Subiektywny mini-przewodnik po Kairze
    Egipt49 · Kair1 · reportaże z podróży201 · Afryka114
2011-04-10
Kair – „matka świata”, „miasto tysiąca minaretów” – to niespełna dwudziestomilionowa metropolia (z przybudówkami oczywiście). Plątanina ulic, mieszanina stylów, na swój sposób uporządkowany chaos. Bieda oraz bogactwo. Czasem bród i góry śmieci. Niekiedy cicho, spokojnie, nawet ładnie. Oto frazy, za pomocą których można opisać stolicę Egiptu. No i hałas, klaksony, ogrom ludzi oraz samochodów – prawie zawsze umytych. Wodą z Nilu, którą marnotrawi się w Kairze na potęgę.

Typowa kairska zabudowa, foto Michał Lipa

Kair można pokochać lub znienawidzić, ja pokochałem. Już na lotnisku stykamy się z tym, co będzie nam towarzyszyć do końca miesięcznego pobytu. Egipcjanie chcą na nas zarobić na każdym kroku i jeśli nie wykażemy się asertywnością – stracimy majątek. Jeśli nauczymy się targować (wystarczy podstawowy angielski, większość innego nie zna), odmawiać, mówić „nie, dziękuję” (la, shukran – najczęstszy zwrot, który nigdy nie schodził mi z ust), wydamy o wiele mniej, a ludzie zaczną traktować nas inaczej – bardziej swojsko. Zasada targowania nie dotyczy marketów oraz sklepów, w których zamontowane są kasy fiskalne. Na ulicznych targowiskach to norma. Najlepszą taktyką jest zrezygnowanie z zakupu towaru.

Widok z wyspy Zemalek, Kair, Michał Lipa Widok z wyspy Zemalek, Kair, Michał Lipa
Taksówka z lotniska na położoną w centrum wyspę Zemalek powinna kosztować około pięćdziesięciu egipskich funtów (jeden funt, to nieco ponad pół złotówki), ale na lotnisku działają firmy, które chcą nas tam zawieść za sto dwadzieścia. Spokojnie, po korytarzu snują się taksówkarze i to z nimi należy jechać. Zaczynają od osiemdziesięciu funtów. Poniżej pięćdziesięciu raczej nie schodzą – to dobra cena. Można też jechać autobusem w okolice osławionego Placu Tahrir, lecz nie jest to dobry pomysł na dla kogoś, kto pierwszy raz jest w Kairze. Nie jest też prawdą, że wszystkim trzeba dawać napiwek. Dajemy tylko wtedy, kiedy czujemy, że ktoś naprawdę się dla nas poświęcił. Mieszkańcy stolicy są sympatyczni, ale nie tak wylewni, jak ludzie na prowincji. Grunt to nie okazywać ani obaw, ani wyższości.

Stara część Kairu słynie również z tego, iż jest jednym z głównych punktów turystycznych, ponieważ znajdują się tam restauracje i targowisko Khan al-Khalili, gdzie za sto gram jakiejkolwiek przyprawy zapłacić możemy nawet sto funtów
W Kairze jest bezpiecznie, czuwa nad tym policja (nie tylko turystyczna). Bez problemu można zwiedzać główną część miasta pieszo. Spacer od Placu Tahrir do Cytadeli, a następnie – przez przepiękny Park al-Azhar – do meczetu o tej samej nazwie zapełni podróżnikowi cały dzień, ale warto zrezygnować z transportu kołowego. Można również jeździć taksówkami – najtańsze są białe. Mają taksometry, dzięki czemu wiemy, ile powinniśmy zapłacić. Funkcjonują też dwie linie metra (bilet kosztuje jednego funta). Najtaniej wychodzą przejazdy kombinowane, typu taksówka–metro–taksówka. Są też autobusy (różnych przewoźników) i prywatne busy. Dostarczają dreszczyku emocji, jest ich dużo i są tanie.

Spod Hotelu Ramzes Hilton

W nim spać nie polecam, nie jest na polskie kieszenie. Jest za to charakterystyczny – każdy wie, gdzie się znajduje. Przy Nilu oczywiście – z widokiem na Zemalek. Na ulicy Cornishe an-Nil można doświadczyć typowo bliskowschodnich zwyczajów drogowych. Ta niezwykle ruchliwa, wielopasmowa droga, to prawdziwy tor przeszkód. Na Bliskim Wschodzie przez ulicę przechodzi się zupełnie inaczej, niż na Zachodzie. Nie ma co marzyć o pasach, których jest jak na lekarstwo. Czasem policja dyryguje ruchem, ale to rzadkość. Trzeba prześlizgnąć się pomiędzy nieustannie trąbiącymi samochodami, ale nie ma się czego obawiać – kierowcy uważają na przechodniów. Jak się później okaże – nawet przejście przez wielopasmową autostradę Salah Salem jest wykonalne, choć do najłatwiejszych nie należy.

Egipskie Muzeum - w pobliżu Placu Tahrir, Kair, Michał Lipa Egipskie Muzeum - w pobliżu Placu Tahrir, Kair, Michał Lipa
Dochodzimy do Placu Tahrir. Dominuje europejska architektura z przełomu XIX i XX wieku, lecz budynki – poza jaskrawo-pomarańczowym gmachem Muzeum Egipskiego (gdzie codziennie z autokarów wylewają się grupy pijanych polskich i rosyjskich turystów) – nie poznały smaku nowej elewacji. Ogrom ludzi, bilbordów, biur podróży, z których atakują nas ich natrętni pracownicy. No i sklepy, w których za special price (only for you, my friend) można kupić egipski papirus tudzież inne lokalne gadżety. Jest ich na pęczki. Najlepiej zaopatrywać się na targowiskach dla Egipcjan – jest o wiele taniej, a sprzedawcy nie są nachalni. Nie dajmy się zatem zwieść opowieściami o narodzinach wnuczki, Muhammadzie Alim (bokserze), rodzinie w Niemczech, dawnym pobycie w Polsce. To – kolokwialnie mówiąc – ściema, mająca skłonić nas do zakupów. Egipscy handlarze opanowali sztukę manipulacji do perfekcji. Jako, że zależy im na sprzedaży jak największej ilości towarów, doprawdy można utargować cenę nawet dziesięciokrotnie niższą od wyjściowej. Tak udało mi się na przykład z perfumami dla mamy, których oczywiście nie zamierzałem kupować.

Cytadela i park al-Azhar

Kawał drogi, ale warto ją pokonać, zapuszczając się głębiej w plątaninę kairskich ulic. Po drodze mijamy budynki rządowe, w tym słynny Pałac Abdin, a także rozliczne jadłodajnie z tanim koshery (ryż, makarony, kasze i sosy – wszystko wymieszane razem) oraz punkty, w których można kupić słodkie i niedrogie soki ze świeżych owoców. Są też wszechobecne kawiarnio-herbaciarnio-sziszarnie, gdzie za grosze wypijemy herbatę (niestety zazwyczaj jest to Lipton) lub zapalimy fajkę wodną. Są to miejsca, w których mężczyźni spędzają całe dnie, lecz nie oznacza to, iż europejska kobieta poczuje się tam nieswojo.

Zanim dotrzemy do Cytadeli, warto zatrzymać się przy wielkich, sąsiadujących ze sobą meczetach Hassana oraz Rifai. Ten drugi (o wiele nowszy) słynie z tego, iż jego mury kryją grobowiec ostatniego szacha Iranu – Muhammada Rezy Pahlawiego. Na Cytadelę warto poświęcić kilka godzin. Na jej obszarze znajduje się – znany z widokówek – meczet Muhammada Alego (wicekróla Egiptu z XIX wieku), muzeum wojskowości oraz szereg innych obiektów. Mnie szczególnie urzekł wspaniały widok na Kair, jaki rozpościera się z Cytadeli, w tym również na wspomniane powyżej świątynie.

Mieszkaniec Miasta Umarłych, Kair, Michał Lipa Mieszkaniec Miasta Umarłych, Kair, Michał Lipa
Po wyjściu z Cytadeli szybko przypomnimy sobie, że jesteśmy w kraju, w którym koszt przejazdu taksówką zależy od miejsca jej postoju. Tuż przed bramą dowiadujemy się bowiem, że za piąć funtów na pewno nie pojedziemy. Tyle można co najwyżej dać sprzątającemu toalety. Po drugiej stronie autostrady Salah Salem wspomniana kwota nie budzi już żadnego sprzeciwu. Za tyle udajemy się do parku al-Azhar, po drodze mijając cmentarzyska, zwane też Miastem Umarłych. Na większości z nich żyją ludzie, a policja robi wiele (aczkolwiek nieskutecznie), by Europejczykowi nie udało się tam wejść. Egipcjanie wstydzą się biedy, jaką widzimy w Kairze, choć ukryć jej zupełnie nie sposób. Sam park jest doskonałym miejscem na odpoczynek. Zaspokoił też moje (perwersyjne wręcz) uwielbienie dla pewnej czynności, jaką jest oglądanie miasta z góry – panoramicznie. Miejsce to usytuowane jest bowiem na wzgórzu, z którego widać niemal całą metropolię.

Stary islamski Kair

To – jak dla mnie – najpiękniejsza część egipskiej stolicy. Aż roi się tam od starych, świetnie utrzymanych, muzułmańskich świątyń – takich jak meczety Husajna, al-Azhar czy największy z nich, meczet al-Haqima. Tę część Kairu obejmują od wschodu i północy mury starego miasta. Miejsce to słynie również z tego, iż jest jednym z głównych punktów turystycznych, ponieważ znajdują się tam restauracje i targowisko Khan al-Khalili, gdzie za sto gram jakiejkolwiek przyprawy zapłacić możemy nawet sto funtów. Oczywiście nie jest to miejsce na robienie zakupów. Ceny są tu o wiele wyższe niż gdzie indziej – wyśrubowane pod amerykańskich i europejskich turystów. Lubiłem tam jednak wracać, gdyż zapachy przeszłości i orientalnych przypraw nigdzie nie są tak wyraziste, jak tam – w starym islamskim Kairze. To doskonałe miejsce dla miłośników wspaniałej, islamskiej architektury.


Egipskie Muzeum - w pobliżu Placu Tahrir, foto Michał LipaKair - islamska architektura, foto Michał LipaKairskie targowisko, foto Michał LipaKhan al-Khalili, foto Michał LipaMeczet Muhammada Alego, foto Michał LipaMeczety Hassana i Rifai, foto Michał LipaMieszkaniec Miasta Umarłych, foto Michał LipaPrzyprawy na targowisku, foto Michał LipaTradycyjne egipskie jedzenie, foto Michał LipaTypowa kairska zabudowa, foto Michał LipaWidok z wyspy Zemalek, foto Michał LipaMeczet Al-Hakima, foto Michał LipaPałac Prezydencki w Kairze, foto Michał LipaTypowe blokowisko w Kairze za drutami kolczastymi, foto Michał Lipa
Komentarzy: 1

Mira
28 października 2013 (19:28)
Fantastyczna fotorelacja
Szkoda, że Kair nie jest tak bezpieczny jak dawniej. Byłam tam tylko jeden dzień, ale zawsze gdy zostawałam sama byłam narażona na zaczepki, mimo skromnego ubioru. Mimo to wróciłabym, żeby jeszcze pozwiedzać.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wyjazdy egzotyczne coraz popularniejsze

Za nami szczyt letniego sezonu turystycznego. Ci, którzy nie zdążyli wykorzystać urlopu, a marzą o relaksie w ciepłym miejscu, nie stoją jednak na straconej pozycji. Za oknem co prawda słota,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".