Słodcy Finowie
    HIM1 · muzyka rockowa129 · muzyka metalowa39
2010-03-08
Załoga kojarzona ze słodkim, na swój sposób charyzmatycznym Ville Valo, ma kilka punktów stycznych z zespołem Iron Maiden. Śpieszę wyjaśnić.

Okładka - Screamworks: Love In Theory And Practice

Otóż, kiedy z ciekawości przysłuchałem się nowemu krążkowi Finów, poczułem to samo, co poczułem kiedy usłyszałem HIM po raz pierwszy. Wniosek: HIM pozostaje wierny stylistyce jaką obrał na początku i konsekwentnie uprawia na płytach swój love metal. Czyli grają to co wymyślili już jakiś czas temu – zupełnie jak zasłużona ekipa z Londynu. No i mają obecnie 5 członków, tak jak Maiden przez większość czasu. Koniec stycznych.

Finowie na nowym albumie robią wszystko to, co robili wcześniej. Raz ciut ciężej, raz ciut delikatniej, ale zawsze przebojowo i przeważnie słodko. Debiutowali 13 lat temu i prawdę powiedziawszy nieco zaskakuje mnie żywotność takiego pomysłu gry. Rock pomieszany z odrobiną elektroniki, teksty dotyczące miłości (zawsze miłości i tylko miłości) uwznioślone są patetycznymi, gotyckimi klawiszami. Nad wszystkim góruje aksamitny głos pana Valo, które raz na jakiś czas jęknie sobie, bo go boli ta miłość (zawsze i tylko). Tak jest tez i tym razem. Siódmy już album, okraszony przepięknym tytułem Screamworks: Love In Theory And Practice wpisuje się w tradycję zamieszczania w tytułach wyrazu „love” lub odniesień do mroku. Prawdę powiedziawszy rzut oka na tytuł dał już przedsmak tego jak będzie.




Zatem, jak będzie?

Donoszę, że tak jak się spodziewałem. Słodko, przebojowo z kilkoma momentami, w których do głosu dochodzą hard rockowe patenty (jak choćby końcówka Ode To Solitude – w ogóle to chyba najmocniejszy kawałek w tym zestawieniu: wyraźny riff, dudniący bas, mocna sekcja). W tym miejscu fani już powinni zacierać zziębnięte lutowe rączki, biec do sklepu po album i z poniższą recenzją się nie zgadzać. Niemniej zapraszam do dalszej lektury.

Pierwsze dźwięki tego albumu, przywodzą na myśl jakąś indierockową załogę, lecz to tylko chwilowa zmyłka. Potem dominuje już love metal. Kawałki są schematyczne – klawiszowy wstęp (kapitalny w przedostatnim, najlepszym na płycie Like St. Valentine), riff, zwolnienie w zwrotce, melodyjny refren, który pod koniec też zwalnia. Owszem, są tutaj – trochę oklepane, ale ładne – melodie, zdarzają się nawet ciekawe solówki gitarowe (choćby we wspomnianym otwieraczu), mało tego, nie raz nóżka sama z siebie zaczęła rytmicznie tupać, ale…




Nigdy nie byłem nastolatką. W tym chyba tkwi problem. Nie jestem kompatybilny z twórczością HIM i tyle. Początek drugiego na płycie Scared To Death tylko mi o tym przypomina. Cukierkowy klawisz i bardzo radiowy refren sprawiają, że obawiam się o swoje uzębienie. Chociaż gdzieś w tle przemyka tam ciekawa akustyczna zagrywka, która uszlachetnia troszkę całość. Trzeba jednak przyznać, że miejscami nie jest tak źle. Ba! Jest całkiem dobrze Heartkiller oparte na rytmie buja refrenem i fajnym motywem gitarowym. Love, The Hardest Way zaczyna się nośnym riffem, później jednak zwrotka trochę się rozmywa, by znów w refrenie zaatakować dynamiką. W ogóle mam wrażenie, że panowie lepiej wypadają w tych nieco szybszych fragmentach, które trafiają się najczęściej w refrenach.

Na takim albumie muszą pojawić się tez ballady – wiadomo w balladach najlepiej słychać jak boli (najlepiej serce - z miłości). No i są: Disarm Me – wcale nie taka cukierkowa, akustyki raczej w tle, znów duża rola perkusji; czy zostawiona na koniec, ciekawie zaaranżowana, z fajną elektroniką The Foreboding Sense Of Impendig Happiness (może się nawet Depeche Mode skojarzyć)
Pochwalić trzeba też produkcję: zwłaszcza sekcja jest czytelna i mocna, głos Villego jest dobrze wpisany we wszystko co dzieje się dookoła, nie dominuje – co jest plusem.

HIM nagrał kolejny album – tak mogłaby ta recenzja wyglądać w skrócie. Jak już pisałem: fani będą zadowoleni, ci którzy nie znają mogą brać w ciemno jako reprezentanta. Dla pozostałych album ten może okazać się takim sobie, przeciętnym wydawnictwem.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".