Jej osiągnięcia zostały nagrodzone orderem Wolnego Państwa Bawarskiego oraz pochwałami wicekanclerza i ministra spraw wewnętrznych zjednoczonych Niemiec. Najmocniej przepraszam, ja się z nikogo nie śmieję. Sprawa jest zbyt poważna. Niczym dawno temu sprawa Zakonu Niemieckiego i jego państwa, będącego podobno obrońcą chrześcijaństwa oraz rzekomo słynącego z dobrych uczynków. Państwa, bez którego Niemcy i Europa mogły się obejść. Nie chodzi mi jednak o to, aby ferować wyroki. W sprawach z tym związanych jest więcej pytań niż odpowiedzi.
Czy nowa twarz Związku Wypędzonych została pomyślana jako środek niemieckiej polityki zagranicznej czy wewnętrznej? Polityki, której celem jest budowa wspólnoty europejskiej czy nowego imperium, a może nawet czegoś jeszcze innego? Czy należy brać panią Steinbach i jej organizację polityczną poważnie? A może nawet nie warto o tym mówić i pisać? Moim skromnym zdaniem w każdym razie warto pomyśleć. Koniec końców myślenie nie boli.
Związek Wypędzonych – powstanie, rozkwit i upadek
Na podstawie postanowień konferencji poczdamskiej (Roosevelta, Stalina i Churchilla/Atllee’ego) niemieckie ziemie wschodnie zostały przekazane pod zarząd Polski i Czechosłowacji. Jednocześnie podjęto decyzję o wysiedleniu Niemców z Czech i Polski. Już w czasie konferencji w Teheranie (1943) bez udziału przedstawicieli rządu polskiego i czechosłowackiego zapadła decyzja o pozbawieniu tych dwóch państw ich ziem wschodnich. Polska utraciła niezwykle ważne ośrodki swej kultury narodowej – wielkie miasta Lwów i Wilno. Dopełniła się miara największej tragedii historycznej od czasu wojen napoleońskich. W Niemczech (przeważnie w strefach okupacyjnych mocarstw zachodnich) znalazło się 12 do 14 milionów osób, które straciły swoje domy, ziemię i mieszkania na wschód od Odry i Nysy. Większość z tych ludzi zabrała ze sobą na Zachód wspomnienia o okrucieństwach żołnierzy i policjantów Stalina. Okrucieństwach, które (o czym w Niemczech do dziś wspomina się rzadko) dotknęły wiele innych narodów, a zwłaszcza narody Rosji.
Miało to swoje nieuchronne skutki. Związek Wypędzonych, powstały w RFN w latach 1950-57 liczył miliony członków, a w czasach Adenauera stanowił poważną siłę polityczną. Sędziwy kanclerz (skądinąd wspaniały przywódca i wielki Europejczyk) nie miał najmniejszych wątpliwości; niemieckie ziemie wschodnie muszą zostać odzyskane. W razie potrzeby siłą. Archiwa NATO z lat pięćdziesiątych zawierają plany straszliwej wojny atomowej w Europie, której pierwszymi ofiarami miały paść Polska, Czechy i naród niemiecki w NRD. Jak długo istniała równowaga strachu supermocarstw i podział Niemiec to była tylko czcza gadanina. Podobnie zresztą jak (w świetle takich planów) idealistyczne hasła Karty Wypędzonych (1950). W wyniku uznania faktycznych wschodnich granic Niemiec oraz nowej polityki wschodniej (Realpolitik) dla Związku Wypędzonych nastały chude lata. Warto zauważyć, że samo istnienie Związku Wypędzonych umacniało władze komunistyczne w Polsce i Czechosłowacji; napędzało strachu mieszkańcom byłych niemieckich ziem wschodnich oraz czeskich Sudetów i przekonywało ich o słuszności sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Wskutek upływu czasu i zmiany pokoleń w samych Niemczech Związek tracił na znaczeniu i tylko głośne wystąpienia jego przewodniczącego – Herberta Czaji oraz Huberta Hupki nie pozwalały o nim zapomnieć.
Eryka Steinbach na czele BdV
Zjednoczenie Niemiec, a następnie objęcie stanowiska przez panią Steinbach odmieniło jego los. Po wybraniu na to stanowisko w maju 1998 zapowiedziała, że odtąd będzie „cierniem w oku” polityki zagranicznej Republiki Federalnej. Ujemnie oceniając tę politykę twierdziła, że zaniedbuje interesy własnego narodu. Rokowania w sprawie przystąpienia Polski i Czech do UE chciała połączyć z żądaniem uznania i wynagrodzenia przez te dwa państwa niesprawiedliwości wyrządzonej niemieckiej ludności cywilnej. Nie ukrywała, że rozumie te pojęcia w sposób raczej bezkompromisowy: „To znaczy prawo do powrotu połączonego z odzyskaniem własności.” [1] Jest rzeczą godną uwagi, że nie skierowała takich żądań pod adresem Rosji. Niezmierzona Rosja = wielkie mocarstwo atomowe = trudny orzech do zgryzienia? Od tego czasu pani Steinbach wyraźnie złagodziła kurs. Kiedy w 2006 Powiernictwo Pruskie wysunęło formalnie żądanie zwrotu mienia na dawnych wschodnich ziemiach Niemiec pod adresem rządu w Warszawie, nie pozostawiła najmniejszych wątpliwości co do swojego nowego stanowiska: „Prezydium Związku Wypędzonych wielokrotnie wyraźnie dało do zrozumienia, że nie pragniemy wkraczać na taką drogę.” [2]
Nie da się ukryć, że dzieje życia samej Eryki Steinbach i jej rodziców stanowią ilustrację słów jednego z doradców premiera Tuska: „Niemcy powinni przestać udawać głupich.” Urodziła się bynajmniej nie na terytorium obecnego państwa polskiego, ale na terytorium Drugiej Rzeczypospolitej (1918-39), na Pomorzu Wschodnim w miasteczku Rumia (Rahmel). Urodziła się właściwie przypadkowo, kiedy jej matka przyjechała tam z Bremy odwiedzić swojego narzeczonego – podoficera Luftwaffe, w mieszkaniu wynajętym od kaszubskiej rodziny. Dlatego też w Polsce często się mówi i pisze, że występując jako wypędzona pani Steinbach kłamie. No, chyba że przyjąć iż Adenauer, Erhardt i Kiesinger byli zbyt umiarkowani podtrzymując twierdzenie o prawnym istnieniu Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 roku... Co do mnie, nie zamierzam bawić się w sędziego i próbować osądzić, czy pani Steinbach wyszła za mąż dla pieniędzy, czy podjęła działalność polityczną dla kariery, jak to się czasem robi w polskim internecie.
Co komu z tego przyjdzie?
Dla mnie liczy się jedno. Niemcy hitlerowskie podjęły próbę podboju Europy i rozpętały największą i najstraszniejszą wojnę wszystkich czasów. Ze szczególnym okrucieństwem rodacy Hitlera prześladowali m. in. Słowian. Pobici przez tychże Słowian i przez Anglosasów zostali odepchnięci na granice z X wieku. Kościół Ewangelicki w Niemczech uznał to jako karę Bożą za zbrodnie hitlerowskie. Pani Steinbach wskazuje, że agresji dokonała Trzecia Rzesza, a nie niemieckie kobiety i dzieci. Mój dziadek walczył do ostatniego naboju z Wehrmachtem w 1939. Jako żołnierz Wojska Polskiego w 1945, a następnie elektryk na byłych niemieckich ziemiach wschodnich nie prowadził wojny przeciw niemieckim kobietom i dzieciom. Wręcz przeciwnie. Z jakiego powodu ja i moja rodzina mamy ponosić odpowiedzialność za Stalina, który odebrał Polsce rodzinne miasto mojego dziadka? A może w niektórych środowiskach politycznych w Niemczech coś jest nie w porządku z logiką? Takie pytania pragnę zadać jeśli nie samej pani Steinbach to jej zwolennikom, acz z drugiej strony nie twierdzę, że nie nauczyli się niczego na własnych błędach.
Odrodzenie BdV – nowy kierunek niemieckiej polityki?
Jakiś czas temu pani Steinbach i jej organizacja zostali zmuszeni do chwilowego odwrotu w wyniku połączonego nacisku ze strony SPD i znanych osobistości polskiego życia politycznego. W marcu ub. r. BdV postanowił nie wysuwać nikogo na przysługujące mu jedno z trzech miejsc w radzie fundacji upamiętniającej wysiedlenie niemieckiej ludności ze wschodu po tym jak Bundestag nie wyraził zgody na mianowanie na to stanowisko samej pani S. Jej osoba wywołuje zbyt ujemną ocenę „w Europie Wschodniej” – brzmiało uzasadnienie. [3] 8 VII br. w końcu zapadła decyzja. Bundestag powołał radę Fundacji Ucieczka, Wypędzenie i Pojednanie. Przy pomocy tzw. maszynki do głosowania (nie uwzględniając zastrzeżeń opozycji parlamentarnej) wyznaczono na stanowiska w tejże radzie: trzech przedstawicieli rządu federalnego, czterech posłów z ramienia CDU, CSU, SPD i FDP; po dwóch przedstawicieli Kościoła Ewangelickiego (EKD) i Rzymsko-Katolickiego oraz Centralnej Rady Żydów w Niemczech, a także (uwaga!) sześciu członków Związku Wypędzonych. Skład tego gremium został powiększony z 13 do 21 członków właśnie po to, aby można było tam umieścić 6 zamiast dotąd planowanych 3 przedstawicieli BdV.
Jakby tego było mało, na otarcie łez (pani Eryki Steinbach, która ostatecznie zgodziła się nie brać bezpośrednio udziału w działalności tej fundacji) wytargowano jeszcze jedno ustępstwo wobec Związku Wypędzonych. Powierzchnia przyznana na wystawy dla tej fundacji w Domu Niemieckim (Deutschlandhaus) w Berlinie (położonym w rządowej dzielnicy Kreuzberg) zostanie powiększona i uzupełniona o cenne materiały archiwalne. [4] Największym ustępstwem jest jednak mianowanie pierwszym dyrektorem tej fundacji profesora Manfreda Kittela. Zadałem sobie trud, aby za pośrednictwem Google Boooks przejrzeć jedną z jego prac (stanowiącą dodatek do skądinąd niezwykle wartościowego niemieckiego czasopisma fachowego „Viertelsjahrhefte für Zeitgeschichte”): Vertreibung der Vetriebenen? Der historische deutsche Osten in der Erinnerungskultur der Bundesrepublik (1961-82) tzn. Wypieranie wypędzonych? Historyczny niemiecki Wschód w pamięci historycznej Republiki Federalnej (1961-82). [5] Nie mam zastrzeżeń do jakości jego pracy jako historyka. Nie da się jednak ukryć, że jego sposób przedstawiania takich spraw jest jednoznaczny i zbieżny z punktem widzenia pani Steinbach. W ww. pracy przedstawia próby przemilczenia czy też ograniczenia tematyki utraty niemieckich ziem wschodnich jako żałosny spisek politykierów trzęsących się ze strachu przed Związek Radzieckim. Co wy na to?
Wreszcie wydarzenie, o którym wspomniałem na wstępie. 5 VIII, w przededniu 70. rocznicy ogłoszenia Karty Wypędzonych na Nowym Zamku w Stuttgarcie niespodziewanie pojawił się wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Westerwelle. Nie jest żadną tajemnicą, że polityczne i osobiste stosunki tych dwojga nie są usłane różami. Obecny wicekanlerz jest homoseksualistą (na kilka dni przed wyjazdem do Stuttgartu był obecny na uroczystości otwarcia letnich igrzysk sportowych gejów i lesbijek w Kolonii), pani Steinbach ortodoksyjną protestantką. On stara się uchodzić za polonofila, ona wiadomo... Przybył, ale lista mówców była już zamknięta. Przemawiali (jak już wspomniałem, dokonując próby apoteozy Związku Wypędzonych) federalny minister spraw wewnętrznych Tomasz de Maizière i przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert. Po przegranym sporze politycznym z panią Merkel pan Westerwelle nie ma już chyba nic więcej w odwodzie. Stara się o przychylność ziomkostw licząc na to, że lesbijki i homoseksualiści tak czy owak będą głosować na swojego jedynego przedstawiciela w świecie wielkiej polityki. Zresztą tak naprawdę tych dwoje łączy przecież mocno wiara w swego rodzaju religię prawoczłowieczą. Przewodnicząca BdV cały czas podkreśla, że prawa wypędzonych są ściśle związane z prawami człowieka. Z tych powodów W. podczas rozmów w kuluarach uroczystego zjazdu przewyższył wszystko, czego się po nim spodziewano. Przewodnicząca Związku osobiście uciszyła niezbyt głośne okrzyki dezaprobaty i nieliczne gwizdy. [6] Można mówić o odrodzeniu potęgi politycznej Związku Wypędzonych, ale...
Co tu jest właściwie grane?
No cóż, o ile mi wiadomo, głównym problemem Niemiec nie jest utrata ziem wschodnich, ale masowe bezrobocie i degradacja społeczna ich własnej ludności. Sprawą kluczową dla przyszłości Niemiec i Europy nie są Niemcy pragnący osiedlić się w Polsce (bo jest ich w gruncie rzeczy bardzo niewielu), ale stan niemieckiej gospodarki. O powrocie niemieckiej kultury i języka na wschód od Odry nie ma co marzyć. Wyzwaniem jest pomyślna integracja społeczna i państwowa milionów Turków i innych zamorskich przybyszów (jak również ich dzieci i wnuków) między Odrą a Renem. Demograficznie naród niemiecki znalazł się na skraju przepaści. Niemiecka kobieta robi łaskę swojemu mężczyźnie rodząc jedno, najwyżej dwoje dzieci. Pani Steinbach jest bezdzietną mężatką, jej przyjaciółka pani Merkel bezdzietną rozwódką. Emancypacja, wygodnictwo i groźba bezrobocia działają coraz skuteczniej w tym kierunku. Każdy, kto w tej sytuacji przedstawia Niemcom inne tematy jako rzekomo najważniejsze prowadzi grę znaczonymi kartami.
Partie władzy w Niemczech najwyraźniej nie są zainteresowane rozwiązaniem prawdziwych problemów kraju, a zwykli ludzie płacą za tę politykę. Zdaniem wielu obserwatorów spraw polsko-niemieckich Związek Wypędzonych jest nie tyle niebezpieczny, co śmieszny. Nie mogę się zgodzić z taką opinią bez zastrzeżeń. Okoliczność, że niemieckie parcie na wschód z wyżej wspomnianych przyczyn jest już nieaktualne, nie oznacza, że nie ma się czego bać. Sytuacja gospodarcza Polski w gruncie rzeczy również jest nie najlepsza. Nasze Ziemie Odzyskane leżą odłogiem, a natura nie znosi próżni. Główną formą własności polskich rodzin na tych obszarach jest wieczyste użytkowanie – dziwoląg prawny niezwykle łatwy do podważenia w ramach UE. Nierozwiązane sprawy majątkowe między Polską a Niemcami są niczym bomba zegarowa. Jeszcze niedawno temu zmiana granic w Europie była rzeczą nie do pomyślenia. Po Kosowie, Abchazji i Południowej Osetii wszystko, co najgorsze, stało się możliwe.
Kolejne rządy w Berlinie i Warszawie mają to wszystko gdzieś. Taką politykę obserwuję od dłuższego czasu. Jednak próba politycznego zaliczenia w poczet świętych Związku Wypędzonych od a do zet to jest już jeden krok za daleko. Nawet w niemieckiej prasie nie zabrakło złośliwych komentarzy: „Historyk z Tybingi Mathias Beer, pracujący w Instytucie Historycznym Szwabii (Institut für donauschwäbische Geschichte) uważa, że powinno się sprawdzić biografie sygnatariuszy Karty [Wypędzonych] pod kątem ich udziału w zbrodniach narodowych socjalistów. Tak np. zmarły w 2004 przedstawiciel ziomkostwa Niemców z Bukowiny – Rudolf Wagner, podejrzewany o takie zbrodnie, był jednym z twórców tej Karty, a przedtem szczycił się [wysokim w hierarchii SS] stopniem Obersturmbannführera.” (Charta der Vertriebenen. "Ein Gründungsdokument der Bundesrepublik", „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 5 VIII) [7]
To najprawdziwsza prawda, że każdy człowiek tęskni do swoich stron rodzinnych. To nie zbrodnia, ale czy tak trudno zrozumieć, że pokój i przyjaźń między narodami Europy nie oznacza jednostronnej wymiany korzyści? Bez tego UE nie znaczy nic prócz próby budowy nowego imperium. Jak już wspomniałem, byłe niemieckie ziemie wschodnie w znacznej mierze leżą odłogiem. Zabytki (zwłaszcza pałace pruskiej szlachty) zostały doprowadzone do ruiny. Nie można żyć nienawiścią. Ludzie potrzebują pracy i chleba. Pilnie potrzebne są rozwiązania prawne i finansowe, które pozwolą odbudować gospodarkę zwłaszcza byłych Prus Wschodnich oraz Pomorza Zachodniego. Nie należy też zapominać o podobnej sytuacji byłych ziem wschodnich Polski. Rozwiązanie mogłaby przynieść jak najszersza współpraca gospodarcza między Niemcami, Rosją, Polską a Litwą względnie Białorusią. Obecna pozycja Związku Wypędzonych może to utrudnić albo ułatwić. Jeśli tylko pani Steinbach nie rzuca słów na wiatr, to raczej to drugie. Pożyjemy zobaczymy. Niemcy nie powinni chadzać po linii najmniejszego oporu.
[1] http://www.berlinonline.de/berliner-zeitung/archiv/.bin/dump.fcgi/1998/0810/politik/0010/index.html
[2] http://www.faz.net/s/RubA24ECD630CAE40E483841DB7D16F4211/Doc~EEF1848F8D92A4138A0C38040FFE1CFEA~ATpl~Ecommon~Scontent.html
[3] http://www.faz.net/s/Rub594835B672714A1DB1A121534F010EE1/Doc~E7AF6088644A4480080FD19C9DED4D212~ATpl~Ecommon~Scontent.html
[4] http://www.faz.net/s/Rub7FC5BF30C45B402F96E964EF8CE790E1/Doc~EBF6245E229634867AED4C9007FE39963~ATpl~Ecommon~Scontent.html
[5] http://books.google.pl/books?id=pXL8MFMx_hsC&printsec=frontcover&dq=Manferd+kittel&source=bl&ots=ojIfoj9h5r&sig=gooP3_q3b9TWoz5RSi1iJR-PAqs&hl=pl&ei=571hTLGwHMmFOJ2dza0K&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=9&ved=0CDoQ6AEwCA#v=onepage&q&f=false
[6] http://www.welt.de/politik/deutschland/article8844407/Wie-Westerwelle-und-Steinbach-einander-taetschelten.html
[7] http://www.faz.net/s/Rub594835B672714A1DB1A121534F010EE1/Doc~EB57E694A26C94885AD9F8A09CEDBF669~ATpl~Ecommon~Scontent.html
Powyższy artykuł ukazał się również na niemieckim portalu Online Presseportal
Online Presseportal – Aktuelle Nachrichten und News aus der Presse (Aktualne wiadomości i newsy zaczerpnięte z prasy), powstał w celu przełamania swoistej jednostajności publicystycznej w kraju naszych zachodnich sąsiadów, prowadzącej do omawiania kluczowych zagadnień społeczno-polityczne pod jednym, co najwyżej dwoma kątami widzenia. Jak to ujmuje sama redakcja: „Online Presseportal uważa się za liberalne mass medium, otwarte dla wszystkich opinii i punktów widzenia pod warunkiem, że będzie się przy tym przestrzegać pewnych reguł. Redakcja pozostawia sobie prawo odmowy publikacji względnie usunięcia treści o wymowie rasistowskiej, seksistowskiej, zachęcającej do aktów przemocy, obraźliwych, pornograficznych, zawierających nieprawdę oraz naruszających dobra osób trzecich chronione przez obowiązujące prawo krajowe jak również międzynarodowe.”
Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...


Start



Komentarzy: 0