Test@ment
    serwisy internetowe37
2009-08-29
Drodzy Czytelnicy, nie ma się co czarować, każdego z nas, prędzej czy później, dosięgnie chłodne ramię kostuchy. Tak już ten świat jest zbudowany, nic na to nie poradzimy. Jednak wraz z rozwojem cywilizacyjnym zmarły pozostawia po sobie coraz więcej rzeczy. Kiedyś była to para onucy, skóra, dzida. A dziś…

Dzisiaj człowiek to już nie tylko skóra, kości i odzienie (kwestię duszy, pomijam, jako nieistotną dla rozważań, bo jest z gruntu niematerialna). Człowieka w człowieku coraz mniej. Więcej za to numerów, pinów, kodów, adresów, haseł, loginów… i całej masy innych rzeczy.

Znak czasów

Z materialnymi dobrami jakoś poradzić można sobie (można je zostawić w charakterze pamiątek, porozdawać itd.), cóż jednak zrobić z tym, co osoba pozostawiła po sobie w cyberprzestrzeni? Wszak skoro można prowadzić tam drugie życie, poznawać ludzi, uczyć się, nawet uprawiać cyberseks, to siłą rzeczy pozostawia się tam masę danych (np. profili, galerii zdjęć itp.) www.deathswitch.com przychodzi z pomocą!

Zasada działania serwisu jest bardzo prosta, umożliwia bowiem, nie tylko poinformowanie bliskich, współpracowników, przyjaciół o śmierci, ale także udostępni im, wiadomość, którą taka osoba przed śmiercią sporządzi. Mało tego! Wiadomość ów, może być wsparta odpowiednim nagraniem wideo, czy plikiem dźwiękowym… Taki cyber-testament, który ułatwia nie tyle życie, ile umieranie…

Co w takiej wiadomości umieścić? Otóż, najlepiej wszystko! Przykład podany na stronie głównej serwisu nie pozostawia złudzeń, co tak naprawdę ludzi: numery kont, hasła do tajnych archiwów, a także sekreciki, których za życia nie zmarły nie wyjawił (być może miał ku temu powody). Jakby nie patrzeć, pomysł może dla niektórych kontrowersyjny, ale wydaje się być słuszny. Mając dostęp do haseł, pinów itp. można łatwiej likwidować, a także zarządzać wszystkim tym, czym zmarły dysponował za życia (a więc wszystkiego rodzaju konta bankowe, adresy e-mailowe, profile na portalach społecznościowych i całą masą innych).

Jak to działa? Użytkownik serwisu logując się nań otrzymuje specjalne hasło. I w zasadzie to wszystko, bowiem cała praca, oprócz sporządzenia listu zadecydowania do kogo ma on być wysłany, spoczywa w rękach systemu. Jego praca również nie jest skomplikowana, gdyż polega na tym, by co jakiś czas prosić użytkownika o wpisanie tego hasła. Jeżeli to uczyni, znaczy się żyje. Jak nie, to otrzymuje jeszcze jedną szansę – ostatnią. Jeżeli i ona nie przyniesie rezultatu, system ze smutkiem dochodzi do wniosku, że posiadacz danego hasła jest w najlepszym razie niezdolny do samodzielnego funkcjonowania, a w najgorszym, że padół łez opuścił, i wysyła spreparowaną wcześniej wiadomość do wybranych wcześniej osób.

Ot, taka droga do wieczności.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".