Spoon – „Transference”
    Spoon1 · muzyka alternatywna274
2010-03-26
Ich albumy znakomicie wytrzymują próbę czasu. "Gimme Fiction" i "Ga Ga Ga Ga Ga" to dzisiaj już klasyczne pozycje, co potwierdzają rankingi najlepszych płyt ubiegłej dekady. Zdziwiłbym się, gdyby z najnowszą płytą teksańskiego składu było inaczej.

Bo "Spoon wielkim zespołem jest"? No chyba trzeba to przyznać. Od lat utrzymują się na świeczniku klasycznego, alternatywnego rocka. "Radioheadyzacja"? Może trochę.

Faktem jednak jest, że "Transference" zjednuje zespołowi mnóstwo nowych fanów, i może się okazać największym komercyjnym sukcesem w historii kapeli jednej strony znakomicie działa instytucja Hype-u - czyli połączone siły last.fm, facebooka, myspace, opiniotwórczych serwisów muzycznych. Z drugiej strony płyta genialnie broni się sama.




Przede wszystkim - to dosyć specyficzny kawałek muzyki. OK, mamy wciąż, jak mówi basista zespołu, rock'n'roll. Rockowa prostota nie wyklucza jednak w tym przypadku ani pomysłowości, ani wyrafinowania. Charakterystyczne jest tutaj ścisłe podporządkowanie jednej tonacji - co nie jest bez wpływu na spójność materiału. Z drugiej strony jednak piosenki świetnie bronią się same, charakterystyczne melodie czepiają się ucha na długie godziny. Do tego często, mimo prostoty melodii, zdaje się, jakby miały się nie kończyć. Kolejne nawarstwienia instrumentów dają kompozycjom przedłużający ich żywot powiew świeżości, co najlepiej widać w "I Saw The Light" (napięcie wzrasta jak w dobrym kryminale) czy singlowe "Mystery Zone" (nagle bęc... i znikąd początek kolejnej piosenki).

Kolejnym plusem jest wokal Britta Daniela - traktujący z mistrzowskim wyczuciem teksty. Próbka - znakomita chrypa w "Nobody Gets Me But You". Wspomniałem już, że każdy utwór może być tu znakomitym singlem? No właśnie, i nie jest tak, że "lecimy z najprostszą melodią, byleby się podobało". Pojęcie "prostota" w tej recenzji może pojawić się jedynie jako część komplementu. Bo mimo, że panowie atakują nas najbanalniejszymi akordami, to melodia przyjemnie głaszcze bębenki uszne, a cała oprawa - klawisze, wokale w tle - jest świetnie dopasowana, choć użyta bardzo oszczędnie. Muzyka przyjemnie wygładzona.

A myślałem, że wiosna 2009 była już szczytowym punktem przeładowania znakomitego muzycznego materiału. A jednak, teraz jest znacznie lepiej. I oby tak dalej.


Komentarzy: 1

sara
26 marca 2010 (22:56)
cool!!!
jedna z lepszych płyt tego roku myślę... raczej na pewno !!!
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".