Serdeczne porozumienie na linii Sofia-Gazprom i wielki plan Kremla
    Gazprom39 · South Stream6 · Bałkany32 · Miedwiediew57
2010-07-23
2 b. m. stojący na czele prawicowego rządu bułgarskiego premier Bojko Borysow całkowicie zmienił swoje nastawienie w polityce energetycznej. Tego dnia zadzwonił do niego jego rosyjski kolega na urzędzie, a pan BB nagle niemal całkowicie zmienił swoją opinię na temat Gazpromu i rosyjskich elit władzy. Jeszcze w czwartek pałał oburzeniem na wyzyskiwaczy z Gazpromu i ich patronów w Moskwie, żądając surowego osądzenia ich wspólników tzn. poprzedniego rządu w Sofii. W niedzielę oświadczył: „Myślę, że udało mi się nawiązać niezły dialog z Włodzimierzem Putinem. On rozumie mnie o wiele lepiej niż politycy bułgarskiej opozycji.” Po kilku następnych dniach okazało się, że rząd w Sofii ponownie w pełni popiera Gazociąg Południowy (South Stream). Również elektrownia atomowa w Belene ma zostać dokończona przy rosyjskiej pomocy. Od tej chwili układy międzypaństwowe w tych sprawach (pierwszy z nich podpisano 17 b. m.) były czystą formalnością. Wszystko to jest jednak tylko częścią misternego planu, który ma zapewnić Rosji odgrywanie roli naprawdę wielkiego gracza w Europie.

Rosję i Bułgarię łączy bardzo bliskie pokrewieństwo (aż do XIV wieku Bułgaria Nadwołżańska była częścią Rusi) oraz prawosławie. Rosyjscy żołnierze wyzwolili Bułgarię spod wielowiekowego, acz stopniowo zmniejszającego stosowany ucisk zaboru tureckiego. Mimo to po wyzwoleniu drogi obu krajów się rozeszły. Bułgarzy, znajdujący się pod silnym wpływem kultury francuskiej, ustanowili u siebie instytucje polityczne typu zachodniego, a następnie przyjęli niemieckich władców. W obu wojnach światowych Bułgaria walczyła u boku Niemiec. Ze strony rosyjskiej przyjazne nastawienie wobec narodu bułgarskiego zmaga się z głęboką urazą. Dlatego też

Mistrzowska rosyjska dyplomacja

postawiła Bułgarów wobec faktów dokonanych. Użyto kilku różnych środków, aby dać szacha rządowi Borysowa, odmawiającemu współpracy energetycznej z wielką słowiańską siostrzycą. Wymienię po kolei: 1) Podpisanie umowy z Turcją w sprawie budowy na niezwykle korzystnych warunkach (niemal wszystkie koszty pokrywa Rosatom) wielkiej elektrowni atomowej dla tego kraju. Wywołało to natychmiast zawiść w Bułgarii. 2) Premierowi BB oznajmiono, że jeżeli nazwa jego partii (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii, GERB) ma oznaczać trzymanie się jak najdalej od Rosji, to jest to oczywiście sprawa jego suwerennego państwa. Ze swej strony rząd rosyjski może podjąć równie suwerenne decyzje, a mianowicie: a) przeprowadzić swój wielki gazociąg przez Rumunię – krótsza trasa podmorska; zaczęto już nawet szkicować trasę na mapie [1] (a dalej Węgry i Słowenię do Austrii i Włoch), a w domyśle: b) trzymać się litery obowiązujących umów gazowych (i nie obniżać ceny gazu).

W sytuacji szalejącego kryzysu gospodarczego w Bułgarii (rząd, stojący w obliczu załamania budżetu podwyższa podatki i obniża pensje w budżetówce oraz świadczenia społeczne, co nie rokuje mu dalszego sprawowania władzy po zakończeniu obecnej kadencji) wymogiem racji stanu stało się wzmocnienie gospodarki w oparciu o dochody z opłat tranzytowych oraz tani prąd z elektrowni atomowej. Chwilowo Bułgaria może poratować się pożyczką z MFW (planuje się ją zaciągnąć w przyszłym roku). Na dłuższą metę trzeba będzie mieć z czego ją spłacać. Dzięki tańszej energii elektrycznej i mniej kosztownemu gazowi ziemnemu gospodarka tego kraju mogłaby stać się bardziej proeksportowa.

Bezprecedensowa wypowiedź ambasadora Warlicka

7 lipca ambasador amerykański w Sofii - James Warlick, pozwolił sobie na rzecz zdumiewającą. W wywiadzie dla państwowego radia bułgarskiego pouczył rząd tego kraju na temat, w jaki sposób powinien prowadzić swoją politykę zagraniczną. Zaczął od przypomnienia w szczególny sposób trudnej sytuacji jego mieszkańców i przedsiębiorstw: „Bułgarzy najprawdopodobniej chętnie by się dowiedzieli dlaczego cena płacona przez nich za gaz ziemny wzrosła o 30 % i czy nie wzrośnie jeszcze bardziej w ciągu najbliższych 5-10 lat. Nie ma jednak sposobu, aby się tego dowiedzieć, ponieważ umowy energetyczne podpisane przez Bułgarię z Rosją są tajne.” Wyraził swoją troskę o szczęście narodu bułgarskiego i zapragnął rozwiać podejrzenia, że chciałby utrącić rosyjski interes: „Nie mam na myśli akurat Rosjan. To godni zaufania dostawcy i są tutaj po to, aby zrobić interes. Chodzi mi o zróżnicowanie źródeł dostaw w interesie narodu bułgarskiego.”

Jednocześnie niemal wprost dał do zrozumienia, że obowiązkiem bułgarskiego rządu jest dalsza praca nad przeprowadzeniem rurociągu Nabucco popieranego przez UE i USA jako niezbędnego alternatywnego gazociągu wobec Gazociągu Południowego. Przypomniał też premierowi Borysowowi o jego niedawnych obietnicach, że elektrownia atomowa w Belene powstanie tylko wtedy, jeśli uda się znaleźć wiarygodnego (zachodniego) inwestora, a cały ten projekt okaże się opłacalny. [2] Oczywiście można udawać, że nic się nie stało i że to nie była próba ograniczenia bułgarskiej suwerenności. To jednak rzuca się w oczy. Mimo upływu ponad czterdziestu lat od chwili jej zastosowania (Czechosłowacja 1968) doktryna Breżniewa (ograniczonej suwerenności państw Układu Warszawskiego) pozostała otwartą raną świadomości politycznej narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Przy tym łatwo jest oburzać się na postępowanie władz jakiegoś kraju. O wiele trudniej udzielić mu pomocy w rozwiązaniu jego kłopotów. Pan ambasador zapomniał o tym, że natura nie znosi próżni. Zakończenie tej sprawy było równie pouczające. James Warlick przybył do Warny w dniu podpisania porozumienia rosyjsko-bułgarskiego (formalnie na zaproszenie burmistrza tego miasta) i pośrednio odwołał swoje twierdzenia chwaląc Gazprom oraz gratulując Bułgarom, że teraz wezmą udział w dwóch ciekawych projektach naraz. [3]

Niemiecka ścieżka

13 VII w szeroko znanej niemieckiej gazecie codziennej poświęconej sprawom gospodarczym „Handelsblatt” ukazał się podpisany skrótami literowymi artykuł, ostrzegający przed działaniami Gazpromu, którego narzędziem jest były kanclerz Gerhard Schröder. Już na samym wstępie autorzy napisali, że Kreml używa gazu ziemnego jako broni, acz formalnie jego główną bronią jest wciąż jeszcze Armia Czerwona (sic!). Przeczytawszy taki wstęp można wedle wszelkiego prawdopodobieństwa założyć, że ten artykuł napisali ludzie związani z neokonsami, orientujący się może nawet bardzo dobrze w sprawach niemieckich, ale o Rosji wiedzący tylko tyle, że to spadkobierca państwa Lenina, którego trzeba się bać i któremu należy przeszkadzać. Zresztą nic dziwnego, skoro od kilku lat „Handelsblatt” jest powiązany z wydawnictwem Dow Jones oraz „Wall Street Journal”. Nie znaczy to oczywiście, że tego artykułu w ogóle nie należy brać poważnie.

Otóż redaktorzy „Handelsblattu” przypominają rzecz powszechnie znaną, że Gerhard Schröder był i pozostaje wielkim zwolennikiem jak najszerszej współpracy niemiecko-rosyjskiej, a obecny szef koncernu energetycznego RWE Jürgen Großmann od dawna zalicza się do najbardziej zaufanego kręgu przyjaciół pana Schrödera. Rosjanie i były kanclerz federalny próbują wszelkich chwytów, aby skłonić do zmiany frontu prezesa RWE i poparcia Gazociągu Południowego (South Stream) zamiast rurociągu Nabucco. Ależ nie! – brzmi odpowiedź samych zainteresowanych. Dawny kanclerz tylko od czasu do czasu wypowiada parę słów na rzecz Gazpromu i maluje w jasnych barwach wspaniałe perspektywy strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego. Jest jednak niezaprzeczalny dowód jego „winy”; Gazociąg Północny (Nord Stream) jest już w budowie, a Nabucco nie wyszedł jeszcze z powijaków. [4]

Przepraszam bardzo, ale czy np. zupełny brak sukcesów reprezentacji Polski w piłce nożnej należy przypisać faktowi, że Niemcy przeciągnęli na swoją stronę Łukasza Podolskiego? O ile mi wiadomo, główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak możliwości zapewnienia odpowiedniego ciśnienia w rurach Nabucca tzn. brak pewnych krajów-dostawców. Irak, Iran, Turkmenistan to kraje zagrożone wojną domową lub wojną ze Stanami Zjednoczonymi, względnie robiące interesy z Chińczykami, a gazu ziemnego ze złóż azerbejdżańskich zwyczajnie i po prostu nie wystarczy. W co zatem inwestować ogromne pieniądze? Takie ryzyko działa wybitnie odstraszająco. Należy wątpić, czy nawet firmy amerykańskie je podejmą. Moim skromnym zdaniem Nabucco był od początku projektem nie tyle gospodarczym co politycznym, a nawet ideologicznym (ograniczyć wpływy rosyjskie, bo Rosja to państwo Lenina itd.). Nie znaczy to, że niemiecko-rosyjskiej współpracy w dziedzinie energetyki nie należy poddawać krytyce.


Komentarzy: 1

od autora
6 sierpnia 2010 (03:09)
P. S.
Wydarzenia i oświadczenia drugiej połowy lipca oraz początków sierpnia są niejednoznaczne. Z jednej strony nikt w Sofii ani w Moskwie nie mówi, że wielkie porozumienie między obu krajami było błędem. Z drugiej strony pojawiają się sygnały, że rząd Borysowa może zmienić zdanie. Dwaj premierzy znów rozmawiali przez telefon, ale tym razem pan BB wcale nie był zadowolony. Pewna firma brytyjska odkryła nowe złoża gazu w samej Bułgarii i obiecuje Bułgarom złote góry. W gabinetach zachodnich elit władzy nie zasiadają głupcy. Opisane powyżej zamiary rosyjskie oznaczają zagrożenie czyichś poważnych interesów oraz możliwości robienia pieniędzy. Wielka polityka wielkich mocarstw toczy się dalej.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Nabucco - koniec marzeń o niezależności Europy

Mieliśmy mieć do czynienia z projektem, który znacząco zmniejszyłby stopień uzależnienia Unii Europejskiej od rosyjskiego gazu. Jednak Nabucco wciąż nie wszedł w fazę realizacji. I nic nie...