Szczyt klimatyczny w Kopenhadze – wielki przekręt się nie udał?
    globalne ocieplenie16 · Kioto2 · CO221 · Desertec4
2009-12-22
Obradujący w stolicy Danii na tzw. szczycie klimatycznym przywódcy państw spoza UE odmówili wzięcia na siebie ciężarów związanych z przeciwdziałaniem (być może tylko rzekomo) zagrażającym z winy przemysłu całemu światu katastrofalnym zmianom klimatu w wyniku tzw. globalnego ocieplenia. Ogólne postanowienia tej konferencji szefów państw i rządów zostały powszechnie ocenione przez dziennikarzy jako raczej skromne.

Na tyle skromne, że rozwścieczeni tym zwolennicy ideologii ekologizmu wylegli na ulice w niebagatelnej liczbie około stu tysięcy, aby na siarczystym mrozie tupać przeciw efektowi cieplarnianemu, który mógłby włączyć ich kraj do strefy klimatu śródziemnomorskiego. Jest tym w palec Boży – stwierdzili jedni telewidzowie oglądający takie sceny, inni znów po prostu zginali się ze śmiechu. Czy wokół dat 2020 i 2050 toczy się spór o uratowanie naszej planety czy też ma miejsce próba dokonania wielkiego przekrętu? Nastroje w tym przedmiocie są coraz bardziej mieszane. Coraz mocniej bowiem narzuca się pytanie; to jakieś nowe szaleństwo polityczne czy wielki przekręt, aby napełnić opróżnione ratowaniem wielkich banków kasy państw dodatkowymi opłatami?

2 stopnie czy półtora?

Właściwie rzecz biorąc sprawa rozbiła się o skalę środków, jakie należy podjąć w celu zapewnienia, aby w ciągu najbliższych 50 lat średnia temperatura dolnych warstw atmosfery naszej planety nie wzrosła w stopniu powodującym stopnienie czap lodowych na biegunach, zalanie znacznej części lądów oraz wszystkich niewysokich wysp przez morza i oceany, a poza tym katastrofalne huragany, które zniszczą wszystkie budowle nie zaprojektowane pod kątem stawiania czoła takiemu żywiołowi. Z góry zaznaczam, że nie mając pod względem swojego wykształcenia nic wspólnego z naukami o Ziemi, nie będę się silił na rozważania na temat, czy coś w tym rodzaju rzeczywiście zagraża rodzajowi ludzkiemu oraz całej przyrodzie naszej planety. W dniu, w którym piszę te słowa telewizje satelitarne pokazują zamarzające Morze Śródziemne oraz malców lepiących bałwany na Słonecznym Wybrzeżu (Costa del Sol). Jak to się ma do twierdzenia o globalnym ociepleniu ostatecznie udowodni rzecz jasna dopiero przyszłość. Na razie dostrzegam jednak w tej sprawie znane już niestety dobrze z pewnych krańcowych rozwiązań ustrojowych XX wieku przegięcia wyobrażeń i celów politycznych odnośnie roli państwa w życiu społeczno-gospodarczym.

Ideą przewodnią tej konferencji międzynarodowej było takie ograniczenie wydalania dwutlenku węgla do atmosfery w wyniku spalania, aby po roku 2050 owa średnia temperatura wzrosła nie bardziej niż o 1,5 stopnia. [1] Zamiast tego nastąpił „kompromis Obamy”, zgodnie z którym ograniczenia ilości dwutlenku węgla wyrzucanego do atmosfery zaplanowane do 2020 będą znacznie mniejsze i w wyniku (zdaniem frakcji klimatologów wiążących zmiany klimatyczne z działalnością człowieka) po 2050 owa średnia wzrośnie o 2 stopnie, a może i więcej. W ten sposób obecny główny lokator Białego Domu znowu poszedł na kompromis między amerykańską prawicą, twierdzącą, że powiązanie topnienia lodowców ze spalaniem paliw kopalnych to wymysł lewackich ideokratów, a lewicą, dopatrującą się w tym związku równie niepodważalnego jak między paleniem papierosów a rakiem płuc. Tak nawiasem, już po raz kolejny Barak Husajn idzie na kompromis, co moim skromnym zdaniem źle wróży tak długości jak owocności jego rządów. W danym przypadku nie zadowoli prawicy, sarkającej na z jej punktu widzenia stuprocentowo zbędne i szkodliwe koszty forsownego przestawiania się na tzw. czystą energię ani lewicy, która na całym świecie głośno wyraziła swoje niezadowolenie, wypowiadając się nawet w słowach niezupełnie parlamentarnych (w rodzaju „zdrada naszych wnuków” – Claudia Roth, przywódczyni niemieckich Zielonych).

Ideą przewodnią konferencji kopenhaskiej było również zatwierdzenie wspólnego planu działania w skali światowej, uchwalonego jednogłośnie przez szefów państw i rządów oraz pełnomocnych delegatów wszystkich państw członkowskich ONZ. Taki pakt światowy zostałby włączony w skład zobowiązań podjętych przez państwa wobec ONZ i jako taki miałby (przynajmniej teoretycznie) moc obowiązującą w świetle prawa międzynarodowego, podobnie jak np. Powszechny Pakt Praw Człowieka. Oczywiście jak bywa w praktyce z powszechnym przestrzeganiem takich zobowiązań wiadomo nawet dzieciom... Do tego jednak nie doszło. Ustalenia kopenhaskie, przyjęte tylko przez pewną grupę państw, zostały jedynie zarejestrowane przez sekretariat generalny ONZ i najmniejszej mocy obowiązującej nie posiadają. Są to wyłącznie dobrowolne zobowiązania tych państw, których wykonywanie może w każdej chwili zostać przerwane np. w wyniku zmiany rządu.

Zobowiązania te wyrażają się w następujących liczbach: 1) Przekazanie co najmniej 30 mld $ krajom tzw. rozwijającym się (czytaj: technicznie i cywilizacyjnie opóźnionym) na cele związane ze „zmniejszeniem emisji dwutlenku węgla” do roku 2012, a następnych 100 mld do 2030. Ciekawe na co konkretnie te pieniądze miałyby zostać przeznaczone? Z pewnością warto uważnie przyglądać się powstawaniu, a następnie działalności Zielonego Kopenhaskiego Funduszu Klimatycznego. 2) Chiny i Stany Zjedn. zobowiązały się zmniejszyć swoją „produkcję” dwutlenku węgla odpowiednio o 40-45 % i 17 % do 2020 w stosunku do 1990 (w granicach, jakie nie zagrożą ich własnemu rozwojowi gospodarczemu; czyli podane liczby są zaledwie orientacyjne). [2] Rosja o 25 % też do 2020. Nie trzeba być wielkim mędrcem, aby zdać sobie sprawę z tego, że takie zobowiązanie nic nie kosztowało Miedwiediewa, ponieważ: a) W porównaniu z końcówką ZSRR w Federacji Rosyjskiej znacznie zmniejszyła się ogólna działalność przemysłowa. b) Jeśli ta działalność (wielkość produkcji) miałaby ulec zwiększeniu, to prawie na pewno nie nastąpi to w takim stopniu, aby dodatkowej energii dla przemysłu nie była w stanie dostarczyć rozbudowywana rosyjska energetyka atomowa. W ostateczności Rosja może też sięgnąć po rezerwy gazu ziemnego, ograniczając plany zwiększenia jego sprzedaży za granicę (Chinom). Tymczasem zwolennicy teorii globalnego ocieplenia żądali w tonie kategorycznym ograniczenia wydalania dwutlenku węgla do atmosfery o 50 % do 2050.

Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał?

Prezydent Stanów Zjednoczonych tak uzasadnił kompromis, który wypracował wspólnie z delegatami Chin, Indii i Brazylii: „Wciąż jeszcze jest wiele do zrobienia i trzeba podjąć większy wysiłek w kierunku budowy zaufania między krajami o wschodzących gospodarkach (emerging countries), krajami rozwijającymi się (developing countries) i krajami rozwiniętymi, zanim będę mógł przystąpić do poważnych rozmów w sprawie innego porozumienia, wiążącego z punktu widzenia prawa [międzynarodowego]. Myślę, że właściwie rzecz biorąc naszym ostatecznym celem powinno być wypracowanie takiego porozumienia. Jest to jednak klasyczny schemat rozmijania się oczekiwań z rzeczywistością i gdybyśmy teraz parli do takiego rozwiązania na siłę, to jedynym wynikiem byłoby wywołanie frustracji i cynizmu zamiast osiągnięcia jakiegokolwiek postępu. Skończyłoby się na tym, że wykonalibyśmy dwa kroki do tyłu zamiast choćby jednego do przodu.” W innej części swego przemówienia powiedział wyraźnie; najpierw trzeba zbudować mechanizmy gwarantujące, że ogromne środki na pomoc w rozwoju energetyki odnawialnej w krajach Trzeciego Świata nie zostaną zmarnowane ani sprzeniewierzone. [3]

Tak oto mamy sytuację, w której za walką z globalnym ociepleniem spowodowanym przez działalność człowieka opowiadają się jednoznacznie i rzeczywiście coś robią w tym kierunku tylko elity polityczne Unii Europejskiej. Pozostali wielcy gracze na światowej szachownicy oświadczyli wprost albo też pośrednio dali do zrozumienia, że w tzw. alternatywne źródła energii będą się bawić tylko na tyle, na ile nie zaszkodzi to ich własnym, podstawowym interesom narodowym. Z czym zatem mamy do czynienia w Europie? Z programem nakazów, zakazów i dodatkowych (już i tak przeważnie zbójecko wysokich) podatków oraz przymusowych składek, których wyłącznym uzasadnieniem jest

Ideologiczne ględzenie ekologistów

Zwykli ludzie nie za bardzo mają na to wszystko ochotę. Jest bowiem rzeczą aż nadto jasną, że walka o 20 % do 2020 będzie musiała kosztować i to sporo. Zamknięcie ostatnich jeszcze działających kopalń węgla oraz elektrowni spalających węgiel i ropę, przestawienie się na turbiny wiatrowe i ogniwa słoneczne tudzież takie olbrzymie projekty jak Desertec czy Supergrid będą kosztowne, ogromnie kosztowne. Po doświadczeniach, jakie stały się udziałem zwykłych ludzi w wyniku takich dotychczasowych wielkich projektów w wykonaniu elit władzy obecnych krajów członkowskich UE jak transformacja, liberalizacja i globalizacja, do tych elit nie ma już zaufania. Oczywiście można w każdej chwili odeprzeć, że jest możliwość wymiany ludzi sprawujących władzę w wyniku wolnych wyborów. Nie wdając się tu w ogromne zagadnienie faktycznego uwiądu demokracji (coraz mniej uczestniczących w wyborach; coraz mniejsza wiara, że wybranie którejś z wielkich partii zamiast aktualnie rządzącej coś istotnego zmieni) oraz jej przyczyn (powiązań wielkiej polityki z wielkimi pieniędzmi) wrócę raczej do właściwego tematu tego artykułu.

W ubiegłym miesiącu dziennik „Times” opublikował wyniki sondy przeprowadzonej przez jego dziennikarzy w Londynie (na reprezentatywnej – jak zapewnia redakcja – próbce wylosowanych dorosłych mieszkańców, którzy ukończyli lat 18 i odpowiadali na pytania przez telefon). Wynika z niej, że tylko ¼ Londyńczyków dopatruje się w walce ze zmianami klimatycznymi najpoważniejszego wyzwania naszych czasów. Jest to całkowicie sprzeczne z tezami propagandowymi obecnego rządu Jej Królewskiej Mości. Co więcej, tylko ok. 40 % zapytanych powiedziało, że wierzy w powiązanie zmian klimatu z dymiącymi kominami fabryk i elektrowni. „Ta sonda wykazała, że wyborcy nie są jeszcze wcale przekonani o potrzebie ponoszenia znacznych ofiar i będą się opierać wprowadzeniu nowych, «zielonych» podatków.” – podsumowała redakcja. [4] No cóż, pożyjemy, zobaczymy, co okaże się silniejsze; zdrowy rozsądek czy wąskogłowa ideologia?

Nie chodzi mi wcale o odwracanie się plecami od problemu zanieczyszczeń wytwarzanych przez elektrownie cieplne i motoryzację. Jest to poważny problem i należy docenić każdy wysiłek prowadzący do jego zmniejszenia. W tym celu należy bezustannie zwracać nań uwagę. Bez akcji Greenpeace’u przeciw wysokim kominom wyrzucającym do atmosfery niekiedy nawet wszystkie zanieczyszczenia powstające w paleniskach, organizowanych ćwierć wieku temu, nie mielibyśmy dziś filtrów nałożonych na te kominy. Poszukiwanie alternatywnych źródeł energii oraz dążenie do właściwego, odpowiedzialnego wobec środowiska przyrodniczego i przyszłych pokoleń rozwiązywania problemów siłowni atomowych jest wymogiem chwili. Powinno się to jednak odbywać w sposób cywilizowany tj. taki, który nie wywoła powszechnej ruiny gospodarczej: spowolnienia, a nawet zamrożenia wzrostu; utrwalenia, a może nawet powiększenia masowego bezrobocia; dalszego pogorszenia konkurencyjności naszego kontynentu na rynkach światowych; wzrostu i tak już olbrzymiego zadłużenia państw i kosztów jego obsługi pokrywanych przez zmniejszanie świadczeń społecznych przy zwiększających się podatkach, a w końcu niekontrolowanych i masowych wybuchów niezadowolenia. Wszystko inne będzie ekologistycznym ględzeniem ideologicznym według Marcusego. Bez względu na to, która frakcja klimatologów ma rację.

Korzystałem:
www.wyborcza.biz/biznes/1,100897,7385642,Szczyt_hipokryzji__nie_klimatu.html
www.un.org/wcm/content/site/climatechange/lang/en/pid/4307

[1] www.faz.net
[2] www.sourcejuice.com
[3] www.whitehouse.gov
[4] www.timesonline.co.uk


Komentarzy: 3

Jan
23 grudnia 2009 (00:10)
Popieram.
Mało kto ma odwagę trzeźwo wypowiadać się na ten temat. Brawo!

od autora
23 grudnia 2009 (10:48)
Mimowolna zasługa nieboszczki PZPR
Czasy gierkowskie i końcówka PRL-u nauczyły mnie wielu rzeczy: czytania między wierszami, braku wiary w twierdzenia typu wszystkiemu są winni (tu wstawić jakąś jedną grupę ludzi albo jakieś jedno zjawisko społeczno-polityczne), czujności wobec uniwersalnych recept politycznych pomijających naturalne oraz wynikające z odmiennej historii różnice między ludźmi i społeczeństwami itp. Ogólnie rzecz biorąc zrozumiałem na całe życie, że polityką naprawdę właściwą może być tylko taka, która uwzględnia zdrowy rozum i szeroko rozumiane doświadczenie (w tym wyciągając nauki z nieudanych eksperymentów społecznych i gospodarczych), słowem – nie polega na jakimkolwiek totalnym, wszystkotłumaczącym –izmie. Oczywiście politycy mają prawo mieć wizje, niekiedy nawet bardzo śmiałe, wyprzedzające swoje czasy, ale jest z tego pożytek tylko wtedy, gdy prowadzą do nich jakiś naród albo grupę narodów w sposób spokojny, przemyślany i cywilizowany, nie wymagający ogromnych ofiar od głównej masy zwykłych ludzi (np. de Gaulle, Brandt). Powszechnie znanym przykładem genialnego przywódcy, który o tym zapomniał i w wyniku poniósł historyczną klęskę był Napoleon. Co dopiero, gdy tracą to z oczu ludzie miernych zdolności... O tym, że polityka zmierza w złym kierunku, świadczy powstająca wokół jej założeń masowa histeria. Histeria wyklucza trzeźwe rozumowanie i dokładne przemyślenie wszystkich posunięć. Od masowej histerii zaczynała się każda wielka katastrofa polityczna. Kończąc już dziękuję za uznanie, pozdrawiam przedmówcę i zachęcam do dalszego czytania artykułów naszego serwisu. Nieszablonowych, odważnych wypowiedzi nie brak tu również w wykonaniu innych niż ja autorów i autorek.

od autora
31 grudnia 2009 (09:35)
Wielki gracz Sarkozy
Najnowsza wiadomość. Francuski trybunał konstytucyjny odrzucił wysmażoną pod kierunkiem prezydenta Francji ustawę o podatku od emisji CO2. Zgodnie z nią całkowite lub częściowe niepłacenie tego podatku miało stać się przywilejem kluczowych gałęzi gospodarki narodowej Francji, od elektrowni cieplnych (!) po autobusy i ciężarówki. Jak wyliczono, zwolnienia i ulgi objęłyby 93 % francuskiego wydalania dwutlenku węgla do atmosfery. Pytania dotyczące powiązań tezy o globalnym ociepleniu z winy przemysłu z wielką polityką znajdują coraz wyraźniejsze odpowiedzi... http://www.euronews.net/2009/12/30/court-rejects-sarkozy-carbon-tax/
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Czy klimat zmieni nasz świat?

Jesteśmy atakowani przez ekstremalne zjawiska pogodowe: gwałtowne skoki temperatur, ulewy i powodzie, tornada, huragany, fale upałów, susze, osuwiska, lawiny, topnienie lodowców.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".