Tańczcie, tańczcie, bo inaczej jesteśmy zgubieni
    musical4 · film dokumentalny38 · Wenders2 · premiery filmowe37
2011-11-13
Tańczcie, tańczcie, bo inaczej jesteśmy zgubieni – to słynne zdanie najwybitniejszej choreografki, twórczyni teatru tańca XX wieku – Piny Bausch.

Wim Wenders – niemiecki reżyser i scenarzysta (najsłynniejsza jego realizacja to „Buena Vista Social Club”) zaczął przygotowania do realizacji filmu o Pinie za jej życia. Rozmawiali o tym, jak w filmie może pokazać taniec, który prezentowany był do tej pory głównie na deskach teatrów na całym świecie. Nie zdążyli wspólnie zrealizować żadnego ujęcia. Artystka zmarła nagle, kilka dni po zdiagnozowaniu nowotworu. Jej grupa wystąpiła tego dnia we Wrocławiu na Festiwalu Świat Miejscem Prawdy w 2009 roku.

Film „Pina” zaczął powstawać tuż po śmierci artystki. Nie jest to jednak dokument o jej twórczości lecz obraz składający się z fragmentów najbardziej znanych spektakli, takich jak: „Caffe Muller”, „Święto Wiosny”, czy „Vollmond”. Zaprezentowano kilka fragmentów prób z Piną Bausch oraz wypowiedzi aktorów o swojej mentorce.

Bardzo ciekawym pomysłem Wendersa było pokazanie tancerzy w naturalnej przestrzeni, a nie tylko na deskach teatru. Tancerki w zwiewnych sukniach tańczą na skrzyżowaniu ulic, na basenie, w miejskiej kolejce nadziemnej, na placu zakładu przemysłowego. Kolejni tancerze prezentują solowe układy oraz duety w parkach, w górach. Reżyser zachwyca ciekawymi ujęciami, scenografią, starając się wyeksponować piękno układów choreograficznych, ciała tancerzy.

Film został zrealizowany w technologii 3D. Efekt trójwymiarowości nie wnosi jednak nic nowego, jest zbędnym dodatkiem. Nie zaburza struktury filmu, ale także jej nie urozmaica. W ciągu 1,5 godzinnego filmu, zaledwie w kilku scenach 3D robi wrażenie. Gdy zasłona, za którą znajdują się aktorzy porusza się lekko w powietrzu, czujemy, iż można jej dotknąć. Podobnie, gdy następuje zbliżenie na twarz mokrych od potu tancerzy. Niemal widzimy, jak paruje ich skóra, jak głęboko oddychają.




Pełne truizmów wydają się czasem komentarze tancerzy o swojej mentorce. Nie szczędząc pochwał w kierunku choreografki, uderzają w banał, ton nieznoszący sprzeciwu, pełen lukru. Wiadomo wszak, że grupa Piny była i jest mocno hermetyczna, praca z nią wymagała z pewnością wielu wyrzeczeń i poświęceń, a efekty były poprzedzone miesiącami żmudnych ćwiczeń, litrami wylanego potu.

Zdumiewa jednak różnorodność kulturowa w zespole Piny. To ludzie z całego świata, mówiący po francusku, angielsku, niemiecku, hiszpańsku, którzy zafascynowani działalnością Piny zdają się mówić jednym, tym samym językiem- językiem ciała. Co ciekawe, prawie wszystkie tancerki Piny są do niej samej podobne – każda ma niezdrowo wręcz szczupłą sylwetkę, mały biust, długie włosy, wyraziste rysy twarzy.

Taniec dla Piny Bausch to nie tyle sztuka, co forma wyrażania emocji i sposób opowiadania. Każdą historię da się przekazać ciałem. Podobnie każdą, da się zinterpretować na swój, indywidualny sposób. Nic dziwnego, iż powstają prace naukowe na temat fenomenu teatru Tanztheater w Wuppertalu, który Pina założyła w 1972 roku. Sam Wuppertal z industrialnego miasteczka stał się jednym z największych ośrodków kulturalnych Europy, mekką dla tancerzy.

Układy choreograficzne Piny Bausch są bardzo skomplikowane, wymagają niesamowitej sprawności fizycznej, lekkości ruchu, równowagi. Nie jest to balet ani akrobatyka. Tancerzom często służą rekwizyty takie jak krzesło, stół, kawałek materiału, wiadro z wodą. Zdaje się, iż nie potrzebują nawet muzyki. Potrzebna jest natomiast (wyłącznie koncentracja, umiejętności i historia do opowiedzenia. Kolejnym atutem tego filmu, oprócz tańca oraz scenografii jest muzyka. Nieznane dotąd powszechnie utwory wpadają w ucho, ich nowoczesne brzmienie miesza się z muzyką klasyczną oraz operą.

Film przeznaczony jest dla wymagających widzów, poszukujących estetycznych doznań, a nie dokumentalnego obrazu lub fabuły. Najważniejszy pozostaje tu taniec wyrażający wszystko, co tylko możliwe. Nie ma co ukrywać, taniec Piny Bausch jest kobiecy, emocjonalny i niezwykle intymny. To kobiety w nim cierpią, przeżywają, mężczyźni głównie są impulsem wyzwalającym uczucia.

Żaden efekt trójwymiarowości nie podpowie więcej niż własne emocje. Dlatego osoby nie zainteresowane tą formą ekspresji lub po prostu nie lubiące tańca, wyjdą z kina mocno niezadowolone i znudzone. To film – hołd dla Piny Bausch pozwalający poznać jej teatr poprzez obraz, a nie teorię.

„PINA”
Scenariusz i reżyseria: Wim Wenders
Premiera światowa: 13.02.2011
Premiera polska: 21.10.2011


Komentarzy: 1

Syza
11 września 2013 (06:57)
Polecam film.
Przepiękny film i cudowna pani choreograf... Brak słów aby to opisać. To trzeba zobaczyć samemu :)
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".