Rząd redukuje wysokość składki przekazywanej do OFE - będzie lepiej?
    ZUS29 · system emerytalny46 · OFE28 · reforma finansów publicznych19
2011-01-07
Na przełomie roku rząd poinformował opinię publiczną o swoim wyborze dotyczącym sposobu przeprowadzenia „reformy emerytalnej”. Według tego planu, od kwietnia składka przekazywana do Otwartych Funduszy Emerytalnych miałaby zmniejszyć się z 7,3 proc. do 2,3 proc. W odstawkę poszły więc całkiem słuszne pomysły na reformę, zakładające wprowadzenie zróżnicowanych subfunduszy czy czasowe utworzenie nierynkowych obligacji emerytalnych. Przedstawiciele obozu rządowego chełpią się, że dokonali słusznego wyboru i po równo podzielili rację dzisiejszych i przyszłych pokoleń. Czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć?

Począwszy od pierwszego stycznia 1999 roku, zaczęła w Polsce funkcjonować reforma emerytalna, opracowana i wdrożona przez rząd Jerzego Buzka. Prace nad jej projektem, poprzedzone były głębokimi dyskusjami, które jasno pokazały, że w niedalekiej przyszłości, Zakład Ubezpieczeń Społecznych stanie się niewypłacalny. Reforma emerytalna, dzieliła metody finansowania rent i emerytur na trzy filary. Kluczową częścią stało się utworzenie drugiego filaru, który został oparty o Otwarte Fundusze Emerytalne, tworzone przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne. Oznaczało to odejście od dotychczasowego systemu „umowy pokoleniowej” w której to składki wpłacane na bieżąco, były wydatkowane na natychmiastową wypłatę rent i emerytur dla ludzi osiągających takie przywileje.

Polskie finanse: Minister Rostowski mija się z prawdą

Comiesięczna składka emerytalna została podzielona w taki sposób, że 12,2 proc. trafiało do ZUS, a 7,3 proc. do OFE. Miało to być swoistą poduszką bezpieczeństwa przed funkcjonującym modelem solidarności międzypokoleniowej, który w kontekście negatywnych zmian demograficznych był nie do utrzymania w przyszłości. Autorzy reformy z 1999 roku ponieśli jedną wielką porażkę – zaufali politykom. Nie przewidzieli, że wybrańcy narodu będą zwlekali z upowszechnieniem systemu emerytalnego (zmiany w KRUS, wcześniejszych emeryturach i emeryturach mundurowych). Nie przewidzieli również, że dochody z prywatyzacji majątku publicznego, będą wydatkowane nie na finansowanie kosztów reformy emerytalnej (jak zakładali), a na bieżące łechtanie potrzeb wyborców. Ostatecznie nie przewidzieli również, że politycy nie będą w stanie zaprezentować i wprowadzić spójnego rozwiązania, które miałoby usprawnić bieżący system emerytalny. Wszak od reformy minęło 11 lat, a na rynku kapitałowym o który oparta została reforma emerytalna, to cała wieczność.

”Reforma emerytalna” rządu Donalda Tuska

Z tego co do tej pory dało się usłyszeć, składka do OFE ma zostać zmniejszona z 7,3 proc. do 2,3 proc. Z kolei składka do ZUS ma wzrosnąć z 12,2 proc. do 17,2 proc. Dodatkowe 5 proc., którymi zarządzać ma ZUS, będzie trafiało na indywidualne konto osobiste. Co ciekawe, przedstawiciele ZUS są sceptyczni co do tego, czy uda im się przystosować system informatyczny (którego twórca jest Prokom, obecnie Asseco) na czas. „Jeżeli robimy tak poważne zmiany, jakie ostatnio zaproponował premier, trzy miesiące na przygotowanie szczegółów i konsultacje to mało” przyznał w wywiadzie dla Gazety Wyborczej Wojciech Nagel, zastępca przewodniczącego rady nadzorczej ZUS. Aby składki mogły być prawidłowo identyfikowane, należy stworzyć specjalne subkonta w systemie informatycznym dla 15 milionów Polaków. Uważny czytelnik zauważy, że przecież każdy już takie subkonto powinien mieć, bo gdzieś powinny być zbierane nasze składki… Jak przez mgłę pojawiają się również pomysły ulg podatkowych od dodatkowych środków oszczędzanych przez przyszłego emeryta. Jak to się będzie miało do działających przecież od 11 lat IKE (ok. 800 tys. osób posiada takie rachunki), chyba nawet sam minister Michał Boni nie wie…

Co z nowymi składkami przekazanymi do ZUS?

Pomijając już problemy natury formalno-organizacyjnej, pojawiają się następne znaki zapytania. Dotychczasowe składki przekazywane do ZUS, było co roku waloryzowane o wskaźnik inflacji (w uproszczeniu). Nowe 5 proc. składki wpływające na indywidualne subkonto ma być waloryzowane o wysokość PKB. Nie wiadomo dokładnie, czy będzie to po prostu PKB, czy też nominalne PKB, a więc po uwzględnieniu inflacji. W pierwszym przypadku, nowe składki za 2009 r. byłyby powiększone o 1,7 proc., natomiast w drugim aż o 5,35 proc. Oczywiście te kwoty nie spadają z nieba i taka waloryzacja oznacza tyle, iż powiększyć się będą musiały dochody budżetowe (a w przyszłości być może podatki?). Minister finansów Jacek Rostowski zapewnia, że takie oprocentowanie to „znacząco” więcej niż oprocentowanie obligacji skarbowych, które były podstawą portfela OFE. Takie postawienie sprawy jest jednak działaniem krótkowzrocznym, gdyż w okresie niskiej inflacji i niskiego wzrostu gospodarczego (a więc i znikomej waloryzacji składek), oprocentowanie obligacji może dynamicznie rosnąć (wyższa premia za ryzyko). Można zrozumieć, iż premier rządu musi dbać o dobre imię i kolorować swoje wypowiedzi (czy to z pobudek pijarowskich czy to z braków wiedzy ekonomicznej), ale od ministra finansów powinniśmy wymagać rzetelności i kompleksowego postawienia sprawy.

Czy składki będą dziedziczone?

Dużym osiągnięciem reformy emerytalnej była zasada dziedziczenia kapitału zgromadzonego w OFE w przypadku śmierci przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Z reguły, połowę środków zebranych w OFE otrzymywał współmałżonek (na swoje konto emerytalne), a druga połowa stanowiła przedmiot postępowania spadkowego (jeśli ubezpieczony nie wskazał osób uposażonych). Z danych podanych przez GW wynika, że przez dziesięć lat OFE wypłaciły bliskim zmarłych ponad 800 mln zł, z czego ponad 500 mln zł w gotówce (reszta trafiła na ich kont emerytalne). Nie jest to co prawda idealne rozwiązanie, bo wiąże się z pewnymi ograniczeniami, to jednak znacząco lepsze niż zasada braku dziedziczenia środków „zgromadzonych” w ZUS. Tam, pod pewnymi ściśle określonymi w ustawie o emeryturach i rentach warunkami, przyznawana jest renta rodzinna. Strona rządowa obiecuje, że podejmie starania aby nowa część składki przekazywanej do ZUS była dziedziczona na analogicznych zasadach jak środki w OFE. Na przeszkodzie stanąć mogą względy statystyczne Eurostatu. Jeśli Bruksela nadal wliczałaby te środki do długu publicznego, to rząd wycofa się z zapisów dotyczących dziedziczenia w nowej ustawie…

Przyszli emeryci zyskają czy stracą na nowych rozwiązaniach?

Powiedziałbym, że na wprowadzeniu nowych zasad dzielenia składki emerytalnej, stracą wszyscy, nie tylko emeryci. Przede wszystkim osłabi się presja na przeprowadzenie istotnych reform dławiących naszą gospodarkę, w skutek przesunięcia problemów finansów publicznych na przyszłe pokolenie. Minister Finansów przedwcześnie odtrąbił sukces o tym, że dług publiczny w przyszłym roku spadnie o około 1 proc. Trafnie komentuje to prof. Krzysztof Rybiński na swoim blogu. „Otóż te zmiany nie obniżą długu, ponieważ dług wobec przyszłych emerytów będzie przyrastał jeszcze szybciej (…) tylko większa część tego przyrostu zostanie schowana pod dywan. Zamiast obligacji rynkowych, ten dług będzie miał formę zobowiązania do wypłaty określonej emerytury na naszym koncie w ZUS.” Strona rządowa z dumą prezentuje obliczenia stopy zastąpienia (stosunek ostatniego wynagrodzenia do pierwszej emerytury), które wskazują, że na nowych zmianach skorzysta każdy emeryt. Wątpliwości musi natomiast budzić sposób w jaki obliczono stopę zwrotu z OFE na przełomie 40 lat, skoro ministerstwo finansów miało problem z oszacowaniem wyłącznie jednorocznej ustawy budżetowej na 2009 r. (w skutek nowelizacji, obniżono szacowany wzrost gospodarczy z 4,8 proc. na 0,2 proc...).

A może by tak pójść przykładem… Węgier?

Węgry są ostatnio pod dużym obstrzałem w mediach. Nie tylko ze względu na rozpoczętą 1 stycznia prezydencję w UE czy zawirowania z wolnością prasy, ale także nacjonalizację tamtejszych OFE. Ustawa wprowadzona przez rząd Wiktora Orbana, wymusza przeniesienie oszczędności zgromadzonych w odpowiedniku naszego drugiego filaru, do państwowego systemu emerytalnego (na wzór polskiego ZUS). Dzięki temu ruchowi, budżet Węgier na 2011 rok będzie miał jeden z najniższych deficytów w całej Unii Europejskiej – 2,94 proc. PKB, a dług publiczny zmniejszy się z obecnych 78 do 70 proc. PKB. Do tego momentu, zmiany te należy oceniać krytycznie, gdyby nie fakt, iż Węgrzy otrzymają coś w zamian.

Czym są finanse publiczne?

Progresywna stawka podatku dochodowego od osób fizycznych zostanie zastąpiona liniową 16 proc. stawką PIT. Obniżeniu ulegnie również stawka podatku dochodowego od osób prawnych dla małych i średnich przedsiębiorstw (z obrotami do 1,8 mln euro) z 19 proc. do 10 proc. (od 2013 r.) Będzie to jednocześnie najniższa stawka „podatku korporacyjnego” w całej UE. Obniżki podatków PIT oraz CIT są znaczne. Dochody budżetowe z ich tytułu spadną odpowiednio o 28% i 41% w porównaniu do roku poprzedniego. W tym samym czasie, nas czeka prawdopodobnie podwyżka podatku VAT do 25 proc., podwyżka składki rentowej i być może powrót do skali z trzema stawkami podatkowymi…


Komentarzy: 6

Paweł K
8 stycznia 2011 (20:36)
Skoro już nawet Balcerowicz
krytykuje Tuska to coś musi być na rzeczy...

Trader
10 stycznia 2011 (11:39)
część odpalana do ZUS-u
ma być waloryzowana o wskaźnik inflacji + wskaźnik PKB. To jasne. Tutaj nie ma ściemy. Autor zadaje pytanie a co jak będzie niska inflacja i niski PKB. Ok? A wówczas nasz giełda będzie rosła? Tak się pytam

Ford
10 stycznia 2011 (12:06)
kilka ostatnich wpadek Tuska
sugeruje mi podpowiedzieć państwu, że to powolny koniec tej partii u sterów władzy w Polsce. Katastrofa, powodzie, kryzys ekonomiczny chyba jednak wziął górę. Szli przez te rafy naprawdę nieźle. Ale jednak brakło im tchu. Nie wiem co będzie dalej, ale ja osobiście nie widze sensownych ludzi na czele kraju. Nie ma wyboru. Bo kogo wybierzemy na czele rządzenia krajem. Ludzi, którzy demontowali system, gdy im było wygodniej czyli SLD? Zytę Gilowską, za której decyzji w tym roku zapłacimy pewnie furę kasy? Kogo? Rybiński jest ok, ale on już zrozumiał zasady polityki, czyli dużo mówić, demagogicznie a to oznacza, że ktoś kiedyś i jego w ten sposób przepędzi. Balcerowicz? Broni własnych interesów. Nagonka na rząd jaka sie teraz przez media przewala jest potworna. Słuszna? tak...prawdopodobnie tak, ale jednak czy ktoś ma inną propozycję zmian, reform? A skąd, SLD dorzuca swoje głupoty, PiS mówi o podziale na tych co oszczędzają w ZUS-ie i OFE w ogóle nie myśląc o emerytach obecnie pobierająych emerytury, (a jeszcze chyba przez 30 lat czeka nas fala osób, która nie odkładała w OFE kasy). Pomysł i mi się podoba. Dać ludziom wybór, a ci co teraz biorą emerytury...a nie zdechną z głodu? To jest ta solidarmość pokoleniowa?

Łukasz
10 stycznia 2011 (21:04)
Trader -> waloryzacja = inflacja + wskaźnik PKB.
Skąd państwo weźmie te pieniądze? Oczywiście z podatków, bo nie powstaną one przecież z gry rynkowej, tak jak ma to miejsce z obligacjami. Co do drugiego pytania, czyli czy giełda będzie rosła w przypadku niskiej inflacji i niskiego PKB, to mam wrażenie, że się nie zrozumieliśmy :) "Minister finansów Jacek Rostowski zapewnia, że takie oprocentowanie to „znacząco” więcej niż oprocentowanie obligacji skarbowych, które były podstawą portfela OFE.". Wracając teraz do postawionego pytania - przy niskiej inflacji i niskim wzroście PKB, stopa zwrotu z inwestycji w obligacje może być wyższa. Całe to manipulowanie danymi/stopami zwrotu zależy od założeń. Minister Rostowski przyjmuje sobie założenie (ciekawe, szczególnie w perspektywie zeszłorocznych problemów z oszacowaniem jednorocznej ustawy budżetowej), że w ciągu 40 lat, stopa zwrotu z OFE wyniesie średniorocznie 5 proc. i to już mu wystarczy, aby odbębnić jaki to świetny pomysł wypracowano w zaciszu gabinetów. Z kolei w jednym z ostatnich wydań "Pulsu Biznesu" udowodniono, że stopa zwrotu z OFE przebije z nawiązka stopę waloryzacji...

Kapitan R
11 stycznia 2011 (13:21)
niezły tekst
ale jednak czuć w nim nutkę dowalenia Tuskowi. Niestety OFE też przyczyniają się do wzrostu zadłużenia, jak to policzyli ludzie z Bieleckim na czele, będzie tego koło 30% od deficytu na Polaka. Najtrudniejsze pytanie jest: jak zrobić by ludzie ze starego systemu (którzy pobierają emerytury, lub już kończą pracować) nie byli pokrzywdzeni przez nowy system wprowadzony w 1999 roku. A demontaż systemu nie zaczął Tusk, tylko jego poprzednicy, tego też brakło w tym tekście.

reemigrant
25 stycznia 2011 (11:37)
mam pytanie.
Załóżmy, że na razie wszystko jest po staremu. Idę na emeryturę. Jak dostaję emeryturę z OFE? w jaki sposób? będą mi przelewać co miesiąc? Ile? jaką część? Czy dostanę wszystko na raz. Ile uzbierałem, tyle dostanę w jednym przelewie? Pytam bo słyszałem, że emerytury z OFE mają być przelewane w systemie ”ratalnym” czyli jak mi zostało załóżmy (statystycznie, bo oni liczą to wg. statystyk) 5 lat życia, to podzielą 100%/5/12 i tyle dostanę. A czy reszta jest kapitalizowana? Jeżeli tak, to jak? i czy to prawda?
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Forum Od-nowa: Janosikowe przykładem błędów systemu finansowego

Istnieją duże szanse, że dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 4 marca 2014 r. ziści się długo oczekiwana przez zamożniejsze samorządy zmiana w mechanizmie działania tzw....
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".