Spór o elektrownię jądrową w Polsce wobec wydarzeń w Fukushimie i Czarnobylu
    energia atomowa25 · energia odnawialna21 · Energia12 · elektrownia jądrowa16
2013-03-14
Autor: Edgar Czop
Nieco ponad dwa lata temu tsunami uderzyła we wschodnie wybrzeże Japonii, wywołując ogromne zniszczenia. W wyniku katastrofy doszło do awarii elektrowni atomowej w Fukushimie, której skutki widać do dziś. Spowodowało to powrót dyskusji o bezpieczeństwie pozyskiwania energii z atomu, a w Polsce – spadek poparcia dla budowy elektrowni jądrowej.

Debata „Energia jądrowa w Polsce w drugą rocznicę katastrofy w Fukushimie i w ćwierćwiecze po wydarzeniach w Czarnobylu”, foto: Edgar Czop

W trakcie poniedziałkowej konferencji „Energia jądrowa w Polsce w drugą rocznicę katastrofy w Fukushimie i w ćwierćwiecze po wydarzeniach w Czarnobylu”, zorganizowanej przez Forum Młodych Dyplomatów w ramach projektu „Bezpiecznik FMD”, we współpracy z Fundacją Heinricha Bölla w Polsce, można było zapoznać się z różnym podejściem do tematyki energii atomowej.

Stronę rządową reprezentował Tomasz Nowicki z Departament Energii Jądrowej Ministerstwa Gospodarki, który wypowiadał się na temat założeń programu polskiej energetyki jądrowej (PEJ). Wypowiedź Nowickiego dotyczyła celów PEJ, do których można zaliczyć m.in. uzyskanie 6 tys. MW z atomu do 2030 roku, zastosowanie reaktorów tylko generacji III i III+ (Czarnobyl to I generacja, a Fukushima II – przyp. E.C.) oraz rozbudowa infrastruktury dla przesyłu energii, tak aby do wspominanego 2030 stanowiła 17 proc. udziału w produkcji energii.

W porównaniu do Czarnobyla i Fukushimy, PEJ jest wielokrotnie bezpieczniejszy i nowocześniejszy. Świadczą o tym rozwiązania projektowe, technologia oraz brak zagrożeń ze strony silnych wstrząsów sejsmicznych czy wystąpienia dużych uchybień w nadzorze – niezależny organ dozoru jądrowego jest wymagany w przepisach międzynarodowych, unijnych i krajowych.

Bezpieczeństwo eksploatacji reaktora atomowego w Polsce potwierdził także dr inż. Andrzej Strupczewski, profesor Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Zaznaczył jednak, że nie należy wykluczać błędów, które zawsze mogą się zdarzyć. Dla wszystkich przeciwników atomu, którzy drżą przed scenariuszem podobnym do Fukushimy warto powiedzieć, że w przypadku tamtejszej elektrowni atomowej mieliśmy do czynienia z czterdziestoletnim reaktorem, który nie był restrukturyzowany, a jego kontrola pozostawiała wiele do życzenia.

Nowoczesne reaktory generacji III, III+ oraz III++ są w stanie przetrwać nawet najgorszą awarię i nie doprowadzić do zagrożenia dla lokalnej ludności. Wynika to z ich odporności na zagrożenia zewnętrzne (kopuły są w stanie przetrwać uderzenia czterech boeingów) i wewnętrzne (po awarii nowoczesnych reaktorów nie ma potrzeby działań interwencyjnych takich jak w Czarnobylu). W reaktorach takich jak w Fukushimie (II generacja) stopienie rdzenia miało bardzo niskie prawdopodobieństwo (i nie zakładano skutecznego przeciwdziałania), z kolei w nowoczesnych reaktorach (generacja III i wyższe) można zabezpieczyć się nawet przed taką awarią.

Strach przed sąsiedztwem elektrowni atomowych jest nieuzasadniony, bo promieniowanie w obszarze położonym przy elektrowni nie przekracza dawki 0,01 mSv na rok (dla porównania – w Polsce „absorbujemy” z otoczenia dawkę ok. 2,4 mSv na rok). Profesor Strupczewski wspomina, że aby pokazać wszystkim, że woda z reaktora nie jest szkodliwa po prostu napił się jej z jednego z ujść. Ta woda, jak również gleba i powietrze [w okolicy elektrowni] nie są szkodliwe – mówił naukowiec.

Nowoczesne reaktory dla Polski zostały przedstawione przez podmioty, które odpowiedzialne są za produkcję tego typu urządzeń w krajach, których energetyka bazuje na tej technologii – koncern Toshiba-Westinghouse proponuje reaktor wodno-ciśnieniowy AP1000 (1 tys. MW); francuskie firmy Areva i EDF oferują ten sam rodzaj reaktora, tyle że o zwiększonym bezpieczeństwie funkcjonowania (EPR); GE Hitachi w swojej ofercie proponuje reaktor wodno-wrzący lub starszy, za to niezawodny ABWR. Jest więc w czym wybierać.

W ramach poruszanej tematyki można było także posłuchać wystąpienia radcy ambasady Japonii w Warszawie pana Hiroshi Matsumoto. Radca jest bezsprzecznie osobą, która ma możliwość dojścia do informacji z pierwszej ręki w sprawie atomistyki w Japonii. Matsumoto stwierdził, że cały jego naród uczy się na błędach, Japonia jest na dobrej drodze do odbudowy, a obecna sytuacja w Fukushimie pod koniec 2011 roku osiągnęła etap zimnego zamknięcia reaktorów. Warto wspomnieć, że wszystkie działania ku ustabilizowaniu sytuacji wokół reaktorów zostały osiągnięte nakładem zdrowia i życia ludzkiego i zapewne przez awarię 300 tysięcy osób nadal pozostanie poza miejscem swojego zamieszkania.

Jak Japończycy mogą zabezpieczyć się na przyszłość? Pierwsze kroki już zostały podjęte, bo tuż po wydarzeniach w Fukushimie wszystkie 54 reaktory atomowe w kraju zostały zamknięte i poddane inspekcji, a premier Shinzo Abe powiedział w parlamencie, że energia atomowa pozostanie opcją energetyczną. Konieczne są także działania wyprzedzające i próbne alarmy terenowe. Jak podkreślił Matsumoto, zachowanie bezpieczeństwa wymaga ciągłej czujności. Dlatego też w celu wzmocnienia bezpieczeństwa Japonia zaprasza reprezentantów organizacji atomistycznych w celu kontroli swoich instalacji.

Odmienny pogląd w kwestii wybudowania i eksploatacji elektrowni atomowej w Polsce przedstawili Dariusz Szwed z Zielonego Instytutu i dr Michał Wilczyński, były Wiceminister Ochrony Środowiska, ekspert do spraw paliw i energii. Szwed trzymał się tezy, że wykorzystanie atomu jest niekorzystne i szkodliwe, nawet dla całej polityki państwa. Trafnie zauważył, że w Polsce mamy do czynienia ze scentralizowanym systemem energetycznym, który można nazwać „korpokracją”. W stwierdzeniu reprezentanta „zielonych” jest dużo racji. Konieczna jest liberalizacja rynku energii, bo na dziś dzień rynek gazowy pozostaje pod pełną regulacją państwa, a ceny gazu ustalane są przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Co więcej, to ile płacimy za energię elektryczną także podlega regulacji.

Szwed optuje za stworzeniem rozproszonego systemu pozyskiwania energii, który dałby możliwość stworzenia prosumentów energetycznych, o których miałem już przyjemność pisać w relacji z debaty nad „zieloną innowacją” w grudniu zeszłego roku. Ograniczenie popytu na regulowaną energię dałoby możliwość stworzenia społeczeństwa obywatelskiego dla energetyki. W rezultacie, co podkreśla Szwed, można byłoby podnieść poziom dobrobytu, doprowadzić do wzrostu energetycznego oraz stworzyć „zielone miejsca pracy”.

Również sceptycznie nastawiony do elektrowni atomowej dr Wilczyński zwrócił uwagę na wysoki koszt budowy obiektu (150 mld zł rozłożonych na 20 lat) oraz zaalarmował, że brakuje niezależnych ekspertyz i prognoz. Jeżeli jakieś powstają, to tworzone są pod dyktando interesów podmiotów zainteresowanych powstaniem elektrowni atomowej. Według byłego wiceministra środowiska brakuje także biznesplanu dla inwestycji. W jego wypowiedzi dało się także wyczuć obawę o dostarczanie głównego surowca napędowego do elektrowni atomowej, czyli uranu, który został swego czasu wywieziony do ZSRR w ramach „współpracy” gospodarczej. Pierwiastek trzeba by zatem importować.

Jak zatem widać, dyskusja w sprawie energii jądrowej w Polsce ciągle pozostaje otwarta. W sporze wyróżnić możemy przynajmniej dwie strony. Pierwszą stanowią podmioty lobbujące za wybudowaniem elektrowni atomowej, które muszą się skonfrontować z problemami natury ekonomicznej, politycznej oraz drugą stroną – tą antyatomową. W 2011 roku 40 proc. Polaków było za atomem, a liczba przeciwników pomysłu atomizacji kraju wynosiła 53 proc. Możliwe, że taki odsetek wywołany był paniką po wydarzeniach w Fukushimie i radiofobią, podsycanej lobbingiem przemysłu węglowego i naftowego, pamięcią o wydarzeniach w Czarnobylu, czy interesami „zielonych” w zbijaniu własnego kapitału. Władze w Polsce muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, którą drogą należy pójść, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne w państwie. Czy postawić na łupki, atom czy odnawialne źródła energii? Tak jak OZE mogą funkcjonować wespół z każdym innym, tak wybór między atomem a łupkami musi zostać podjęty. Nie stać nas na wszystkie wielkie inwestycje w tym samym czasie.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 1

pff
15 marca 2013 (19:40)
Trochę nieścisłości się wkradło
Liczba ewakuowanych przebywających poza miejscem swojego zamieszkania to: ok. 160 tyś z terenów skażonych w wyniku awarii elektrowni spowodowanej tsunami. pozostali z ok 300 tyś. to osoby które do tej pory nie powróciły do swoich domów w miejscowościach dotkniętych trzęsieniem ziemi i tsunami. (nie nie każdy ewakuowany na dziś dzień to \\\\\\\"ofiara awarii ej\\\\\\\") Poza tym Pan DS to polityk, który ma z demokracja tyle wspólnego co z demokracją w epoce prl. Jak do tej pory pan DS nigdy nie przedstawił niezależnych ekspertyz dotyczących kosztów inwestycji w OZE w polsce do dnia dzisiejszego. Do roku 2020 plany oficjalne zakładają inwestycję w oze rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych. Te plany sa równoległe do programu ej i już realizowane, czyli pan DS znów przekłamuje(?), bo sumarycznie to inwestycja w OZE i EJ oraz Węgiel sa planowane jednocześnie. Więc ej niczego nie zablokuje. koniec tematu, 30 letnich na dziś dzień elektrowni weglowych nikt nie bedzie remontował bo po prostu sie nie da, ida do rozbiórki. Koszt 150 mld na plany jadrowe jest nieco przesadzony, i użyty jedynie jako straszak, choć ej istotnie wymagają ogromnego wkładu finansowego na dzień dobry, coś jak zakup nowego mieszkania przez młodych na dziś dzień. Brak niezależnych ekspertyz. Znów nieprawda. Niezależne ekspertyzy już są i wykazują: 1. Jest ekonomiczne uzasadnienie dla rozwoju energetyki jądrowej 2. Jest dla niej miejsce. Dlatego antyatomiści twierdzą, że brak takich ekspertyz, i zakwestionują każdą, która wykazuje powyższe 2 punkty. Kolejna kwestia to złoża uranu w polsce. Istnieją niezagospodarowane złoża uranu (podlasie), i przedewszystkim \\\\\\\"złoża uranu\\\\\\\" wywalane na hałdy powydobywcze przez KGHM. Ale nie będa one eksploatowane bo po prostu jest to w przypadku polski nieekonomiczne. Taniej będzie tak jak to robią obecnie czesi, zobowiązać dostawcę technologii do dostawy gotowego paliwa. Dziwią mnie zarzuty o to, że polski na to nie stać. Otóż nie, stać PGE będzie w stanie taką inwestycję zfinansować, zresztą powoli wydaje się oczywiste, że nie tylko PGE zainwestuje. W finlandii inwestorem są zakłady przemysłowe, to tak w ramach przykładu. Natomiast najważniejszy spór dotyczyć będzie (po wyborze lokalizacji) takiego zobowiązania Państwo-inwestor, aby przyszłemu przywódcy narodu polskiego jakim bez wątpienia jest pan DS nie przyszło do głowy wydanie dekretu nakazującego likwidację zakładu (wybaczcie sarkazm). Ponadto miesza się za bardzo kwestią rozwoju idei prosumenckiej skądinąd słusznej. Ale najwyrazniej albo pan DS nie mówi całej prawdy albo jednak się nie zna. Idea prosumencka nie wyklucza, a nawet zakłada istnienie energetyki systemowej jako gwaranta bezpieczeństwa dostawy energii. Na obecną chwilę całkiem przyzwoitym przykładem zrozumienia pojęcia bezpieczeństwa energetycznego jest analiza szpitala jako prosumenta. Szpital ma mieć energię 24/7/365 z wiadomych względów. To kosztuje, dlatego poza przyłączeniem się do sieci energetycznej, ciepłowniczej itp czyli poza przyłączeniem do systemu, muszą mieć własny backup \\\\\\\"na wszelki wypadek\\\\\\\", który się niestety zdarza (ostatnio w szczecinie). Utrzymywanie przyłączy i korzystanie z nich, oraz utrzymanie systemu rezerwowego kosztuje. dlatego na dziś dzień coraz częściej takie jednostki szukają możliwości redukcji kosztów poprzez inwestycję we własne źródła wytwarzania (np. solary), ale na dziś dzień to jedynie redukuje koszty. Kiedy taki szpital stanie się prosumentem? gdy poza celem redukcji kosztów będzie w stanie zapiąć finansowo inwestycję w produkcję energii na sprzedaż, nie prędko to nastąpi. Prosze pamiętać to tylko przykład na zasadzie podobieństw i może jedynie pomóc zrozumieć zagadnienie osobom niezorientowanym. Dlatego z ostatnim akapitem nie mogę się zgodzić. Jest za bardzo spłycony do rozważania albo atom albo zieloni, a to nie prawda. Przede wszystkim UE prowadzi politykę dekarbonizacji i polska musi uciec z częścią podstawy energetycznej w inne źródła inaczej społeczeństwo zagłosuje stopami (koszty życia za bardzo wzrosną - poszukamy pracy na zmywaku w anglii i tam zamieszkamy) zamim ktokolwiek zdąży zareagować nowymi inwestycjami, które trwają latami. Paniki nie podsyca mityczne lobby węglowe, bo mają inne problemy. Panikę podsycaja zieloni z panem DS na czele. Energetycy nie wybrzydzaja, tak samo jak produkcja energii z węgla zajmą się produkcja energii z atomu, jak i innych źródeł w tym OZE. Spór jest sztuczny i w rzeczywistości fikcyjny podsycany jak to widać po artykule przez niespełnionych jeszcze polityków. Pozdrawiam życząc na przyszłość racjonalniejszych ocen i wniosków wysnuwanych z wypowiedzi na takich spotkaniach.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Ukraina, Rosja i UE w gazowym klinczu

Reakcja na wydarzenia na Ukrainie w pierwszych miesiącach 2014 roku po raz kolejny pokazała, w jakim klinczu znajdują się Unia Europejska, Rosja i Ukraina. Z Rosji pochodzi trzecia część...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".