Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu
    Tajlandia21 · Indochiny38 · reportaże z podróży201
2014-04-09
Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy zawsze zwiedzić, ale opanowywał nas pewien nieokreślony lęk.

Przyczyniły się do takiego nastroju informacje w internecie o konieczności szczepień przeciwko malarii, żółtaczce, tężcowi (dla podróżujących po kraju ), a także firmy farmaceutyczne proponujące swoje medykamenty. Nieobojętny był także, szczególnie dla mojego współtowarzysza podróży, czas lotu ( 13 godzin ) i śródlądowanie w Emiratach Arabskich w Abu Dhabi . Przecież już tyle godzin leciałeś w zeszłym roku na Kubę i zupełnie dobrze to zniosłeś, usiłowałem przekonać i nakłonić do podróży… Muszę się przyznać, że z wyjątkiem środków przeciw komarom nie zabraliśmy żadnych leków zabezpieczających przed wspomnianymi wyżej chorobami, gdyż była to pora sucha. Proszę jednak tych ostrzeżeń nie ignorować, gdyż o wypadek nie jest trudno, czego doświadczyłem na własnej skórze. Przewróciłem się kalecząc sobie rękę i nogę oraz nadwyrężyłem lewy bark. Wówczas zaniepokoiłem się możliwością tężca. Wystarczyła jednak tylko miejscowa dezynfekcja.

Dodatkowo nastrój niepokoju zasiał mój brat Piotr (turysta ,żeglarz morski ), który po powrocie z trzytygodniowej podróży po Tajlandii, Malezji i Singapurze zadał mi pytanie o moje ubezpieczenie na wypadek choroby lub śmierci. Przyjemniaczek – pomyślałem. Naturalnie, jestem ubezpieczony, szybko odrzekłem i dodałem, gdy umrę lub tragicznie zginę to możecie mnie spalić, a prochy rozrzucić w przestrzeni. Nie chciałem okazać lęku, zadominowała poza odważniaka. Brat widząc uśmiech błąkający się po mojej twarzy rzekł krótko – dobrze, że wiem co mamy zrobić… Pytanie to nie było bezzasadne, o czym napiszę jeszcze pod koniec reportażu.

Ciekawość tego kraju przemogła chwilowe niepokoje i zamieszkaliśmy w hotelu Andaman Princess, na wspomnianej wyspie, którą obejść można spokojnie w ciągu godziny. Mieści się ona naprzeciw ciągnącej się na stałym lądzie miejscowości Khao Lak, w północno - zachodniej części regionu Phuket. Zapragnęliśmy przede wszystkim w czasie naszej polskiej zimy trochę słońca, kąpieli w ciepłej wodzie Morza Andamańskiego, a przede wszystkim kontaktu z przyrodą Azji. O dziwo… nie chcieliśmy zwiedzać świątyń, pałaców ani muzeów, czego jednak nie udało nam się w pełni uniknąć.

Otoczenie Hotelu Andaman Princess, Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz
Otoczenie Hotelu Andaman Princess, Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz

Hotel ten był przestronny, w stylu tajlandzkim, który otoczony został bajecznym ogrodem ze stawami i fontannami. Zapach kwiatów i drzew sandałowych był wszechobecny. Rosły storczyki w różnych kolorach hodowane na pniach drzew, palmy kokosowe, fikusy… Migdałowce zaś przypominały mi drzewa z malarstwa japońskiego czy chińskiego z powykręcanymi konarami, obsypanymi białymi lub różowymi kwiatami. Spadały one do przebiegającego na długości około 400 m wijącego się basenu kąpielowego wpadającego z kolei do dużego, otoczonego fontannami, skąd tylko kilka metrów dzieliła go przestrzeń od brzegu Morza Andamańskiego. Sceneria świata przyrody zauroczyła mnie, toteż pisałem do najbliższych mi osób pozdrowienia z dworującym sobie tekstem „ zawsze chciałem być w piekle, a znalazłem się w raju – co za ironia losu”. Dużo nie brakowało, abym w to uwierzył, gdyby nie basen wyłożony ceramicznymi płytkami w kolorze seledynowym i kokietujące zza drzew SPA z pięknymi Tajkami.

Niech nikt jednak nie przypuszcza, że tak wygląda cała wyspa. Przeżyła ona w 2004 r tsunami i ślady jego działań pozostały. Zniszczona willa hotelowa nad brzegiem morza strasząca swoją zachowaną konstrukcją a przy niej kapliczka, która miała bronić przed nieczystymi siłami, powyrywane potężne drzewa z korzeniami, zapadająca się lekko nawierzchnia dróg czy zaniedbane obejścia wokół odbudowujących się domostw, nie pozwalają zapomnieć o tragedii, która się wydarzyła a także o śmierci olbrzymiej ilości osób.

Drzewa - pozostałości po tsunami, Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz
Drzewa - pozostałości po tsunami, Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz

Nie będę pisał o położeniu geograficznym ani o historii tego kraju, ani o polityce, czy o czczonym władcy najdłużej sprawującym swój urząd z dotychczasowych - królu Ramie IX, bardzo szanowanym przez naród ale o pięknej przyrodzie i ludziach.

Dzisiejszą Tajlandię współtworzą Tajowie 75%,Chińczycy 13%,Malajowie14%,Szan, Mon, Khmerowie, Karenowie i inne grupy etniczne. To dzięki nim mówi się o Tajlandii, iż jest krainą uśmiechu. Faktycznie, miły uśmiech nie schodzi im na ogół z twarzy. Spotykamy się z nim w hotelu, restauracji, w czasie podróży, u sprzedawców owoców… Wobec siebie a także turystów są uprzejmi, gościnni, rozmawiają cicho i spokojnie co nie można powiedzieć o turystach z Europy czy Ameryki. Taka przychylna postawa jest na pewno wynikiem przynależności do religii ( lub filozofii czy etyki ) buddyjskiej, która głosi cztery szlachetne prawdy objawione przez Buddę w jego pierwszym kazaniu w Benaresie - iż wszelkie bytowanie rodzi ból i cierpienie, którego sprawcą jest pożądanie, złość i ułuda. Aby się tego wyzbyć trzeba przejść w Nirwanę ( wyzbyć się woli życia, przejść w niebyt). Buddyści są skłonni do medytacji, walczą z pokusami i złą wolą, wiodą skromny tryb życia i okazują dobroć, współczucie wszystkim stworzeniom. Myślę jednak, że pod tą maską uśmiechu kryje się człowiek z całą gamą swoich cech – potrafi kochać, nienawidzić, troszczyć się, służyć innym i buntować się. Nie zapomnę małego incydentu, który nam się przydarzył. Pewnego pięknego poranka znalazłem się w porcie, skąd pragnąłem przedostać się wodną taksówką na stały ląd (1euro od osoby w godz. od 6.oo- 22.00, a w pozostałym czasie 2 euro). Gdy stałem pochłonięty niezwykłą atmosferą przypominającą mi powieści J.Conrada, zatrzymał mnie starszy, zarośnięty, zmęczony człowiek, który zaproponował mi transport swoją motorową łodzią (taksówka). Zgodziłem się. W tym momencie dopadł mnie młody człowiek z propozycją przewiezienia mnie na drugą stronę. Gdy podziękowałem, maseczka spadła, w jego twarzy odczytałem wyraz złości pomieszany z nienawiścią. Oj… pomyślałem, nie chciałbym spotkać się z tobą w ciemnym zaułku.

Tajowie są bardzo przesądni, wierzą w istnienie duchów dobrych i złych, czują przed nimi respekt, stąd ogromna popularność amuletów mających chronić ich przed wszelkimi nieszczęściami oraz duża ilość kapliczek stojących przed hotelami, domami, centrami handlowymi a także drzew obwieszonych girlandami, kadzidełkami, prezentami. Stawiają w tych miejscach jedzenie, proszą dobre duchy o opiekę odpędzając jednocześnie złe. Przechodnie składają ukłon przy tych kapliczkach lub jadąc środkiem lokomocji dają sygnał klaksonem.

Tę odrębność kulturową dostrzec możemy także w sposobie bycia na co dzień. Poza uśmiechem darzą przybysza powitaniem ( wai ) opartym na geście złożenia dłoni przed piersią. Im wyżej uniesione dłonie, tym większy szacunek okazywany jest drugiej osobie, określa on jednocześnie miejsce człowieka w hierarchii społecznej. Farang a więc przybysz na taki miły gest powinien skinąć głową i uśmiechnąć się, gdyż może popełnić faux pas. Wiążą także swoje przekonania obyczajowe z głową, stopami i dłońmi. Otóż, głowy nie należy dotykać, gdyż w ich przekonaniach mieści się w niej dusza a więc miejsce najświętsze. Stopy w ich pojęciu są zawsze brudne, gdyż dotykają ziemi, toteż nie wolno siadać z wyciągniętymi nogami w kierunku obiektu sakralnego. Jeśli jemy palcami, to należy posługiwać się tylko dłonią prawą, gdyż lewą pomagamy sobie przy czynnościach związanych z toaletą.

Z relacji przewodników dowiedzieliśmy się także, że w kraju tym panuje duża tolerancja wobec inności seksualnych np. gejów, lesbijek i transseksualistów czy transwestytów. Dokonuje się z doskonałym rezultatem operacji zmierzających do zmiany płci. Zdają sobie sprawę, że jest to wielki problem człowieka, toteż państwo pomaga mu stać się tym, kim się czuje.

Poznawanie otaczającego świata zaczęliśmy od wyspy Phuket, którą łączy ze stałym lądem most. Wyruszyliśmy tuż po śniadaniu o godz.7.00. Trzeba było szybko dotrzeć do portu, skąd łodzią motorową przedostaliśmy się na stały ląd, gdzie czekał na nas bus. Dzień się budził, wokół nas panowała cisza. Gdy zbliżaliśmy się do drugiego brzegu ogarniał nas coraz większy hałas – krzyki, muzyka, jakieś nawoływania i padające z głośników informacje. Po półtorej godzinie dotarliśmy na wyspę Phuket, na miejsce zbiórki, gdzie spotkaliśmy się z przewodnikiem, panem Piotrem, skąd rozpoczęliśmy zwiedzanie. Znaleźliśmy się u podnóża przylądka, pokonując kilkanaście metrów wysokości, dotarliśmy na punkt widokowy w centrum którego znajdowała się kapliczka ozdobiona kolorowymi girlandami, a dookoła niej stały pozłacane słonie otaczane wielką czcią. W dalszej części przylądka znajdowała się współczesna latarnia morska wysyłająca nocą światło na daleką odległość. Jednak najbardziej zainteresowało nas miejsce z którego buddyści wrzucają do morza urny z prochami swoich najbliższych. Okazało się ono bardzo malownicze. Trudno zapomnieć błękitno - seledynowej wody morza, rozrzuconych po nim zielonych wysp i spokojnie płynących żaglowców w blasku słońca. Natomiast bogatsi z nich bywają chowani w tak zwanych stupach ( czedi )– pomnikach nagrobnych, które u podstawy swojej są szersze, wysokością sięgają kilka metrów, gdzie w niszach składa się urny z prochami. Znajdują się one najczęściej w miejscach sakralnych np. w Jaskini Małp.

Budda Leżący - świątynia małp, Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz
Budda Leżący - Świątynia Małp, Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz

To pierwsze zderzenie ze światem przyrody, religijnym obrzędem było dość mocne. Po zejściu do naszych busów, udaliśmy się w dalszą drogę, by po chwili ponownie wspinać się na inne wzniesienie ( 350 m ) na szczycie którego znajduje się potężny, biały pomnik Buddy ( 45 m wysokości ) patrzącego w przestrzeń. Jest to największy monument w Tajlandii umieszczony na dachu świątyni, która jest jeszcze w budowie. W jej podcieniach spotkaliśmy złote postacie Buddy oraz innych świętych czczonych przez wyznawców tej religii. Schodząc w dół podziwialiśmy piękne widoki lekko osnute mgłą. Po chwili znaleźliśmy się w wielkim namiocie, gdzie sprzedawano pamiątki, dewocjonalia, a jeden z siedzących mnichów udzielał błogosławieństw tym, którzy czuli taką potrzebę. Obok niego zaś siedział młodziutki mnich, zbierający datki na ofiarę. Porzucając dość specyficzną, sakralną atmosferę dotarliśmy po kilkunastu minutach do kompleksu świątyń Wat Chalong ( miejsca kultu, spowiedzi, rozmowy z mnichem ), który wzniesiony został na początku XIX wieku. Tę budowę można już dostrzec w drodze między Phuket a Rawai. Bije w oczy swoją bielą, czerwienią, złoceniami, dachem schodkowym, ozdobnymi detalami architektonicznymi zwanymi Cho fa przypominającymi smukłe, wyciągnięte palce na kształt mitycznego ptaka Gamdy, wierzchowca boga Wisznu.

Moją uwagę przykuła 60 metrowa czedi o kopulastym kształcie pokryta malowidłami ukazującymi historię Buddy. Zespół tych świątyń otoczony jest olbrzymim targowiskiem, na straganach można spotkać wszystko czego dusza zapragnie - od pamiątek, dewocjonaliów, poprzez odzież do artykułów spożywczych i wspaniałych owoców. Nie byłem tą atmosferą zachwycony, gdyż utrudniała obejrzenie tych orientalnych świątyń z pewnego dystansu. Zdejmując buty ( tak nakazuje obyczaj ) wszedłem do świątyni w której składano ofiary. Panował nastrój ciszy i skupienia, rozchodził się zapach kwiatów i płonących świec. Z boku znajdowały się składane ofiary w postaci owoców… Krocząc od świątyni do świątyni usiłowałem wczytać się w elementy architektoniczne, w ornamentykę tak dla nas ludzi z Europy tajemniczą i obcą. Niespodziewanie z jednej ze świątyń wyszli młodzi i piękni nowożeńcy. Ona w białej, długiej sukni, on w białej koszuli i krótkich do kolan niebieskich spodniach. Oboje przystąpili do tego aktu boso. Żałowałem bardzo, że nie mogłem być świadkiem całej ceremonii. Zdołałem uchwycić ich kamerą w momencie, gdy wychodzili ze świątyni.

Opuszczając ten zespół budowli i związane z nimi obyczaje rzekłem – no… pomyśl, nie chcieliśmy zwiedzać zabytków, a znaleźliśmy się w największym miejscu kultu religijnego na wyspie, które opuszczamy pełni wrażeń, refleksji i mieszanych uczuć.


Zjawiska krasowe - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczWat Chalong - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczTarg z owocami - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczNiebiańska Plaża - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczZjawiska krasowe - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczLas namorzynowy - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczWioska Morskich Cyganów - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczBudda Leżący - Świątynia Małp - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczBudda Siedzący - Świątynia Małp - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczTrekking - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczPoganiacz słoni - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczDżungla - rzeka Sok - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczSkały wapienne w Khao Sok - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczMacierzynstwo małp - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczOtoczenie hotelu - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczOtoczenie hotelu-park - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczPozostałości po tsunami - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczDrzewa - pozostałości po tsunami - Tajlandia, foto Aleksander TalarkiewiczStorczyki rosnące na na drzewach - Tajlandia, foto Aleksander Talarkiewicz
Komentarzy: 1

Magdalena
5 lipca 2014 (17:50)
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu
Dziękuję za ciekawy reportaż w którym zawarto moc subiektywnych wrażeń i ciekawych spostrzeżeń oraz ważnych informacji o kraju do którego pragnę się wybrać. Język i styl obrazowy pełen światła i barw.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Szlakiem irańskich miast

Podróż do jednego z typowo islamskich krajów była moim marzeniem od dawna. Poznawszy wcześniej życie mieszkańców Dalekiego Wschodu, ich kulturę, religię, a także krajobraz, chciałam...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".