Sprawa Lecha Wałęsy - recenzja
    IPN26 · Lech Wałęsa38 · PRL51 · Okrągły stół14
2009-01-21
Książka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” autorstwa historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, była z pewnością jedną z najczęściej komentowanych pozycji na polskim rynku wydawniczym. Obok „Strachu” Grossa, wzbudziła również największe kontrowersje. Co ciekawe, wielu wyrobiło sobie zdanie na jej temat, jeszcze przed przeczytaniem a nawet przed jej opublikowaniem!

Jednak ze względu na specyficzny język i objętość [780 stron] a co za tym i cenę, wielu ludzi nie mogło zetknąć się w sposób bezpośredni z jej zawartością. Osobiście uważam, że bez tego nie można się o tej książce wypowiadać. Więc radzę samemu ją przeczytać i wyrobić sobie opinię na jej temat. Być może poniższa recenzja również w tym pomoże, albo chociaż zachęci lektury. Otóż Sławomir Cenckiewicz postanowił wydać swoją książkę w wersji odchudzonej i napisanej bardziej przystępnym dla laika językiem. W ten sposób dostaliśmy do rąk „Sprawę Lecha Wałęsy”.

Zdjęcie znajdujące się na okładce zrobił fotoreporter Andrzej Hrechorowicz, podczas przemówienia Kazimierza Świtonia. Fotografia przedstawia reakcję prezydenta na słowa „na drugiej liście [Macierewicza – WJ] jest pan prezydent jako agent Służby Bezpieczeństwa”.

To co rzuca się od razu w oczy, to nota biograficzna Lecha Wałęsy. Poprzednio zarzucano to autorom, że ich książka pomija niejako szerszy kontekst działalności noblisty, przez co wypacza jego wizerunek. Tak więc ten błąd został naprawiony i każdy czytelnik zaczyna lekturę od przypomnienia sobie kim był dla Polski Wałęsa. Novum jest również rozdział zatytułowany Bitwa `08, opisujący medialną batalię autorów z krytykami.

Wokół książki powstało wiele kontrowersji wokół których chciałbym się poruszać. Jednak nie jest moim celem recenzowanie krytyków Cenckiewicza, którzy są lepsi i gorsi a już całkowicie pomijam tych, którzy mieli o książce wyrobione zdanie, lub nawet publicznie komentowali jej zawartość, zaznaczając jednocześnie, że jej nie czytali. Niniejsza recenzja będzie, stricte opierała się na materiale, który przedstawili nam historycy.

Otóż zacznę od tego, że minusem tej pracy jest brak dokumentów, w szczególności tych oryginalnych. Na pewno wielu posłuży to za wystarczający dowód na nierzetelność książki. Osobiście jednak wierzę, że rozumowanie, analiza i mrówcza wręcz robota jakiej dokonali historycy, jest wstanie przekonać czytelnika do poważnego potraktowania sprawy. Nie mówiąc już o przyznaniu im racji. W paru przypadkach autorzy używają kopii [z powodu zniszczenia lub „zagubienia” oryginalnej teczki, o czym później] jednak siłą ich argumentacji jest krzyżowe potwierdzanie takich dokumentów, często przy użyciu niepozornych i nic nie mówiących korespondencji, ewidencji i rejestrów, które często zachowane są w oryginale.

METODOLOGIA BADAŃ

Zniszczenie [nawet całkowite] teczki personalnej, nie zaciera wszystkich śladów po tajnym współpracowniku. Pragmatyka kancelaryjna w SB była taka, że oryginały [w tym rękopisy] donosów kierowano do teczki personalnej, natomiast ich kopie/odpisy sporządzane maszynowo lub ręcznie przez oficerów SB, kierowano do tych spraw operacyjnych w których chciano te informacje wykorzystać. Tak więc, aby zniszczyć „Bolka”, należałoby również zniszczyć teczki personalne osób na które donosił. To się jednak nie udało.

Książka zaczyna się od kserokopii zachowanej karty ewidencyjnej E-14 Lecha Wałęsy. Jest to dokument niezwykle niepozorny, gdyż zawiera tylko lakoniczne stwierdzenie: „Materiały nr 123535 (...) znajdują się w archiwum(...) nr I-14713 z powodu niechęci do współpracy”. Cała tajemnica tkwi w odczytaniu powyższych numerów. Pod tym numerem SB przesłało [w 1970 roku], do MSW akta tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek”. Drugi numer pochodzi z archiwum SB i dotyczy wyrejestrowania agenta „Bolek”, z powodu braku chęci do współpracy. Dane z karty potwierdzane są przez zapisy z dziennika rejestracyjnego oraz przez kwerendę dziennika korespondencyjnego gdańskiego MO. Do tego te same dane, znajdują potwierdzenie w oryginalnych rekordach informatycznych MSW z 1988 i 1990 roku, w którym czytam, że „dokumenty dotyczące Wałęsy zostały złożone w archiwum pod nr 14713/1”. Ponadto o tych danych, wspomina w swojej notatka [kserokopia] inspektora Aftyki a także notatka [kserokopia] Ppłk Łubiańskiego, w której to stwierdza on, że celem rozmowy było „ponowne pozyskanie do współpracy”. Ponowne ponieważ, z dostępnych dokumentów wynika, że młody Wałęsa współpracował z SB w latach 1970-76.

W oryginale zachowały się również inne dokumenty w tej sprawie. W tym podsumowanie działalności z 1971 roku sporządzone przez Edwarda Graczyka.

Dochodzenie do personaliów Bolka, jest jednak wielopłaszczyznowe i często oparte o poszlaki, które jednak są dość sugestywne. Jak chociażby lektura zachowanych [oryginalnych] doniesień Bolka, w których wspomina on o „spotkaniu z redaktorem Życia Warszawy (....) [na którym – WJ] Było także wytłumaczenie się redaktora, dlaczego nie opublikował całości wywiadu”. Następnie historycy sięgnęli do archiwalnych nr gazety. Znajduje się w nich artykuł zatytułowany„Mówią gdańscy stoczniowcy” w którym jest między innymi wywiad z Lechem Wałęsą.

Inną poszlaką może być analiza dat wypożyczenia teczki Bolka. Dla przykładu w 2 dni po strajkach sierpniowych – po których Wałęsa stał się jedną z najważniejszych postaci opozycji – SB wypożyczyło teczkę Bolka z archiwum. Następnie - wspomnienia opozycjonisty L. Zborowskiego, który pisze w nich, że Wałęsa przepraszał swoich przyjaciół z opozycji za błąd współpracy z SB. To samo zeznają inni działacze WZZ w tym Andrzej Gwiazda. Pośrednią poszlaką wskazująca na kontakty Wałęsy z SB, jest fakt, że nie ma go na żadnej liście osób do zwolnienia w stoczni.

W książce możemy również zobaczyć wycofane przez Wałęsę oświadczenie z PAP, w którym czytamy: „Aresztowano mnie wiele razy, za pierwszym razem w grudniu 1970 r., podpisałem 3-4 dokumenty. Podpisałbym wtedy wszystko oprócz zgody na zdradę Boga i Ojczyzny”.

ILU BYŁO „BOLKÓW”?

Lech Wałęsy wielokrotnie bronił się przed oskarżeniami, mówić, że agentów o pseudonimie Bolek „w samym Gdańsku było (...) 56”. Z badań historyków, wynika jednak, że w danym okresie 1970-76 było ich zarejestrowanych 4. Z czego tylko jeden rejestrowany pod numerem 123535 pracował w Stoczni Gdańskiej! Pozostałe osoby nie miały ze stocznią nic wspólnego a nawet nie mieszkały w Gdańsku. Ponadto w książce „Archiwum Mitrochina” - napisanej przez byłego archiwistę KGB – odnajdziemy fragment, w którym autor pisze o odnalezionej domniemanej teczce Bolka, która odnosi się do Lecha Wałęsy a także o tym, że Kiszczak informował KGB o konfrontacji Wałęsy z jego byłym oficerem prowadzącym.

SKUTKI DZIAŁALNOŚCI

Do dnia dzisiejszego zachowało się zaledwie 8 donosów „Bolka” w których przewinęły się nazwiska 24 osób. Wiele z tych osób było rozpracowywanych i represjonowanych przez SB. Paru zwolniono z pracy. Jego główną ofiarą okazał się niejaki Józef Szyler. Autorzy po lekturze donosów, doszli do wniosku, że Bolek był pomysłowym i aktywnym agentem , szczególnie w początku swojej współpracy. Aftyka pisał, że [Bolek] „przekazywał szereg istotnych informacji”. Aftyka również w swojej notatce pisał, że „w sumie otrzymał 13 100zł; wynagrodzenie brał bardzo chętnie”. Wałęsa w tym okresie zarabiał około 3 tys. zł. Autorzy książki również zastanawiają się na ile prawdopodobna działalność dla SB, miała wpływ na przyznanie Wałęsie mieszkania [1972r.]. Stawiają tezę, że był to ewenement gdyż w tamtych czasach okres oczekiwania na taki przydział był nawet do 15 lat a Wałęsa miał 5 letni staż pracy, nie należał do PZPR i miał przeszłość „grudniową”, co nie predysponowało go najlepiej do ubiegania się o lokum.

ZMARTWYCHWSTANIE AGENTA

Kim był Edward Graczyk? Prowadził „Bolka” przez pierwsze 3 miesiące współpracy. W 1973 wrócił do Olsztyna a z SB odszedł z powodu alkoholizmu. Sąd Lustracyjny zainteresował się nim w 2000 roku i ustalił, że nie żyje. Jednak w ubiegłym roku okazało się to nie prawdą. Na łamach mojeopinie.pl tak pisał o tej sprawie Azrael: „Informacja o odnalezieniu kluczowego i tak naprawdę najważniejszego świadka, bez którego ta książka NIE MIAŁA PRAWA SIĘ UKAZAĆ”. Niestety nie jest to prawda. Ta książka z pewnością by się ukazała bez Graczyka. Ponadto o oryginalności dokumentów nie świadczy ich późniejsze potwierdzenie przez autora [Graczyk parokrotnie zmieniał wersję]. Jeśli podpiszemy z kimś umowę sprzedaży nieruchomości to nie przestanie ona być ważna jak stwierdzimy, że to nie my ją podpisaliśmy. Niemniej jednak dla kontrastu, w procesie lustracyjnym st. szer Aftyka potwierdził oryginalność kserokopii, na które powołują się w obecnej książce autorzy.

Ponadto „Bolek” miał trzech oficerów prowadzących: Graczyk, Rapczyński, Ratkiewicz. Temu ostatniemu w czynnościach pomagał kpt. Dąbek, ppor Stachowiak i kpt. Wojtalik. Wszyscy oficerowie prowadzący „Bolka” należeli do specjalnej grupy powołanej w związku z wydarzeniami grudniowymi, w których brał udział Lech Wałęsa.

Polecam również przeczytanie protokołu z zeznania E. Graczyka dla IPN

FAŁSZYWKI?

Lech Wałęsa niejednokrotnie bronił się przed zarzutami współpracy faktem, że SB fałszowało dokumenty na jego temat w celu kompromitacji go w oczach kapituły Nagrody Nobla. Niemniej jednak nigdy nie wytłumaczył dlaczego SB miałoby robić fałszywki na młodego robotnika w latach 70-76. Dlaczego miałoby fałszować własne nr ewidencyjne, które i tak można odczytać tylko znając metodologię działań operacyjnych Służby Bezpieczeństwa. Wiedzy tej nie mogliby mieć robotnicy a tym bardziej obcokrajowcy, więc takie dane nie mogłyby ich zmusić do nie przyznania nagrody Wałęsie.

Jednak SB niewątpliwie prowadziło takie działania. We wspomnieniach Anny Walentynowicz można przeczytać, że w ramach akcji dezintegracyjnej podrzucono jej kopię doniesień Bolka i pokwitowania odbioru [również kopie]. Manipulacją z pewnością była tak zwana „Rozmowa braci”, która była zmontowanym tekstem rozmowy Wałęsy z bratem Stanisławem. Niemniej jednak dysponujemy dokumentami SB [w tym ręczne oświadczeniem mjr. Stylińskiego z 1985r.] w którym opisywali oni przebieg akcji mającej na celu kompromitację Wałęsy. Czytamy w nich między innymi, że „pierwszy etap działań, polegał na przedłużeniu działalności TW „Bolek”...”. Podobnej treści jest notatka służbowa z 1985 roku Tadeusza Maraszkiewicza, w której napisał on, że w działaniach biura wobec Wałęsy chodziło m.in. o „kontynuację przerwanej uprzednio współpracy z resortem”. Powstaję więc pytanie, dlaczego już po przyznaniu nagrody Nobla [1983] SB miałoby fałszować dokumenty na jego temat i w dodatku pisać nieprawdę o kontynuacji, skoro celem ich pisania było zrelacjonowanie działań służb nakierowanych na dyskredytację Wałęsy(sic!)? Sam pomysł pisania w tekście o fałszowaniu, zafałszowanych informacji, wydaje się bardzo karkołomny i nieprawdopodobny.

„WYPOŻYCZANIE” AKT

Co do procesu lustracyjnego to Cenckiewicz poświęca wiele stron na polemizowanie z jego ustaleniami. Sędziowie nie dysponowali wszystkimi dokumentami. Nie mieli 7 dokumentów z archiwum UOP, ponadto sąd w ogóle nie wziął pod uwagę niszczenia akt. Nie będę tutaj rozpisywał się szerzej na ten temat.

Szef UOP Piotr Naimski, po obaleniu rządu Olszewskiego, powołał 6-osobową grupę, która dokonała inwentaryzacji dokumentów dot. Wałęsy. W ten sposób powstał „Protokół z przeglądu materiałów dot. agenturalnej działalności Lecha Wałęsy w latach 1970-76”. Możemy w nim przeczytać wyliczenie wszystkich dokumentów, które znajdowały się wówczas [4 czerwca 1992r.] w MSW. Andrzej Milczanowski przejął kierownictwo w MSW dopiero 5 czerwca. Z notatek służbowych wynika, że w połowie roku, UOP wypożyczył materiały dotyczące Wałęsy do Belwederu. Nie wiadomo na jakiej podstawie udostępniono je prezydentowi. Wiadomo jednak, że 22 września zwrócił je do MSW. Na polecenie Milczanowskiego sprawdzono teczkę, w której w miejscu doniesień „Bolka” odnaleziono strzępy powyrywanych kartek. Po interwencji, 24 września z Belwederu przyszła przesyłka z brakującymi dokumentami. 28 września 1993 r. Wałęsa wypożyczył dokumenty na swój temat po raz drugi. Wszystkie te fakty, są opisane w odręcznych i oryginalnych notatkach służbowych funkcjonariuszy UOP i MSW. Zwrócił je 24 stycznia 1994 roku a w kolejnej notatce czytamy, że prezydent „wypożyczył całość dokumentów na swój temat, w tym akta „Bolka”. Powstaje więc zasadnicze pytanie, po co Lech Wałęsa dwukrotnie wypożyczał swoje akta, w tym akta dotyczące „Bolka”? Następny akord tej dziwnej historii napisał w 1996 roku nowy minister MSW Zbigniew Siemiątkowski. Po wyjęciu z sejfu okazało się, że dokumenty są niekompletne. Brakowało w sumie 177 kart! Z pisma szefa UOP do prokuratury możemy dowiedzieć się, że brakowało dokumentów opatrzonych klauzulą tajne i tajne specjalnego znaczenia. Pomimo to w 1999 roku prokuratura umorzyła śledztwo. Ciekawe jest uzasadnienie pani prokurator Nowak, która stwierdziła, że w nowym KK nie ma artykułu z którego można by skazać oskarżonych. Zaskakujące to rozumowanie. Tym bardziej, że pani prokurator źle zakwalifikowała prawnie czyn, który popełnili podejrzanie [Czempiński, Milczanowski], gdyż nie miał ona znamion czynu nieumyślnego. Sprawę w stosunku do Wałęsy umorzono z powodu posiadania przez niego immunitetu prezydenckiego.

Czesław Kiszczak przyznał w 1993 roku, że „naturalną konsekwencją tego porozumienia [Okrągły Stół – WJ] było zniszczenie akt Wałęsy”. W „alfabecie Rokity” możemy również przeczytać wspomnienia byłego posła PO: „Otrzymałem informację, że z MSW są wynoszone i palone akta”.

„Sprawa Lecha Wałęsy” autorstwa Sławomira Cenckiewicza to bardzo ciekawa książka i polecam ją każdemu, żeby ją osobiście przeczytał i wyrobił sobie zdanie na jej temat. Mnie autor przekonał, pomimo tego, że zdekompletowana teczka „Bolka” nie zawiera żadnego oryginału doniesień, zawiera za to oryginały notatek oficerów SB. Istnieje ponadto szereg dowodów i poszlak na podstawie których jesteśmy wstanie ustalić tożsamość agenta Bolka a o których tutaj nie wspomniałem. Dla jednych będą one niezbite a dla innych nic nie warte.

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że Lech Wałęsa był, jest i będzie bardzo ważna postacią w polskiej historii. Był przywódcą najważniejszego strajku w historii naszego kraju (sierpień 80) i wielu ludziom dawał odwagę do walki. Jego epizod współpracy z SB jest dla mnie oczywisty, jednak nie przekreśla on jego dalszej działalności, za którą był wielokrotnie represjonowany i zwalniany z pracy. Autorzy nie pomijają również kontekstu historycznego w jakim była podjęta współpraca. W książce możemy przeczytać: „Nie ulega wątpliwości, że stosowanych wówczas metody SB bał się także Wałęsa i zdecydowały one o tym, że uległ presji i dał się złamać”. Myślę, ze z czasem coraz więcej osób zacznie analizować przeszłość noblisty nie w sposób hagiograficzny a w stricte historyczny. Niemniej jednak jeszcze nikt dotychczas [przed autorami] nie podjął się tej pracy. Z całym szacunkiem jakim darzymy Wałęsę – za jego działalność do 89 roku, nie można pozostawiać pisania historii tylko jej bohaterom. Dotychczas jednak większość książek o nim to autobiografie a obserwując wojnę jaką wzbudziła książka kwestionująca jego niezłomności, nie sądzę aby inni historycy mieli tyle odwagi i determinacji aby podjąć takie badania.


Komentarzy: 5

Zakapior
21 stycznia 2009 (18:03)
l
To naprawdę jest taki długi akapit? Mam ochotę przeczytać tę recenzję, ale ten akapit mnie odstrasza:)

admin
21 stycznia 2009 (18:14)
gotowe, serdecznie przepraszam
za błąd w edycji

Witold Jarzyński
22 stycznia 2009 (00:55)
ad vocem
Prokurator Nowak umorzyła postępowanie w sprawie Czempińskiego i Milczanowskiego do czego miała praw (art.4kk) jednak źle zakwalifikowała prawnie przestępstwo, gdyż nie miało ono znamion "nieumyślności" a wręcz przeciwnie. W stosunku do Wałęsy umorzono z powodu immunitetu prezydenckiego.

Knopffler
23 luty 2009 (22:12)
do recenzji
Bardzo mnie zdziwiła ta recenzja. Po prostu nie ma treści. To uproszczone "resume" książki. A ostatni akapit to jakby cytat z Cenckiewicza. Mój Boże ci ludzie tyle materiałów ubeckich się naczytali, a nie potrafią pojąć jak wyglądała tamta rzeczywistość. Ja naprawdę nie chcę, by historię tworzyli tylko bohaterowie, ale wygląda na to, że wyrocznią mają być ubecy i ludzie nie znający tamtej epoki.

Teżlech
10 sierpnia 2016 (08:01)
Do chorego profesora C.
Nie sądźcie...Nie potępiajcie...Odpuszczajcie...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".