Spory o globalne ocieplenie – zimna wojna klimatyczna
    zmiany klimatyczne40 · CO221 · globalne ocieplenie16 · Klimat15
2009-01-04
Od wielu lat elity polityczne i grupy ekologów bombardują nas informacjami o grożącej nam katastrofie. Globalne ocieplenie uznano za jedno z największych zagrożeń dla planety. Jest ono faktem, temu nikt nie przeczy. Spór dotyczy jednak jego przyczyn i skutków. W całym tym hałasie niewielu chce słuchać argumentu, że nie ma niepodważalnych naukowych dowodów potwierdzających wpływ człowieka na globalne ocieplenie.

W latach siedemdziesiątych naukowcy debatowali nad zagrożeniami płynącymi z globalnego ochłodzenia. Dzisiaj nikt już o tych dyskusjach nie pamięta, a każdy kto nie dostrzega zagrożenia efektem cieplarnianym zdaje się być gorszy od faszysty. Stwierdzenie, że globalne ocieplenie jest naturalnym procesem jest traktowane jak naukowa herezja godna stosu. Al Gore twierdzi, że wśród naukowców istnieje konsensus co do przyczyn i skutków globalnego ocieplenia. Jest to nie prawda, gdyż wielu badaczy nie zgadza cię z jego tezami i wręcz oskarża organizacje ekologiczne o manipulowanie danymi naukowymi. Poznajmy więc opinie tychże naukowców.

W czerwcu 1992 roku opublikowano tzw. apel Heidelberski, który podpisało cztery tysiące naukowców z całego świata. „Chcemy przyczyniać się do zachowania naszego wspólnego dziedzictwa jakim jest nasza planeta Ziemia. Jednakże na progu XXI wieku, jesteśmy zaniepokojeni pojawieniem się irracjonalnej ideologii, która sprzeciwia się postępowi naukowemu i technicznemu oraz hamuje rozwój ekonomiczny i społeczny. Jesteśmy zdania , że nie istnieje „stan naturalny”, tak idealizowany przez organizacje ekologiczne zwracające się ku przeszłości i prawdopodobnie nie istniał od momentu pojawienia się człowieka w biosferze, ponieważ postęp zawsze polegał na coraz większym wykorzystaniu przyrody dla potrzeb ludzkości” – czytamy w apelu. W 1998 r. ponad 17 tysięcy uczonych z całego świata podpisało Petycję Oregońską, w której stwierdzają, że nie istnieją naukowe dowody na to, że gazy uwalniane do atmosfery w wyniku działalności człowieka powodują zmiany klimatu i doprowadzą do globalnej katastrofy. Profesor Ian Clark z Uniwersytetu w Ottawie uważa, że ilość dwutlenku węgla w atmosferze nie ma wpływu na klimat i nie wyrządza środowisku szkód, a dużo większym problemem jest choćby urbanizacja niszcząca ekosystemy. Naukowcy apelowali też do Stanów Zjednoczonych by te odrzuciły protokół z Kioto. Waszyngton w czasie rządów Georga W. Busha zdecydowanie opierał się postanowieniom tego dokumentu. Barack Obama zapowiada włączenie się do walki z globalnym ociepleniem. Jednak wobec światowego kryzysu gospodarczego coraz częściej słychać, że walka z ociepleniem jest zbyt kosztowna.

Heritage Foundation opublikowała niedawno raport dotyczący globalnego ocieplenia, przygotowany przez grupę 650 naukowców. Dla porównania Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu przy ONZ (IPCC) opiera się na badaniach 52 naukowców. Victor Manuel Velasco Herrera z Uniwersytetu w Mexico City zarzuca specjalistom z IPCC, że opierają się jedynie na modelach matematycznych i nie biorą pod uwagę wielu innych elementów jak choćby wpływu Słońca. Autorzy raportu stwierdzają, że głównym czynnikiem powodującym zmiany klimatyczne jest właśnie aktywność Słońca, a wpływ człowieka jest minimalny lub żaden. Dowiodły tego badania lodowców w górach Ałtaj. Zwracają też uwagę na fakt, że w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat klimat był w różnych częściach świata cieplejszy lub chłodniejszy niż to jest dzisiaj, a cywilizacje rozkwitały w okresach cieplejszych. Co więcej, wiele zjawisk uznanych za anomalie tak naprawdę powtarza się regularnie. Przykładowo w Arktyce w latach trzydziestych XX wieku było cieplej niż to jest dzisiaj, a pokrywa lodowa była cieńsza. Autorzy raportu konkludują, że zmiany klimatyczne są naturalnym procesem, a susze, powodzie, huragany, ocieplenia i ochłodzenia będą nam ciągle towarzyszyły tak jak to robiły do tej pory. Wielu przeciwników tez o decydującym wpływie człowieka na obecne zmiany jest wśród polskich badaczy. Profesor Przemysław Mastalerz zauważa, że tak naprawdę nikt nie wie dlaczego klimat się zmienia. Dodatkowo nie powinniśmy się obawiać zniknięcia lodowców na Grenlandii czy w Alpach gdyż topiły się one już co najmniej kilkadziesiąt razy. Profesor Halina Lorenc w wywiadzie udzielonym „Polityce” stwierdza, że ocieplenia klimatu i wzrost stężenia CO2 miały miejsce również wtedy gdy człowieka nie było na Ziemi. W czasach dinozaurów stężenie tego gazu było cztery razy większe niż dzisiaj. Profesor Lorenc uznaje, że największy wpływ na zmiany klimatyczne ma aktywność Słońca i wulkany. Dodatkowo powinniśmy zwrócić uwagę na fakt, że człowiek w porównaniu do źródeł naturalnych, produkuje niewiele dwutlenku węgla. Profesor Zbigniew Jaworowski również uważa, że to Słońce oraz naturalne procesy na Ziemi rządzą naszym klimatem. Zauważa też, że najwięcej CO2 pochodzi z oceanów i wulkanów oraz, że wzrost stężenia tego gazu w atmosferze jest skutkiem, a nie przyczyną ocieplenia. Zarzuca on tendencyjną selekcję danych i opieranie się na niesprawdzonych założeniach przez zwolenników hipotezy o wpływie człowieka i rozwoju przemysłu na globalne ocieplenie. Na potrzeby tej tezy zastosowano metodę odrzucania badań wskazujących na wyższą zawartość dwutlenku węgla w próbkach lodu pochodzącego sprzed rewolucji przemysłowej.

Nie trzeba jednak sięgać po specjalistyczne badania aby zdać sobie sprawę z tego, że zmiany klimatu to coś naturalnego i mają niewiele wspólnego z działalnością człowieka i rozwojem przemysłu. Wystarczy wziąć do ręki książki do historii. Dowiemy się wtedy, że we wczesnym średniowieczu było na tyle ciepło, że rozwinęło się osadnictwo na Islandii i Grenlandii, którą Wikingowie nazwali „Zieloną wyspą”. W XVII wieku mieliśmy zaś do czynienia z małą epoką lodowcową. Po zamarzniętym Bałtyku można było przedostać się do Szwecji. Na tafli lodowej powstawały nawet karczmy by podróżni mieli się gdzie zatrzymać.

Ekolodzy już wielokrotnie się mylili. Najgłośniejszym przypadkiem jest sprawa DDT. Ten środek owadobójczy od lat 40-tych wykorzystywano do walki z komarami roznoszącymi malarię. Ekolodzy rozpętali jednak burzę twierdząc, że środek jest niebezpieczny dla ludzi i zabija wszystko co żyje. Zakazano więc stosowania go. Stosowanie DDT na Sri Lance zredukowało liczbę zachorowań na malarię z 3 milionów do zaledwie kilkunastu przypadków. Po wycofaniu tej substancji liczba chorych skoczyła w latach 70-tych do 2 milionów. Ekolodzy podtrzymują swoje zdanie mimo, że nigdy nie stwierdzono śmierci człowieka z powodu zatrucia DDT. Na malarię umierają zaś miliony. Michael Crichton stwierdził wręcz, że wycofanie DDT zabiło więcej ludzi niż Hitler.

Wyśrubowane normy ekologiczne poważnie uderzają w gospodarkę i spowalniają rozwój. Przykładem niech będą limity emisji CO2, które prowadzą do wzrostu cen energii. Kraje biedne nie są zaś w stanie ich spełnić, a bez „nieekologicznych” technologii nie mogą się rozwijać co skazuje je na tkwienie w ubóstwie. Setki miliardów dolarów, które wydaje się na realizacje postanowień protokołu z Kioto oraz na badania mające potwierdzić katastroficzne wizje można by zaś wydać na walkę z realnymi i zidentyfikowanymi problemami jak malaria, AIDS, zanieczyszczenie wód czy zapewnienie dostępu do wody pitnej. Zamiast tego tracimy czas i środki na walkę z zagrożeniem, które w świetle wielu badań naukowych nie istnieje. „Kłamstwo, powtarzane dostatecznie dużą ilość razy, staje się prawdą” pisał Joseph Goebbels. Jego teza zdaje się sprawdzać. Ale „zdaje się” robi wielką różnicę.


źródła:
postcarbon.pl,
wprost24.pl,
epw.senate.gov,
wiz.pl, polityka.pl,
rp.pl,
„U. S. Senate Minority Report: More Than 650 International Scientists Dissent Over Man-Made Global Warming Claims Scientists Continue to Debunk “Consensus” in 2008”
Komentarzy: 16

Przemysław Kapałka
5 stycznia 2009 (10:01)
Może nie ocieplamy, ale szkodzimy
Nie wiadomo, czy mamy wpływ na globalne ocieplenie. Ale wiadomo, że to, co robimy z przyrodą, woła o pomstę do nieba i jak nie w ten sposób się na nas zemści, to w inny.

Epigon
5 stycznia 2009 (14:38)
no ok..normy ograniczają i spowalniają gospodarkę
ale z drugiej strony powstają nowe technologie, nowe dziedziny ekonomii, przemysłu, bio, ktore jednak gospodarkę napedzają.... Niech ktoś mi napisze, co jest w sumie korzystniejsze, czyste powietrze i filtry na kominach, czy tlenek ołowiu w warzywach...nie gadajcie bzdur... CO2....ok ludzie przeginają, tylko tak naprawdę dawniej nie było w atmosferze innych związków, które teraz są (siarka, itp), Mówisz, CO2 nie ma wpływu na ocieplenie globalne, przecież CO2 po to jest stworzony by ocieplać naszą planetę. Przy takim stężeniu, gdy nasza planeta ma zasoby zieleni kilkukrotnie mniejsze (nie wiem 10,15,20 razy mniejsze) kto to będzie zjadał?

n
5 stycznia 2009 (22:28)
trudno znaleźć w tym krótkim felietonie zdanie
które odpowiadałoby prawdzie. Przykład: "Heritage Foundation opublikowała niedawno raport dotyczący globalnego ocieplenia, przygotowany przez grupę 650 naukowców." Nieprawda. Opublikowała "raport" przygotowany przez jedną osobę (niejakiego Morano), będący zlepkiem wypowiedzi 650 naukowców wyciągniętych z gazet, telewizji, serwisów internetowych itd. Część z tych naukowców, jak się okazało, miała zupełnie inne poglądy niż im imputował Morano. Kwalifikacje części budzch budzą wielkie wątpliwości (nie prowadzili nigdy żadnych badań klimatologicznych). "Dla porównania Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu przy ONZ (IPCC) opiera się na badaniach 52 naukowców." Bzdura. Liczba "52 naukowców" pojawia się w kontekście autorstwa tzw. Summary for Policymakers, czyli krótkiego podsumowania wniosków pierwszej części czwartego raportu IPCC. Sam raport ma ponad 600 autorów (z których wszyscy są wybitnymi specjalistami w dziedzinach bezpośrednio związanych z badaniem klimatu, w przeciwieństwie do listy Morano), którzy z kolei dokonywali analizy wyników badań tysięcy innych naukowców. "Victor Manuel Velasco Herrera z Uniwersytetu w Mexico City zarzuca specjalistom z IPCC, że opierają się jedynie na modelach matematycznych i nie biorą pod uwagę wielu innych elementów jak choćby wpływu Słońca." Bzdura. Prócz modeli opierają się także o liczne dane pomiarowe (np. satelitarne pokazujące zmiany widma atmosfery będące wynikiem zwiększenia zawartości gazów cieplarnianych). Wpływ "wielu innych elementów", w szczególności Słońca, też jest uwzględniany - niech autor łaskawie zajrzy sam do raportu IPCC tutaj (strona 188, sekcja 2.7.1 "Natural Forcings: Solar Variability"): http://ipcc-wg1.ucar.edu/wg1/Report/AR4WG1_Print_Ch02.pdf "Autorzy raportu stwierdzają, że głównym czynnikiem powodującym zmiany klimatyczne jest właśnie aktywność Słońca, a wpływ człowieka jest minimalny lub żaden." Po pierwsze, "autorzy raportu" - czyli jak rozumiem naukowcy których wypowiedzi są w nim przytaczane - nic takiego nie twierdzą. Trudno zbudować z ich wypowiedzi jakąś spójną teorię dotyczącą zmian klimatu, bo wystarczyło że np. któryś powiedział w mediach że Al Gore jest politykiem, albo że komputerowe modele klimatu nie są doskonałe, albo że raport Sterna niedoszacowuje koszty walki z ociepleniem - i już wędrował do raportu jako "wątpiący" w globalne ocieplenie. Po drugie, proszę zapoznać się z wynikami BADAŃ naukowych dotyczących aktywności Słońca i jego wpływu na klimat.

myślący
6 stycznia 2009 (09:12)
czytać ekomatoły
ze efekt cieplarniany odpowiada para woda, gdyż to ona daje 96% całego efektu, a to za sprawą swoich zdolności do pochłaniania promieniowania, które są ponad 100 razy większe niż CO2. Biorąc pod uwagę ilość CO2 i pary wodnej oraz ich zdolności adsorbowania promieniowania, tylko DEBIL twierdzi że CO2 jest przyczyną globalnego ocieplenia. Dla porównania, etymolodzy udowodnili, że same owady które żyją na Ziemi produkują 100 razy więcej CO2 niż ludzi z ich przemysłem. Odsyłam do prac prof. P. Mastalerz oraz Z> Jaworowskiego. I czytać ludzie, wiedza nie boli a poszerza horyzonty.

Joanna
6 stycznia 2009 (09:21)
Komentarz N
zyskałby na wartości gdyby autor miał odwagę podpisać go choćby imieniem, bo prosić o nazwisko to chyba dziecinna naiwność. A tak odczytuję go tylko jako post kogoś kogo bardzo zdenerwowała treść tekstu i na chama próbuje przekonać do swego zdania. Kto wie może samemu podając nieścisłe informacje...

N2
6 stycznia 2009 (12:02)
odp
"ze efekt cieplarniany odpowiada para woda, gdyż to ona daje 96% całego efektu, a to za sprawą swoich zdolności do pochłaniania promieniowania, które są ponad 100 razy większe niż CO2." Zamiast powtarzać zasłyszane z drugiej ręki, nieścisłe informacje, zajrzyj matołku do jakiegoś artykułu traktującego o fizyce radiacyjnej. Np. J. T. Kiehl and Kevin E. Trenberth, "Earth’s Annual Global Mean Energy Budget" www.atmo.arizona.edu/students/courselinks/spring04/atmo451b/pdf/RadiationBudget.pdf Patrz tabela 3 porównująca wartości wymuszeń radiacyjnych różnych gazów cieplarnianych. "Biorąc pod uwagę ilość CO2 i pary wodnej oraz ich zdolności adsorbowania promieniowania, tylko DEBIL twierdzi że CO2 jest przyczyną globalnego ocieplenia." Tylko "debil", oraz naukowcy którzy się specjalizują w badaniach klimatu: http://en.wikipedia.org/wiki/Scientific_opinion_on_climate_change W przeciwieństwie do dyletantów, którym wydaje się że są ekspertami w zagadnieniach, którymi się nigdy nie zajmowali. "Dla porównania, etymolodzy udowodnili, że same owady które żyją na Ziemi produkują 100 razy więcej CO2 niż ludzi z ich przemysłem." "100 razy więcej" to byłoby jakieś 3400 mld ton - więcej, niż zawiera nasza atmosfera. W rzeczywistości _wszystkie_ heterotroficzne organizmy w sumie wydalają ok 120 mld ton CO2 rocznie. Dla porównania, atmosfera zawiera obecnie 3000 mld ton CO2. Jak dotąd, w ciągu ostatnich 200 lat, poprzez spalanie paliw kopalnych ludzkość wyemitowała 1600 mld ton CO2. "Odsyłam do prac prof. P. Mastalerz oraz Z> Jaworowskiego. I czytać ludzie, wiedza nie boli a poszerza horyzonty." Proponuję "myślącemu" czytać naukowe publikacje pisane przez SPECJALISTÓW z danej dziedziny. W interesującym nas przypadku dziedziną taką jest klimatologia, a specjalistami NIE SĄ emerytowany lekarz-radiolog Jaworowski i chemik organiczny Mastelarz, którzy badaniem klimatu nie zajmują się i nigdy nie zajmowali. "Komentarz N zyskałby na wartości gdyby autor miał odwagę podpisać go choćby imieniem, bo prosić o nazwisko to chyba dziecinna naiwność." Oceniasz wartość komentarza po imieniu autora? Tylko pogratulować... "A tak odczytuję go tylko jako post kogoś kogo bardzo zdenerwowała treść tekstu i na chama próbuje przekonać do swego zdania. Kto wie może samemu podając nieścisłe informacje..." Widzisz, i moje informacje, i informacje podane w artykule możesz sama zweryfikować i sprawdzić, czy są ścisłe, czy nie. Na przykład ściagając rozdział raportu IPCC podany powyżej, otwierając go na podanej stronie i sprawdzając, czy rację ma Victor Manuel Velasco Herrera i autor artykułu twierdząc, że IPCC nie uwzględnia wpływu Słońca; czy też rację mam ja twierdząc, że uwzględnia. Wystarczy tylko chcieć i poświęcić na to kilka minut. Wybór należy do Ciebie. Możesz albo ślepo wierzyć w to, co napisał nieznany Ci Bartłomiej Bartoszek, albo ślepo wierzyć w to, co napisał nieznany Ci N, albo możesz sama próbować poszukać odpowiedzi.

Bartłomiej Bartoszek
6 stycznia 2009 (22:37)
Nie mam zwyczaju pisania komentarzy do własnych tekstów
Niestety będę musiał zrobić wyjątek od tej zasady. Pan ukrywający się pod pseudonimem "n" twierdzi, że w moim tekście "trudno znaleźć zdanie, które odpowiadałoby prawdzie". Jest to zarzut największego kalibru, więc muszę odpowiedzieć. Pan "n" stawiając mi ten zarzut odnosi się tylko do pracy Heritage Foundation. Ten wątek był stosunkowo niedużą częścią mojego tekstu. Mimo to Pan "n" uczynił z niego temat przewodni mojego artykułu. Tezę przewodnią tekstu sformułowałem zaś już we wstępie, a brzmi ona: nie ma niepodważalnych naukowych dowodów potwierdzających wpływ człowieka na globalne ocieplenie. Rozumiem, że skoro w moim tekście nie ma zdania prawdy więc apel heidelberski nigdy nie istniał, podobnie jak petycja oregońska, a opinie naukowców, które przytoczyłem to zwykłe kłamstwa. Podobnie rzecz się ma z osadnictwem na Grenlandii i ochłodzeniem w XVII wieku. Gdybym chciał napisać tekst prezentujący racje obu stron w sporze o przyczyny globalnego ocieplenia to bym to zrobił. Jednak poglądy prezentowane przez organizacje ekologiczne są powszechnie znane, zaś racje przeciwne już zdecydowanie mniej. Celem tekstu nie było też obalenie tezy o globalnym ociepleniu ale pokazanie, że są naukowcy, którzy mają na tą kwestię inny pogląd niż ten prezentowany przez IPCC. W tekście pojawia się krótkie, ale jakże istotne zdanie : "Poznajmy więc opinie tychże naukowców." I przytaczam opinie kilku naukowców zwłaszcza polskich. Dlaczego Pan "n" nie polemizuje z ich poglądami? Przytoczyłem też zdanie Victora Manuela Velasco Herrery o jego zarzutach pod adresem IPCC. Cieszy mnie, że Pan "n" był w stanie odnieść się do opinii tego naukowca. Nie rozumiem tylko dlaczego ma pretensje do mnie, że przytoczyłem jego zdanie jako przykład opinii wyrażonej w dokumencie Heritage Foundation. Celem artykułu było też pokazanie, że w kwestii przyczyn zmian klimatu ekolodzy mogą się mylić gdyż robili to już w innych kwestiach. A DDT przytoczyłem jako przykład najbardziej jaskrawy. Prosiłbym na koniec Pana "n" o więcej szacunku dla osób mających inne poglądy niż on sam, nawet jeżeli one nie traktują Pana z należytym szacunkiem.

n
7 stycznia 2009 (00:27)
odp
"Pan "n" stawiając mi ten zarzut odnosi się tylko do pracy Heritage Foundation." Ponieważ, gdybym miał polemizować z każdym zawartym w artykule błędem i przekłamaniem (i to jeszcze w taki sposób, by podać takim osobom jak Joanna wszystkie dane konieczne do zweryfikowania moich słów na tacy), komentarz liczyłby kilkanaście bitych stron maszynopisu znormalizowanego. Ale, skoro autor nalega... przyjrzyjmy się kolejnym dwóm akapitom, których analizę doklejam na koniec komentarza. "Ten wątek był stosunkowo niedużą częścią mojego tekstu." Tym niemniej, był to wątek pełen błędów i przekłamań. "Tezę przewodnią tekstu sformułowałem zaś już we wstępie, a brzmi ona: nie ma niepodważalnych naukowych dowodów potwierdzających wpływ człowieka na globalne ocieplenie." Teza przewodnia dowodzi tylko, że autor ani nie ma pojęcia o nauce, gdyż w nauce nie ma "niepodważalnych dowodów". Nie ma "niepowtarzalnych dowodów", że teoria ewolucji jest prawdziwa, że chorobę AIDS powoduje wirus HIV, że Ziemia ma więcej niż 6 tys. lat, że Słońce jest kulą zbudowaną z wodoru i helu. "Rozumiem, że skoro w moim tekście nie ma zdania prawdy" Nie napisałem, że w tym tekście nie ma słowa prawdy. Napisałem, że trudno jest znaleźć zdanie, które jest prawdziwe. "więc apel heidelberski nigdy nie istniał" Istniał. Ale, wbrew temu, co sugeruje autor, nie odnosi się do globalnego ocieplenia. "podobnie jak petycja oregońska" Istniała i istnieje. Ale, wbrew temu, co sugeruje autor, jej sygnatariuszami są w większości wypadków nie "uczeni", lecz zwykli absolwenci amerykańskich wyższych uczelni z odpowiednikami naszego licencjatu i magisterium, a także weterynarze i lekarze, bez żadnych kompetencji w dziedzinie badań klimatu. Jeśli mi Pan nie wierzy, mam propozycję. Niech Pan wejdzie pod ten adres: http://www.petitionproject.org/gwdatabase/Signers_By_Last_Name.php Wybierze dowolną literkę nazwiska, po czym weźmie próbkę dowolnych 10-20 osób. Następnie niech Pan spróbuje znaleźć ich afiliację naukową na google, albo listę publikacji na google scholar. Niech Pan da znać, jeśli uda się Panu znaleźć kogoś od badań klimatu. Lojalnie ostrzegam, że szanse ma Pan niewielkie. "a opinie naukowców, które przytoczyłem to zwykłe kłamstwa." Większość? Tak, to zwykłe kłamstwa. Kłamstwem jest twierdzenie, że "ilość dwutlenku węgla w atmosferze nie ma wpływu na klimat". Kłamstwem jest twierdzenie, że IPCC opiera się jedynie na modelach matematycznych i nie bierze pod uwagę wielu innych elementów jak choćby wpływu Słońca. Kłamstwem jest twierdzenie, że "tak naprawdę nikt nie wie dlaczego klimat się zmienia". Być może nie wie tego profesor Mastelarz, chemik organiczny, ale klimatolodzy którzy badają zmienność klimatu nie są takimi ignorantami. Twierdzenia profesor Lorenc nijak się mają do prawdziwości bądź nie teorii globalnego ocieplenia - tak jak argument "pożary lasów zdarzały się przed wymyśleniem zapałek" nie oznacza, że twierdzenie jakoby dziecko bawiące się w lesie zapałkami mogło spowodować pożar, jest fałszywe. O argumentach lekarza Jaworowskiego możnaby pisać długo - w większości składają się one z kłamstw, manipulacji i bezpodstawnych insynuacji (np. "a potrzeby tej tezy zastosowano metodę odrzucania badań wskazujących na wyższą zawartość dwutlenku węgla w próbkach lodu pochodzącego sprzed rewolucji przemysłowej"). "Podobnie rzecz się ma z osadnictwem na Grenlandii i ochłodzeniem w XVII wieku." To nie kłamstwo, tylko tzw. strawman - czyli wmawianie przeciwnikowi polemicznemu (czyli społeczności naukowej która zajmuje się badaniami klimatu) jakichś absurdalnych poglądów, z którymi potem dzielnie autor może sobie polemizować. Tymczasem żaden klimatolog nie twierdzi, że gazy cieplarniane są _jedynym_ czynnikiem który _może_ wpływać na klimat; ani że przemysł jest _jedynym_ czynnikiem który wpływa na ilość gazów cieplarnianych w atmosferze; ani że klimat był _zawsze_ niezmienny, aż do momentu przyjścia ery przemysłowej. Klimatolodzy mówią natomiast, że _obecnie_ obserwowana zmiana klimatu jest spowodowana przemysłową emisją gazów cieplarnianych, oraz że _inne_ czynniki, które powodowały zmiany klimatu w _przeszłości_, nie mogą zostać obarczone odpowiedzialnością za _obecną_ zmianę. Widać różnicę? "Gdybym chciał napisać tekst prezentujący racje obu stron w sporze o przyczyny globalnego ocieplenia to bym to zrobił. Jednak poglądy prezentowane przez organizacje ekologiczne są powszechnie znane, zaś racje przeciwne już zdecydowanie mniej." Fakt, że stanowisko klimatologów, paleoklimatologów, fizyków atmosfery, itd, utożsamia Pan z "poglądami prezentowanymi przez organizacje ekologiczne" świadczy o tym, że wbrew temu co Pan twierdzi, niewiedza dotycząca globalnego ocieplenia wciąż jest rozpowszechniona. "I przytaczam opinie kilku naukowców zwłaszcza polskich. Dlaczego Pan "n" nie polemizuje z ich poglądami?" Opinie: chemika organicznego i lekarza? Jedyną osobą mającą jakieś kompetencje w dziedzinie zbliżonej do klimatologii jest prof. Lorenc (choć też nie prowadziła żadnych badań stricte klimatologicznych), jednakże jej opinie to truizmy, które są w całkowitej zgodzie z poglądami prezentowanymi np. w raportach IPCC. "Przytoczyłem też zdanie Victora Manuela Velasco Herrery o jego zarzutach pod adresem IPCC. Cieszy mnie, że Pan "n" był w stanie odnieść się do opinii tego naukowca. Nie rozumiem tylko dlaczego ma pretensje do mnie, że przytoczyłem jego zdanie jako przykład opinii wyrażonej w dokumencie Heritage Foundation." A dlaczego ma Pan pretensje do mnie? Ja tylko napisałem, że przytoczone zdanie Herrery to bzdura. Mogę oczywiście też głośno dziwić się, dlaczego Pan nie zweryfikował chociażby częściowo twierdzeń znalezionych w dokumencie wyprodukowanym przez pracownika biura konserwatywnego amerykańskiego senatora. Mogę się dziwić, dlaczego jeszcze bardziej przekłamał Pan twierdzenia tam zawarte ("Dla porównania Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu przy ONZ (IPCC) opiera się na badaniach 52 naukowców"). "Celem artykułu było też pokazanie, że w kwestii przyczyn zmian klimatu ekolodzy mogą się mylić gdyż robili to już w innych kwestiach." Jacy "ekolodzy"? Może w końcu zapozna się Pan chociażby pobieżnie z historią badań klimatu i teorii globalnego ocieplenia? I obiecany kolejny kawałek polemiki. Pierwsze dwa akapity: 1. "Od wielu lat elity polityczne i grupy ekologów bombardują nas informacjami o grożącej nam katastrofie." Przede wszystkim "bombardują informacjami" naukowcy, którzy od wielu lat zajmują się badaniem klimatu. Teoria globalnego ocieplenia w obecnej postaci została sformułowana w latach pięćdziesiątych, i już w latach siedemdziesiątych uznano ją za wystarczająco potwierdzoną. W 1979 roku przed globalnym ociepleniem przestrzegała amerykańska Narodowa Akademia Nauk, od początku lat osiemdziesiątych wiele innych ośrodków (m.in. NASA). Jeśli Pan odniósł wrażenie, że globalne ocieplenie to taka medialna nowinka wymyślona przez polityków i ekologów - to oznacza to tylko, że nie ma Pan pojęcia o podstawowej literaturze przedmiotu. 2. "Globalne ocieplenie uznano za jedno z największych zagrożeń dla planety." Nie. Globalne ocieplenie uznano a) za jedno z największych zagrożeń dla _naszej cywilizacji_, z jej terenami zurbanizowanymi położonymi w dużej części na terenach nadmorskich; z jej rolnictwem ściśle uzależnionym od warunków klimatycznych; z jej zależnością od pitnej wody; z jej wrażliwością na takie zjawiska jak huragany, fale gorąca, powodzie; b) za jedno z największych zagrożen dla bioróżnorodności, które może spowodować największe masowe wymieranie od kilkudziesięciu milionów lat. Nikt nie mówi o zagrożeniu dla "planety". Planeta sobie poradzi. 3. "Jest ono faktem, temu nikt nie przeczy. Spór dotyczy jednak jego przyczyn i skutków." "Spór" istnieje głównie w mediach. Środowisko naukowe dawno już zakończyło "spór" i poszło dalej, by zajmować się naprawdę kontrowersyjnymi kwestiami, co do których faktycznie nie ma pewności (jak np. tempo reakcji lodowców antarktycznych na wzrost temperatury). 4. "W całym tym hałasie niewielu chce słuchać argumentu, że nie ma niepodważalnych naukowych dowodów potwierdzających wpływ człowieka na globalne ocieplenie." Nauki przyrodnicze to nie matematyka, tu nie ma "niepodważalnych dowodów". Są teorie wyjaśniające pewne zjawiska, są obserwacje potwierdzające teorie. Jest proces falsyfikacji, jest zmniejszanie obszarów niepewności, jest modyfikacja teorii. 5. "W latach siedemdziesiątych naukowcy debatowali nad zagrożeniami płynącymi z globalnego ochłodzenia." Nie debatowali. Proszę sobie przeczytać Peterson T et al "The Myth of the 1970s Global Cooling Scientific Consensus" http://ams.confex.com/ams/pdfpapers/131047.pdf 6. "Stwierdzenie, że globalne ocieplenie jest naturalnym procesem jest traktowane jak naukowa herezja godna stosu." Jest traktowane podobnie jak twierdzenie, że Ziemia ma 6 tys. lat; że powstawania gatunków nie da się wyjaśnić teorią ewolucji; że AIDS nie jest powodowane przez wirusa HIV. Czyli tak, jak powinny być traktowane pseudonaukowe herezje. 7. "Al Gore twierdzi, że wśród naukowców istnieje konsensus co do przyczyn i skutków globalnego ocieplenia. Jest to nie prawda, gdyż wielu badaczy nie zgadza cię z jego tezami i wręcz oskarża organizacje ekologiczne o manipulowanie danymi naukowymi." Po pierwsze, konsensus nie oznacza, że wszyscy naukowcy zgadzają się z daną opinią - tym bardziej, jeśli większość z tych naukowców nie jest specjalistami w danej dziedzinie. Istnieją wybitni biochemicy, którzy twierdzą że AIDS jest powodowane przez toksyczne narkotyki; istnieją (mniej wybitni) biolodzy którzy twierdzą że teoria ewolucji jest błędna, a za wszystko odpowiada Inteligentny Projektant; istnieją w końcu fizycy święcie przekonani, że NASA nigdy nie poleciała na Księżyc. Po drugie, organizacje ekologiczne nie mają nic do "danych naukowych" - badania prowadzone są nie przez "organizacje ekologiczne", lecz przez takie ośrodki jak NASA, Hadey Centre, CRUT, Max Planck Institute itd; zaś podwaliny teorii globalnego ocieplenia (mówię o pracach Keelinga, Revelle'a, Suessa, Plassa itd) powstały jeszcze przed narodzinami ruchów ekologicznych.

Andrzej Jaślar
7 stycznia 2009 (09:59)
Panie N
z ciekawością śledziłem polemikę obserwując jej przebieg i pozwoli Pan, że teraz ja zadam kilka pytań. Po pierwsze, gdzie w internecie można przeczytać, lub w jakiej księgarni można zakupić jakiś zbiór pańskich prac, oczywiście takich gdzie wnioski będą poparte kilkudziesięcioletnim okresem badań nad klimatem? Po drugie, z taką pogardą odnosi się Pan do, cytując Pana: "Opinie: chemika organicznego i lekarza?", więc w związku z tym gdzie można zweryfikować ilość oraz jakość tytułów naukowych stojących przed pańskim nazwiskiem? Z taką lubością dołącza Pan szereg adresów stron internetowych, gdzie można wszystkie dane weryfikować, więc ja bym bardzo prosił o taki sam odnośnik do strony z pańskim dorobkiem naukowym poświęconym zagadnieniu klimatu. Po trzecie, wychowano mnie na mężczyznę dla którego kobiety to świętość i chciałbym się odnieść i do tego wątku dyskusji. Widzę, że ta Pani nie podjęła już polemiki, ale mnie Pan nie zbędzie ani nie odstraszy tekstem: "Oceniasz wartość komentarza po imieniu autora. Tylko pogratulować...". Parafrazując Pana wypowiedź ja pogratuluję Panu ukrywania się pod literą N będąc być może naukowcem. Czyżby z zawiści Pan pozieleniał, że autor danego tekstu pańskiego nazwiska, dorobku, ani poglądów na daną kwestię w swym artykule nie umieścił? Proszę mieć odwagę w następnym komentarzu, jeśli takowy nastąpi, podpisać się imieniem i nazwiskiem załączając odnośnik adresu strony internetowej, na której będzie się można zapoznać z pańskim dorobkiem naukowym, gdzie będzie materiał który potwierdzi pańskie kompetencje w dziedzinie badań klimatu, bo odnoszę wrażenie, że tylko pańskie nazwisko pod publikacją gwarantuje pełnię wiedzy na dany temat. Z poważaniem

N
7 stycznia 2009 (18:59)
odp
Ładny unik od dyskusji. Ale przecież nie prosiłem nikogo, by uwierzył na słowo anonimowemu internaucie, nawet jeśli twierdzi że jest klimatologiem z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem (czego nie twierdziłem - dzięki Bogu realizuję się w dziedzinie budzącej o wiele mniejsze kontrowersje polityczne i społeczne). Powyższy artykuł próbuje zbudować taki oto przekaz: globalne ocieplenie to wymysł organizacji ekologicznych, elit politycznych i garstki (w domyśle - przekupionej) naukowców, którzy sprzysięgli się by zniszczyć gospodarkę Polski i innych biednych krajów; gdy tymczasem wielotysięczna grupa "prawdziwych", rzetelnych naukowców odrzuca ten szkodliwy mit. Mit został spopularyzowany przez media, no ale na szczęście myślący internauci są w stanie przejrzeć tę goebbelsowską propagandę i dotrzeć do wiarygodnych źródeł. Dziwnym trafem jednak, gdy przechodzimy do kwestii tych wiarygodnych źródeł, okazują się nimi być artykułu z popularnych tygodników takich jak "Wprost" i "Polityka", albo "raporty" wypuszczane przez konserwatywnych amerykańskich polityków. Mój apel do Joanny kieruję zatem także i do Pana: proszę wykazać się samodzielnością, i zamiast ślepo wierzyć w to co mówią o zmianie klimatu lekarze, chemicy, dziennikarze i internauci, sprawdzić jak wygląda stan badań w tym temacie. A jak być może zdaje Pan sobie sprawę, specjalistyczną techniczną wiedzę najlepiej czerpać od specjalistów. Dla przykładu, jeśli chcę dowiedzieć się czegoś o literaturze starogórnoniemieckiej, idę do filologa-mediewisty, nie inżyniera budowlanego. Jeśli chcę się dowiedzieć czegoś o epidemiologii raka płuc, idę do onkologa, nie fizyka ciała stałego. Jeśli chcę się czegoś dowiedzieć o zmianach stężeń gazów cieplarnianych w okresie holocenu, idę do paleoklimatologa, nie lekarza-radiologa. Możliwe oczywiście, że pojedynczy naukowiec jest nieuczciwy, albo jego opinie odzwierciedlają jego specyficzny punkt widzenia, a nie faktyczny stan badań nad jakimś zagadnieniem. W takich sytuacjach - szczególnie w takich, jeśli ten sam naukowiec twierdzi, że wszyscy pozostali się mylą, a on sam jeden ma rację - sięgam po reprezentatywną próbkę wiarygodnych naukowych publikacji na dany temat. Do takich wiarygodnych naukowych publikacji nie należy "raport" powstały w biurze senatora Inhofa. Nie jest nim książka Mastelarza. Nie są artykuły Jaworowskiego z "21st Century Science". Zamiast tego może Pan sięgnąć po Journal of Geophysical Research, Geophysical Research Letters, czy nawet PNAS, Science i Nature - cokolwiek publikującego rzeczy z zakresu geofizyki i klimatologii o przywoitym impact factorze. Znajdzie Pan tam publikacje setek klimatologów z wymaganym przez Pana doświadczeniem. Oczywiście, wymaga to pewnego wysiłku umysłowego. O wiele łatwiej jest uwierzyć, że globalne ocieplenie to mit wymyślony przez komunistyczną międzynarodówkę, która od czasów Arrheniusa przeniknęła do wszystkich ośrodków naukowych na świecie.

Łukasz M.
7 stycznia 2009 (19:45)
DDT
Środek ulega powolnemu rozkładowi i osiąga duże stężenie w organizmach stojących na szczycie łańcuchów pokarmowych czyli drapieżców. Ma szczególnie szkodliwe działanie na ptaki drapieżne. Jaja ptaków są wyjątkowo kruche co może mieć wpływ na liczebność tychże. Ja nie wiem jak jest ze stanem ludzkiej świadomości. Co chcemy osiągnąć? Co nas interesuje? Do czego dążymy? Jako ludzkość oczywiście. Może ulegamy zbiorowej histerii? Może nie jest wcale gorzej tylko inaczej?

Sławekxxx
14 stycznia 2009 (22:47)
Zmiany klimatyczne.
Dziękuję autorowi za ten artykuł. Oby coraz więcej było na świecie ludzi myślących w podobny sposób a nie pseudo-ekologów którzy martwią się tym że zamiast 20-stopniowych mrozów możemy mieć w przyszłości piękne lato przez cały rok, którzy woleli by wybudować w Polsce drugi " Czarnobyl " zamiast wspierać nasze górnictwo węglowe.

katarzyna
4 września 2009 (16:06)
drogi Panie
1. "ze efekt cieplarniany odpowiada para woda, gdyż to ona daje 96% całego efektu, a to za sprawą swoich zdolności do pochłaniania promieniowania, które są ponad 100 razy większe niż CO2." Zamiast powtarzać zasłyszane z drugiej ręki, nieścisłe informacje, zajrzyj matołku do jakiegoś artykułu traktującego o fizyce radiacyjnej. Np. J. T. Kiehl and Kevin E. Trenberth, "Earth’s Annual Global Mean Energy Budget" www.atmo.arizona.edu/students/courselinks/spring04/atmo451b/pdf/RadiationBudget.pdf zajrzałam, przeczytałam ba nawet pokusiłam się o ponowne przeczytanie i jedyne co znalazłam do dowód na to, iż para wodna ma znacznie większy wpływ na efekt cieplarniany niż CO2 2."Dla porównania, etymolodzy udowodnili, że same owady które żyją na Ziemi produkują 100 razy więcej CO2 niż ludzi z ich przemysłem." "100 razy więcej" to byłoby jakieś 3400 mld ton - więcej, niż zawiera nasza atmosfera. W rzeczywistości _wszystkie_ heterotroficzne organizmy w sumie wydalają ok 120 mld ton CO2 rocznie. Dla porównania, atmosfera zawiera obecnie 3000 mld ton CO2. Jak dotąd, w ciągu ostatnich 200 lat, poprzez spalanie paliw kopalnych ludzkość wyemitowała 1600 mld ton CO2. Etymolodzy podają wartości brutto, nie zapominajmy, iż w przyrodzie CO2 jest zużywany i tak naprawdę jedyne co można podać to właśnie średnie wartości brutto... chyba nie muszę tłumaczyć, iż CO2 jest pochłaniany przez rośliny? 3. Raport ICPP miałam okazję przeczytać dogłębnie na tyle, by jasno stwierdzić, iż zawiera podstawowy błąd - otóż uczeni owszem podali wpływ pary wodnej na wymuszenie radiacyjne i później odnieśli to do efektu cieplarnianego, tylko zapomnieli wspomnieć o najistotniejszej rzeczy, a mianowicie, że w stratosferze praktycznie nie ma tu pary wodnej, gdyż tylko nieznaczne ilości powietrza są w stanie przedostać się z troposfery do stratosfery. Wobec tego chmury w stratosferze mogą się tworzyć tylko wtedy, gdy jest tak zimno, że te niewielkie ilości wody mogą ulec skropleniu i utworzyć kryształki lodu. Nie uważa Pan, Panie "n" że jest to świadome przekłamanie w raporcie oraz pomijanie istotnych kwestii badawczych??? Polecam jako lekturę: http://www.geocities.com/wi-ko/glociep/index2.html

zgrzys
7 października 2009 (19:20)
skrajności
Szanowny Autorze. Wydaje mi się iż popadanie w skrajności, zarzucane ekologom stało się również Pańskim udziałem. Nie można twierdzić iż człowiek nie ma wpływu na zawartość atmosfery. Wydobycie pokładów węgla i ropy prawdopodobnie pchnie nas bliżej historycznego stanu planety. Przecież zanim węgiel się odłożył pod ziemią gdzieś był, trochę w biomasie (a tej było pewnie więcej niż dziś, w końcu lasów nam raczej ubywa) ale pewnie trochę w powietrzu też. Pytanie tylko czy o to nam chodzi. Niewiele interesuje mnie topień naturalności, ale stabilność jak najbardziej. Jeśli zrobi się druga epoka lodowcowa / pustyniowa to ja składam drobny protest. Możliwe że planeta przechodzi cykl zmienności klimatu liczony w setkach tysięcy lat. W takim razie powinniśmy natychmiast uczyć się zmieniać klimat, niekoniecznie na naturalny, powiedział bym że na stabilny było by lepiej, jeśli chcemy przetrać jako cywilizacja. W końcu najbardziej naturalne warunki to będzie chyba ta kwaśna preatmosfera sprzed 3.5 mld lat. Są ochotnicy do testowania jak się żyje w tak naturalnych warunkach??

Adams
12 stycznia 2010 (20:48)
xd
..cytowanie goebbelsa jest istotnie nie na miejscu

HAHAHA
17 września 2010 (10:48)
MOGĘ TO UDOWODNIĆ
"Ekolodzy podtrzymują swoje zdanie mimo, że nigdy nie stwierdzono śmierci człowieka z powodu zatrucia DDT." NADSTAW DZIOBA TO JAK TEGO SYFU SYPNĘ TO BĘDZIE DOWÓD.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Czy klimat zmieni nasz świat?

Jesteśmy atakowani przez ekstremalne zjawiska pogodowe: gwałtowne skoki temperatur, ulewy i powodzie, tornada, huragany, fale upałów, susze, osuwiska, lawiny, topnienie lodowców.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".