Tajemnica japońskiej broni atomowej
    Japonia43 · broń jądrowa30 · Pacyfik15
2012-05-10
Nie ma na świecie kraju, który by bardziej ucierpiał od broni atomowej niż Japonia . Chociaż oficjalnie Tokio było od lat jednym z głównych rzeczników pokojowego wykorzystania energii atomu to najnowsze doniesienia wskazują, że równocześnie pracowali oni nad własnym arsenałem.

Wczoraj minęła 26. rocznica od czasu pamiętnego wybuchu w elektrowni w Czarnobylu. Od tego czasu okolice miasta Prypeć wciąż pozostają właściwie niezamieszkane. 25 lat później w wyniku trzęsienia ziemi i wywołanej nim fali tsunami poważnemu uszkodzeniu uległ reaktor elektrowni atomowej w Fukushimie. Zagrożenie było na tyle poważne, że w pewnym momencie władze japońskie rozważały nawet ewakuację liczącej 30 milionów mieszkańców stolicy kraju. Katastrofa w Fukushimie wywołała wśród Japończyków debatę na temat wykorzystania energii atomowej.

Po II Wojnie Światowej Japonia stała się jednym z czołowych państw, w których zdecydowano się na inwestycje w dziedzinie energetyki jądrowej. Energia była piętą Achillesową Kraju Wschodzącego Słońca i stąd pomimo traumatycznych doświadczeń z Hiroszimy i Nagasaki zdecydowano, że to właśnie ta technologia będzie dla nich zbawienna. Oficjalnie Japonia pozostawała jednym z głównych propagatorów pokojowego wykorzystania atomu, jednak z opublikowanego na stronie amerykańskiego Public Education Center artykułu wynika, że cała sprawa wyglądała zupełnie inaczej.

Jak ujawniła National Security News Service na podstawie raportów CIA po zakończeniu II Wojny Światowej Japończycy prowadzili tajne prace nad stworzeniem własnej broni atomowej. Co więcej służby Stanów Zjednoczone wiedziały o tym programie co najmniej od lat 60-tych XX wieku, dzieląc się tajnymi informacjami i dopuszczając do najbardziej strzeżonych obiektów wojskowych. Z kolei od lat 80-tych, również dzięki pomocy USA Japończycy zgromadzili blisko 70 ton plutonu użytecznego przy produkcji głowic nuklearnych.

Polecamy: Japonia – polityka bezpieczeństwa i zbrojenia

Mało znanym epizodem w historii XX wieku jest fakt, że również Japonia miała w czasie II Wojny Światowej swój program nuklearny działający pod kryptonimem F-Go. Został on zainicjowany w Kyoto w 1942 roku, a jego szefem był dr Yoshio Nishina. Na poziomie teoretycznym Japończycy w niczym nie ustępowali naukowcom w USA i z Europy, ich jedynym problemem był brak dostępu do odpowiednich surowców. W tych kwestiach liczyli oni na pomoc Niemców, jednak sytuacja III Rzeszy z roku na rok pogarszała się coraz bardziej. Jak dowiadujemy się z artykułu jeszcze na początku 1945 roku Hitler wysłał do Japonii u-boota z 1200 funtami uranu na pokładzie. Transport został jednak przechwycony przez Amerykanów a dwaj obecni na pokładzie Japończycy popełnili samobójstwo.

Po kapitulacji Cesarstwa USA zniszczyły całą infrastrukturę badawczą, jednak wiedza pozostała. Mogła być ona wykorzystana ponownie niedługo po wybuchu wojny koreańskiej. Administracja Trumana zdała sobie wówczas sprawę, że sojusz z Japonią jest im niezbędny i należy wspierać odbudowę jej potencjału. W krótkim czasie kraj ten stał się liderem w rozwoju pokojowych technologii nuklearnych, zaś już na początku lat 60. Japonia była zdolna stworzyć własną broń atomową. Bodziec ku temu przyszedł wkrótce po ogłoszeniu przez komunistyczne Chiny sukcesu w budowie własnej bomby w 1964 roku.

Zdaniem autorów artykułu ówczesny premier Japonii i późniejszy laureat pokojowej nagrody Nobla Eisaku Sato zapowiedział prezydentowi Lyndonowi Johnsonowi, że jeśli Stany Zjednoczone nie zagwarantują ochrony przeciwko atakowi nuklearnemu, Tokio rozpocznie prace nad budową własnego arsenału. W efekcie USA rozszerzyły swój atomowy "parasol ochronny", zaś Sato stworzył trzy główne priorytety przeciwko broni atomowej:

Japonia nigdy nie wejdzie w posiadanie, nie wyprodukuje ani nie zgodzi się na przetrzymywanie broni atomowej na jej terytorium.


W praktyce jednak postulaty te nigdy nie były w pełni zrealizowane, zaś Sato po cichu wspierał japoński program atomowy ściśle współpracując przy tym z Amerykanami. Tą podwójną strategię rządu polegającą na deklarowanej publicznie walce z rozpowszechnianiem broni atomowej z jednej strony a tajnymi zbrojeniami z drugiej znakomicie odzwierciedla fakt, że Japonia zgodziła się między innymi na obecność głowic atomowych na pokładach stacjonujących w jej portach amerykańskich okrętach (między innymi na lotniskowcu Kitty Hawk w porcie Jokohama), a także wspólne ćwiczenia wojskowe.

Polecamy: Nowa formuła sojuszu amerykańsko–japońskiego?

Poparcie USA dla japońskiego programu atomowego było kluczowe. Amerykanie byli głównymi dostawcami paliwa do reaktorów jednak wiele decyzji zależnych było od sytuacji politycznej. Przykładowo Japonia zwlekała z podpisaniem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który został przez nią ratyfikowany dopiero w 1974 po udzieleniu przez prezydenta Geralda Forda gwarancji, że USA nie będą ingerować w ich program nuklearny, nawet wówczas gdy wykorzystana technologia i materiały będą mogły mieć zastosowanie przy produkcji broni. Inną ciekawą informacją, o której można przeczytać w raporcie jest porozumienie zawarte między USA a Japonią, na mocy którego Stany Zjednoczone de facto zrzekały się kontroli nad radioaktywnymi materiałami wysyłanymi przez Pacyfik. Brak było gwarancji, że Tokio nie sprzeda surowców innym państwom, a także nie wykorzysta paliwa do innych celów. W efekcie zdaniem autorów raportu Japonia „zagubiła” ponad 70 kilogramów plutonu, który można wykorzystać do budowy blisko 20 głowic.

Powyższe informacje to zaledwie próbka ogromnej ilości faktów na temat japońskiego programu nuklearnego. Sam raport rzuca sporo światła na relacje panujące w okresie Zimnej Wojny i po jej zakończeniu. Co więcej jest świetnym przykładem na to jak pomimo oficjalnych deklaracji i zapewnień polityków w imię realnie istniejących interesów podejmuje się decyzje wbrew panującej opinii publicznej.

Link do pełnego opracowania na stronie Public Education Center. Autor prowadzi bloga: www.orwellsky.blogspot.com

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".