Tochman bez Boga. Recenzja „Eli, Eli” Wojciecha Tochmana
    Tochman2 · Filipiny11 · reportaż60 · Wydawnictwo Czarne64
2013-10-13
Mam problem z „Eli,Eli” Tochmana, bo to dobra książka, ale obraz Filipin w niej przedstawiony zupełnie nie pokrywa się ze znaną mi rzeczywistością tego kraju.

Recenzja nowej książki Wojciecha Tochmana

Pamiętam, że jak usłyszałem pierwszy raz o tym, że Tochman chce napisać tę książkę, to pomyślałem – „świetny pomysł, niech to ktoś wreszcie napisze!”. Miała to być książka o naszej percepcji biedy, o stereotypowych kliszach wobec „Trzeciego Świata” i robieniu turystyki z ludzkiej nędzy. I jest – to jej najsilniejszy fragment. Istotnie dobrze, że ta książka powstała. Będzie ważnym głosem, a może nawet da komuś do myślenia. Poza tym „Eli, Eli” to również opowieść o ludziach jednego z manilskich slumsów. Zaangażowana panorama społeczna Filipin, z wyraźnym oskarżeniem kolonializmu i neokolonializmu, odpowiedzialnych za biedę tysięcy ludzi. To również bardzo dobrze napisana, świetna warsztatowo story, mówiąca o rzeczach ważnych – i czyniąca to w atrakcyjny sposób.

Czyli – niby wszystko jest na swoim miejscu. A jednak mam do niej Gombrowiczowski stosunek pt. „jak zachwyca, jak nie zachwyca?”. Wszystko przez to, że w „Eli, Eli” Tochman jest jak wirtuoz, który miał szansę stworzyć arcydzieło, ale zabrakło mu samodyscypliny. Kilka razy zagrał pod publikę, a dodatkowo dał się ponieść swoim biesom. No i wyszło dzieło dobre, miejscami bardzo dobre, lecz skrzywione. I przez to już nie wybitne. A szkoda, wielka szkoda.

Kup „Eli, Eli” w naszej księgarni z ebookami

Żeby była jasność – zdecydowana większość tej książki jest bardzo dobra, by nie powiedzieć świetna. Tochman jest najlepszy tam, gdzie kpi, gdzie z pasją przedstawia ludzi Zachodu. Z tą ich butą, arogancją, pogardą dla innych i bezdennym przekonaniem o własnej wyższości. To świetny obraz – kpina, szyderstwo i pastisz są jego największą siłą. W tym sensie w pełni zgadzam się z hasłem reklamowym tej książki – „po jej lekturze nigdy nie będziesz już tak podróżować”. Też liczę na to, że być może któryś przysłowiowy Kowalski czy Nowak po lekturze „Eli, Eli” już nie pojedzie „do tropików” na „photo-safari” i nie będzie traktował miejscowych jak małpki w zoo. Jeśli chociaż jedna taka osoba zmusi się do refleksji po „Eli, Eli”, to będzie to wielkie zwycięstwo autora.

To trudna książka, a Tochman pisze o rzeczach ważnych. A więc nie tylko o biedzie, jej percepcji, filipińskich stosunkach społecznych, ale również o nas, naszych zachowaniach. O reporterze, fotografie, pisarzu – ich roli, odpowiedzialności, etyce. Mądrze pisze. Autor jest uczciwy – to trzeba mu oddać. Jego emocje, gniew, słabości, a nawet manipulacje jakie sprawnie przemyca czytelnikowi świadczą nie tylko o niewątpliwej inteligencji, lecz również o osobistym zaangażowaniu. Tochman z kart tej książki na pewno nie jawi się jako cynik chcący zarobić na bieda-turystyce. Zaś aluzje do „Wrzenia świata” świadczą o sporej dawce autoironii – cechy dziś niezwykle rzadkiej.

Do tego świetnie pisze – warsztatowo to język pierwsza klasa. Podobnie jak przedstawienie bohaterów – najlepszym fragmentem książki jest konstruowanie rzeczywistości na przykładzie losów Adama. Opisy przyczyn biedy – też dobrze, choć nie rozumiem szpili wymierzonej w Wallersteina (autor chyba niezbyt wnikliwie przeczytał dzieła tego badacza, wszak Wallerstein raz, że, podobnie jak Tochman, jest empatyczny wobec „narodów rozwijających się”, a dwa, że należy do tej samej co Tochman intelektualnej spuścizny marksizmu).

Diagnozy historyczne – już gorzej, ale ujdzie. Tradycyjnie Hiszpanie gorsi od Amerykanów. Gdybym był złośliwy, to bym powiedział, że gdyby Amerykanie byli katolikami to wnioski autora pewnie byłyby odwrotne. No właśnie. Katolicyzm. Tochman ma „ale” wobec kościoła katolickiego. To widać i czuć na każdym kroku. Ok, jego sprawa, ma prawo do swoich poglądów – w wielu miejscach, żeby była jasność, w kwestiach kościelnych słusznych. Przykładowo świetne jest szyderstwo z filipińskich ukrzyżowań wielkopiątkowych. Pomysł z przeniesieniem tego spektaklu do galerii handlowej jest kpiną znakomitą, bo adekwatną. Rzeczywiście, taki scenariusz jest logiczną konsekwencją tego przygnębiającego show naszych czasów.

Tak więc nie jest problemem krytyka per se i zwracanie uwagi na odpowiedzialność kleru za los biednych. W wielu aspektach (kolonializm, hiszpańskie latyfundia, mieszanie się kościoła do codziennej polityki) jest to oczywiste. Problemem są jednak w „Eli, Eli” proporcje – po tej lekturze wychodzi na to, że to w zasadzie kościół jest głównym winowajcą całego zła na Filipinach, wyzyskuje tych biedaków, a tak w ogóle katoliccy księża to, rzecz jasna, pedofile.

Tochman będąc bojownikiem spod znaku „religia to opium dla ludu” (wersja 2.0.) ma przez to podwójnie zaburzoną percepcję. Raz, że jako reporter, zgodnie z regułami własnej sztuki, powinien przedstawiać rzeczywistość taką, jaką ona jest, a nie kreować ją i przemycać czytelnikowi własne sądy. Od reportera tej klasy wymagałbym jednak samodyscypliny: niepotrzebna jest ta antyreligijna ideologia, zupełnie zbędna. Jest rozczarowująca intelektualna i fałszywa emocjonalnie. Nie trafia.

Po drugie – i ważniejsze – Tochman przez to tych ludzi nie rozumie. Nie umie się w wczuć w ich sytuację, zrozumieć ich myślenia, światopoglądu. Brak mu empatii – to jest właśnie najbardziej paradoksalne. Chociaż książka jest wielkim manifestem sprzeciwu wobec stanu rzeczy zastałego na Filipinach, odnoszę wrażenie, że swoich bohaterów Tochman po ludzku nie czuje. Przez ten swój wojujący antychrystianizm pozostaje obcy. Cokolwiek by nie mówić o filipińskim katolicyzmie, to jest on tym, czego ci ludzie tego chcą. Mogą być w tym infantylni, pokraczni, fałszywi, obłudni i w ogóle bardzo polsko-ludowo-katoliccy, ale tacy są. I mają do tego prawo, bo to jest ich życie i ich religia – bez względu na to, jak ją uzyskali. To trzeba uszanować, czy nam się to podoba, czy nie. A ponadto śmiem twierdzić, że w ich fatalnym losie ta wiara jest jednym z niewielu jasnych promyków. I właśnie dlatego wyszydzane przez autora biblijne ubóstwo w duchu nie jest czymś, co można wyśmiewać i im odbierać.
To skrzywienie autora jest dlatego właśnie największą wadą książki. To tak jakby ktoś miał wspaniały aparat, pełen gadżetów i ułatwień, lecz nie umiał w nim wyregulować ostrości. Zdjęcia które by zrobił byłyby wspaniale plastyczne, dobrze skadrowane i udane kompozycyjnie. Cóż jednak z tego, skoro byłyby nieostre.

Tytuł książki, jak rozumiem, oznacza początek ostatnich słów Jezusa na krzyżu – „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił”(Eli, Eli, lema sabachthani). Po lekturze tej książki odnoszę wrażenie, że słowa te pasują do samego autora, ale nie opisywanych przezeń ludzi.


Drogi Czytelniku chcesz napisać na temat innej książki? A może jej nie masz, a chciałbyś ją dostać i zrecenzować? Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 4

Ewa
14 października 2013 (09:48)
Tochman
Wiem, o co autorowi recenzji chodzi. Po lekturze przejmującej książki "Dzisiaj narysujemy śmierć" miałam podobne wrażenia. Nikt nie wymaga, żeby Tochman ukrywał swój światopogląd, ale on najpierw wypowiada się jako niekatolik, a potem jako reportażysta. Żeby nie stracić wiarygodności, powinien zmienić kolejność.

AndrzejK
14 października 2013 (18:37)
tzn. wszyscy muszą być obiektywni Panie Lubina
i nikt nie może mieć swojego zdania, opinii na dany temat? Na katolicyzm też? Nie można ukrywać swojego światopoglądu, bo ta fałszywka wyjdzie wcześniej czy później. Reportaż nigdy nie jest obiektywny, tak samo jak publicystyka. Może analiza. Ale ta składa się np., z setek nieobiektywnych opinii. Książka...średnia, chyba Tochman pisał lepsze.

lesne_dziadki
15 października 2013 (02:16)
Szanowny autorze recenzji...
Drogi autorze recenzji, nie żartujmy. Po pierwsze: Tochman ma pełne prawo do krytyki kościoła katolickiego, który Filipiny - już od czasów niezwykle brutalnej hispanizacji wysp - traktuje jako swoją własność. Pamiętajmy, że Krk na Filipinach to państwo w państwie; jest to obecnie jedyny kraj świata, gdzie niedopuszczalne są rozwody; w aptekach antykoncepcja jest trudno dostępna. Kościół pcha się do polityki drzwiami i oknami. A że proponuje nieskuteczne rozwiązania realnych problemów, nic dziwnego, że mamy na Filipinach epidemię HIV czy falę - formalnie zabronionej - aborcji. Zwalczanie biedy dobroczynnością też, jak widać, nie działa - powinno to aktywnie robić państwo a nie jakieś Caritasy. Po drugie: nie wolno porównywać okupacji hiszpańskiej i amerykańskiej - to dwa różne światy. Owszem, Amerykanie mają sporo na sumieniu, jednak nigdy nie traktowali tego kraju jak cytryny, którą można wycisnąć i wyrzucić. Nie narzucali też swojej kultury brutalną siłą (była to raczej ekspansja cywilizacyjna w wersji "soft" - Filipińczycy sami przyjmowali amerykańską pseudokulturę za swoją, w dodatku w karykaturalnej wersji, ale nikt im jej chamsko nie narzucał).

Rx234
22 czerwca 2015 (21:29)
Celnie
Tochman krytykuje poorism a sam sprzedaj nam książkę żerującą na życiu biednych. Trochę szantaż emocjonalny, trochę sprzedawanie śmierci? Mi osobiście nie podoba się taki zbrutalizowany styl, bo spłyca te problemy. Robi się z prawdziwych problemów dobry film akcji... llesne_dziadki - falę HIV masz też w krajach zupełnie niezwiązanych z KRK np. w Chinach. Tochman wali ideologią po pysku i jest to dla mnie również kolejny minus książki.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".