Tajemnice karcianych oszustów
    Książka62 · recenzja książki167
2008-04-25

Mundus Vult Decipi, Ergo Decipiatur – Świat chce być oszukiwany, niechaj wiec będzie. Tej łacińskiej sentencji jest poświecona książka, pod wszystko mówiącym tytułem; - Tajemnice karcianych oszustów, autorstwa pana Przemysława Słowińskiego. Powinna być to pozycja obowiązkowa dla każdej osoby zasiadającej do gry w karty.


recenzja książki Przemysława Słowińskiego

Książka zawiera bowiem większość trików, oszustw i sztuczek karcianych stosowanych przez szulerów na całym świecie. Warto dla własnego bezpieczeństwa grając w karty, - choćby i towarzysko, by znać kilka sposobów „manipulowania przypadkiem” Książka ta daje nam możliwość by nie dać się oszukać podczas pobytu w kasynie lub nawet na ulicy w grę w trzy karty. (choć poza nielicznymi bazarami to już zamierzchła przeszłość).

Jest pozytywna pod tym względem, że potrafi zniechęcić do hazardu, pokazując ze „uczciwej gry” nie ma, jeśli są w niej pieniądze. Warto będąc w kasynie zastanowić się czy faktycznie o naszej wygranej decyduje „szczęście” i jak bardzo ktoś temu szczęściu może pomóc lub mu przeszkodzić.
Warto ponadto sieknąć po ta pozycję nie tylko z punktu widzenia technicznego manipulowania kartami, ale również dla niesamowitych historii opisujących życie znanych szulerów, oraz bogatych wiadomości historycznych pochodzących ze styku kart i kultury.

Przykładem niech tu będzie opis gry w karty „Faraon” gry, w której nierzadko stawiano w Rosji jako stawkę po kilka tysięczny chłopów. Gra jest ciekawa również z punktu jej nie standardowości, bo choć jest klasyfikowana jako karciana, to bardziej przypomina ruletkę. A oto jej zasady: W grze może brać udział dowolna ilość osób. Prowadzi ją jeden z uczestników gry, zwany „bankierem” jest on przeciwnikiem reszty graczy zwanymi „poniterami”.

Schemat gry wygląda nast. następująco:
Każdy z poniterów dobywa jedna, bądź kilka kart z przyniesionej przez siebie talii i kładzie ją przed sobą zakryta. Na tej zaś karcie ustalona przez siebie stawkę, o która chce grac. Bankier tasuje swoje karty i daje je do przełożenia. Poniterzy odsłaniają zakryte dotąd karty „poniterki” i zaczynają „ciągnąć bank”.

Bankier odkrywa po kolei wszystkie swoje karty, kładąc pierwsza po prawej ręce a druga po lewej, trzecia znów po prawej, czwarta po lewej i tak dalej…aż do wyczerpania talii. Karty, które znalazły się po prawej stronie były wygrana banku, karty które upadły po lewej wygrana poniterów. Jeśli ktoś położył przed sobą na przykład 4 pik, a na niej dukata, zaś z tali bankiera 4 pik upadła na prawo, tracił swojego dukata, jeśli upadła na lewo bankier dukata mu wypłacał.
Od zasady tej istniały dwa odstępstwa.

-Ostatnia karta, chociaż kładziona po lewej wygrywała dla bankiera. - Drugim wyjątkiem był przypadek określany nazwa „plija”, kiedy po obu stronach padały z tali bankiera karty tej samej wartości, lecz oczywiście innej maści. W takim wypadku poniter tracił na rzecz banku połowę swej stawki. Tak kończyła się pierwsza runda rozgrywki.

Następnie zaczynało się drugie ciągniecie banku, we wszystkim identyczne z pierwszym. Poniterzy którzy w pierwszym ciągnieniu wygrali, mogli teraz dalszej gry poniechać, mogli grac od nowa na inna kartę, bądź z największa dla siebie korzyścią-„parolować”. Jeśli w pierwszej rundzie rozgrywki obstawił ktoś swa poniterke dukatem i wygrał, leżały na karcie dwa dukaty (bankier zawsze dublował postawioną kwotę). Gracz grając dalej „na parol” załamywał jeden róg karty. Jeśli teraz przegrał, tracił tylko jednego dukata, jeśli wygrał miał dukatów cztery.

Gdy dopisało mu szczęście, w ciągnieniu następnym grał „ sept et le va” łamiąc drugi róg karty obstawionej owymi czterema dukatami i znowu ryzykował przegranie tylko jednego. Jeśli zaś wygrał suma leżąca na karcie podwajała się. Przy losach podobnie fortunnych, zaginał następny róg karty na znak ze gra „quinze et la va”. Gdy wygrał miał już szesnaście dukatów. Tak nie bywałe szczęście można było użyć jeszcze tylko raz łamiąc w następnej rundzie ostatni czwarty róg karty. Ostatnie zagniecie karty nazywało się „trenie et le va” a wynik gry niósł za sobą takie same następstwa jak w ciągnięciu poprzednich, czyli utratę tylko początkowej stawki lub podwojenie dotychczasowej wygranej.

Zasada łagodząca czasami skutki gry w faraona była możliwość odstąpienia od gry po każdym ciągnieniu banku, co tyczyło zarówno poniterow jak i bankiera. Stawka mogła być dowolna…i jeden dukat na start i 10000…

Reasumując była to bardziej gra losowa przypominająca obstawianie ruletki niż pełnoprawna gra karciana, w której decydują umiejętności gracza… Choć zapewne umiejętności bankiera w kwestiach związanych z tasowaniem i manipulowaniem talia miały dosyć „istotne” znaczenie. Wada tej gry było to ze karty były jednorazowe, i po odłamaniu rogu raczej trudno było je wykorzystać do innych gier czy ponownych zakładów.

Warto zatem sięgnąć po tę pozycję, i myślę że sporo osób dzięki niej może w przyszłości oszczędzić fortunę a przynajmniej jej nie straci.


Komentarzy: 1

Marko
31 lipca 2014 (12:13)
Faraon
Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić o co chodzi z tą pliją, bo nie mogę tego ogarnąć :)
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".