Europa potrzebuje nowych rynków zbytu na swe produkty i boleje nad spadkiem eksportu do Ameryki Łacińskiej (6,48% w roku 2000 do 4,95% w roku 2004), przy czym UE, jako importer produktów południowoamerykańskich znajduje się na pierwszym lub drugim miejscu w zależności od kraju. UE potrzebuje stabilności, będącej niejako gwarancją bezpiecznego handlu. Osiągnięcie tych celów oznaczać będzie wzrost ekonomiczny regionu czyli, innymi słowy, pełne brzuchy i portfele Europejczyków. Nie kręćmy więc nosem i nie starajmy się odnaleźć w tej polityce drugiego dna. Nasze wysiłki skoncentrujmy raczej na identyfikacji czynników, które mogą stanowić przeszkodę na drodze do celu.
Urodzeni przegrani
W 1971 roku jeden z najwybitniejszych analityków problematyki południowoamerykańskiej – urugwajski pisarz Eduardo Galeano opublikował bodaj najbardziej znaną ze swych książek: „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”. Otwiera ją następujące zdanie:
„Na międzynarodowy podział pracy składa się, że jedne państwa specjalizują się w wygrywaniu, zaś inne w przegrywaniu. Nasz zakątek świata, zwany dzisiaj Ameryką Łacińską, specjalizował się w przegrywaniu od zamierzchłych czasów, kiedy to Europejczycy epoki Odrodzenia przebyli dzielące nas morze i zatopili kły w jego gardle. Minęły wieki i Ameryka Łacińska udoskonaliła swe funkcje.”
- Wydarzenia w Ameryce Południowej w 2009 roku
- Gorąca granica - Wenezuela kontra Kolumbia
- FARC a Kolumbia i Wenezuela. Kolejny epizod
- Chávez pozbywa się przeciwników
- Jak Kargul z Pawlakiem, czyli o relacjach Ekwadoru i Kolumbii
- Chile – nadchodzą zmiany
- Urugwaj – wybory z echem przeszłości w tle
- Rosja a Ameryka Łacińska: polityka, ropa i broń
- Alberto Fujimori – dyktator skazany
Wyzysk żyjących tu ludzi i masowa eksploatacja naturalnych skarbów kontynentu rozpoczęły się praktycznie w momencie, gdy Krzysztof Kolumb postawił swe stopy na piaszczystych plażach Bahamów. Niebawem do Europy zaczęły napływać wieści o „raju na ziemi”, bogatym nie tylko w tysiące gatunków roślin, owoców, zwierząt, lecz także w to, co od zarania dziejów stanowiło zwyczajowe preludium do rozlewu krwi: złoto, srebro, szlachetne metale i drogocenne kamienie. Dla Europy, odkrycie Ameryki było niemalże równoznaczne ze stanięciem na progu królestwa wiekuistego, zaś wyłączne prawa władania tą ziemią papież Aleksander VI (który, nota bene, pochodził z Walencji) nadał hiszpańskiej królowie Izabelli. Pod pretekstem nawracania rdzennych mieszkańców nowego lądu na wiarę jedynie słuszną i prawdziwą, konkwistadorzy zabrali się do plądrowania wszystkiego co stanowiło dla nich jakąkolwiek wartość:
„Jeśli tego nie zrobicie (nie nawrócicie się – przyp. aut) lub złośliwie ten czyn opóźnicie, tym samym zaświadczycie, że z bożą pomocą mam prawo wejść między was i wytoczyć wam wojnę we wszystkich stronach i w sposób zgodny z moim sądem, i wezmę was w jarzmo i zmuszę was do posłuszeństwa Kościołowi i Jego Majestatowi, i zabiorę wasze kobiety i dzieci, i zrobię z nich niewolników, i jako takich ich sprzedam, i będę nimi dysponował tak jak rozkaże Jego Majestat, i skonfiskuję wasze dobra, i uczynię wam całe zło i szkodę jaką tylko mogę...”
W 1534 roku do portu w Sewilli zawinęły statki z łupem: komnata pełna złota i dwie kolejne wypełnione srebrem, które Francisco Pizarro otrzymał jako okup od inkaskiego władcy Atahualpy, zanim go zgładził. W 1546 roku, na wyżynach dzisiejszej Boliwii Hiszpanie założyli górnicze miasto Potosí. Znajdująca się nieopodal góra Cerro Rico jest po dziś dzień niezwykle bogata w srebro. Zaledwie dwadzieścia osiem lat później Potosi zamieszkiwało 120 tysięcy mieszkańców, tyle samo co ówczesny Londyn. Przepych Potosí przybierał czasami absurdalny wymiar – w 1658 roku, z okazji święta Bożego Ciała wszystkie ulice miasta prowadzące do kościoła Recoletos, zostały wyłożone sztabkami srebra. Szacuje się, że ilość kruszcu, wydobytego tam na przestrzeni wieków, wystarczyłaby do zbudowania mostu łączącego Hiszpanię z Ameryką Południową. Dziś po mieście hula zimny wiatr i zacinający deszcz - po latach świetności nie zostało nic poza kilkoma okazałymi domami oraz 8 milionami ciał przymusowych indiańskich górników, którzy od wejścia w czeluści Cerro Rico do swej przedwczesnej śmierci nigdy ponownie nie ujrzeli światła słonecznego. Na głównym placu widnieje niewielka tabliczka z oficjalnymi przeprosinami rządu Hiszpanii, umieszczona tam zaledwie kilka lat temu... W ponad czterech tysiącach szybów wciąż wre praca. Podczas mojej wizyty w Potosí pracowało tam ponad piętnaście tysięcy górników, w tym kobiety i dzieci. Średnia długość życia przeciętnego górnika wynosi 40 lat.
„<< Miasto, które najwięcej dało światu i które najmniej ma>>, jak powiedziała mi pewna staruszka w Potosi, opatulona w kilometrowy szal z lamy, kiedy gawędziliśmy przed andaluzyjskim patio jej dwustuletniego domu. To miasto, skazane na nostalgię, nękane przez cierpienie i zimno, wciąż jest otwartą raną zadaną przez kolonialny system Ameryki Południowej: oskarżeniem. Świat powinien zacząć od prośby o wybaczenie”. – pisze w swej książce Galeano, i choć słowa te napisał przeszło czterdzieści lat temu, doprawdy niewiele się zmieniło. Jest tylko więcej turystów, pragnących zagłębić się w szybach Cerro Rico. Ot, atrakcja...
Na północno-wschodnich wybrzeżach Brazylii, Kubie i innych wyspach Morza Karaibskiego kultywowano trzcinę cukrową, która zaopatrywała Europę w cukier, a zarazem sukcesywnie zmieniała urodzajnie niegdyś gleby w jałową pustynię, gdzie dziś nie utrzymają się żadne uprawy. Podobnie wyglądały plantacje kawy i kakao w Ekwadorze i Kolumbii.
„Kuba (...) eksportuje cukier i importuje cukierki” – powiedział w 1954 roku młody kubański prawnik rewolucjonista. Po rewolucji kubańskiej Fidel Castro zabrał się do odbudowywania kraju, zniszczonego przez setki lat europejskiego panowania, zaś potem kukiełkowych rządów zależnych od imperialnej polityki Stanów Zjednoczonych. Zanim Castro zreformował edukację i służbę zdrowia analfabetyzm na Kubie sięgał zenitu. W latach siedemdziesiątych Kuba mogła poszczycić się najmniejszym odsetkiem ludności niepiśmiennej i największym odsetkiem młodzieży uczęszczającej do szkół ze wszystkich krajów Ameryki Łacińskiej. Niestety koszt reform i nieudolna administracja zmusiła Castro do porzucenia marzeń o dywersyfikacji kubańskiego eksportu i jego ojczyzna ponownie stała się niewolnikiem cukru.
„Dzisiaj, w oczach świata, Ameryka to nic więcej niż Stany Zjednoczone: my zamieszkujemy sub-Amerykę, Amerykę drugiej kategorii o mglistej tożsamości. To Ameryka Łacińska, region o otwartych żyłach.”
Rozmowy z katem
Zbliżenie między Ameryką Łacińską a Europą zapoczątkowane zostało w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia pod egidą tzw. „Latin America, the Caribbean and the European Union Summit”, które miało miejsce w 1999 roku w Rio de Janeiro i od tamtej pory odbywa się co dwa lata w różnych miastach Ameryki Łacińskiej oraz Europy. Na pierwszym szczycie przedstawiciele państw członkowskich UE oraz państw Ameryki Łacińskiej położyli podwaliny pod przyszłe strategiczne przymierze między dwoma regionami. Wyłoniono kluczowe obszary współpracy, takie jak polityka (dialog między instytucjami, wartości demokratyczne, ochrona praw człowieka, międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo), ekonomia (multilateralny system handlowy, regionalizacja, intensyfikacja i liberalizacja handlu, priorytetyzacja inwestycji w krajach o słabszej ekonomii), edukacja (uniwersalny dostęp do edukacji), kultura (ochrona i promocja wartości kulturalnych).
Dialog jest dosyć trudny, by nie powiedzieć jednostronny. Oświadczenia publikowane po każdym ze spotkań rażą brakiem jakichkolwiek solidnych zobowiązań, pełne są ogólnikowych stwierdzeń i pobożnych życzeń. Wydaje się, że głównym motorem zbliżenia jest właśnie UE, zaś większość krajów Ameryki Południowej prezentuje się w świetle dążeń do ratyfikacji traktatów o wolnym handlu z UE, mimo że ta i tak gwarantuje większości z nich ułatwiony dostęp do europejskiego rynku, głównie za sprawą inicjatywy zwanej Generalized System of Preferences. Wyjątkiem jest Meksyk i Chile, które podpisały już z UE traktat o wolnym handlu.
W ramach tego schematu UE wybiera najsłabiej rozwinięte kraje i oferuje im wyłączenie spod zasady MFN (Most Favored Nation) przyjętej przez wszystkie kraje należące do WTO, która gwarantuje równe traktowanie w stosunkach handlowych między wszystkimi członkami. W efekcie kraje należące do programu GSP traktowane są w sposób uprzywilejowany – najbardziej powszechne produkty nie są objęte cłem, natomiast produkty „wrażliwe” objęte są taryfami zredukowanymi. Oznacza to, że w przypadku Kolumbii 90 procent produktów eksportowanych do Unii Europejskiej nie jest objęte cłem ani żadnymi dodatkowymi taryfami. GSP występuje w kilku wariantach: GSP+, dla krajów nie sklasyfikowanych przez World Bank jako kraje o wysokim dochodzie (tu znajdziemy takie państwa jak Peru, Ekwador, Kolumbia, Boliwia i inne) oraz EBA (Everything But Arms), obejmujące 49 krajów z listy Least Developed Countries i gwarantujące wszystkim produktom (poza bronią) bezcłowy dostęp do europejskiego rynku. Ostatnie porozumienie GSP wygasa 31 grudnia 2011 roku.
W swych relacjach z Ameryką Łacińską, UE najbardziej akcentuje dążenie do stabilizacji regionu, zarówno pod względem poczucia jedności społecznej jak i integracji regionalnej. Ostatnie dane (2005 rok) dobitnie pokazują przepaść jaka dzieli najbiedniejszych od najbogatszych: 200 milionów ludzi żyje poniżej relatywnej granicy ubóstwa, zaś 88 milionów w skrajnej nędzy. 10% ludności kontynentu dysponuje 50% majątku.
Przede wszystkim chodzi tu więc o zniwelowanie różnic między państwami południowoamerykańskimi i stworzenie jednego rynku zbytu, jak również o ujednolicenie systemu imigracyjnego. Swobodny przepływ towarów i ludzi przekłada się na dynamikę wzrostu ekonomicznego. Część z tych postulatów znajduje się obecnie w fazie implementacji, czego najdobitniejszym dowodem jest utworzenie Unii Narodów Południowoamerykańskich (UNASUR) w maju zeszłego roku, aczkolwiek organizacja ta (modelowana na UE) nie podjęła jeszcze żadnych zdecydowanych kroków i działa w ramach istniejących struktur (MERCOSUR – Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj i Wenezuela; Andyjski Wspólny Rynek – Boliwia, Peru, Ekwador i Kolumbia). Przedstawiciele organizacji przewidują, że UNASUR osiągnie formę zbliżoną do UE w 2019 roku.
Tymczasem UE nie szczędzi wysiłków by dopomóc swym południowoamerykańskich braciom we wkroczeniu na drogę rozwoju. Wyłoniono trzy kluczowe obszary współpracy, na których powstał szereg programów edukacyjnych, forów wymiany doświadczeń i informacji oraz centrów badań. Są nimi:
1) URB-AL / EUROsociAL: redukcja ubóstwa, promocja równouprawnienia, administracja publiczna, walka z handlem narkotykami. (80 milionów euro, 2001-2009)
2) AL-INVEST / @LIS / Euro-Solar : integracja regionalna, współpraca ekonomiczna, odnawialne źródła energii. (133,5 miliona euro, 2002-2010)
3) ALFA / ALBAN / ERASMUS MUNDUS: edukacja oraz promocja wzajemnego zrozumienia między regionami. (140,5 miliona euro, 2000-2010)
Pomimo, że ilość przeznaczonych środków blednie w porównaniu z ponad 6 miliardami dolarów, które na porównywalnej przestrzeni czasu Stany Zjednoczone wydały na samą tylko walkę z uprawami koki, akurat na tym polu podejście UE jest o wiele bardziej racjonalne. Abstrahując już od faktu, że środki te dostępne są dla wszystkich krajów kontynentu, strategia UE sprowadza się głównie do redukcji popytu na własnym podwórku, a nie dostaw broni i sprzętu czy niszczeniu upraw za pomocą silnie trujących herbicydów.
Te programy starają się pokryć wszystko od planowania przestrzeni miejskiej, przez stymulację wymiany doświadczeń między przedsiębiorstwami, programy edukacyjne, stypendia, nowelizację prawodawstwa, energooszczędne rozwiązania dla oddalonych osad ludzkich, aż po rezerwy na wypadek katastrof.
Nie są to czcze słowa. Osobiście brałem udział w ekspedycji ekwadorskiego Ministerstwa Ochrony Środowiska do dżungli w parku narodowym Yasuni, gdzie wraz z innymi uczestnikami spędziłem trzy dni pływając czółnem od osady do osady, instalując panele słoneczne oraz radia CB na wypadek nagłej sytuacji krytycznej. W tym rejonie, a przypominam że jest to park narodowy, koncerny paliwowe prowadzą odwierty oraz przeprowadza się nielegalny wyręb drzew. Nie mniej istotny jest fakt, że przebywają tu dwie indiańskie grupy plemiona Tagaeri, które nie życzą sobie kontaktu ze współczesną cywilizacją i potrafią to zamanifestować w dosyć brutalny sposób (ostatni przypadek miał miejsce w marcu 2008 roku: w dżungli odnaleziono ciało nielegalnego drwala, przeszyte kilkunastoma włóczniami).
„Jak cię widzą, tak cię piszą”
Niestety projektom UE zdecydowanie brakuje widoczności w codziennym życiu mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Wiele osób z którymi rozmawiałem nie ma o nich najmniejszego pojęcia, także w mediach brakuje informacji na ten temat. Wszystko to sprawia, że wysiłki UE nie mają odpowiedniego przełożenia na postrzeganie jej przez ludność kontynentu, zaś w ten sposób stosunek Ameryki Łacińskiej jest w dalszym ciągu w dużej mierze formowany przez stulecia wyzysku i eksploatacji.
Jest takie stare polskie przysłowie: „jak cię widzą, tak cię piszą”. Osobiście uważam, że jego idealnym dopełnieniem jest coś, co kiedyś powiedział mi mój ojciec – „człowiek bardzo szybko i łatwo potrafi obrócić swe dobre imię w gruzy, natomiast na jego odbudowanie z reguły potrzebuje wielu, wielu lat ciężkiej pracy”. Obie prawdy życiowe nigdy nie były bardziej aktualne niż dzisiaj na linii Unia Europejska – Ameryka Południowa.
Niemcom wymazanie gorzkiego posmaku sześciu lat II wojny światowej z ust obywateli Europy zajęło zaledwie (i aż) pięćdziesiąt lat. Dziś, pomimo okazjonalnych przepychanek w kontekście zadośćuczynienia za wyrządzone szkody, Niemcy są powszechnie uznawanym i cenionym członkiem Unii Europejskiej, poważnym partnerem handlowym oraz państwem dysponującym niezwykle liczącym się głosem w sprawach dotyczących naszego zakątka świata. Ba, poza nieliczną grupą radykałów, nikogo już taki stan rzeczy nie dziwi.
Wbrew pozorom nie da się tego samego powiedzieć o relacjach Europy z Ameryką Południową. Wprawdzie pierwszych stron gazet nie okupują nagłówki obwieszczające kolejne kryzysy w stosunkach dyplomatycznych między starym i nowym światem, jednak bez mała pięćset lat krzywd wyrządzonych Ameryce Południowej przez państwa Europy wciąż tkwi cierniem w sercu i pamięci żyjących tu ludzi. Mimo szczerych chęci i ciężkiej pracy zainwestowanej w poprawę tutejszych warunków życia, przedstawiciele UE powinni zacząć od prośby o wybaczenie. Nie odnalazłem jej w żadnym oficjalnym dokumencie UE na ten temat, zaś często przypominane stulecia wspólnej historii i wartości kulturalnych to akurat w tym przypadku powód do wstydu, nie dumy.
Komentarzy: 3Grzegorz Wasiluk
30 maja 2009 (18:15)
Bardzo to wszystko ciekawe. Doświadczenia życiowe Szanownego Pana Kolegi może nawet jeszcze bardziej. Dostrzegam jednak kolejny punkt, w którym się różnimy. Nie, nie chodzi mi o rządy F. Castro Ruz. Fakt jest faktem; na Kubie już od dawna nikt bosy i głodny nie chodzi, a Fidelowi noga na ekonomii się jednak w dużej mierze powinęła i do dziś jeszcze zupełnie nie wyprostowała. Gdyby jednak nie on i jego przewrót, to... Byłaby tam bieda jak w niektórych wschodnich prowincjach UE. No właśnie. Różnimy się w tym punkcie, że ja nie wierzę w czas aniołów w ludzkiej postaci – ani w Brukseli, ani w Paryżu i Berlinie ani gdziekolwiek indziej. Ja należę do tej szkoły myślenia, która widzi stosunki międzynarodowe jako walkę o korzyści, a możliwość wzajemnych korzyści tylko w takim układzie, w którym obie strony są w pełni świadome swoich interesów i umieją o nie skutecznie zadbać. Latynosom radziłbym, aby pamiętali o tym również w stosunkach z UE. Zresztą, wystarczy trochę poczytać między wierszami, aby się dowiedzieć, co jest przyczyną zaniepokojenia po północno-wschodniej strony wielkiej wody. Natomiast z drugiej strony dla mnie wymaganie od dzisiejszych np. Hiszpanów, aby przepraszali za czyny swoich przodków sprzed kilkuset lat, to jest przede wszystkim – bez urazy – niedorzeczność. Jakieś wyrazy ubolewania byłyby może na miejscu, ale co się stało... Pozostaję z szacunkiem i podziwem dla znawstwa tematów i gorącej pasji poznawania spraw tej bez wątpienia fascynującej części świata.
Marcin Mieluch
31 maja 2009 (16:34)
To nie tylko Hiszpania ma za co przepraszać... W istocie Hiszpania, była jedynie punktem tranzytowym, ponieważ wszystkie dobra pochodzące nie tylko z kolonii południowoamerykańskich, lecz generalnie z wszystkich ziem należących do hiszpańskiej korony były natychmiast dystrybuowane na całą Europę - złoto, srebro, drogocenne kamienie. Jak to ładnie ujął Galeano: "Hiszpania miała krowę, ale to inni pili jej mleko". Poza tym nie mówimy o sprawach, które wydarzyły się kilkaset lat temu. To wszystko zaczęło się kilkaset lat temu, a skończyło całkiem niedawno. Co prawda ostatni rozdział tej historii napisany został ręką USA... dlatego też w tym artykule nie figuruje. Może faktycznie nie chodzi tyle o przepraszanie, co o wycieranie sobie gęby historią. Praktycznie każde oświadczenie EU-LAC Summit zaczyna się od podkreślenia więzów historycznych i kulturalnych między regionami. Dyplomacja dyplomacją, ale błagam... niech nie robią z nas idiotów. dziękuję za konstruktywne słowa krytyki, jak również za uznanie. :)
Enlargo
15 czerwca 2009 (14:52)
tych ”supergwiazd”. Brawo!!
Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...


Start


