The Huffington Post: pionierzy e-prasy
    Huffington Post3 · serwisy internetowe37 · przyszłość internetu34
2011-10-07
Autor: Otto Katz
Żyjemy w czasach, w których informacja, zanim zdąży pojawić się w gazetach, może wzdłuż światłowodów bez trudu obiec cały świat. Czy to oznacza zmierzch papierowych wydawnictw? Medioznawcy zastanawiają się nad tym już od pewnego czasu. A czy gazety mogą narodzić się i żyć tylko na łonie cyberprzestrzeni?

Jest przynajmniej jeden niezbity dowód na to, że owszem. The Huffington Post.

Wielka trójca

Czołową postacią projektu Huffington Post, prawdopodobnie pierwszego tworu, który można nazywać mianem pełnoprawnej, internetowej gazety (a z całą pewnością pierwszego, który tak bardzo przebił się do publicznej świadomości) jest kobieta, która wydawnictwu użyczyła własnego nazwiska. Arianna Huffington jest dziś jednym tchem wymieniana obok pierwszoplanowych „bohaterów” wirtualnego świata, takich jak Mark Zuckerberg (Facebook), Jeff Bezos (Amazon), czy Larry Page (Google). Podczas gdy oni do robienia wielkiego biznesu w cyberprzestrzeni wykorzystywali swoją przedsiębiorczość połączoną z technicznym obyciem, amerykańska pisarka, dziennikarka i aktywistka, której prawicowe poglądy z czasem zaczęły coraz bardziej przechylać się na lewą stronę, postawiła na miks e-biznesu i publicystycznego zacięcia. A choć jej poglądy, między innymi wspieranie ruchów emancypacyjnych homoseksualistów oraz postulowanie o legalizację aborcji, jako świętego prawa kobiety do decydowania o sobie, mogą niektórym wydawać się kontrowersyjne, to czego jak czego, ale smykałki do dziennikarstwa nie można jej odmówić. Huffington Post otwarła w 2005 roku, na miesiąc przed swoimi 55 urodzinami. Miała już wtedy wielki bagaż doświadczeń – tak życiowych jak i zawodowych. Mieszkanie w Atenach i Nowym Jorku, studia na Cambridge, dwa poważne związki za sobą (jeden bez ślubu, drugi zakończony rozwodem), dwójka dzieci, kilka książek, z których niektóre zyskały na świecie spory rozgłos, krótka przygoda z walką o stołek gubernatora Kaliforni... kto by pomyślał, że najjaśniejsze chwile jej kariery przyjdą dopiero po tym wszystkim.

Stopniowy wzrost popularności, a zatem znaczenia i opiniotwórczej siły Huffington Post strona w dużej mierze zawdzięcza całemu spektrum ciekawych osobistości, które publikowały na jej łamach. W końcu nie w każdym medium pojawiają się przemyślenia Baracka Obamy albo Hillary Clinton, których to stronnictwo zresztą Arianna Huffington przez długi czas otwarcie wspierała
Arianna Huffington jest twarzą i najważniejszą postacią swojego wydawnictwa. Jest żywym filarem HuffPost. Jej gwiazda świecie tak jasnym blaskiem, że momentami ciężko nie dostrzec pozostałe fundamenty tej solidnej konstrukcji. Są nimi Kenneth Lerer oraz Jonah Peretti – dwaj ludzie, którzy ponad 6 lat temu weszli w ten biznes razem z Arianną. Pierwszy z nich to doświadczony biznesmen, który zawodowo zajmuje się inwestowaniem w start-upy. Jeśli jego zdaniem jakiś pomysł na internetowy interes ma szansę wypalić, to ciężko już o lepszą rekomendację. Peretti to z kolei siła młodości (gdy HuffPost ruszało, był jeszcze przed trzydziestką) i kreatywności. Specjalista od sieciowego marketingu i kampanii wirusowych. Czy projekt powołany do życia przez takie trio mógł się nie udać? Cóż, za najlepszą odpowiedź może posłużyć chyba dzisiejsza popularność Huffington.

Wielki start

Huffington Post powstało na bazie nieistniejącego już Ariannaonline.com. Liberalny, czasem lewicujący serwis informacyjny, na którym można jednocześnie zapoznać się z najnowszymi informacjami z każdej popularnej dziedziny oraz poznać opinie autorów tekstów na dane tematy, okazał się strzałem w dziesiątkę. Forma podobna do tego, co oferują papierowe wydawnictwa znacząco przyczyniła się do sukcesu HuffPost. Strona błyskawicznie stała się jednym z najważniejszych internetowych źródeł opinii i informacji. Potrzeba było zaledwie roku działalności, by inwestorzy zaczęli wietrzyć w tym dobry interes. W 2006 roku SoftBank Capital wpłacił na rozwój Huffington Post 5 milionów dolarów. Dzięki temu Eric Hippeau trafił do zarządu firmy, co pozwoliło mu nawiązać współpracę z Perettim i Lererem przy ich innym projektem – BuzzFeed.

Stopniowy wzrost popularności, a zatem znaczenia i opiniotwórczej siły Huffington Post strona w dużej mierze zawdzięcza całemu spektrum ciekawych osobistości, które publikowały na jej łamach. W końcu nie w każdym medium pojawiają się przemyślenia Baracka Obamy albo Hillary Clinton, których to stronnictwo zresztą Arianna Huffington przez długi czas otwarcie wspierała. Dopiero od niedawna daje się wyczuć w jej „gazecie” zawód rządami prezydenta z ramienia demokratów. HuffPost to jednak nie tylko publikacje ze świata polityki. Wydawnictwo Arianny nawet kiedyś dostało się, za zapraszanie do współpracy Dany Ullmana, specjalisty w sprawach homeopatii. Lekarze zajmujący się medycyną z prawdziwego zdarzenia mocno skrytykowali HP za propagowanie pseudonauki. Kwestie zdrowego trybu życia i ekologii w ogóle są tematem, których na łonie jednej z najbardziej opiniotwórczych witryn na świecie nie brakuje. Huffington i spółka stawiają na różnorodność – dlatego poza tym mają też publikacje prosto ze świata sportu, kultury, mediów, czy nawet typowo tabloidowe ploteczki na temat celebrytów. I to nie byle jakie publikacje – tylko w ostatnich dniach w roli blogerów na Huffington Post występowali znakomity aktor Javier Bardem, lider U2 Bono, czy Jared Bernstein – doradca wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena, w sprawach ekonomii.

Przyznać trzeba, że z takimi tuzami, które czasem pojawiają się na pokładzie okrętu ochrzczonego jako Huffington Post, opiniotwórcze możliwości tego wydawnictwa są niemalże nieograniczone. Zresztą, dostrzegł już to cały świat. Popularny brytyjski The Observer na początku 2008 roku uznał HuffPost za najpotężniejszy blog na świecie. W uzasadnieniu tej decyzji padły takie słowa: historię politycznego blogowania można podzielić na dwa okresy: przed i po Huffington. Niedługo później Time też wymienił ten tytuł wśród najważniejszych blogów na świecie. Doceniane są również osiągnięcia samej Arianny. Założycielka strony 2 lata temu, według prestiżowego magazynu Forbes była na 12. miejscu wśród najbardziej wpływowych kobiet w mediach. To wszystko odbija się na rozwoju witryny. Do ekipy ciągle dołączają nowe osoby, przez blogi przewijają się kolejne znane twarze, a strona dociera do coraz większej ilości czytelników. Od 3 lat pojawiają się lokalne działy, dostarczające informacji i komentarzy na temat wydarzeń dotyczących społeczności różnych amerykańskich miast.

Wielka przyszłość

Rok 2011 to moment sporych zmian dla HuffPost. Jeżeli wcześniej był to duży medialny biznes, to w lutym stał się po prostu ogromny. Firma AOL, wielki amerykański koncern poszukujący sposobu na rewitalizację, zapłaciła ponad 300 milionów dolarów, by witryna założona przez Huffington, Lerera i Perettiego stała się częścią konglomeratu. Gdy transakcja doszła do skutku, wewnątrz struktur medialnego molocha została utworzona jednostka The Huffington Post Media Group. Naturalnie pod dowództwem Arianny Huffington w roli redaktora naczelnego. W skład grupy, obok Huff, wchodzą między innymi takie tytuły, jak Engadget, TechCrunch, AOL Music, czy StyleList.

Działalność HP rozwija się jednak nie tylko tematycznie, ale również geograficznie. Niedawno otwarte zostały pierwsze zagraniczne działy strony – kanadyjski oraz brytyjski. Swojej wersji raczej szybko się nie doczekamy, póki Huffington Post pozostanie serwisem wyłącznie anglojęzycznym. Zmiany w tym temacie nic wskazuje. Bo i czemu miałoby? Strona i tak już jest w pierwszej setce najczęściej odwiedzanych według Alexa.com i generuje większy ruch niż witryna słynnego New York Timesa. W każdym miesiącu 26 milionów osób zagląda na stronę Arianny by zobaczyć, co ciekawego dzieje się na świecie. I ten oszałamiający wynik ciągle się poprawia. Huffington Post stało się medialną potęgą i póki co wszystko wskazuje na to, że ich znaczenie będzie jeszcze rosnąć. A ewentualne kontrowersje, w myśl zasady „nie ważne co, byleby mówili”, mogą się temu tylko przysłużyć.




Komentarzy: 1

Mika
11 października 2011 (11:53)
kto wie czy kupno przez AOL to nie koniec HP
te bunty blogerów, gdy tyle kasy napłynęło do HP...mogą rozsadzić serwis
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".