Tokyo Rose
    szpiegostwo6 · II wojna światowa82
2010-09-07
Wojna od niepamiętnych czasów nie ogranicza się tylko do walki. Toczy się ona na znacznie większej ilości frontów. Jednym z głównych jest tak zwana wojna psychologiczna. Ogromny konflikt światowy, jakim była druga wojna światowa różnił się od wcześniejszych i późniejszych metodami walki i skalą. Jednakże osłabianie morale żołnierzy przeciwnika było dalej ważnym elementem działań armii i wszystkie strony konfliktu stosowały podobne metody, by zwyciężyć.

Nim jednak uda się przekonać żołnierza, że nie ma sensu już walczyć i najwyższy czas się poddać, trzeba do niego dotrzeć. W czasie pierwszej wojny światowej zrzucano z samolotów ulotki na linie umocnień, w każdej można było znaleźć odpowiednio dopasowane argumenty, które były różne w zależności od kraju pochodzenia walczących. W czasie drugiej wojny utrzymywano dalej tę metodę propagandy, lecz doszła jeszcze jedna bardzo skuteczna droga dotarcia do żołnierzy przeciwnika: radio. Lata dwudzieste i trzydzieste były okresem dynamicznego rozwoju tego medium, który na stałe zmienił kulturę popularną i to w stopniu o wiele większym niż kino.

Radio pozwala przekazywać wiadomości na duże odległości, odpowiednio silne nadajniki pozwalają nadawać na ogromnych terytoriach. Umożliwiło to prowadzenie wojny propagandowej na oceanie Spokojnym. Do historii przeszła jedna kobieta, która systematycznie miała osłabiać morale żołnierzy amerykańskich, stała się ona wręcz symbolem wojny w eterze: Tokyo Rose. Kim ona była?

Odpowiedź jest przewrotna – nikim, nigdy nie istniała taka osoba. Było to ledwie przezwisko, które żołnierze nadali wszystkim kobietom, które nadawały audycje w japońskich radiach kierowane do walczących Amerykanów. Wszyscy jednak kojarzyli to przezwisko i w świadomości wielu, szczególnie tych walczących na tak zwanym „home front”, czyli pozostających w Stanach Zjednoczonych, powstało wyobrażenie o jednej prezenterce radia. Także i gazety po wygranej wojnie potrzebowały jednej konkretnej osoby, którą można by nazwać w ten sposób. Zaraz rozpoczęły się poszukiwania po całej Japonii mitycznej Tokyo Rose i w końcu udało się ją znaleźć.

Nazywała się: Iva Toguri D'Aquino (nazwisko po mężu Felipe D'Aquino, z którym po przymusowej separacji wzięła rozwód w 1980 roku). Nie urodziła się w Japonii, nie znała nawet dobrze japońskiego. Była już Amerykanką i obywatelką Stanów Zjednoczonych Ameryki, choć jej rodzice pochodzili z Kraju Kwitnącej Wiśni. Była pierwszą osobą w rodzinie, która miała amerykańskie obywatelstwo, co więcej urodziła się ona 4 lipca – w dniu amerykańskiego święta niepodległości. Do Japonii trafiła na parę miesięcy przed Pearl Harbor. Różnie potem uzasadniała swoją wyprawę, raz opieką nad ciotką innym razem chęcią studiowania w Japonii. To drugie nie było rzadkością, gdyż przed wojną bardzo wielu Nisei (czyli amerykańskich Japończyków) studiowało w ojczyźnie.

Po wybuchu wojny Iva Toguri wybrała pozostanie na terytorium Kraju Kwitnącej Wiśni nie kryjąc przy tym swojego patriotyzmu... wobec Stanów Zjednoczonych. Nie była, co zrozumiałe w jej wypadku, mile widziana przez Japończyków – nie przyjęła obywatelstwa japońskiego, przez co miejscowa policja często ją odwiedzała i była uznana za wroga. Poprzez brak znajomości języka japońskiego narażona była na ostracyzm, tak jak i wielu jej podobnych Nisei, którzy byli traktowani jak agenci Ameryki.

Nie mogła liczyć na jakąkolwiek pomoc materialną, a nie chcąc narażać swojej rodziny na problemy, sama poszukała pracy. Po kilku próbach trafiła w końcu do radia, gdzie zajmowała się korektą tekstów pisanych po angielsku. Tam po pewnym czasie zaoferowano jej by prowadziła własną audycję. Pod pseudonimem Orphan Ann od listopada 1943 roku nadawała codziennie krótki program składający się z krótkiego komediowego skeczu i muzyki. Słuchaczom przedstawiała się, jako „wasz ulubiony wróg”. Trzeba zaznaczyć, że w owym czasie było w sumie co najmniej 21 podobnych prezenterek na terenie Azji.

Nie była jedyną nie-japonką w machinie propagandy Cesarstwa. Wybranych jeńców wojennych, czasem torturami, zmuszano i zachęcano do pracy w radiu. Co więcej, scenariusze do jej programów pisali właśnie jeńcy, którzy jakoby wręcz ją wybrali, gdyż dzięki swoim poglądom pozwalała na wyśmiewanie japońskiej propagandy przez teksty pełne absurdalnych sformułowań i błędów językowych. Dlaczego jednak Iva Toguri mając takie, a nie inne poglądy, z własnej woli zgodziła się pracować w tokijskim radiu? Potrzebowała pieniędzy na życie i liczyła, że jej praca nie odbije się negatywnie na jej życiu po wojnie. Uzasadniała to tym, że w jej programie nie pojawiała się jednoznaczna propaganda.

Potrzeba pieniędzy zemściła się na niej po wojnie, za odpowiednią zapłatą zgodziła się udzielić wywiadu dziennikarzom przedstawiając się jako Tokyo Rose. Po powrocie do Ameryki trafiła przed sąd i została skazana na 10 lat więzienia za... wspomnienie w jednej z audycji o zatopieniu okrętów marynarki amerykańskiej (w 1976 została ułaskawiona przez prezydenta Geralda Forda po wyjściu na jaw wielu wątpliwości, co do procesu). Zostało to uznane za zdradę Stanów Zjednoczonych! Inne „anonimowe” przed wojną osoby zaangażowane w propagandę w radiu przeciwko Aliantom nie poniosły przeważnie żadnej odpowiedzialności, lub kary na nich nałożone były stosunkowo łagodne. Wyjątkiem była Axis Sally, czyli Mildred Gillars. Jej współpraca z Niemcami wykraczała jednak poza wszelkie standardy kolaboracji: podając się za sanitariuszkę czerwonego krzyża zdobywała od jeńców wojennych prywatne listy do rodzin, z których czerpała informacje do swoich audycji. Po wojnie została skazana przez amerykański sąd na 12 lat.

Można powiedzieć, że Iva Toguri, jako zdrajczyni poniosła zasłużoną karę, choć jej zdrada nie była niczym poważnym. Czy jednak można jej działania porównać z innymi kobietami pracującymi dla propagandy państw Osi? Rzeczywistość była i jest skomplikowana. Japończycy i potomkowie Japończyków byli od początku wojny traktowani z dużą nieufnością, a i przed wojną nie kryto na terenie Stanów Zjednoczonych poparcia dla Chińczyków w wojnie z Cesarstwem. Japończycy, to byli ci źli Azjaci. Co by się stało z Ivą Toguri, gdyby nie wyjechała do Japonii? Najpewniej wraz z rodziną trafiłaby do któregoś z wielu obozów koncentracyjnych, jakie władze amerykańskie utworzyły dla Japończyków i ich potomków. Ewentualnie dotknąłby ją tylko ostracyzm i wyzywanie na ulicach. Skala nieufności i propagandy anty-japońskiej doprowadziła nawet do tego, że bohaterowie armii amerykańskiej, którzy mieli wadę złego pochodzenia nie byli witani po powrocie do swojej (wybranej) ojczyzny. Często, nawet gdy przychodzili w mundurach i z odznaczeniami nie byli obsługiwani w lokalach, gdyż byli „Japończykami”.

Iva Toguri, choć trzeba wyraźnie zaznaczyć nie była ideałem i wzorem zachowań, wciąż pewnie wątpliwości budzi jej decyzja o pozostaniu w Japonii. Była jednak ofiarą wojny. Miała do wyboru przebywanie w ojczyźnie rodziców, gdzie czekała ją bieda i głód, lub współpraca z jakąś instytucją rządu, albo poniewierka w Stanach Zjednoczonych w obozie koncentracyjnym, lub innej instytucji, którą stworzył rząd Roosvelta, by „opiekować się obcymi” na amerykańskiej ziemi. Tragedie losów Ivy, jak i jej podobnych osób, które trafiły w wir historii i z którego nie mogły się wyzwolić, rzadko kiedy kończyły się i kończą optymistycznie. Jednak w wypadku Tokyo Rose można powiedzieć o zaskakującym końcu opowieści i chyba zasłużonym. W 2006 roku weterani amerykańscy nagrodzili ją za odwagę i patriotyzm uznając ją za wzór postawy. Był to najwspanialszy dzień jej życia.

Materiały:
* E. Azuma, "The Pacific Era Has Arrived": Transnational Education among Japanese Americans, 1932-1941, “History of Education Quarterly” 43 (2003) 1 (A Special Issue on Asian-American Educational History), s. 39-73
* J. H. Leek, Treason and the Constitution, “The Journal of Politics” 13 (1951) 4, s. 604-622
* N. Shibusawa, Femininity, Race and Treachery: How ‘Tokyo Rose’ Became a Traitor to the United States after the Second World War, 22 (2010) 1, s 169–188

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Ostatnia ofiara wojny Jom Kippur

W czerwcu 2007 r. arabskie media obiegła wiadomość o śmiertelnym wypadku pewnego egipskiego biznesmena. Aszraf Marwan, bo o nim mowa, w niewyjaśnionych okolicznościach wypadł z tarasu swojego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".