Talibowie wciąż niepokonani
    talibowie59 · ISAF11 · NATO82 · Afganistan75
2009-12-17
Gdy siły międzynarodowe wkraczały do Afganistanu mówiono, że nie będzie łatwo. Powszechny był jednak optymizm, wiara w demokrację i w to, że Talibowie zostali ostatecznie pokonani, a w góry uciekły jedynie niedobitki. O tego momentu minęło osiem lat, a Talibowie wciąż walczą.

Od początku misji NATO w Afganistanie słyszymy, że zmaga się tam ono z Talibami, ewentualnie z Al-Kaidą. Tak się składa, że jest to duże uproszczenie. W Afganistanie ISAF (International Security Assistance Forces in Afghanistan) musi się zmagać zarówno z nimi jak i ze zwykłymi bandytami żądnymi władzy i pieniędzy, ludźmi szukającymi zemsty za zabicie rodziny, czy innymi grupami, które uważają wojska NATO za kolejnych okupantów. Wszystkich często wrzuca się do jednego worka i określa mianem Talibów. Z siłami ISAF walczy też wiele innych ugrupowań, które działają także w Pakistanie. Do najbardziej znanych należą: Hizb-i-Islami, Hizb-i-Islami Khalis, Frakcja Haqqani, Tehrik-e-Taliban Pakistan, Laskhar-e-Islami i Tehreek-e-Nafaz-e-Shariat-e-Mohammadi. Jednak to afgańscy Talibowie są najsilniejsi i najgroźniejsi. Może i przegrali etap wojny 2001-2009, ale nie zostali pokonani.

Talibowie - studenci, którzy opanowali kraj

Ugrupowanie Talibów powstało na początku lat 90-tych w targanym walkami wewnętrznymi Afganistanie. Nazwa wzięła się od pasztuńskiego słowa „taliban” oznaczającego studentów. Założyli je słuchacze medresy skupieni wokół mułły Mohammada Omara. Ostatecznie ruch ukształtował się w 1994 roku kiedy to Talibowie zdołali przejąć władzę nad Kandaharem. Potem stopniowo opanowywali różnymi metodami resztę kraju, aż w 1996 roku wkroczyli do Kabulu i przejęli rządy w państwie. Ostatecznie pod ich władzą znalazło się ok. 90 proc Afganistanu. Na północy kraju zachował się niewielki obszar kontrolowany przez tzw. Sojusz Północny grupujący głownie afgańskich Tadżyków i Uzbeków. Taka sytuacja utrzymała się do 2001 roku.

Polacy w Afganistanie: Polska strategia w Afganistanie – biegniemy przy nodze Obamy

Talibowie wprowadzili rządy oparte na rygorystycznie przestrzeganym prawie szariatu. Zabronili między innymi oglądania telewizji, korzystania z internetu, mężczyźni musieli nosić brody odpowiedniej długości, a kobiety ubierać stroje zasłaniające całe ciało. Znacząco jednak ograniczyli korupcję, zakończyły się walki wewnętrzne i mimo wielu niedogodności większość Afgańczyków poczuła się bezpiecznie. Talibowie mogliby rządzić dalej gdyby tak bardzo nie zwracali na siebie uwagi mocarstw zachodnich. Mieli wszak wsparcie ze strony Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Pakistanu.

W marcu 2001 roku postanowili zniszczyć ogromne posągi Buddy w Bamianie, uznając, że są one obrazą dla Allaha. Spotkało się to z potępieniem ze strony większości państw na świecie, w tym wielu krajów muzułmańskich. Dodatkowo dali oni schronienie Al-Kaidzie i Osamie bin Ladenowi, terroryście, którego Amerykanie podejrzewali o zorganizowanie zamachów na ich ambasady w Kenii i Tanzanii. Waszyngton domagał się jego wydania, ale Talibowie odmówili. Potem 11 września 2001 roku doszło do ataków terrorystycznych w Nowym Jorku i Waszyngtonie. USA oskarżyło o ich zorganizowanie bin Ladena i Al-Kaidę, którym Afganistan dawał schronienie. Waszyngton ponownie zażądał wydania terrorysty, ale Kabul odmówił. W takiej sytuacji Amerykanie rozpoczęli naloty na talibskie cele, a do Sojuszu Północnego zaczęła płynąć coraz większa pomoc. Już 13 listopada siły Sojuszu wkroczyły do Kabulu, do stycznia 2002 roku siły Talibów zostały niemal całkowicie rozbite, a wkrótce potem do tego kraju zaczęły przybywać wojska międzynarodowe.

Wydawało się, że islamscy radykałowie mułły Omara zostali ostatecznie pokonani, a w Afganistanie rozpocznie się era demokracji. Tak się jednak nie stało. W tym kraju ciągle trwa wojna, a Talibowie począwszy od 2003 roku zaczęli szybko odbudowywać swoje siły.

Taliban reaktywacja

International Council on Security and Development szacowała w listopadzie 2007 roku, że permanentna obecność Talibów występuje na 54 proc terytorium Afganistanu, rok później byli już na 72 proc terenów. Od 2008 roku zanotowano wręcz lawinowy wzrost ataków na siły międzynarodowe w Afganistanie. Szacuje się, że Talibowie mają pod bronią 7-12 tysięcy bojowników oraz nieokreśloną liczbę sympatyków dostarczających im informacji i zaopatrzenia. Na czele ruchu stoi mułła Muhammad Omar. Mówi się, że operacjami w Afganistanie dowodzi mułła Abdul Ghani Baradar, ale nie są to informacje w pełni potwierdzone. Tak na prawdę nie wiadomo kto obecnie dowodzi Talibami. Nie mają oni jednego scentralizowanego dowództwa i systemu dowodzenia. Przez to Amerykanom tak trudno jest ich rozbić. Zniszczenie systemu dowodzenia sparaliżowałoby działania przeciwnika.

Jak walczyć z talibami? Nowa taktyka działania ISAF: konsekwencje operacyjne i strategiczne

Rozproszenie sił w połączeniu z taktyką wojny partyzanckiej i korzystnym ukształtowaniem terenu to najsilniejsze atuty islamistów. Wojska sprzymierzone oraz siły afgańskie mimo, że przewyższają liczebnie przeciwnika nie są w stanie kontrolować całego terytorium państwa. Mimo, że alianci zakładają teraz stałe posterunki to nie mogą ich postawić wszędzie i w najbardziej zagrożonych rejonach. W takiej sytuacji Talibowie wycofują się z wioski do, której wjeżdża patrol sił ISAF, i wracają do niej gdy ten ją opuści. Przy okazji organizują na niego zasadzkę. O ich sile świadczy to, że na wielu obszarach de facto to oni sprawują władzę, a Kabul zdaje się być oblężoną twierdzą. Talibowie pokazali swoją pewność siebie gdy zaproponowali siłom ISAF stworzenie bezpiecznych korytarzy, którymi będą mogły się wycofać.

Islamskim bojownikom sprzyjają również błędy wojsk międzynarodowych. Mieszkańcy targanego wojną kraju widzą, że mimo wielu obietnic złożonych przez władze w Kabulu, odbudowa ich kraju nie rusza z miejsca, a pomoc międzynarodowa jest rozkradana. Afgańczyk, który spojrzy dzisiaj na swój kraj zobaczy, że w administracji szerzy się korupcja, na ulicach wybuchają bomby, a świta Karzaja „obrasta w tłuszcz”. W takiej sytuacji rządy Talibów jawią się jako czas stabilności i spokoju. Może nie było wtedy łatwo, trzeba było przestrzegać radykalnego prawa religijnego ale na ulicach było bezpiecznie. To rodzi głęboką frustrację. Dodatkowo każda omyłkowo zbombardowana wioska, zabici cywile, zmasakrowane wesele to kolejni ludzie chwytający za broń by walczyć z tymi, którzy mieli przynieść pokój. Na korzyść Talibów działa też poziom korupcji w obecnych władzach Afganistanu. Przekupienie urzędnika, policjanta czy żołnierza nie stanowi dla nich żadnego problemu.

Zrozumieć wroga

Celem Talibów jest przegnanie „okupantów” z Afganistanu i odzyskanie nad nim władzy. Walczą tak zażarcie gdyż oprócz wiary w to, że walczą za ojczyznę towarzyszy im głębokie religijne przekonanie o słuszności swoich działań. Talibowie są częścią sunnickiego salafizmu wzywającego do powrotu do najczystszych korzeni islamu i całkowitego poddania się Allahowi. Twierdzą, że reprezentują prawdziwy islam bez żadnych nowinek i zmian. Często są wojowniczy (zwłaszcza salafici dżihadyści, których często utożsamia się z terrorystami) i bardzo wrogo nastawieni do innych religii, a nawet innych odłamów islamu. Kładą duży nacisk na przestrzeganie prawa islamskiego i surowe kary za jego łamanie. To wszystko sprawia, że negocjacje z nimi stają się wręcz niemożliwe.

Gdyby islamiści rozpoczęli negocjacje z „niewiernymi” Amerykanami, musieliby de facto wyprzeć się części swojej tożsamości. Stracili by też poparcie radykalnie nastawionych muzułmanów. Próba włączenia Talibów do rządu lub przynajmniej półautonomicznych władz lokalnych nie mogła się więc powieść. Dodatkowo wszyscy oczekują, że Amerykanie w końcu się wycofają z Afganistanu. Wiedzą o tym też Talibowie, którzy muszą tylko wytrwać.

Zadanie ułatwia im sytuacja w Pakistanie, który stał się świetnym zapleczem dla bojowników mułły Omara. Talibowie pakistańscy i afgańscy współpracują ze sobą. Na północy Pakistanu armia rządowa nie potrafi, lub nie chce, dać sobie rady z oddziałami rebeliantów. W Dolinie Swat to oni de facto sprawują władzę. Tajemnicą Poliszynela jest zaś wsparcie jakie Talibom udziela wywiad pakistański ISI (Inter-Services Intelligence). Tajne służby myślą o wykorzystaniu ich przeciwko Indiom. Jednak już dzisiaj płacą one wysoką cenę za takie działania kiedy niektóre regiony kraju wymykają się spod kontroli rządu.

Nic nowego pod Hindukuszem

Prezydent Barack Obama twierdzi, że wojnę w Afganistanie trzeba wygrać by ten kraj ponownie nie stał się bazą umożliwiającą terrorystom uderzenie na terytorium USA i ich sojuszników. Problem w tym, że najbardziej znanych ataków dokonały małe grupki. Jak słusznie zauważył John Meuller z Foreign Affairs, ataki na Stany Zjednoczone w 2001 roku, czy potem w Madrycie i Londynie dowiodły, że terroryści potrzebują ludzi, pieniędzy, komunikacji i planowania, a nie kraju-bazy gdzie mogliby się szkolić i przygotowywać kolejne uderzenia.

Michał Gadziński: Afganistan - drugi Wietnam?

NATO nie może sobie pozwolić na klęskę w Afganistanie, a Talibowie nie mają zamiaru się poddać. Tak koło się zamyka, a cierpią na tym najbardziej sami Afgańczycy. Aliantom brakuje pomysłu na Afganistan. Próby negocjacji z tzw. „umiarkowanymi Talibami” (sic!) nie powiodły się. Śle się więc tam ciągle dodatkowe wojska, ale brakuje skutecznej strategii odbudowy państwa. Problemem pozostaje również niestabilny Pakistan będący dobrą bazą dla rebeliantów. Od dawna wiadomo, że on jest kluczem do powodzenia w Afganistanie. Ustabilizowanie tego państwa znacząco zwiększyłoby szanse na powodzenie na północy.

J. Michael Greig i Andrew J. Enterline z Uniwersytetu Północnego Teksasu uważają, że ryzyko wybuchu powstania antyrządowego w Afganistanie w 2010 lub 2011 roku przekracza 90 proc, a prawdopodobieństwo załamania się w ciągu najbliższej dekady „kulawej” afgańskiej demokracji wynosi około 60 proc. Można się spierać czy dowodzi to siły Talibów, czy skali niepowodzenia ISAF, a może jednego i drugiego.

Celem islamskich radykałów jest zmuszenie aliantów do wycofania się spod Hindukuszu. Dysponują w tym celu cenną bronią, czasem. Im dłużej będzie trwała wojna w Afganistanie tym nacisk społeczeństw zachodnich na wycofanie stamtąd wojsk będzie rósł. Gdy ich zabraknie Talibowie znów będą mieli szansę wkroczyć do Kabulu.

Wojna w Afganistanie - raport

Źródła m.in:
foreignaffairs.com, foreignpolicy.com, hazara.net, cfr.org, iiss.org, globalsecurity.org, stratfor.com


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".