Sri Lanka - over 900km
    Sri Lanka5 · reportaże z podróży201 · Azja Południowa31 · Indie57
2013-06-24
Autor: Johnowsky
Ruszamy pod koniec lutego. Trafiamy na promocję w jednej z arabskich linii lotniczych. Na wstępie mogę dodać, żeby się ciepło ubierać do ich samolotów. Słyszałem już o tym wcześniej, teraz doświadczyłem na własnej skórze i przypłaciłem przeziębieniem – w obydwu samolotach było bardzo zimno.

Zmęczeni i brudni (ja dwukrotnie wylałem whisky, K. raz) docieramy na lotnisko położone obok największego miasta wyspy, Colombo. Po szybkiej zmianie ciuchów odkrywamy pierwszą wtopę… zostawiony w samolocie przewodnik. Wymieniamy pieniądze i przez chwile czujemy się bogaczami, każde z nas za swoje kilka-kilkanaście banknotów USD, otrzymało kilkadziesiąt ich banknotów i to w nie małych nominałach.

Wyjście z lotniska i już pierwsze, lekkie osaczenie przez miejscowych i konieczność wytargowania ceny za jakiś transport. Tuk tuków na samym lotnisku brak więc po kilku targach decydujemy się na samochód, a właściwie to gościu nas dogonił, że „ok,ok.” zgadza się na naszą cenę (800 rupii = 20 zł, a zaczęło się od 2500; później się dowiedzieliśmy, że niektórzy płacili nawet 20$...). Jedziemy do Negombo, częsty pierwszy przystanek podróżnych, z uwagi na bliską odległość od lotniska (ok. 15 km) i położenie nad oceanem. Oczywiście nie ominęło nas mocne nakręcanie przez kierowcę na „jego” zaprzyjaźniony hotel, za co podziękowaliśmy i poszukaliśmy sami noclegu. Dziwnym trafem po kilkuset metrach, w pierwszym miejscu bierzemy pokój. Warunki, lekko mówiąc hard core’owe, łazienka brudna, spłuczka uruchamiana gwoździem, moskitiera dziurawa i śmierdząca, a pokój zamykany…. na mini kłódeczkę na mini blaszce. No ale tanioszka i w końcu tylko na 1 noc – 1000 rupi = 25 zł. Ogólnie budynek w środku b. fajny architektonicznie, z ogromnym holem obejmującym dwa piętra i balustradami na piętrach, tylko gdyby był wyremontowany, albo chociaż odświeżony, albo chociaż „normalnie” posprzątany. Bo pomimo, że pokój był „wysprzątany” tuż przed naszym wejściem, jest tam po prostu brudno, a w zakamarkach wygląda na niesprzątane od kilku miesięcy. I tak jest zazwyczaj wszędzie.

Sri Lanka, Dworzec w Negombo, foto:Johnowsky Sri Lanka, Dworzec w Negombo, foto:Johnowsky

Tu można wspomnieć o panującej na Sri Lance, w moim odczuciu i w moim nazewnictwie (nie chcąc nikogo obrazić) delikatnej kulturze brudu. Tam po prostu tak jest. Brudno jest wszędzie, brudno jest na każdym kroku, brudno jest w każdym tanim hostelu i w każdej toalecie. Również mieszkańcy nie grzeszą czystością. Rzadko napotkany ktoś w czystej koszuli/sari/spodniach, niczym nie poplamionych i nie rozerwanych, aż się rzuca w oczy. A słyszałem wcześniej, że Sri Lanka to podobno „czystsze Indie”.

Z jednej strony nie ma im się co dziwić, taki klimat, taki kraj, tacy ludzie. Przy panującej tam non stop wilgoci rzędu 80-90% ciężko utrzymać cokolwiek w czystości czy dobrym stanie. Podejrzewam, że wszechobecny zapach stęchlizny (od banknotów po pokoje) czy grzyb na ścianach to kwestia kilku miesięcy – roku od remontu bądź wyprodukowania. Dodając do tego po prostu biedę i całkowicie odmienną od naszej „zachodniej” cywilizację staje się bardziej zrozumiałe.

W konsekwencji powyższego wszędzie można zaobserwować, że wszystko na Sri Lance jest reperowane, naprawiane. Przedmioty, które nawet u nas już dawno wylądowałyby na śmietniku jako kompletnie zniszczone czy zużyte, tam są naprawiane, sklejane taśmą lub klejem, malowane, obwiązywane sznurkiem etc.

Polecamy: Ząb Buddy - Sri Lanka

Samo Negombo niczym nie zachwyca, o dziwo zarówno na plaży, jak spacerując wieczorem spotykamy bardzo małą ilość turystów. Za to na plaży im później tym bardziej zaczyna przybywać miejscowych. O zachodzie słońca plaża jest już pełna, całe rodziny Lankijczyków, a przed plażą i na niej dziesiątki motorków, skuterków, tuk tuków i samochodów. Myśleliśmy nawet, że to może jakieś święto, ale później się dowiedzieliśmy, że po prostu sobota i weekend.

Rano, jeszcze lekko zmęczeni podróżą i ja dodatkowo kacem po duty free JD, trochę późno wstajemy. Nie pamiętam nawet kiedy nastąpiła zmiana planu i uznaliśmy, że planowaną trasę jednak skrócimy o 1-2 dni na rzecz dłuższego odpoczynku na południu wyspy. Dziwnym trafem naszykowaliśmy się i udaliśmy tuk-tukiem na dworzec mniej więcej o 13.30, po czym okazało się, że o 14 mamy jedyny już tego dnia autobus do Kandy.

Pierwsze doświadczenia jazdy komunikacją miejską, jej uroki i uciążliwości. Do uroków na pewno należą ceny (dla przykładu ta trasa, ok. 160 km - 143 rupie czyli jakieś 3,5 zł). Ciekawostką była też zapłata, którą pobiera chodzący po autobusie koleś, który kieruje też zajmowaniem miejsc, wsiadaniem i wysiadaniem etc. Oczywiście nie mieliśmy drobnych (on co się później okazało też), dałem mu 500 rupii, on dał nam bilety na 286 rupii i poszedł dalej. Nie wiedzieliśmy za bardzo o co chodzi, ale ok…. Szczególnie, że ludzie przed nami dawali mu po 1000 rupii, a on też nie wydawał im reszty. Okazało się, że po prostu nie miał z czego wydawać i dopiero po obsłużeniu kilkudziesięciu innych pasażerów i paru godzinach jazdy, można go było zawołać, dać mu bilet, a on wydawał resztę. Ale jakim cudem pamiętał, kto jaki banknot mu dawał (bo na bilecie oprócz wpisanej długopisem ceny, miejsca docelowego i jego podpisu nic innego nie było) to nie wiem, ale wydawał każdemu dobrze. Natomiast do uciążliwości z pewnością mogę zaliczyć, bolesną dość dla mnie ilość miejsca na nogi oraz wielkość siedzisk i oparć. Lankijczycy są mali, więc ilość miejsca i fotele są przystosowane dla nich. Mi niestety, przy średnio dużym wzroście (183cm) brakowało sporo miejsca na nogi, a oparcia kończyły się na wysokości moich barków. Miło kwestią jest natomiast podróż przy otwartych drzwiach, zarówno w autobusach, jak i pociągach. Jazda przy takich drzwiach, wychylanie się itd., jest ciekawym doświadczeniem i zauważyć należy, że mimo, że jest to niebezpieczne jakoś nikt nie wypada, po prostu ludzie się pilnują.

Sri Lanka - mapa Sri Lanki, foto Johnowsky Sri Lanka - mapa Sri Lanki, foto Johnowsky

Tu mogę dodać kolejne spostrzeżenie, które będzie mi towarzyszyło podczas całego pobytu na Sri Lance. Jest to przerost zatrudnienia, który rzuca się w oczy na każdym kroku. W każdej knajpie, każdym hotelu, sklepie, barze, autobusie ma się wrażenie bardzo dużej liczy pracowników, znacznie większej niż zapotrzebowanie na nich. To samo rzuca się w oczy pod kątem policji. Sri Lanka, mocno policyjne Państwo, patrole są na każdym kroku, na ulicach policjanci stoją niemalże na każdym skrzyżowaniu, a poza miastem co kilka kilometrów stoi patrol. Każdy stadion do krykieta, gdzie grają nawet dzieci – patrole policji, każda miejska plaża – patrole policji, każda atrakcja turystyczna – patrole policji. Akurat na to też jest wytłumaczenie, jak wiadomo w 2009 roku na Sri Lance zakończyła się trwająca ponad ćwierć wieku wojna domowa z Tamilami chcącymi na północno – wschodnim obszarze wyspy stworzyć własne państwo. Z tego względu po zakończeniu wojny, coś z tymi policjantami i wojskowymi musieli zrobić, to stoją co rogatkę i pilnują ruchu. Dodatkowo można tu wspomnieć o niedawnych doniesieniach prasy na temat raportów organizacji międzynarodowych. W skrócie wynika z nich, że w pewnych rejonach wyspy, pomimo oficjalnego zakończenia wojny nadal dochodzi nagminnie do łamania praw człowieka, gdzie siły rządowe, policja i wojsko dopuszczają się przestępstw, w tym tortur i gwałtów na ludności tamilskiej. Za pretekst służą im podejrzenia o wspieranie w przeszłości Tamilskich Tygrysów lub same związki kogoś z rodziny z Tygrysami.

Polecamy: Co robić na Sri Lance

Przy temacie policji warto może wspomnieć o marihuanie bowiem niejednokrotnie byliśmy przestrzegani, aby uważać. Zagrożenie jest podobno tylko karą pieniężną, ale ostrzegano nas, że policja lubi po cywilnemu czaić się na turystów w lokalach. Przy opisie używek nie sposób nie wspomnieć o betelu, bo przecież trzeba spróbować lokalnej używki. W smaku straszny syf i to przez długi czas plus konieczność spluwania na czerwono. Co do odczuć, nic specjalnego, trochę dziwnie. K. co prawda znieczuliło usta i przełyk i pobudziło. Mi na pewno ciut wyostrzyło zmysły słuchu i wzroku i odbierałem więcej bodźców na raz, ale nic więcej. Betel to używka składająca się z nasion palmy areki zawiniętych w liście pieprzu betelowego oraz przyprawy i mleko wapienne. Można ją kupić na każdym straganie z warzywami, za grosze, jedno zawiniątko kosztowało 50 groszy.

To teraz coś o tym zaczepianiu przez miejscowych, wpatrywaniu się, uśmiechaniu i ogólnym wzbudzaniu sensacji na każdym kroku. Lankijczycy są bardzo miłym, bezpośrednim, ale całkiem odmiennym od nas kulturowo narodem. Od pierwszego do ostatniego dnia wszędzie gdzie się pojawialiśmy wzbudzaliśmy lekką sensację, a przede wszystkim przyciągaliśmy wzrok miejscowych. No i to ciągłe tzw. "hello'łowanie", którego turysta doświadcza wszędzie i przez cały czas, szczególnie w miejscach, w których było bardzo mało turystów. Do ciągłego „hello” i „hello sir/madame” często również dodawane (w tym przodowały dzieciaki) „where are you going sir?”, „how are you?”, „where are you from?”. Nie wspominając przy tym (już naprawdę szczególnie męczących) tuk-tukowców ze swoim wiecznym „tuk-tuk, sir?, taxi, sir?, którzy niestety za nic nie rozumieją kilkukrotnie powtarzanego głośno i wyraźnie „no, thanks”.

Były momenty, że już po prostu przestałem zwracać uwagę na ich zaczepiania, ale przychodzi to ciężko bo jednak podświadomie człowiek się spojrzy na ułamek sekundy w stronę takiego, a wtedy to już nie ma przebacz. No cóż, inna kultura.

Także jeśli chodzi o ludzi, jak dla mnie ich postawa jest trochę męcząca. Wiadomo, oni nie chcą źle, ale przychodzi moment, że człowiek czuje się przez nich osaczony i oczywiście każdy Ci chce pomóc. Dodatkowym minusem jest fakt, że nie sposób odróżnić lokalsa, który chce na tobie zarobić, od lokalsa, który naprawdę bezinteresownie chce sobie pogadać, opowiedzieć coś, doradzić, pokazać coś. Dużo i takich ludzi napotkaliśmy. Lankijczycy na pewno dużo, bardzo dużo się uśmiechają, oczywiście zdarzają się i ponuraki, ale jednak większość się do uśmiecha (do Polski to nawet nie sposób porównywać).

Sri Lanka, Tuk-tuk, foto:Johnowsky Sri Lanka, Tuk-tuk, foto:Johnowsky

Z ciekawszych obserwacji ludzi warto wspomnieć o ich kiwaniu główkami. Najpierw zdawało się nam, że kręcą głowami, kiedy przytakują. Jednak później zauważyliśmy, że nie jest to kręcenie ale kiwanie nią na boki. W połączeniu z ich stałym uśmiechem zabawnie to wygląda. Dziwny też wydał mi się fakt, że miejscowi w ogóle (nie widzieliśmy dosłownie ani jednej osoby) nie noszą okularów przeciwsłonecznych. Czy to samochód, czy rower, czy motor, czy łódź, słońce naparza, a oni wszyscy bez okularów.
Natomiast sporym utrapieniem jest poziom ich angielskiego w połączeniu z moim średnio dobrym słuchem. Nawet jak potrafią mówić po angielsku to mówią tak strasznie niewyraźnie i niezrozumiale, ze swoim akcentem, że często banalnych słów nie sposób zrozumieć.

Jako fan motoryzacji temat ten poruszyć też muszę. Sri Lanka jest pierwszym krajem, w którym nie potrafię poznać marki i modelu samochodu. Jakieś 99,9% stanowią samochody chińskie, hinduskie i japońskie. Z czego znaczna część japońskich modeli znanych nam marek, też na naszym rynku niedostępna. Europejskie marki praktycznie nie istnieją, jeśli już to jedynie w Kolombo i to też na palcach jednej ręki, kilka BMW. Ruch jest ogromny, wielka ilość tuk-tuków i małych motorków oraz okropnie smrodzących starych autobusów i ciężarówek, w połączeniu z ciągłym hałasem klaksonów i ludzi stwarza wrażenie ogromnego chaosu. Ale da się jeździć, czego jesteśmy żyjącym dowodem. Ogólnie, z tego co słyszeliśmy i zaobserwowaliśmy, na Sri Lance duży może więcej, a mali mu ustępują. W związku z tym powszechne jest wyprzedzanie przez autobusy i inne pojazdy „na czołówkę”, na zakrętach, a małe motorki i tuk-tuki zjeżdżają im w ostatniej chwili.

Wracając do trasy, to drugiego dnia, po 6 godzinach jazdy autobusem, sporym tłuku i lekkim wyczerpaniu ich muzyczkami (całkiem przyjemne, ale nie przez 6 godzin) docieramy do Kandy. Byłej stolicy i zarazem jednego z największych ośrodków kulturowych na wyspie oraz dobrym miejscu do obejrzenia pozostałych zabytków kultury buddyjskiej i nie tylko położonych na wyspie. Znajdujemy, a właściwie nas znajduje Silvester, lankijski dziadek, chełpiący się byciem katolikiem i non stop o tym mówiącym (że on katolik, kilka razy pokazuje tatuaż krzyża, to nas przecież nie oszuka, i w ogóle wie, że papież był Polakiem itp.), prowadzi nas do „swojej” miejscówki, którą okazuje się całkiem przyjemny Guest House. Dodatkowym plusem są inni Polacy „na kwaterze” i możliwość wymiany doświadczeń, porad, no i porobienia fotek przewodnikowi (nasz został w samolocie). Dom jest położony w zasadzie w samym centrum Kandy, przy urokliwym jeziorku, na którego przeciwległym brzegu mieści się sławna i efektowna Świątynia Zęba Buddy.


Sri Lanka - plantacje herbaty, foto JohnowskySri Lanka - pociąg do Nuwara i plantacje herbaty, foto JohnowskySri Lanka - pociąg do Nuwara i plantacje herbaty, foto JohnowskySri Lanka - mapa Sri Lanki, foto JohnowskySri Lanka - Polhena Beach, foto JohnowskySri Lanka - Polhena Beach, foto JohnowskySri Lanka - Waran, foto JohnowskySri Lanka - Bawoły, foto JohnowskySri Lanka - Dzikie Pawie, foto JohnowskySri Lanka - żółwiki, foto JohnowskySri Lanka - Krokodyl, foto JohnowskySri Lanka - Małpki w Dambulii, foto JohnowskySri Lanka - Małpki w Dambulii, foto JohnowskySri Lanka - Owoc Kakaowca, foto JohnowskySri Lanka - Sigiriya, foto JohnowskySri Lanka - Sigiriya, foto JohnowskySri Lanka - Tuk-tuk, foto JohnowskySri Lanka - Dworzec w Nogembo, foto Johnowsky
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".