wewnętrznej (gdyż jego autorytet po Wielkim Skoku sięgnął dna), wykorzystał politykę zagraniczną, by poprzez radykalizację nastrojów przygotować „kontratak” wewnątrz kraju. Powiodło się, a – jak świetnie udowadnia Lüthi – gdyby nie rozłam chińsko-radziecki, nie byłoby rewolucji kulturalnej (której podstawowym celem było odzyskanie supremacji przez Mao poprzez gruntowną wymianę kadr partyjnych). Po tej książce nie można mieć żadnych wątpliwości, że choć i Sowieci nie byli święci, to wina za rozłam spoczywa przede wszystkim na barkach „tego starego kalosza” (jak pieszczotliwie nazywał go Chruszczow) Mao Zedonga.

Książka Lüthiego będąc najbardziej wiarygodnym i najlepiej udokumentowanym świadectwem rozłamu radziecko-chińskiego, stanie się więc bez wątpienia pozycją obowiązkową dla każdego zajmującego się tym zagadnieniem

Książka Lüthiego będąc najbardziej wiarygodnym i najlepiej udokumentowanym świadectwem rozłamu radziecko-chińskiego, stanie się więc bez wątpienia pozycją obowiązkową dla każdego zajmującego się tym zagadnieniem. Należy jej się zasłużony podziw i szacunek. Sam jestem przeszczęśliwy, iż ukazała się właśnie teraz, gdy kończę pisać swój doktorat o stosunkach rosyjsko-chińskich, gdzie część historyczna ma niebagatelne znaczenie.

Oddając autorowi zasłużony hołd, należy jednak wrzucić do tego morza miodu dwie łyżki dziegciu. Pierwszą merytoryczną, a drugą stylistyczną.
Merytorycznym będzie silnie uwypuklony u autora pogląd, iż ideologia była jednym z kluczowych przyczyn rozłamu radziecko-chińskiego. Lüthi broni tego poglądu, idąc tutaj w poprzek najważniejszym specjalistom rosyjskim, czy polskim, twierdzącym – jak mniemam słusznie – iż dla Mao ideologia była tylko parawanem, zasłoną, za którą kryły się partykularne interesy narodowe Chin. Ma do tego jako badacz pełne prawo. Jednakże z przytoczonych przez niego dokumentów, a nawet jego własnych konkluzji… wynika coś dokładnie przeciwnego jego wyjściowej tezie! A mianowicie właśnie TO, że Mao wykorzystał ideologię dla swoich pragmatycznych celów. Przykłady? Proszę bardzo, kilka z brzegu: „Pekin dopuszczał współpracę, gdy potrzebował wsparcia Moskwy, a jednocześnie Mao było na rękę podgrzewanie chińsko-radzieckich sporów”(ideologicznych) (s. 205); „antyradziecka propaganda służyła potrzebom polityki wewnętrznej”(s.225); „Mao zinstrumentalizował ideologiczny konflikt z radzieckimi towarzyszami w celu usprawiedliwienia czystek partyjnych” (s.303). Lüthi sam sobie przeczy, ale nie umniejsza to wartości jego dzieła, którego znaczenie opiera się przede wszystkim na materiale dokumentalnym, który mówi „sam za siebie”. Wystarczy czytać tę książkę uważnie.

Tyle tylko, że nie będzie to łatwe – i to jest właśnie drugi zarzut. Książka Lüthiego jest, eufemicznie mówiąc, trudna w odbiorze. Autor prezentuje tutaj (w co trudno się dziwić zważywszy na szwajcarską narodowość) dominujący i u nas estetyczny model nauki „niemieckiej” w stylu. Inspirowanej matematyką, a więc: ścisłej, dokładnej, pozbawionej ozdobników, konkretnej i suchej. Jest to model dokładnie odwrotny do anglosaskiego, gdzie badacz, z zachowaniem pełnego warsztatu, przedstawia swoje dzieło niczym opowieść, nie bojąc się sięgać po chwyty literackie. Często takie anglosaskie działanie jest dość ryzykowne, gdyż zazdrośni o talent koledzy badacze mają świetną okazję do ataków – i oskarżania dzieła o „popularnonaukowość” (bo skoro jest powszechnie czytane, to znaczy, że jest rozumiane, a skoro tak, to jest to już czymś podejrzanym: jeśli „ogół” to rozumie, to z pewnością jest to płytkie). Lüthi takiego ryzyka nie podjął.

Właśnie dlatego lektura jego dzieła jest wysiłkiem. Domyśleć się można, jaką katorżniczą pracę wykonał w archiwach – cząstkę tego wysiłku możemy współodczuwać czytając to dzieło. Nawet najbardziej ciekawe momenty – jak smaczki w postaci spotkań Chruszczowa z Mao – są napisane beznamiętnie. To swoista sztuka: napisać coś tak fascynującego, tak bezbarwnie!

A przecież nie musi tak być. Mamy na naszym rynku znakomitą książkę w części traktującą o tymże zagadnieniu. To oczywiście „Mao. Zwycięstwa, nadzieje, klęski” Waldemara Dziaka i Jerzego Bayera. Książka równie świetnie udokumentowana, z doskonałym (lepszym! to się czuje!) znawstwem ideologii marksistowskiej, a do tego napisana rewelacyjnym, błyskotliwym językiem. Tam opis pojedynków Mao ze Stalinem zapada na długo w pamięć, zaś smaczki przedstawione są tak, że pasują na anegdotę podczas każdej rozmowy. Niestety wątek stosunków radziecko-chińskich u Dziaka i Bayera urywa się w roku 1957. Chcąc dojść jak było dalej, najlepiej, choć nie najłatwiej, jest sięgnąć po dzieło Lüthiego.

Bodajże Tatarkiewicz pisał kiedyś, iż przed każdym twórcą stoi dylemat: jak pisać? Tak by to twórca, czy raczej czytelnik musiał podjeść do dzieła z wysiłkiem? U Lüthiego to zdecydowanie czytelnik. To oczywiście nie mniejsza wartości naukowej tego działa – jak już wspomniałem niezwykle wysokiej. Ale skutecznie odstraszy od jej lektury wszystkich poza tymi szczególnie zainteresowanymi owym tematem.




Komentarzy: 1

Ola
28 listopada 2014 (07:30)
Pekińskie tunele
Z serii ciekawostki - w następstwie rozłamu chińsko-radzieckiego Mao w obawie przed atakiem wybudował pod Pekinem całą sieć tuneli mających służyć za ogromny schron przeciwatomowy. http://dziennikpekinski.blogspot.com/2014/11/pekinskie-tunele-czyli-podziemny-wielki.html
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".