Sprawa „bestii” a jakość państwa
    prawa człowieka38 · Więzienie8 · pedofilia4
2014-02-11
Nie należę do tych, którzy we wszystkim, co dzieje się dookoła widzą jakiś przejaw słabości państwa. Myślę wręcz, że wiele rzeczy w Polsce funkcjonuje znacznie lepiej, niż przyjęło się stereotypowo sądzić. Jednak sprawa Mariusza T., a szczególnie ostatnie związane z nią wydarzenia, wystawiają wiarę w rodzime instytucje na ciężką próbę.

Przez długie tygodnie wałkowania w niemal wszystkich możliwych mediach tematu tzw. „ustawy o bestiach” oraz człowieka, z myślą o którym ją stworzono, dylemat miałem w zasadzie tylko jeden – czy na koniec więcej powodów do wstydu będą miały media właśnie (nie tylko tabloidy, jak chciałoby tego wielu dziennikarzy z „poważnych” tytułów), czy też politycy.

Ci ostatni przeprowadzili ustawę, która w niemal powszechnym odbiorze świata prawniczego łamie podstawowe owego prawa zasady. Media z kolei dzień po dniu dokładały kolejne cegiełki do rozbudzenia w społeczeństwie krwiożerczych instynktów wobec „bestii”.

I nic to, że „bestia” wyrok odsiedziała. Nic to, że choć pierwotnie miała to być kara śmierci, zmniejszenie owej kary dokonane zostało w zgodzie z prawem. „Bestia” pozostaje „bestią”, a najlepsze instrumenty do orzekania o tym mają rzecz jasna nasi politycy oraz dziennikarze.

Do przekroczenia wszelkich granic doszło jednak dopiero wczoraj, gdy na dzień przed planowaną datą wyjścia „bestii” z więzienia okazało się, że w celi „znaleziono” dziecięcą pornografię oraz „przedmioty przypominające ludzkie szczątki”. Cóż za zbieg okoliczności!

Nie zakładam, że doszło do tego z polecenia kogokolwiek „z góry”. Podejrzewam, że za sprawą stoi nadgorliwy „dół” (no, chyba że przyjmiemy, że sprawa nie jest sfingowana, ale to wymagałoby nieprzeciętnej naiwności). Skąd jednak ta nadgorliwość załogi więziennej? Z zastraszenia całą sytuacją. Z przerażenia, że po codziennych kazaniach raz polityków, raz dziennikarzy, do wyjścia „bestii” na wolność dopuścić nie można – bez względu na to, jakich środków do jej zatrzymania za kratami się użyje.

Na szczęście, po raz pierwszy od dawna, pozytywnym bohaterem historii okazuje się być prokuratura, nie dopatrując się w „nowych okolicznościach” czegokolwiek, co dawałoby pretekst do dalszego przetrzymywania Mariusza T. za kratami. Jednak fakt, że choć przez chwilę zdrowy rozsądek i poczucie elementarnej praworządności kazały stanąć raczej po stronie osoby skazanej za poważną zbrodnię, niż polskiego państwa, budzi spory niepokój.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".