Semantyczna przyszłość sieci
    Internet53 · przyszłość internetu34
2011-05-15
Autor: Otto Katz
Jeszcze trochę ponad dekadę temu w Polsce mało kto coś o Internecie wiedział, a takich, co z tego wynalazku korzystali, można było między Odrą a Bugiem ze świecą szukać. Dzisiaj to cyfrowe medium urosło do niewyobrażalnych rozmiarów i jego popularność ciągle rośnie. Rozmach, z jakim e-rewolucja podbiła świat robi ogromne wrażenie.

Czy damy się zaskoczyć jeszcze raz, czy może uda się przewidzieć, jaki kształt przybierze sieć WWW w nadchodzących latach?


Masz to, co stworzysz

W tej chwili w Internecie królują witryny działające w zgodzie ze schematem Web 2.0. Tak naprawdę ciężko o jednoznaczną, prostą i klarowną definicję tego zjawiska. Najłatwiej chyba tłumaczyć je jako ewolucję sieci z prostych, statycznych obrazów i tekstów, które użytkownik mógł tylko biernie odbierać, do treści, w jakie można samemu ingerować. Razem z Web 2.0 w świecie Internetu na dobre zadomowiło się pojęcie user generated content. Zawartość tworzona przez użytkownika. Z początku działało to na dość prostej zasadzie. Na stronach pojawiła się możliwość komentowania wpisów. Popularność zdobyły sobie panele dyskusyjne. Furorę zaczęła robić Wikipedia. Dzisiaj w sieci rządzą i dzielą gigantyczne inicjatywy społecznościowe. Z Facebooka, który opiera się właściwie tylko i wyłącznie na treści generowanej przez użytkowników, korzysta kilkaset milionów osób na całym świecie. Dzięki serwisom takim jak MySpace lub Last.fm wzrosła popularność zespołów muzycznych, których ilość ciężko nawet oszacować. W każdej minucie na YouTube pojawia się ponad 35 godzin nowych nagrań, z czego ogromną większość stanowią materiały wrzucone do Internetu przez osoby prywatne.

Żeby wyobrazić sobie skalę możliwości, jakie daje ludziom Web 2.0 wystarczy spojrzeć na to ile osób korzysta z Internetu. Jak podaje serwis Wirtualnemedia.pl, tylko w Polsce w marcu 2011 w cybernetycznej rzeczywistości zanurzyło się ponad 18 milionów Polaków. Globalnie prawie półtora miliarda. W tej statystyce znalazł się mniej-więcej co czwarty mieszkaniec Ziemi. I każda z tych osób, dzięki technologii na których bazuje współczesny Internet, może wzbogacić wirtualną przestrzeń o niemal dowolną treść. I nie wymaga to już właściwie żadnych umiejętności z zakresu informatyki. Wystarczy podstawowa wiedza o tym, jak funkcjonują pewne serwisy, by dodawać do nich własne teksty, obrazy, czy nagrania audiowizualne.

Web 2.0, choć biorąc pod uwagę to, w jakim miejscu obecnie znajduje się WWW, może niektórym wydawać się szczytem możliwości „wirtualu”. Z resztą, gdyby trzeba było wybrać symbol XXI wieku, na dzień dzisiejszy Internet pewnie byłby jedną z pierwszych kandydatur branych pod uwagę. Ogromny w tym udział miała forma, jaką przybrał na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Ale, choć może to na pozór brzmieć nieprawdopodobnie, to dopiero początek rozwoju sieci. Internet to wciąż bardzo młode medium. Historia prasy sięga setki lat wstecz. Radio i telewizja są powszechnie dostępne od blisko wieku. Choć pierwsze eksperymentalne próby stworzenia komunikacyjnej sieci komputerowej były prowadzone przez amerykańską agencję ARPA (dziś DARPA - Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych) już kilkanaście lat po II Wojnie Światowej, to system WWW narodził się na początku lat 90' ubiegłego wieku. Swoją obecną pozycję zdobył więc w niespełna 25 lat. I ciągle rozwija się w szaleńczym tempie.

Krok naprzód

Naturalnie następnym etapem w historii Internetu, po Web 2.0, będzie trzecia „edycja” systemu World Wide Web. Oczywiście nie należy się spodziewać niczego w stylu „nowej wersji” cyberprzestrzeni. Takie zmiany nie następują skokowo. Tak jak i obecny standard, tak również Web 3.0 z całą pewnością będzie rodziło się stopniowo, płynnie upowszechniając się w każdym zakamarku sieci. Pytanie tylko: w jakim kierunku będzie zmierzała dalsza ewolucja Internetu?

Do zrozumienia, czym według współczesnych koncepcji stanie się Web 3.0 konieczne jest zapoznanie się z terminem „sieci semantycznej”. To właśnie ten wynalazek ma się stać kluczem do funkcjonowania nowego Internetu. Obecnie wyszukiwanie danych w cyberprzestrzeni odbywa się na bardzo „łopatologicznej” zasadzie – poprzez pozbawione kontekstu hasłach i popularność wyborów, dokonywanych przez użytkowników. W związku z tym wyszukanie czegoś, ukrytego głęboko w odmętach sieci potrafi być zadaniem mocno wymagającym – szczególnie dla osób, którym nawet najprostsze zagadnienia z zakresu technologii informacyjnej są obce. Zmienić to miałaby właśnie sieć semantyczna – maszyna, nauczona rozumienia ludzkiego języka.

Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że nie mówimy tutaj o „rozumieniu” w sensie faktycznej świadomości. Do czegoś takiego potrzebna byłaby w pełni rozwinięta sztuczna inteligencja. Na dzień dzisiejszy takie rozwiązanie to nawet nie tyle melodia przyszłości, co technologia będąca bardzo daleko poza zasięgiem naszych możliwości. Wystarczy podkreślić, że nie istnieje jeszcze żaden komputer który zdołałby zdać Test Turinga, oceniający tylko i wyłącznie zdolności konwersacyjne danej maszyny. Rzecz jasna wielu naukowcom, projektantom stron i infrastruktury sieciowej oraz medioznawcom marzy się SI kontrolujące przepływ informacji w wirtualnym świecie. I być może kiedyś, w bardzo odległej przyszłości (chyba, że wkrótce nastąpiłby jakiś ogromny przełom, ale jego prawdopodobieństwo jest wręcz marginalne) faktycznie podobny projekt uda się zrealizować. Póki co jednak Web 3.0 musiałoby się zadowolić znacznie prostszymi metodami tłumaczenia komputerom ludzkiego języka.

Istnieje kilka technologii, które są wykorzystywane przy pierwszych projektach, mających stać się fundamentami pod model Web 3.0. Standardy takie jak URI, XML, RDF oraz OWL to podstawowe narzędzia – bez nich sieci semantyczne nie miały by szansy zaistnieć. Mocno upraszczając, można określić je jako elementy składowe języka komputerowego, dzięki którym można wyjaśnić maszynie ludzkie słowa, razem z ich kontekstem. Tak więc zamiast zwykłej kombinacji znaków, dzięki tym technologiom mamy do czynienia ze swoistą semantyką, gramatyką, czy nawet ontologią dla... komputerów. W związku z tym w końcu możemy powiedzieć, że maszyny korzystające z tych standardów byłyby w stanie „dostrzec” faktyczny sens przetwarzanych informacji. Można sobie wyobrazić, jak bardzo ułatwiłoby to korzystanie z Internetu. Sieć, jako źródło i narzędzie do wyszukiwania danych weszłaby dzięki temu na zupełnie nowy poziom – stąd właśnie Web 3.0 wydaje się określeniem jak najbardziej zasadnym.

Póki co sieć semantyczna to piękne marzenie. Jednak wiele narzędzi, które są potrzebne do jego realizacji już faktycznie funkcjonuje. Stworzenie z nich tak zwanego przekładańca (ang. Layer cake) to klucz do zbudowania rdzenia Web 3.0. Tim Berners-Lee, człowiek będący autorem projektu WWW zrealizowanego w ośrodku badawczym CERN ponad 20 lat temu, jest szefem organizacji World Wide Web Consortium (W3C). Zajmuje się ona ustalaniem i tworzeniem standardów obecnych w Internecie. W tej chwili jednym z prowadzonych przez W3C projektów jest właśnie „Semantic Web”. Przed tą technologią jeszcze długa droga, ale wszystko zmierza ku powolnej implementacji takich rozwiązań do praktycznego zastosowania.

Wizje

Web 3.0 nie należy jednak utożsamiać tylko i wyłącznie z siecią semantyczną. Pamiętajmy, że jak już wspominałem, nawet Web 2.0 nie ma swojej jednoznacznej definicji. Trzecia odsłona WWW również nie będzie takowej posiadała. Web 3.0 to tylko (aż?) kolejny krok w rozwoju Internetu. I owszem, „Semantic Web” to słowa, które w tym kontekście padają najczęściej, ale nie brakuje też głosów sugerujących, iż tak naprawdę rozwój sieci pójdzie w nieco inną stronę. Jedna z najprostszych koncepcji mówi o popularyzacji trójwymiarowych, graficznych interfejsów. Dzięki zastosowaniu podobnego rozwiązania na dużą skalę, po Internecie moglibyśmy się poruszać właściwie tak, jak w grze komputerowej. Często przywołuje się tutaj przykład Second Life – wirtualnego świata symulującego rzeczywistość, który w pewnym momencie zdobył sobie taką popularność, że powstały w nim zupełnie prawdziwe oddziały firm, czy szkół językowych. SL to jednak wciąż tylko gra komputerowa, ale być może faktycznie taki format przedstawiania informacji zdobędzie kiedyś popularność. Mimo wszystko, szanse na zastosowanie tego na naprawdę szeroką skalę wydają się niewielkie.

W publikacjach na temat tego, czym w praktyce okaże się następny krok w ewolucji najszybciej rozwijającego się medium w historii, można czasem też natknąć się na takie określenie jak „metawersum”. Miejsca, w którym świat rzeczywisty i wirtualny spotykają się i stają jednością. Właściwie w tym kontekście określenie „świat rzeczywisty” wydaje się mocno mylące. Bo nowoczesny Internet (ba, być może nawet ten współczesny już taki jest!) ma być czymś tak samo realnym, jak biurko, na którym stoi twój komputer, czy ubranie, jakie w tej chwili masz na sobie. Wizje tego, jak dokładnie miałoby owo metawersum wyglądać są dość mętne (ale bądźmy szczerzy – jakie pojęcie związane z Web 3.0 takie nie jest?) – wskazują na takie elementy, jak rzeczywistość wspomagana (ang. Augmented reality – fizyczny obraz wzbogacony cyfrowymi nakładkami), czy przeniesienie platform społecznościowych do trójwymiarowego środowiska. To ostatnie nieprzypadkowo może kojarzyć się ze wspomnianym przed chwilą Second Life. Choć, szczerze powiedziawszy, z pewnym pobłażaniem podchodzę do przywoływania tej konkretnej gry sieciowej w kontekście rozwoju Internetu. Od strony technicznej bowiem niczym specjalnym nie wyróżnia się ona spośród kilkunastu innych, popularnych tytułów online.

Jeżeli jest coś, co o Web 3.0 można powiedzieć na pewno, to że kiedyś nadejdzie. Czy kluczowe będą sieci semantyczne, graficzne interfejsy, czy przeobrażenie się Internetu w metawersum (cokolwiek miałoby to w rzeczywistości znaczyć)? Tego chyba nie sposób przewidzieć – medioznawca lub informatyk, któremu się to uda, z pewnością bardzo wyraźnie zapisze się w historii swojej dziedziny. Póki co pozostaje jednak tylko odwołać się do słów brytyjskiego biznesmena i specjalisty od spraw technologii informacyjnej, Conrada Wolframa, który w zeszłym roku stwierdził, iż w Web 3.0 to maszyny, a nie ludzie będą generować większość treści. A tymczasem trzeba sprawdzić co tam na stuprocentowo Web-2.0-owskim „Fejsie”...



Komentarzy: 3

Łój
20 czerwca 2011 (12:58)
musiał się autor napracować
niezłe to....choć ta semantyka wydaje mi się przereklamowana

Kodeks
9 września 2011 (09:51)
świetny materiał
!!!

M
14 listopada 2012 (11:05)
bullshit
Co za bullshit, w 2001 a właściwie to od 1999 roku biegle buszowałem po internecie jak i moi znajomi, co to za pierdoły, że internautów trzeba było ze świecą szukać? Może dopiero obecnie trafił naprawdę pod strzechy do każdej wiochy, ale takie sformułowanie jest mocnym nadużyciem, z którym się nie zgadzam!
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".