DER SPIEGEL – Benjamin Bidder - „Moscow Is the Clear Winner”
Zdaniem niemieckiego tygodnika wyniki niedzielnych wyborów są dobrą... 
Financial Times - „Greece warned about credit rating risk”
Brytyjski dziennik finansowy pisze o narastających problemach Grecji. Po tym jak... 
THE INDEPENDENT - „France beats Britain in race for key EU job”
Kandydatury komisarzy ogłoszone w zeszłym tygodniu przez Portugalczyka Jose... 
Los Angeles Times - „The GOP Should Dump the Neocons”
Edward H. Crane w swoim artykule opublikowanym na łamach Los Angeles Times (LAT) pisze,... 
Korzystając z obradującego Kongresu Kultury Polskiej, b.minister kultury Kazimierz Ujazdowski opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł pod... 
We wstępniaku do ostatniej "Gazety Świątecznej" (weekendowego dodatku "Gazety Wyborczej") Miłada Jędrysik napisała w kontekście spadku... 
Gdybym chciał rozłożyć jakąś stację radiową to zatrudnił bym w niej Michała Karnowskiego. Innego zdania jest jednak Bronisław Wildstein,... 
Rzetelność dziennikarska i etyka to określenia uzupełniające się. I dość odległe polskim dziennikarzom, niezależnie gdzie piszą. Czy jest... 
Korzystając z obradującego Kongresu Kultury Polskiej, b.minister kultury Kazimierz Ujazdowski opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł pod... 
Niemieckie media prześcigają się w komentarzach po niedzielnej (13. 09.2009) debacie telewizyjnej z udziałem dwójki kandydatów do fotela... 
Zagraniczne komentarze po pierwszej turze wyborów na Ukrainie
DER SPIEGEL – Benjamin Bidder - „Moscow Is the Clear Winner”
Zdaniem niemieckiego tygodnika wyniki niedzielnych wyborów są dobrą wiadomością dla Kremla, gdyż oznaczają szansę na zbliżenie w stosunkach pomiędzy Kijowem a Moskwą.... 
„Brazylia o krok od potęgi” – polemika
Do niedawna prezydent Lula da Silva królował na salonach - tak w swoim kraju, jak i na całym świecie, do tego stopnia, że aż trudno było znaleźć niepochlebny mu artykuł. Do niedawna. Ostatnio głosy krytyki słychać coraz częściej.... 
Uwagi na marginesie najnowszego wydania tygodnika "Der Spiegel".
O tematach trudnych należy rozmawiać. A nie pokrzykiwać. O tematach trudnych z sąsiadami rozmawia się czasem trudniej, czasem łatwiej. Pokrzykiwanie tym bardziej utrudni jakąkolwiek rozmowę. Jeśli jej wręcz od samego początku nie wykluczy. O tematach trudnych i historycznych najlepiej by rozmawiali ze sobą historycy. Ewentualnie dziennikarze. Politycy mogą tu tylko zaszkodzić. Zwłaszcza, gdy zamiast rozmawiać, pokrzykują.
"Pewnego dnia okaże się, że Polska będzie (Niemcom) musiała płacić odszkodowania za niemieckich żołnierzy poległych w Powstaniu Warszawskim" - twierdzi Jarosław Kaczyński, reagując w ten sposób na pokaźnych rozmiarów tekst, zamieszczony jako tak zwana "cover - story" najnowszego wydania niemieckiego tygodnika "Der Spiegel". Tekst, którego zanim te słowa Kaczyński wypowiedział, najprawdopodobniej w ogóle nie przeczytał. Nie zna przecież niemieckiego, a polskie tłumaczenie tekstu ukazało się prawie w tym samym czasie, co wypowiedź prezesa PiS. I ukazało się w ignorowanym przez prezesa internecie. Prezes wie lepiej i nie od dzisiaj. Niestety. I szkodzi Polsce taką swoją wiedzą i takim jej prezentowaniem. Ciągle i od nowa.
Prawdy proste, wykrzyczane do kamery niczego nie wyjaśniają, ani nie ułatwiają. Zwłaszcza, jeśli stanowić miałyby próbę odpowiedzi na poglądy prezentowane przez jeden z najpoważniejszych tytułów prasowych, nie tylko Niemiec, ale i całego świata. "Der Spiegel", szanowany na całym świecie tygodnik polityczny niemieckich elit, bywa kontrowersyjny. Na tym także polega jego wielkość. To tygodnik, z którym można się zgadzać lub nie. Ale to tytuł prasowy, któremu profesjonalizmu odmówić nie sposób. Tygodnik "Der Spiegel" ukazuje się (i to od początku swego istnienia w roku 1947) w wydawnictwie o tej samej nazwie. W czasach powszechnej, w tym i prasowej globalizacji, stanowi to kolejny i najlepszy dowód na to, że swoją klasą potrafił zawsze zapracować również na własną, finansową niezależność. Jest opiniotwórczy, bywa, jak już wspomniałem, kontrowersyjny, ale na pewno nie ucieka od tematów trudnych. Ukazuje się co tydzień w nakładzie ponad miliona egzemplarzy, co daje mu pierwsze miejsce wśród wszystkich, niemieckojęzycznych poważnych tygodników.
Można się z tym, co piszą jego autorzy, zgadzać lub nie. Może to stanowić przyczynek do dyskusji lub polemiki. Ale nie należy tygodnika "Der Spiegel" mylić z Republiką Federalną Niemiec lub z całym narodem niemieckim. Ani RFN ani narodu "Spiegel" w żadnym wypadku nie reprezentuje. A jeśli, to oddaje jedynie (albo może "aż") jakąś część funkcjonujących za Odrą przemyśleń. Tygodnik "Der Spiegel" reprezentuje przede wszystkim prywatne wydawnictwo i pracujących w nim redaktorów. Byłby czas, by to i w Polsce rozumiano. Szkoda, że tak oczywiste prawdy tłumaczyć musi u nas aż sam Władysław Bartoszewski.
Najnowsza "cover story" tygodnika "Der Spiegel" wywołała u nas oczywiście natychmiast burzę. Jako pierwszy zareagował, z pewnością nie przypadkiem, zbliżony do ojca Rydzyka "Nasz Dziennik" alarmując Polaków, że: "Niemcy chcą zrzucić z siebie odpowiedzialność"
Tymczasem w niemieckim tygodniku cały tekst zaczyna się od następującego zdania: "Niemcy ponoszą pełną odpowiedzialność za Holocaust, zorganizowane na przemysłową skalę masowe zabijanie Żydów".
A dalej czytamy, że:
"Główna odpowiedzialność (Niemców) za popełnione okrucieństwa nie podlega żadnej dyskusji"
oraz że
"Jest bezspornym faktem, że bez Hitlera, szefa SS Heinricha Himmlera i wielu, wielu innych Niemców, holocaust nigdy by się nie wydarzył".
I gdzie tu mowa o jakimkolwiek zrzucaniu odpowiedzialności...
W Niemczech, 64 lata od zakończenia drugiej wojny światowej toczy się publiczna dyskusja, raz głośniejsza, raz mniej, na temat tego, "jak to było i dlaczego".
Tytułowy artykuł "Der Spiegel" rozpoczyna jej kolejny, dotychczas niezbyt głośno dyskutowany wątek. Wątek, w którym mowa o tych wszystkich współodpowiedzialnych za holocaust osobach, które Niemcami nie były. I dlaczego przy tej okazji "Der Spiegel" nie ma zadawać publicznie pytań, takich jak np to:
"Co skłoniło na przykład rumuńskiego dyktatora Iona Antonescu i jego generałów, żołnierzy, urzędników, chłopów do wymordowania 200 tysięcy Żydów (liczba ta może być dwukrotnie większa) "z własnej inicjatywy" ".
Lub takich, jak to:
"Jak wytłumaczyć fakt, że szwadrony śmierci z republik bałtyckich uderzały na zamówienie na Litwie, Łotwie, Ukrainie i Białorusi? I dlaczego niemieckim oddziałom do zadań specjalnych stacjonującym między Warszawą a Mińskiem z taką łatwością udało się podjudzić nieżydowską ludność do organizowania pogromów? "
Prawda, każda, więc zwłaszcza ta o drugiej wojnie światowej nie jest czarno - biała ani jednoznaczna. Nie wszyscy Niemcy byli katami lub nawet hitlerowcami. Nie wszyscy Polacy, Ukraińcy, Łotysze lub Litwini byli bohaterskimi antyhitlerowcami. Jak bardzo to przykre, tak, niestety, bardzo prawdziwe.
Dobrze wiemy, że to również prawda, przykra, gorzka, straszna.
Tak, wiem, zdania o skomplikowanej rzeczywistości czasów okupacji hitlerowskiej wywołują (nie tylko u nas) natychmiast gorące emocje.
Ale...
Czy to, co pisze "Der Spiegel" to nieprawda?
"W Polsce Żydów denuncjowano tak powszechnie, że na określenie ludzi udzielających za pieniądze podobnych wskazówek powstało specjalne słowo: "szmalcownik" (przedtem nazywano tak paserów). Sprawca i jego ofiara – co szczególnie przygnębiające – bardzo często się znali. I podczas gdy Francuzi, Holendrzy czy Belgowie mogli jeszcze łudzić się, że deportowanym na Wschód Żydom z Paryża, Rotterdamu czy Brukseli uda się jakoś przeżyć, tu, między Wisłą a Bugiem, ludzie dobrze wiedzieli, co czeka więźniów Auschwitz czy Treblinki".
Przyczynkiem dla powstania artykułu niemieckiego tygodnika jest głośna na Zachodzie (a u nas prawie zupełnie nieznana) sprawa ekstradycji z USA, Johna Demjaniuka, ukraińskiego esesmana, przewiezionego w tych dniach do Niemiec i oczekującego w Monachium na proces. Jest on oskarżony o współudział w zamordowaniu 29 tysięcy osób.
"Spiegel" podkreśla w wielu miejscach swego artykułu, że:
"Naturalnie tylko Hitler i jego otoczenie albo Wehrmacht mogli wstrzymać holokaust. Nie osłabia to jednak argumentu, że gdyby nie było zagranicznych popleczników, wielu tysiącom, może nawet milionom z około sześciu milionów zamordowanych Żydów udałoby się przeżyć".
Naszym, polskim zadaniem i w naszym interesie jest szukanie całej prawdy o tamtych latach. Nie miejsce tu na obrażanie się lub na wieczne protestowanie. Nie posuwa nas ono ani o krok do przodu. Rację ma polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, gdy w odpowiedzi na artykuł w "Der Spiegel" stwierdza, że to "olbrzymie pole do działalności edukacyjnej i prezentacyjnej IPN".
Niech nasi i niemieccy historycy zajmą się i tym, trudnym i bolesnym tematem. Niech usiądą do stołu razem z niemieckimi. Pokrzykiwanie zostawmy nieodpowiedzialnym politykom, którzy nie od dzisiaj na ciągłym podgrzewaniu antyniemieckich resentymentów chętnie doszliby znowu do władzy.
Gdzie w niemieckim tygodniku można doszukiwać się woli zrzucania z siebie odpowiedzialności za okropności holocaustu, skoro na łamach "Der Spiegel" czytamy dalej, że:
"Nic dziwnego: od 1945 roku narody zaatakowane przez hitlerowski Wehrmacht postrzegają siebie i swoje spustoszone po wielokroć kraje w roli ofiar – i są nimi bez wątpienia za sprawą hekatomby zabitych, stanowiących spuściznę "Trzeciej Rzeszy". Tym większy ból sprawia wyznanie, że wielu rodaków służyło pomocą niemieckim oprawcom".
Oczywiście i "Spiegel" może się mylić i również jego autorzy mogą przesadzać twierdząc na przykład, że: "Nie da się z całą pewnością stwierdzić, jak wielką rolę w konkretnych przypadkach odegrali niemieccy podżegacze".
Można oczywiście sugerować, dzisiaj i po ponad 60 latach od zakończenie wojny, że istniejący w Europie, w tym w Polsce, antysemityzm był niejako samonapędzającym się kołem zamachowym holocaustu. I nie zostanie to odebrane dobrze, skoro wiadomo, że bez nazistowskich Niemiec nie byłoby w ogóle holocaustu.
Ale faktem są - jak pisze "Spiegel" - "potworne wydarzenia, jak to w Jedwabnem we wschodniej Polsce. Około 40 polskich katolików, uzbrojonych w nabijane gwoździami pałki i metalowe rury na oczach wszystkich mieszkańców spędziło swoich żydowskich sąsiadów na rynek. Tam zmuszali ich, by tańczyli, niektórych zabili od razu, a pozostałych zamknęli w stodole, którą następnie podpalili. 300 mężczyzn kobiet i dzieci zginęło, nie doczekawszy się niczyjej pomocy.
Wydarzenie to w 2000 roku wywołało zainteresowanie na całym świecie, kiedy polski historyk Jan Gross zbadał dokładnie jego przebieg i został oskarżony przez wielu swych rodaków, że kala własne gniazdo. Komisja polskich historyków potwierdziła wyniki dochodzenia Grossa i zwróciła uwagę na cały region. Dziś więc wiadomo już dość dokładnie, co sprawiło, że mieszkańcy Jedwabnego i wielu innych miejscowości w 1941 roku stali się mordercami".
Nie oszukujmy się w Polsce. Publikacje Jana Grossa wywołały u nas podobny, skandal, jak ten omawiany artykuł z niemieckiego tygodnika.
Boimy się prawdy? Udajemy bohaterów tam, gdzie akurat bohaterów nigdy nie było?
Artykuł w tygodniku "Spiegel" stał się na przykład dla kandydatów PiS do europarlamentu: posłów Beaty Kempy i Arkadiusza Mularczyka zgrabną okazją by natychmiast zaistnieć medialnie. Oboje "udali się w środę po południu do MSZ, aby przekazać Sikorskiemu list, w którym domagają się 'stanowczej reakcji polskiego MSZ' na publikację". Politycy PiS wyraźnie i nadal nie rozumieją, że zadaniem dyplomacji nie jest polemizowanie z tym lub z innym artykułem. Polska dyplomacja, słuchając się polityków PiS może się jedynie ośmieszyć. Niech PiS ośmiesza się sam. Przy okazji tragedii dyskusji o hitlerowsko - niemieckiej okupacji PiS chce zdobyć głosy wyborców. Każda metoda jest, jak widać, dobra.
W Niemczech po artykule tygodnika "Der Spiegel" również odezwały się krytyczne głosy historyków.
"Dieter Pohl z monachijskiego Instytutu Historii Najnowszej powiedział PAP, że liczba ofiar holocaustu byłaby mniejsza, gdyby Niemcy nie mieli pomocników w innych krajach. Ocenił jednak, że zamiarem autorów artykułu nie było rozmywanie odpowiedzialności Niemców za holocaust. Jego zdaniem chodziło "raczej o korektę" obrazu, który utrzymywał się w niemieckiej opinii publicznej, zgodnie z którym wyłącznie Niemcy brali udział w zagładzie Żydów.
Inny niemiecki historyk z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, Wolfgang Wippermann uważa, że artykuł w tygodniku "Der Spiegel" wpisuje się w problematyczną dyskusję o II wojnie światowej, jaka od pewnego czasu toczy się w Niemczech.
W ogólnej debacie w Niemczech od jakiegoś czasu przypomina się, że byliśmy też ofiarami II wojny światowej. Dotyczy to na przykład ofiar powojennych wypędzeń. A teraz sugeruje się, że nie byliśmy też jedynymi sprawcami. To problematyczne - uważa Wipperman", który nie zgadza się z tezą artykułu.
"Było zupełnie odwrotnie: bez Niemców nie doszłoby do holocaustu. To jasne. Odpowiedzialność leży po stronie Niemców".
Czy "Der Spiegel" gdziekolwiek podważa tę tezę?
I wreszcie jest jeszcze aspekt moralny i aspekt prawdy.
Z dzisiejszej, bajecznej perspektywy Europy, żyjącej w pokoju i bez granic, łatwo nam ferować wyrokami wobec decyzji osób, które żyły w warunkach, nam i dzisiaj niewyobrażalnych. I w tych warunkach podejmowały takie, a nie inne decyzje. I nie. nie zamierzam ani nikogo usprawiedliwiać, ani oskarżać. Bo w tym temacie, jak zresztą w wielu innych, trudno jest stosować jakikolwiek uogólniający ryczałt.
Ale do dzisiaj nikt nie próbował nawet w Polsce znaleźć odpowiedzi na pytanie ile to setek tysięcy (jeśli nie milionów) Polaków podpisało w okresie hitlerowskiej okupacji Volkslistę, o czym po 1945 wolałoby natychmiast nie pamiętać.
O jeszcze innym aspekcie mówić próbowała swego czasu niemiecka dziennikarka, Helga Hirsch. Przed kilkoma laty próbowała prześledzić ona temat zachowania się Polaków i ówczesnych komunistycznych, polskich władz (tuż po roku 1945) wobec niemieckich jeńców wojennych. W swej książce pod tytułem "Zemsta ofiar. Niemcy w obozach w Polsce 1944-50", (wydanej w Niemczech, a później i w Polsce, w roku 2004) ukazała ogrom cierpień... Niemców w Polsce, tuż po zakończeniu wojny. Niemców w polskiej niewoli. Bo taka jest także prawda tamtych lat. Prawda, o której i wtedy i teraz nikt nie chce słuchać ani rozmawiać.
W jednym z wywiadów dla polskiej prasy Hirsch wypowiada te słowa: "Kto zna przeszłość, może poznać przyszłość, wie, do czego zdolny jest człowiek, oraz - co to jest strach".
I dodaje: "Bo w Polsce nie ma debaty o polskiej winie. A przyznanie się do winy to warunek pojednania".
Tak, wiem. Dla nas, byłych ofiar, to prawda bardzo niewygodna. Ale to kolejna prawda.
Czy mówiąc prawdę o polskich lub ukraińskich czy może estońskich (lub jakichkolwiek innych) kolaborantach hitlerowskich wybielamy niemiecki nazizm, hitleryzm? Zdejmujemy z Niemców odpowiedzialność za holocaust? Na pewno nie.
Czy powinniśmy udawać, że Jedwabne nie miało miejsca?
Jak pisał Bruno Jasieński:
"Nie bój się wrogów - w najgorszym razie mogą cię zabić.
Nie bój się przyjaciół - w najgorszym razie mogą cię zdradzić.
Strzeż się obojętnych - nie zabijają i nie zdradzają,
ale za ich milczącą zgodą mord i zdrada istnieją na świecie."
Cytaty z tygodnika "Der Spiegel" za polskim tłumaczeniem serwisu onet.pl
Pozostałe cytaty za serwisem TVN24, onet.pl,"Gazetą Wyborczą" i Wikicytaty.
Grzegorz Ziętkiewicz
23 maj 2009 (16:48)
1 / "Temat Jedwabnego poruszany w Spieglu uważam za zwykłe nadużycie"
Pańskie prawo. Żyjemy w demokracji.
2 / Uważam, że sam artykuł Spiegla nie jest jakimś kosmicznym nadużyciem, jest po prostu prawdziwy...z akcentami bym powiedział tabloidowymi i to mnie wkurza".
Każdy sam ustala, co go wkurza. Żyjemy w demokracji.
3 / Zarzuca mi Pan, że nie napisałem o tym lub o tamtym.
Ze nie wykorzystałem tych lub innych źródeł.
Źródeł są tysiące.
Można więc zarzucać w nieskończoność.
A o polskich niekończących się pretensjach pisze dzisiaj m.in. "Die Welt". A to zupełnie inna orientacja polityczna od "Der Spiegel".
Tym samym ciągle przylepiamy sobie łatkę wiecznie narzekających.
Widocznie inaczej nie umiemy.
Witold Korowód
23 maj 2009 (09:44)
najpierw jak Pan pisał tekst...to przynajmniej trzeba było się wysilić, by przeszukać źrodła. Zresztą przytoczyć można to co napisali w GW w wywiadzie z kanadyjskim historykiem Holocaustu. Z rąk polskich szmalcowników zginęło (ocenia) około 70 000 Żydów. Więc tych ludzi nie mogło być więcej niż tych co samych wydali. Nie podał Pna dosyć ciekawego faktu, iż AK po wydaniu dekretu o ściganiu i karze śmierci dla szmalcowników stworzyło precedens na skalę światową wręcz - w obronie jednej narodowości (ale rzecz jasna tych samych obywateli), będziemy wykonywać wyroki śmierci. Jako jedyna organizacja podziemna również je wykonywała na taka skalę. (wg. mat. AK, wykonano około 3000 tysiecy wyroków w samej Warszawie!!!, tam liczbę szmalcowników ocenia się na 11 000). To są gigantyczne liczby wykonanych. Nie wiem czy do końca prawdziwe. Raporty AK do rządu londyńskiego faktycznie przerażają nastawieniem antyżydowskim (ocenia się w nich różnie od 10 do 25% ludności jest wrogo nastawiona do Żydów, choć pewnie nie oznacza to chęci mordowania, liczby zapewne nie różnią sie od postaw przedwojennych).
Natomiast temat Jedwabnego poruszany w Spieglu uważam za zwykłe nadużycie mające na celu udowodnienie, że owszem Polacy również zabijali jako sługusy czy podjudzeni przez Niemców. Otóż Niemcy doskonale wiedzieli co działo sie na tych terenach wschodnich jeszcze rok,dwa lata temu. Jakoś to umknęło uwadze autorów tekstu. Też uważam że sam artykuł Spiegla nie jest jakimś kosmicznym nadużyciem, jest po prostu prawdziwy...z akcentami bym powiedział tabloidowymi i to mnie wkurza. Dlaczego artykuł nie poruszany policji granatowej i jej dobrych stron (AK w archiwach podawała bardzo dużo mat. pozytywnych), dlaczego nie ma nic o żydowskich szmalcownikach - toż to w niektórych gettach była zaraza wręcz! Dlaczego nie ma, że z rąk podziemia zginęło tyle samo Polaków współpracujących z Niemcami jak Żydów i POLAKÓW!!! wydanych przez np. tzw. szmalcowników. Bo nie pasowało do tezy? Zamazała by się? Prawdopodobnie tak. Otóż przyrównywanie zgodzę się takich krajów jak Łotwa, Litwa nawet, Węgry (szczególnie) Rumunia gdzie praktycznie Żyd był skazany na śmierć i tępiony niemiłosiernie z sytuacją Polski gdzie istniał przed wojną mocny antysemityzm na tle ekonomicznym, która walczyła w czasie wojny z tym zjawiskiem w sposób okrutny jest błędem. Nie wiem czy zamierzonym...wydaje się że tak..ale tego rozstrzygał nie będę.
I bardzo bym prosił na samym końcu, że jak ma Pan zamiar komentować - odpowiadać na moje posty, to proszę trzymać poziom kultury, czasem przyznać sie do błędu, czasem obalić kogoś wywód, ale stwierdzenia typui "nacytował sie i co?" no i i nie dostałem odpowiedzi można rzec.
Grzegorz Ziętkiewicz
22 maj 2009 (12:02)
w tym przez Pana Witolda Korowoda "technika polemiki" nie na temat, umacnia mnie w przekonaniu, że szkoda czasu. Bo przecież ja NIC nie UMIEM, prawda? I ten pan to już z góry wie, to o czym tu w ogóle i po co.
Sprawa zapłodnienia in vitro nie jest w katolickiej Polsce problemem natury medycznej. Nie jest także problemem otwartej dyskusji społecznej, tak jak Polska nie jest otwartym krajem...
Za kilka miesięcy, w sierpniu br., minie dokładnie osiem lat od chwili, gdy świat dowiedział się o istnieniu programu nuklearnego, realizowanego przez Islamską Republikę Iranu (i...
Powódź w Polsce powoduje ogromne straty finansowe, których dzisiaj na dobrą sprawę nikt nie jest wstanie oszacować. Większość ekonomistów jest zdania, że szkody spowodowane...