Sędzia i świnia, czyli kolęda po polsku
    Kościół Katolicki68 · Ksiądz2 · chrześcijaństwo31 · papież Franciszek5
2014-02-07
Na tegorocznej kolędzie mieliśmy (nieco wątpliwą) przyjemność gościć, miast księdza z naszej parafii, kapłana pomocniczego.

Stół przygotowany na kolędę

Co ciekawe, kapłan ów okazał się pracownikiem diecezjalnego sądu biskupiego, co rzecz jasna było dla nas czymś niecodziennym. Po modlitwie, w związku z brakiem inicjatywy w rozmowie z jego strony podjęliśmy temat szczegółów jego nietypowej funkcji. Duchowny opowiadał konkretnie i rzeczowo, wyraziście gestykulując, jak solidnie przygotowany wykładowca. W każdym razie słuchało się go dobrze, a dialog jakoś się kręcił. W pewnym momencie jednak mój ojciec zadał pytanie o to, czy tego typu sąd biskupi również rozpatrywał głośną sprawę zawieszenia prawa głosu w mediach ks. Adama Bonieckiego.

To był zwrot. Ksiądz sędzia momentalnie stracił spokój, porzucił merytoryczność języka, zaczął mówić, że „Boniecki jest kłamca, krętacz, świnia”. Pomimo zachowania służbowego uśmiechu nie zdołał ukryć wzburzenia, wyrażonego przez pełną gamę czerwieni i bieli, która przemknęła po jego twarzy. Dalszy przebieg dyskusji w zasadzie jest niegodny uwagi, poza jedną wzmianką o „skarżeniu się u Lisa”. Nasz gość uporczywie powtarzał, niczym mantrę, swoje wiązanki. Pomyślałem, że nawet gdyby ojciec rzucił „Boniecki lubi placki”, ksiądz kolędnik i tak powiedziałby swoją formułkę, zważając tylko na to jedno słowo klucz: „Boniecki”. Ostatecznie, kiedy nieco już wytrącony z równowagi tata stwierdził, że „ksiądz źle trafił, bo my tu jesteśmy za Tygodnikiem Powszechnym”, sędzia wstał, podał nam rękę i wyszedł. No cóż, hej kolęda, kolęda!

Teraz chciałbym pospiesznie wyjaśnić, do czego służy mi ta anegdotka. To, że jestem czytelnikiem TP, a księdza Bonieckiego lubię i szanuję, to tylko moje subiektywne odczucia. Nie chciałbym wcale żeby ksiądz sędzia się ze mną zgadzał – wręcz przeciwnie, różnice zdań są z natury bardziej twórcze niż ich zgodności. Ale, na Miły Bóg, kto powinien uczyć szacunku bardziej niż chrześcijański kapłan? Możemy się spierać, ale tym samym językiem, jakim chwilę wcześniej rozmawialiśmy o kościelnym sądownictwie. Spokojnie, wyważenie, być może czasem z ostrą wymianą zdań, ale zawsze w granicach godności drugiego człowieka. Jednak problem górowania emocji nad rzeczowością dyskusji to tylko jedna strona medalu. Zachowanie księdza, który przyszedł do nas z posługą, jest również symptomem smutnego zjawiska, jakie trawi nasz krajowy Kościół niczym choroba. Jest nim fundamentalizm, i to wcale nie religijny.

Zaproponowane przez księdza sędziego poglądy były bowiem gotowym pakietem, jednym z wielu, z jakich zapewne korzysta on i grono innych księży w całej Polsce wypowiadając się w kontrowersyjnych tematach. Myśl zawarta w takim pakiecie jest przejrzysta i radykalna, czarna na białym, tak żeby przyjmujący go odbiorcy nie musieli się zastanawiać co?, jak?, dlaczego?, ale mieli już na wszystko gotowe odpowiedzi. Człowiek zaś, który nie zastanawia się, nie rozważa, jest skostniały w swoim myśleniu – zastyga, zaniedbuje swoją osobowość, staje się obojętny, zgorzkniały i monotonny. Jak pisał Kisiel: „Zastój, bezruch jest zapowiedzią degeneracji i śmierci, nie wolno ani przez chwilę odpocząć, ani na chwilę nie należy zawieszać wewnętrznego krytycyzmu”.

Tak więc, dawanie wiernym przez kapłanów takich gotowców, choć oczywiście jest łatwym sposobem nauczania, de facto działa na nich destrukcyjnie. Dając proste i jasne „Jest tak a tak, i już”, zabija się zdolność do samodzielnego myślenia, do poszukiwania prawdy, gdyż prawdę usłyszymy z ambony lub na kolędzie, jedyną i objawioną, niepodważalną. To co ja sądzę o danej kwestii nie ma natomiast żadnego znaczenia. Jeżeli w jakikolwiek sposób odbiega to bowiem od odgórnie podyktowanej linii jest kłamstwem, jeżeli zaś się z nią zgadza nie jest niczym odkrywczym, własnym, tylko powtórzeniem powszechnie poprawnej opinii. Jakie zatem powinna być właściwa metoda nauczania?

Myślę, że najlepszą definicją będą tutaj słowa papieża Franciszka, który jeszcze jako kardynał pisał w książce „Między niebem a ziemią”: „Nauczyciel wykłada prawdy Boże, wskazuje drogę. Jeśli jest jednak prawdziwym nauczycielem, pozwala swemu uczniowi kroczyć samodzielnie i towarzyszy mu w życiu duchownym.” Te słowa odniósłbym także do pozostałych wymiarów życia, gdyż chrześcijanin jest człowiekiem z krwi i kości, nie składa się tylko z ducha, choć jest on arcyważny. Duchowny powinien więc oświecać nie tylko w sferze religijnej, ale także w społecznej lub kulturowej. Pokazywać możliwe drogi, ścieżki rozumowania, ale nie zmuszać do żadnej z nich. Jego nauka ma dać słuchaczowi umiejętność rozeznania otaczającego świata i jego kontrowersji w świetle dojrzałego chrześcijaństwa.

Sukces nauczającego następuje nie wtedy, gdy uczeń rozwiązuje spotykające go problemy za pomocą siłowo wpojonych mu schematów, ale kiedy potrafi pokonywać je sam, za pomocą swojego wolnego umysłu, pozostając jednak w zgodzie z moralnością chrześcijańską. I takiego właśnie, odpowiedzialnego i mądrego pobudzania zdolności myślenia w duchu wiary chciałbym życzyć wszystkim naszym księżom, gdyż wyjdzie to tylko na dobre, dla całej wspólnoty Kościoła. Niech żyje samodzielne myślenie! Jakby powiedział mistrz Kartezjusz: „Cogito ergo sum”.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".