Liban zawsze uważany był za najbardziej liberalny kraj muzułmański. Duża ilość chrześcijan (dawniej proporcje muzułmanie-chrześcijanie... 
Kilka dni temu pisałam o przypadającym na październik bieżącego roku dwudziestoleciu miesięcznika "Pani". Jednakże październik to ważny... 
TVP Kultura i radiowa "Trójka", to chyba jedyne media publiczne spełniające rzeczywiście powierzoną im misję. Nie schlebiają masowym gustom,... 
Jako fascynat nowych mediów, wielokrotnie pisałem z pozycji zwolennika mediów obywatelskich, czasami nawet amatorskich, jako wiarygodnego... 
Mam takie skrzywienie, że z wielkim zainteresowaniem czytam i oglądam wszelkie artykuły, publikacje i magazyny poświęcone naszej rodzimej myśli... 
Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic... 
Od nieco ponad roku układy wpływów panujące w Telewizji Polskiej charakteryzują się tym, że wszyscy w miarę zorientowani w meandrach polskiej... 
Międzypartyjne bitwy i bitewki trwają nieustannie, a sojusze i sojuszyki mają się całkiem dobrze. Właściwie już nie warto starać się... 
Międzypartyjne bitwy i bitewki trwają nieustannie, a sojusze i sojuszyki mają się całkiem dobrze. Właściwie już nie warto starać się... 
Od nieco ponad roku układy wpływów panujące w Telewizji Polskiej charakteryzują się tym, że wszyscy w miarę zorientowani w meandrach polskiej... 
Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic... 
Niedawno miała miejsce gala wręczenia, poniekąd prestiżowej nagrody kulturalnej w naszym kraju, czyli właśnie „Paszportów Polityki”.... 
Od początku transformacji ustrojowej w 1989 roku, polskie media publiczne są przedmiotem nieustannej rozgrywki politycznej. Traktowane przedmiotowo... 
Kilka dni temu pisałam o przypadającym na październik bieżącego roku dwudziestoleciu miesięcznika "Pani". Jednakże październik to ważny miesiąc także dla innego pisma, miesięcznika "Bluszcz". Gdyż raczkujące na rynku wydawniczym pismo, właśnie w październiku br. będzie obchodziło swoje pierwsze urodziny.
Tak właściwie, z tym raczkowaniem to na wyrost. Przede wszystkim dlatego, że obecny „Bluszcz” nie jest nowością samą w sobie, a próbą reaktywacji pisma pod tym samym tytułem, wydawanego w Warszawie w latach 1865 – 1939. Oryginalny „Bluszcz”, założony przez drukarza i księgarza Michała Glucksberga oraz poetkę Marię Ilnicką (pierwsza redaktor naczelna pisma) był ilustrowanym tygodnikiem wydawanym z myślą o kobietach. Tygodnik łączył, jak to się teraz kolokwialnie mówi, przyjemne z pożytecznym. Na jego łamach zaś panie mogły znaleźć zarówno porady i wskazówki dotyczące prowadzenia domu, wzory haftów, wykroje krawieckie sukien, jak również twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Marii Konopnickiej, Elizy Orzeszkowej, Marii Kuncewiczowej, Adama Asnyka, Marii Dąbrowskiej. Czy też utwory muzyczne, choćby Stanisława Moniuszki. Obecnie, reaktywowany po ponad 70u latach „Bluszcz” jest miesięcznikiem, a nie, jak jego pierwowzór, tygodnikiem. Pismo wydaje Elipsa, nakład to 150 tys. egzemplarzy, cena 8 zł., a stanowisko redaktor naczelnej powierzono Joannie Laprus – Mikulskiej.
No dobrze. Tyle w ramach wstępu a'la Wikipedia. Przyznaję, że jeszcze kilka miesięcy temu nie miałam zielonego pojęcia, że taki twór jak „Bluszcz” w ogóle istnieje. Od momentu gdy pierwszy numer trafił do sprzedaży, mój wzrok wespół z zainteresowaniem, nie natrafiły na ani jedną reklamę miesięcznika. Ani w telewizji, ani w prasie, ani w internecie. Nie zauważyłam żadnego bilbordu zachęcającego mnie do zakupienia pisma. Nie wpadły mi też w uszy żadne, płynące z radia, peany pochwalne, jaki to ten miesięcznik jest rewelacyjny. A gdy wreszcie po kilku miesiącach, w jakimś saloniku prasowym, mój wzrok padł na okładkę kolejnego z rzędu numeru, nie pamiętam żebym ochoczo chwyciła pismo i czym prędzej popędziła do kasy. I tak właściwie to nawet nie wiem co mnie wtedy zraziło. Bzdurne przeświadczenie, że jest to miesięcznik pisany przez krytyków literackich dla krytyków literackich? A ja, jak się skuszę, to ze względu na mnogość wydumanych terminów, bez pomocy słownika nie przebrnę przez ani jeden tekst. Choć może po prostu z nieufnością podeszłam do kobiecego pisma, na okładce którego nie znalazłam ani aktorki, ani modelki, ani rankingu kosmetyków, tylko jakiś obraz. Fakt, że obraz kobiety, lecz jakoś mnie to nie przekonywało. Tak właściwie, na zakup zdecydowałam się dosyć niedawno. I to tylko z wrodzonej przekory. Bo gdy z 6 młodych kobiet, jedna za drugą, na kontuarze przed sprzedawcą położyły „Bluszcz”, to przecież ja nie będę od nich gorsza.
Wrażenia po lekturze? Z ręką na sercu, mieszane. Z jednej strony, tak pół żartem, pół serio, to chyba przeczytałam o jeden numer „Pani” za dużo i jestem wierną entuzjastką tego miesięcznika, podobnież, o rok za dużo. Gdyż poprzeczka poszybowała tak wysoko, że żadne inne pismo które mi wpada w ręce, nijak nie może doskoczyć, ani wyśrubowanych norm wyrobić. Z drugiej strony, przyznaję, że „Bluszcz” zaczyna mnie coraz bardziej nęcić. Pomysł aby miesięcznik dla kobiet opierał się jedynie na słowie pisanym, a całość stanowiły fraszki, wiersze, felietony, reportaże, opowiadania, fragmenty książek, a nawet komiks, plus dodatek dla dzieci Bluszczyk, jest dla mnie tak zadziwiający, tak inny od całej reszty, że aż do przyjęcia. Wielki plus za przyświecający pismu cel znalezienia i wypromowania młodych, nieznanych twórców. A co za tym idzie możliwość przysyłania do pisma własnych opowiadań, z których najlepsze ukażą się na łamach "Bluszczu", w cyklu "Z szuflady". Plus za liczne sms-owe konkursy z nagrodami w postaci książek. Kolejny wielki plus za mnogość autorów oraz różnorodność tekstów i poruszanych tematów. Pismo można przeczytać od deski do deski w ciągu jednego wieczoru czy dłuższej podróży pociągiem, bądź też dawkować, co kilka dni czytając kolejne, wybrane teksty. A moje wcześniejsze założenia o krytykach literackich mogę między bajki włożyć, gdyż nie przypominam sobie aby publikujący na łamach „Bluszczu”, choćby Katarzyna Grochola czy Janusz L. Wiśniewski byli pupilkami krytyków.
Reasumując, nie powiem, że „Bluszcz” w pełni mnie zachwycił i do wiernych zakupów pisma przekonał. Niemniej jednak, inicjatywa to ciekawa, potrzebna i ja jej będę kibicować. Jednakże, bez bardziej widocznej w mediach kampanii reklamowej, choćby skupiało twórczość najpoczytniejszych pisarzy i poetów, a kolejne teksty były nie wiadomo jak porywające, pismo będzie omijane przez czytelniczki szerokim łukiem. Czytelniczki wychodzące z założenia, że to jedynie kolejne czytadło dla polonistów. A nie wiedząc czym tak dokładnie jest „Bluszcz” wybiorą gazetę leżącą tuż obok. Choćby dlatego że do tej drugiej dodano korale oraz saszetkę z płynem do prania tkanin.
Przez dwadzieścia lat demokratycznej Polski partii odwołujących się do etosu patriotycznego i narodowego były w Polsce dziesiątki, jeżeli nie setki. Tych formacji, stronnictw, które...
Po blisko piętnastu miesiącach od krwawych zamachów bombajskich oba nuklearne mocarstwa Azji Południowej postanowiły wrócić do trudnych rozmów pokojowych. Nagły zwrot akcji i ich...
Kiedy idę do kawiarni czy restauracji w Polsce, zdarza mi się być obsługiwanym przez osobę w moim wieku. Mamy zupełnie inny status – ja klienta, ona pracownika. W tej chwili...