Teraz to Google jest Sprite, a Facebook pragnienie?
    Google23 · facebook8 · serwisy społecznościowe9
2011-07-08
Odkąd Google umożliwił wybranym użytkownikom testowanie wczesnej wersji ich nowego produktu - Google Plus, w internecie zawrzało. Społeczność technologicznych geeków rzuciła się w poszukiwaniu zaproszeń do zamkniętej wersji beta nowinki, której nie mogli przepuścić.

Pierwsze “informacje zwrotne” były zaskakująco pozytywne. Już po kilku dniach stało się jasne, że Google Plus nie będzie kolejną, nieudaną próbą wejścia giganta z Mountain View w świat społeczności. Ostateczna diagnoza brzmiała - ta usługa ma szansę zagrozić panującemu niepodzielnie Facebook’owi.

Porządki Google sięgają bowiem znacznie głębiej, niż zmiany zarządzającej koncernem wierchuszki. Przycisk “+1” oraz Profil Google są dopiero zarzewiem całego, odświeżonego ekosystemu. Sam Google Plus nie stanowiłby dla Facebook’a aż tak dużego zagrożenia, gdyby nie cała lista pozostałych produktów Google
Do tej pory Google raczej ślizgał się po temacie “social media”. Jego kolejne projekty przypominały sezonowe gwiazdki, o których zapominano równie szybko, jak szybko wywoływały krótkotrwałą sensację wśród użytkowników internetu. Tak było m.in. z Google Buzz, który miał być odpowiedzią na popularnego Twittera. Dzisiaj “buzzują” jedynie niedobitki, tworząc zamkniętą społeczność wiernych fanów. W pamięci szerokiej publiczności pozostanie jednak pytanie o to, “jak usunąć przycisk Google Buzz z mojego Gmail’a” oraz inne, nieskoordynowane działania “wielkiego G”, związane z premierą tego produktu. Inne próby uspołecznienia Google miały zasięg co najwyżej regionalny. Przykładem niech będzie Orkut, który podbił serca internautów z Ameryki Łacińskiej. Jednak największą porażką okazał się głośny, ale niezwykle ciężki, nieprzyjazny użytkownikowi i w efekcie szybko skasowany Google Wave, o którym zarówno internauci, jak i szefostwo Google woleliby jak najszybciej zapomnieć.

Na kolejną porażkę i jeszcze szybszą ucieczkę “do przodu” Facebooka, Google nie mógł sobie pozwolić. W Mountain View zaczęły się porządki. Wychodząc z założenia, że ryba psuje się od głowy, w pierwszej kolejności zwolniono CEO Google Eric’a Schmidt’a. Uznano, że najwyraźniej nie radzi sobie ze społecznościami, w związku z czym na czele firmy stanął ponownie duet legendarnych twórców Google - Sergey Brin i Larry Page. Efektem rzucenia wszystkich sił na odcinek “social media” jest właśnie Google Plus. Przygrywką było natomiast pojawienie się kilka tygodni wcześniej specjalnego przycisku “+1”, który stanowił odpowiedź na facebook’owe “Lubię to!”. Sam przycisk byłby jedynie mało znaczącą ciekawostką, dlatego analitycy od razu wieszczyli osadzenie go w jakimś większym ekosystemie. I mieli rację.

Co wyróżnia Google Plus na tle Facebook’a? Na pierwszy rzut oka obydwa serwisy są do siebie bardzo podobne. Do Google Plus powstała nawet natychmiast specjalna nakładka, dzięki której niemal nie różnił się od produktu Marka Zuckerberga. Są więc znajomi, jest “ściana wiadomości”, możemy dodawać zdjęcia i zamieszczać filmy. Klasyka społeczności. Gwoździem programu są natomiast tzw. kręgi. Google trafnie zdiagnozował największy problem użytkowników Facebook’a - zbyt duży bałagan związany z “ogarnięciem” aktywności znajomych oraz “lubianych” fanpejdży. W przypadku Google Plus, każdego znajomego możemy umieścić w odpowiednim kręgu (np. znajomi, rodzina, pracownicy), a następnie do każdego kręgu znajomych wysyłać odpowiednie komunikaty. Przecież nie wszystkich naszych znajomych musi interesować, że wraz z kuzynem wybieramy się “do cioci na imieniny”, prawda?

Z drugiej strony, czasami wolimy, aby nikt z rodziny nie dowiedział się, że właśnie planujemy ze znajomymi suto zakrapianą imprezę. Google Plus porządkuje zarządzanie wysyłanymi komunikatami i jest to jego niewątpliwa zaleta. Pozwala również na czytanie informacji napływających tylko z interesującego nas kręgu. Ale prawda jest taka, że Facebook mógłby bardzo szybko wprowadzić podobną funkcjonalność. Zamiast tego wolał jednak wdrożyć “inteligentny” system wyławiania najbardziej interesujących nas informacji. Efektem był jeszcze większy chaos. Na razie Google Plus korzysta więc z przewagi. Same kręgi nie stanowią jednak o sile tego medium.

Zdaniem wielu użytkowników, Facebook jest jak świąteczna choinka - obwieszona masą kolorowych bombek i świecidełek. W opcjach Facebook’a, ustawieniach profilu i prywatności, ciężko się połapać. Niektórzy w ogóle rezygnują z ogromu powiązań i aplikacji, które z czasem wzajemnie się zapętlają i koniec końców stanowią wielkie wysypisko śmieci. Prawdziwym dramatem są zaś częste, dokonywane bez wiedzy użytkowników zmiany, które wprowadzają dodatkowy zamęt. Nie ma co ukrywać - interfejs Facebook’a nie jest szczytem marzeń zwykłego zjadacza internetu. Na tym polu Google Plus wypada wprost fenomenalnie. Całe jego wnętrze jest proste, funkcjonalne i utrzymane w stonowanych barwach. Wklejane linki formatują się bardzo czytelnie, a system komentarzy jest niezwykle wygodny. “Feeling” serwisu sprawia, że Facebook wydaje się nam tylko jego krzykliwą niedoróbką. Opcje Google Plus są sprowadzone do naprawdę najpotrzebniejszego minimum, którego jądro stanowi Profil Google. I to właśnie jego Facebook powinien bać się najbardziej.

Porządki Google sięgają bowiem znacznie głębiej, niż zmiany zarządzającej koncernem wierchuszki. Przycisk “+1” oraz Profil Google są dopiero zarzewiem całego, odświeżonego ekosystemu. Sam Google Plus nie stanowiłby dla Facebook’a aż tak dużego zagrożenia, gdyby nie cała lista pozostałych produktów Google. Jest się czego bać, bo Google właśnie rozpoczął proces ich konsolidacji. I tak, służąca do przechowywania zdjęć Picasa, już niedługo zmieni się w Google Photos. System blogowy Blogger zostanie przemianowany na Google Blogs. Google Plus już teraz ma wbudowany wewnętrzny videoczat, na który Facebook odpowiedział dopiero wczoraj, ogłaszając wprowadzenie podobnego rozwiązania, dzięki ich współpracy ze Skype. Pewnie Mark Zuckerberg miał tego asa schowanego w rękawie na stosowną okazję, ale to on po raz pierwszy musi teraz gonić rywala. Profil Google ma więc stanowić swoistą wizytówkę użytkownika w internecie, wokół której zbudowane zostanie prawdziwe, społecznościowe imperium Google. Jeżeli dodamy to tego rosnącą popularność systemu mobilnego Android produkcji Google oraz mobilną aplikację Google Plus, użytkownik dostaje pełnowartościowe środowisko do publikowania w sieci, utrzymywania kontaktów i dzielenia się ze światem zdjęciami oraz filmami (zdjęcia zrobione za pomocą smartfonów są od razu ładowane do Picasy i wysyłane do Google Plus!). Co ma z tego sam Google? Oczywiście pieniądze z reklam, na których opiera się cały jego biznes.

Strona biznesowa rywalizacji pomiędzy Google Plus, a Facebook’iem, jest nie mniej ciekawa. Niektórzy analitycy prognozują, że Google Plus powstał po to, aby podgryzać Facebook’a przed ich planowanym na wiosnę 2012 r. debiutem giełdowym. Ich zdaniem Mark Zuckerberg, a raczej inwestujący w Facebook’a bank Goldman Sachs, napompował niewyobrażalnie wielką bańkę spekulacyjną. Sama Zynga, firma produkująca gry społecznościowe na Facebook’a (popularne Mafia Wars, czy FarmVille), jest dzisiaj wyceniana wyżej od giganta o ugruntowanej pozycji i z wymiernymi sukcesami w branży komputerowej rozrywki, Electronic Arts! Tymczasem nawet sam Facebook nie ma póki co pomysłu na przyszłą monetyzację swojego sukcesu.

Czy skończy jak wiele serwisów z czasów pęknięcia pierwszej bańki tzw. “ery dotcomów”? Z ich 750 mln użytkowników jest to raczej niemożliwe. Ale Google owe pęknięcie przeżył i wyszedł z niego wzmocniony. Dziś Sergey Brin i Larry Page wiedzą, że w biznesie internetowym liczą się przede wszystkim realne zyski. Tymczasem Mark Zucerberg mami póki co inwestorów oraz buduje wokół Facebook’a nimb potęgi medialnej, organizując w Białym Domu internetowy czat z prezydentem USA Barackiem Obamą. W dłuższej perspektywie Google Plus będzie stanowiło dla jego produktu prawdziwą konkurencję. Współistnienie tych dwóch serwisów na pewno nie skończy się “serdecznym porozumieniem” ich twórców. Walka o (przede wszystkim mobilnego) użytkownika, dopiero się zaczyna.



Komentarzy: 4

jm
11 lipca 2011 (11:41)
facebook
rekomendowanie tego artykułu za pomocą "Lubię to" facebooka jest zabawne

Jaro
11 lipca 2011 (11:51)
a skąd to niby autor wie, że FB
nie ma pomysłu na monetyzację...gdzie to wyczytał?

Lapsus
11 lipca 2011 (15:20)
lubię to
widzę że wszyscy tak mają, więc ci nie odbiegają od ”normy”

LoL
12 lipca 2011 (12:13)
nie widzę różnicy
powoli to ja mam dość tych serwisów...i zostanę tylko przy tej głupiej nk. przynajmniej polskie badziewie
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".