Szlakiem używek. Munnar pijane herbatą
    Munnar1 · Indie57 · herbata1 · reportaże z podróży201
2009-12-09
Zielona, czerwona, czarna. Chroni przed zawałem, skrzepami i chorobą wieńcową serca, przeciwdziała nadciśnieniu, obniża poziom cholesterolu, uodparnia organizm, zwalcza bakterie i wirusy, wzmaga koncentrację, zapobiega schorzeniom nowotworowym, spowalnia proces starzenia się, pobudza wydzielanie soków żołądkowych, poprawiając trawienie. Herbata – Camellia sinensis, Camellia assamica.

Fot: Wojciech Niewiński

Legenda głosi, że została odkryta trzy wieki przed Chrystusem przez chińskiego cesarza, któremu przez przypadek wpadło do gotującej się wody kilka listków z drzewa herbacianego. Uzyskany w ten sposób napój pokrzepił władcę i wprawił go w ożywienie.

Dzisiaj herbata jest najpopularniejszym trunkiem na świecie. Europejczycy gustują zwykle w herbatach czarnych. Hindusi piją bardzo słodką herbatę z dużą ilością mleka, często z dodatkiem kardamonu lub cynamonu. Europejczyk przebywający w Indiach szybko przyzwyczaja się do nowego smaku tego napoju. W końcu przecież znalazł się w domu herbaty. Ewentualnie może próbować przekonać kelnera, że potrafi sam posłodzić swoją herbatę.

Podczas naszej podróży po Indiach południowych dotarliśmy do magicznego miejsca, które bardziej przypomina wioskę w Alpach niż typowe, gwarne hinduskie miasto. Otaczające je wzgórza różnią się od alpejskich tym, że są na nich przecudne pola herbaciane. Tym magicznym miejscem jest Munnar. W języku tamilskim nazwa ta oznacza „trzy rzeki”. I rzeczywiście, trzy górskie strumienie – Muthirapuzha, Nallathanni i Kundala, spotykają się w samym sercu tego miasta. Trzy rzeki, trzy wzgórza, a na każdym z nich miejsca kultu – kościół katolicki, meczet i świątynia hinduska. Trzy religie harmonijnie egzystujące obok siebie. Religijna otwartość to nic nadzwyczajnego w kraju, w którym na jednym świętym obrazie przedstawia się Jezusa stojącego obok Ganeśi (w hinduizmie bóg mądrości), z meczetem w tle. Ta niewielka osada w stanie Kerala, położona na wysokości 1600–1800 m n.p.m., szczyci się najwyższym wzniesieniem na południe od Himalajów. Nosi ono nazwę Anamudi i ma 2695 m n.p.m. Miasto dysponuje bogatą bazą noclegową - od schludnych rodzinnych pensjonatów aż po czterogwiazdkowe hotele - a także restauracjami i agencjami turystycznymi. Szczyt sezonu przypada tutaj na okres między sierpniem a marcem. Temperatury wynoszą wtedy od 22 do 34°C.

Do Munnar jedziemy autobusem z portu Koczin, oddalonego o 129 km. Już sama pięciogodzinna podróż jest nie lada atrakcją. Podziwiamy soczystą zieleń przepięknych gór, porośniętych egzotyczną roślinnością, poprzecinanych malowniczymi wodospadami. Równie interesujący jest folklor indyjskich środków transportu: pokrzykująca obsługa rozklekotanego autobusu bez szyb i drzwi, wypełnionego hałaśliwą hinduską muzyką, kierowca wykonujący niemal ekwilibrystyczne manewry na krętej górskiej drodze, barwny tłum pasażerów. Do standardów tutejszej komunikacji zdążyliśmy już przywyknąć. Zaskakuje nas miejsce, do którego docieramy. Po upałach panujących na indyjskich równinach po raz pierwszy zakładamy polary. Powietrze jest przyjemne i orzeźwiające.

Niespieszne życie mieszkańców Munnar już od lat jest związane z uprawą herbaty. W czasach kolonialnych Brytyjczycy, poszukując nowych terenów nadających się do upraw, docenili zalety klimatu i położenia geograficznego tego terenu. W 1870 r. Szkot J.D. Munro założył tu plantację herbaty. W ten sposób narodziła się kompania Kannan Devan Tea. Dla ówczesnych zarządców plantacji wzniesiono zabudowania, które po dziś dzień są używane przez mieszkańców. Doprowadzono tu również kolej żelazną, lecz linia ta została zmyta przez ulewne monsunowe deszcze. Potem już nigdy nie wrócono do tego pomysłu. Obecnie krzewy herbaciane rosną na obszarze równym powierzchni 50 000 boisk piłkarskich. W większości należą one, jak zresztą prawie wszystkie dochodowe gałęzie przemysłu, do firmy Tata.

Wejście na plantacje jest w zasadzie zabronione. To teren prywatny. Jednak w Indiach biała twarz i jasne włosy wiele ułatwiają. Krótka rozmowa z menadżerem plantacji otwiera nam wstęp do tej krainy. Spacerując po niemal niekończących się alejkach, przecinających kolejne połacie pól herbacianych, rozkoszujemy się urokiem tego miejsca. Spotykamy pracowników i mieszkańców plantacji – życzliwych i jak zwykle ciekawskich Hindusów. Chętnie pozują do zdjęć, częstują nas świeżo zaparzoną herbatą. Smakuje wyśmienicie. Uzupełnieniem tej niezwykłej przechadzki jest wizyta w pobliskim muzeum herbaty. Informacje o manufakturze herbacianej przekazuje nam hinduski kustosz, świetnie znający polskie nazwy poszczególnych urządzeń. Opisuje on i szczegółowo prezentuje tajniki procesu, a także podaje charakterystykę różnych typów herbat.

Dziko rosnące krzewy herbaciane mogą osiągać wysokość dziesięciu metrów. Aby jednak uprościć ich uprawę i stymulować wzrost nowych pąków, należy je regularnie przycinać do wysokości jednego metra. Liście są zbierane ręcznie, głównie przez kobiety, średnio co tydzień. Ścina się zawsze dwa górne listki i pączek. Doświadczony robotnik może zebrać dziennie około 30 kg listków herbacianych. Żeby otrzymać kilogram herbaty, trzeba około czterech kilogramów liści. Jedno drzewko może dostarczyć rocznie około 70 kg czarnej herbaty. W Munnar zaopatrują się w mieszanki herbaciane najwięksi producenci i dystrybutorzy herbat na świecie. Jest to bardzo dochodowy interes, m.in. dzięki niskim kosztom pracy. Kobiety zbierające herbatę dostają zaledwie równowartość 7 PLN dziennie.

Zdjęcia: Wojciech Niewiński

Przeczytałeś relację z podróży? Podobała się?
A może Ty Drogi Internauto byłeś gdzieś w Polsce, gdzieś w świecie i chciałbyś się tym pochwalić?
Nasz serwis stoi dla Ciebie otworem. Przyślij tekst, relację, dodaj swoje zdjęcia do niego, opublikujemy go na stronie mojeopinie.pl!
Prace prosimy wysyłać na adres: redakcja@mojeopinie.pl


Fot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech NiewińskiFot: Wojciech Niewiński
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".