Ted – czyli gdyby Kubuś Puchatek przeklinał
    Mark Wahlberg1 · Kino8 · Seth MacFarlane1 · Ted1
2012-09-08
Kto z nas nie miał w dzieciństwie swojego ukochanego misia, lalki, albo – jak w moim przypadku – pluszowego jamnika, z którym dzielił radości i smutki, a także często poduszkę? Co by było, gdyby nasz pluszowy przyjaciel ożył i postanowił towarzyszyć nam w dorosłym życiu? „Ted” podpowiada nam jeden z możliwych scenariuszy.

Seth MacFarlane urozmaicił moje dzieciństwo. Był jednym z twórców scenariuszy „Johnny’ego Bravo”,, „Laboratorum Dextera” i „Krowy i kurczaka”, a więc kreskówek, które oglądałam każdego dnia po szkole. Moi rodzice nigdy nie byli ich entuzjastami, uważając je za zbyt wulgarne i zwyczajnie głupie. Z całą pewnością czyniło je to tym bardziej atrakcyjnymi. Kilka lat później pojawił się „Family Guy” i wreszcie „American Dad”, kreskówki absolutnie wyjątkowe. Kiedy dowiedziałam się, że MacFarlane napisze i wyreżyseruje film o pluszowym misiu, wiedziałam, że ściągnie do kin rzesze widzów, na czele ze mną.

„Ted” to historia przyjaźni Johna (Mark Wahlberg) i jego pluszowego misia Teda (głosu użyczył mu sam Seth MacFarlane). Kiedy samotny i odrzucony przez kolegów ośmioletni Johnny znajduje pod choinką pluszowego misia, wypowiada życzenie, które niespodziewanie się spełnia. John budzi się rano i odkrywa, że Ted ożył. Miś wywołuje sensację i staje się światową gwiazdą, ale pozostaje wiernie przy swoim przyjacielu. Dwadzieścia siedem lat później, John jest już dorosły i pracuje w wypożyczalni samochodów. Dzieli mieszkanie z Tedem (po którego sławie zostały już tylko wspomnienia) i swoją dziewczyną Lori (Mila Kunis). Ich życie wypełniają wieczna impreza, pudełka po pizzy, alkohol i narkotyki, i o ile John i Ted świetnie się w tej sytuacji odnajdują, Lori jest innego zdania. Chciałaby, żeby jej chłopak wreszcie dorósł, wziął się za poważną pracę i skupił się na niej, a nie na pluszowym przyjacielu. John musi więc stanąć przed trudnym wyborem: przyjaciel czy dziewczyna.

Idąc na „Teda” proszę nie spodziewać się rozrywki na najwyższym poziomie, ani wyszukanego dowcipu. Tytułowy niedźwiadek, a także jego właściciel i przyjaciel nie mają skomplikowanych osobowości i nawet nie starają się robić innego wrażenia. Lubią proste rozrywki, towarzystwo pań lekkich obyczajów, śmieją się z puszczania bąków i najchętniej spędziliby życie grając w gry wideo. Jednak warto zobaczyć „Teda” ze względu na kapitalne dialogi pomiędzy głównymi bohaterami. Scena, w której John próbuje odgadnąć imię dziewczyny pluszaka, jest naprawdę zabawna, a Mark Wahlberg imponuje pamięcią i szybkością artykulacji.

„Ted”, mimo prostej fabuły i przewidywalnego zakończenia, porusza ważny temat, jakim jest dojrzewanie i wchodzenie w dorosłość. John doskonale czuje się jako wieczny dzieciak, Piotruś Pan, który nie chce przyjąć do wiadomości, że przyszła pora, aby wreszcie dorosnąć i stawić czoła światu. Czy tak, jak Andy z „Toy Story” zdecyduje rozstać się z Tedem i odda go w troskliwe ręce innego dziecka? Rzuci dziewczynę i spędzi resztę życia z pluszowym misiem i skrętem w ręku? A może znajdzie kompromisowe wyjście z sytuacji? Proszę przekonać się samemu wybierając się na „Teda” do kina.
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".