Trzaski na liniach: Warszawa-Wilno, Warszawa-Tbilisi, Warszawa-Bruksela
    polska polityka zagraniczna155 · stosunki polsko-litewskie2 · stosunki polsko rosyjskie40 · Saakaszwili9
2010-09-18
Prezydent Bronisław Komorowski udzielił wywiadu dla dziennika „Rzeczpospolita”, w którym odniósł się m. in. do sprawy stosunków polsko-gruzińskich. Zdania, które wypowiedział były mało dyplomatyczne i wzbudziły oburzenie w Gruzji. Następne dni potwierdziły, że nie był to przypadek i że w polityce zagranicznej polskich władz państwowych wywodzących się z Platformy Obywatelskiej zwrot w kierunku Rosji stał się czynnikiem trwałym. Oś strategicznej współpracy i (jak tak dalej pójdzie) nawet serdecznego porozumienia Rzym – Paryż – Berlin – Warszawa – Moskwa przestała być mrzonką, staje się coraz ważniejszym czynnikiem wpływającym na rozwój wydarzeń na naszym kontynencie, a inne kierunki polskiej polityki zagranicznej tracą na znaczeniu.

Mamy w naszym kraju nieszczęśliwy ustrój polityczny, który jest ni to republiką prezydencką ni to systemem parlamentarno-gabinetowym. Ze względu na spore uprawnienia prezydenta RP w sprawach polityki zagranicznej i wojskowej prowadzi to często do braku jednolitej linii państwa polskiego w stosunkach z innymi państwami, a zwłaszcza z mocarstwami. W przeciwieństwie do tego państwa, na osi których rozgrywa się polska polityka zagraniczna i nie tylko (wspomnę choćby zagadnienie: postanowienia Komisji Europejskiej a sytuacja gospodarcza naszego kraju) są dalekie od podobnej dwuwładzy. W Stanach Zjednoczonych, Rosji i Francji prezydent posiada wręcz władzę podobną do rządów króla w monarchii stanowej; nadaje kierunek całemu państwu, zaś pozostałe organy władzy mają wobec niego wyłącznie funkcje kontrolne. W tej sytuacji polska dyplomacja stoi w obliczu graczy dobrze zorganizowanych i doskonale wiedzących, czego chcą. Nie znaczy to jednak wcale, że strona polska musi być piłką w grze swoich silniejszych partnerów. O tym nieco dalej, a na początek fakty.

Silne trzaski na linii Warszawa-Tbilisi

Na pytanie: „Czy Gruzini mogą liczyć na pana, tak jak mogli na prezydenta Kaczyńskiego?”, prezydent Komorowski odpowiedział: „Aż tak na pewno nie. Bo ja nie pojadę na granicę tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji.” To zdanie i kilka dalszych zdań z wywiadu głowy naszego państwa stały się w ciągu ubiegłych dwóch tygodni jednymi z najbardziej komentowanych w całej historii prasy światowej. W Gruzji wywołały oburzenie jej władz. „To nie do przyjęcia, politycznie niepoprawne i obraźliwe dla Gruzji” – skomentował słowa polskiego prezydenta na specjalnie w tym celu zwołanej konferencji prasowej wiceprzewodniczący parlamentu w Tbilisi – Paata Dawitaja. Cała sprawa zbiegła się z uroczystościami dnia niepodległości Gruzji, na które zaproszono rodzinę tragicznie zmarłego prezydenta Polski. [1] Bez wątpienia Bronisław Komorowski popełnił faux pas i towarzyszące temu słowa, że polskie władze nadal popierają całość terytorialną Gruzji, nie były w stanie zatrzeć wywołanego tym wrażenia.

W Tbilisi się oburzano, a w Moskwie triumfowano. Niemal równie szerokim echem odbił się komentarz w największej i najlepiej poinformowanej gazecie codziennej Rosji, jaką są „Izwiestia”. Komentator polityczny Maksym Jusin nie przebierał zanadto w słowach: „Prezydent Polski wskazał Gruzji właściwe miejsce” – stwierdził już w nagłówku. „W ten sposób Komorowski praktycznie rzecz biorąc zamknął cały rozdział polityki zagranicznej Warszawy, w którym Gruzja odgrywała rolę niemalże głównego strategicznego sprzymierzeńca.” – dawał wyraz z pewnością nie tylko swojemu własnemu zadowoleniu. Głównym sprzymierzeńcem w polityce wymierzania prztyczków (bo ograniczone zasoby naszego państwa nie pozwalały na nic więcej) Kremlowi była oczywiście Ukraina, ale ta sprawa rozwiązała się sama – można dodać. „Błyskawiczne «resetowanie» stosunków na linii Warszawa – Moskwa praktycznie rzecz biorąc odbiera Michałowi Saakaszwilemu wszelkie pole manewru. Jeśli alians polsko-gruziński straci swoje ostrze antyrosyjskie, to okaże się, że oba te kraje niezbyt wiele łączy.” – rozwijał dalej swą myśl rosyjski komentator. Wskazał też na dwuznaczności (jego zdaniem celowe) w wypowiedzi włodarza Pałacu Namiestnikowskiego na temat sytuacji na Kaukazie. Komorowski mówił jednym tchem o nienaruszalności granic oraz prawie narodów do samostanowienia, co Jusin odczytał jako próbę wejścia w położenie Abchazów i Osetyńców. Potępiając rozmieszczenie w Abchazji ciężkich przeciwlotniczych wyrzutni rakietowych S-300 jednocześnie wskazał na konieczność unikania wzmagania napięcia przez rozbudowę sił wojskowych (obu stron – uzupełnił myśl polskiego prezydenta rosyjski komentator). [2]

Zakłócenia na linii Warszawa-Wilno

Przybycie najwyższego urzędnika państwowego Polski na Litwę wyłącznie nieoficjalnie (jako wykorzystującego urlop turysty) wywołało rozczarowanie w Wilnie. Podobnie jednak jak prezydent Gruzji postanowił nie wyrażać oburzenia tak też pani prezydent Litwy uznała za stosowne nie dawać wyrazu rozczarowaniu. Spotkała się nieoficjalnie ze swym nowym polskim kolegą na urzędzie na promenadzie nadmorskiego uzdrowiska. Uzgodniono, że nie będzie przeszkód na drodze dokończenia wspólnych projektów energetycznych i innych. Kłopot w tym, że nie ma ich zbyt wiele, a jedynym naprawdę istotnym jest budowa połączeń obu krajów liniami wysokiego napięcia. Z drugiej strony w stosunkach polsko-litewskich pojawiło się napięcie na tle stosunków z Rosją i takie gesty jak przechadzanie się polskiej pary prezydenckiej w tłumie litewskich urlopowiczów w Nidzie bez widocznej ochrony oraz widoczne postępy naszego prezydenta w rozumieniu po litewsku ze słuchu niewiele tu pomogą.

Przedmiotem sporu jest sytuacja mieszkańców enklawy kaliningradzkiej, a dokładniej; umożliwienie im swobodnego wjazdu na obszar UE, w tym przejazdu przez państwa członkowskie Unii do Federacji Rosyjskiej, na Białoruś i Ukrainę. Prócz gestu w stronę Rosji ma to dla strony polskiej znaczenie praktyczne. Polski konsulat w Królewcu/Kaliningradzie jest dosłownie oblegany przez interesantów pragnących uzyskać wizę z białym orłem. Jest o nią znacznie łatwiej i taniej niż o wizę któregoś z tzw. starych krajów Unii Europejskiej, a kraj nasz należy do strefy Schoengen. Nie chcąc psuć klimatu na linii Warszawa-Moskwa strona polska nie decyduje się na podwyższenie opłat wizowych. Zniesienie wiz jako takich stanowi eleganckie wyjście z trudnej sytuacji. Obecne prawodawstwo unijne zezwala na wprowadzenie przez państwa członkowskie ruchu bezwizowego dla ludności graniczących z nimi państw spoza Unii zamieszkałej w strefie przygranicznej (do 50 km od granicy). Wystarczy jednak wziąć w miarę szczegółową mapę tej części Europy i linijkę, aby stwierdzić, że w odległości do 50 km od granicy z Polską albo Litwą leży niemal cały okręg kaliningradzki z wyjątkiem swojej stolicy. Rozwiązanie oparte o linię odległości 50 km jest zatem w tym szczególnym wypadku dziwactwem politycznym, a z ludzkiego punktu widzenia biurokratyczną bezdusznością. Wychodząc zatem z punktu widzenia celowości politycznej i zdrowego rozsądku rząd polski zwrócił się do rządu litewskiego z propozycją wspólnego przedstawienia władzom UE prośby o zrobienie wyjątku od zasady obowiązującej gdzie indziej i włączenie całej enklawy królewieckiej do strefy ruchu bezwizowego. Spotkał się jednak z odmową uzasadnioną twierdzeniem iż podobne sprawy są załatwiane w Brukseli latami oraz jakoby należało się spodziewać braku zrozumienia dla stanowiska sąsiadów Rosji.

Na tym jednak niestety nie koniec. Padło też uzasadnienie, że masowy napływ obywateli rosyjskich przez strefę kaliningradzką zagrozi bezpieczeństwu narodowemu Litwy. W odpowiedzi minister Sikorski oznajmił, że Warszawa rozważa jednostronne wprowadzenie całkowitej liberalizacji wizowej, bez oglądania się na Wilno i Brukselę. [3] Przygotowania do posunięcia, które ze względu na swoje skutki może naprawdę poróżnić państwo polskie i litewskie trwają. Podczas ostatniej wizyty ministra Ławrowa w Warszawie polski minister spraw zagranicznych podtrzymał swoje stanowisko. Wyraził też niemal całkowitą pewność iż po połączeniu Polski z enklawą królewiecką w strefę bezwizową, strona rosyjska będzie przestrzegać związanego z tym nieformalnego warunku nie nadużywania otrzymanego przywileju, podobnie jak to się dzieje w stosunkach z przygraniczną częścią Ukrainy.

Linia Warszawa-Moskwa poprawia swoje działanie

Bezprecedensowa obecność długoletniego ministra Putina na naradzie polskich ambasadorów w Warszawie była bez wątpienia ważnym wydarzeniem w stosunkach między obu państwami. Sformułowań, które tam padły, nie sposób uznać za przypadkowe. Na zorganizowanej tego samego dnia konferencji prasowej polski i rosyjski szef resortu przedstawili w jasnych barwach stan i perspektywy wzajemnych stosunków. „Ostatnio widzimy szczerą chęć nie tylko ze strony władz, nie tylko ze strony członków rządów czy prezydentów naszych państw, ale również naszych narodów do rozwoju normalnych, dobrosąsiedzkich stosunków i do tego, żeby te problemy, które istnieją, nie przekształcały się w przegrody nie do przekroczenia” – powiedział gość. „Bardzo się też cieszymy na wizytę prezydenta Rosji w Polsce i przygotowujemy pakiet porozumień, które, mam nadzieję, podpiszemy w obecności prezydentów” – gospodarz. [4]

Podobne wydarzenie musiało wywołać oburzenie zwolenników linii Kaczyńskiego. Komentator „Naszego Dziennika” Piotr Falkowski pośpieszył napiętnować nieuzasadnione zdaniem mediów toruńskich ustępstwa wobec Rosji. Jego linia rozumowania, znamienna dla (określę ich dyplomatycznie) niezbyt wielkich przyjaciół tak Putina jak Tuska też wymaga choćby pobieżnego opisania. Już na wstępie uznał całą tę sytuację za „ogromny awans i wyróżnienie rosyjskiego polityka przez polską dyplomację.” No cóż, jakby to nie było dziwne, są w naszym kraju ludzie, którym dostrzeżenie iż Rosja jest światowym mocarstwem, przychodzi z trudem. Ich patriotyzm tkwi najwyraźniej głęboko swoimi korzeniami w czasach Zygmunta III Wazy. Jedźmy jednak dalej. „Polski premier doczekał się w rosyjskich mediach miana «naszego człowieka w Warszawie»” – podał do wierzenia swoim czytelnikom red. Falkowski. Za to wszystko ze strony rosyjskiej też powinny pojawić się jakieś gesty – zasugerował – np. przekazanie stronie polskiej zadania prowadzenia dochodzenia mającego doprowadzić do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, co do którego nie ma (red. Falkowski i jemu podobni) wątpliwości, że została spowodowana przez władze polskie i rosyjskie. „Szef dyplomacji będzie się starał zapewne zaszczepić w swoich słuchaczach elementy własnego spojrzenia na zasadnicze problemy bieżących stosunków międzynarodowych. Czy nasi dyplomaci zaczną po tym spotkaniu myśleć kategoriami interesów Rosji?” – bije na trwogę redakcyjny kolega Józefa Szaniawskiego. [5] Treść tego rozumowania jest w miarę jasna: 1) Jest rzeczą absolutnie wykluczoną, aby Polska mogła mieć jakiekolwiek wspólne interesy z Rosją. 2) Rosja to dziki, zacofany kraj, pełen morderców, siejących terror państwowy na prawo i lewo, na który wypada być bez przerwy obrażonym, skoro nie da się tam zrobić porządku. Kto myśli inaczej, ten się wysługuje obcym. Takie „szczegóły” jak to, że Rosjanie są naturalnymi sprzymierzeńcami Polaków w sprawie przestrzegania przez władze litewskie praw mniejszości narodowych nie wchodzą w zakres idee fix, jaka swego czasu dyktowała postępowanie Zygmunta III, Karola XII czy też Napoleona, że nie będę już ciągnął dalej tej listy...

Zwycięstwo linii B nad linią A

Historia naszego kraju została naznaczona nieprzeciętnie krwawymi walkami z tzw. Moskalami, które najpierw dotyczyły obrony Litwy (właściwie: jej kresów wschodnich), a potem wynikły z polskiego dążenia do odzyskania wolności, odebranej przez carów. Myliłby się jednak ten, kto by myślał, że cały nasz naród, powiększający się powoli poza obręb szlachty powtarzał z przekonaniem wierszyk: „Kto mi powie, że Moskale to są bracia nas Lechitów, Temu prosto w łeb wypalę przed kościołem karmelitów.” Zdaniem wielu poważnych badaczy mimo ogromnych różnic pod względem sposobu organizacji życia państwowego i społecznego Polacy i Rosjanie przedstawiają sobą bardzo podobny typ antropologiczny (czyli również tzw. charakter narodowy) i bliskie pokrewieństwo genetyczne. To prowadziło do powstania tragicznego splotu wzajemnej miłości i nienawiści. Pierwszym rzecznikiem „polityki miłości” wobec „braci Moskali” (określenie Mickiewicza) był współczesny naszym wieszczom książę Adam Czartoryski. Przyjaźń jakich mało z następcą tronu Aleksandrem – zbuntowanym przeciw babce i ojcu wnukiem morderczyni państwa polsko-litewskiego Katarzyny Wielkiej, doprowadziła go do stanowiska ministra spraw zagranicznych Cesarstwa Rosyjskiego, a następnie doradcy cara na Kongresie Wiedeńskim. Nie był bynajmniej jedynym Polakiem, który opowiedział się wówczas za orientacją rosyjską – na odbudowę państwa przez cara jako naszego przyszłego króla. Zupełna niezgodność poglądów i charakteru Mikołaja I z tzw. eksperymentem konstytucyjnym unii personalnej z Królestwem Polskim położyła kres tej ciekawej próbie połączenia obu narodów pod jednym berłem.

W następnych pokoleniach myśl o pogrzebaniu wzajemnych uraz i trwałym porozumieniu między narodem polskim a Rosją zyskała sobie wymownych i niezmordowanych zwolenników w elitach obu narodów. Polscy wyznawcy tej idei wskazywali na coraz bardziej brutalny ucisk Polaków w wykonaniu Prusaków i realną groźbę dalszych postępów germanizacji, a rosyjscy na zagrożenie, jakim stał się dla samej Rosji wzrost potęgi Niemiec i Austro-Węgier, któremu należy przeciwstawić sojusz ludów słowiańskich. Dalsze rozumowanie po tej linii B (linii rezerwowej) polityki obu krajów, długo traktowanej lekceważąco przez ośrodki władzy i większość opinii publicznej, rozwijało się dynamicznie pod wpływem tego, jak niemiecki imperializm potwierdzał, że stał się wspólnym zagrożeniem. Osobiście jestem przekonany, że gdyby nie zwycięstwo bolszewików na wojnie domowej ta linia byłaby już od dawna linią główną stosunków polsko-rosyjskich i nie dopuściłaby do rozpętania przez Hitlera największej wojny wszystkich czasów.

Obecnie oba państwa może połączyć nie tyle wspólne zagrożenie, co wspólne korzyści. Z ust Ławrowa padły w Warszawie zdania, które warto zapamiętać: priorytetem rosyjskiej dyplomacji na obecnym etapie jest jak najszersze wykorzystanie zewnętrznych mechanizmów i możliwości do modernizacji własnego kraju. Rosja jest otwarta na współpracę ze wszystkimi partnerami, którzy są zainteresowani udziałem w tym olbrzymim i długoterminowym przedsięwzięciu, w tym z Polską. Tu pewna moja hipoteza. Może się mylę, a może jednak nie. To, co się dzieje na linii Europa Zachodnia – Rosja (i w co z natury rzeczy tzn. ze względu na położenie geograficzne wciąga się również nasz kraj) nie jest wynikiem szeregu działań neoimperialnej Rosji natrafiających na brak woli oporu elit politycznych Francji i Niemiec. Tak naprawdę rozgrywa się proces historyczny o ogromnym znaczeniu, niczym skutki odkrycia obu Ameryk, rewolucja przemysłowa itp. Nikt nie jest w stanie go powstrzymać, nadać mu innego kierunku ani nawet poważnie go spowolnić. Rosja i kraje pozostające z nią w ścisłym przymierzu (jak Kazachstan), zrzuciły okowy komunizmu pętające dotąd inicjatywę ich ludności, głodnej dobrobytu i nowoczesności. Silna władza modernizująca kraj i zwalczająca korupcję usuwa kłody spod nóg tej inicjatywy i mości jej szeroką drogę. Zarazem jednak Rosja jest państwem słabym, które m. in. wyjątkowo mocno uległo skutkom światowego kryzysu finansowego. Ta słabość wywołuje głęboki sprzeciw jej elit politycznych, kulturalnych, technicznych i wojskowych. Ich celem jest Rosja silna tzn. ultranowoczesna. Do tego potrzebują zachodniej techniki i organizacji pracy. Europa Zachodnia snuje różne plany i podejmuje działania mające zdaniem ich pomysłodawców uwolnić ją od zależności od importowanych surowców energetycznych, ale w najbliższej przyszłości nie zdoła się bez nich obejść. Rosjanie starają się wykorzystać niesamowitą wprost okazję: sprzedaż węglowodorów do Europy Zachodniej + zakupy zachodniej techniki + pełne wykorzystanie własnych ogromnych zasobów wykwalifikowanej kadry.

Trudno przewidzieć, czym to się skończy (osobiście raczej wykluczam powtórkę z kosztownego i nietrwałego wzrostu czasów Chruszczowa i Breżniewa), ale łatwo zauważyć, że nasz kraj ze względu na swoje położenie pośrodku Wielkiego Niżu Europejskiego znowu dostał się w sam środek wydarzeń. W zależności od polityki władz w Warszawie, postawy prasy i opinii publicznej możemy albo włączyć się w miarę możliwości do tej wymiany albo znajdować się nadal w sytuacji kogoś kto mierzy siły na zamiary i źle na tym wychodzi. To pierwsze może przyczynić się do przeprowadzenia z powodzeniem naszego własnego unowocześnienia, to drugie doprowadzi do wszechstronnej izolacji naszego kraju i zdania się na chwiejące się imperium amerykańskie, które na dodatek ma pełne ręce roboty poza Europą. To jest linia, którą proponują szeroko rozumiane środowiska PiS-u. Linia raczej bez perspektyw wymiernych korzyści dla naszego kraju. W tych dniach wystąpiła sytuacja, które może ukazać rzeczywistą wartość strategicznego partnerstwa Polski i Rosji czyli obecnej linii PO. Wobec stanowiska Komisji Europejskiej, a właściwie rzecz biorąc komisarza energetycznego, znanego z nacjonalistycznych wypowiedzi polityka niemieckiej CDU Oettingera [6] w sprawie polskiej umowy z Gazpromem, wiele może zależeć od tego, co powie Ławrow przebywający w Paryżu. Niemcy nie podejmą próby narzucenia się nam jako dodatkowych pośredników (na wzór sytuacji np. Bułgarii) wbrew stanowisku Francji i Rosji. W długoterminowym interesie Polski leży, aby stosunki polsko-rosyjskie były co najmniej równie dobre jak niemiecko-rosyjskie. W interesie Niemiec coś wręcz przeciwnego. Jak wykazała historia, jest to jedno z podstawowych zagadnień naszego bytu narodowego, a stosunki z małą Litwą czy też odległą od nas i też niezbyt wielką rolę w wielkiej polityce odgrywającą Gruzją, nie muszą być wcale złe, ale nie były i nie będą decydujące.

Korzystałem
[1] www.vz.ru/news
[2] www.izvestia.ru
[3] www.belarus.regnum.ru, www.kurierwilenski.lt
[4] www.wiadomosci.onet.pl
[5] www.naszdziennik.pl
[6] www.de.wikipedia.org


Komentarzy: 13

Igor
20 września 2010 (11:57)
kompletne niezrozumienie spraw
polsko-rosyjskich, naciąganie teorii byleby tylko pasowało do tezy o możliwej dobrej współpracy polsko-rosyjskiej. A to z punktu widzenia strategicznych interesów Polski i Rosji jest niemożliwe. Dobre relacje to raz, dobra współpraca to już coś innego.

Grzegorz Wasiluk
21 września 2010 (05:49)
Kto zatem ujmuje totalnie właściwie polskie interesy w stosunkach z Rosją?
Względnie na czym one polegają zdaniem przedmówcy? Z mojej strony krótko o interesach Rosji w naszym kierunku. Sprawa podstawowa; wskutek rozpadu ZSRR naród rosyjski znalazł się (i są to łącznie miliony) w granicach obcych państw. Na zmianę tych granic siłą Rosji nie stać z wielu ważnych względów. Jest to jakaś możliwość wyłącznie ostateczna (rozpoczęcie przez jakiegoś dyktatora ludobójstwa „rosyjskojęzycznych”). O wiele bardziej korzystne jest trwałe związanie ze sobą tych krajów bez urażania dumy i poczucia niezależności narodu-gospodarza (wzorcowy przykład: Kazachstan). W przypadku krajów opornych na takie metody (np. Litwa) chodzi o poszanowanie w nich jak najszerzej praw mniejszości narodowych. Mówi to coś przedmówcy? Odcinek gospodarczy; opisałem to szerzej w artykule, więc teraz jeszcze tylko krótko uzupełnię. W interesie tak Rosji jak dostawców maszyn i urządzeń z Europy Zachodniej leży prowadzenie handlu najkrótszą = najtańszą drogą, a dostaw urządzeń wymagających szczególnie dokładnego zabezpieczenia np. przed utonięciem liniami kolejowymi. Którędy prowadzą najkrótsze drogi między Europą Zachodnią a centralną Rosją? Czy nie jest to czasem linia Paryż, Rotterdam, Hamburg – Berlin – Warszawa – Mińsk – Moskwa? Czy leży w interesie Rosji mieć dobre czy złe stosunki z państwami leżącymi na tej trasie? A w czyim interesie leży, aby te stosunki były złe? No i wreszcie interes naszego kraju. Być całkowicie uzależnionym tylko od jednego kontrahenta gospodarczego, który będzie z tego korzystał, dyktując naszemu krajowi jak najlepsze (dla niego) warunki? Abecadło geopolityki...

Igor
21 września 2010 (10:30)
strategicznym interesem Rosji nie jest współpraca
partnerstwo, prowadzenie interesów. Strategicznym interesem Rosji jest uzależnienie krajów Europy Środkowej, tak by móc bez żadnych przeszkód prowadzić właśnie partnerskie (nie zawsze, ale tutaj już nie mają takiej pozycji) relacje z Niemcami, Francją..generalnie z tymi, co mają kasę. Polska jest jak ość,która stoi im w gardle. Naszym interesem jest mieć dobre stosunki z Rosją, ale dobre stosunki nie oznaczają podporządkowania. Przykład ostatniej umowy z Gazpromem jest tego koronnym argumentem. Gazprom blefuje i gra ostro, bo chce zabrać wszystko pod siebie, wiedząc, że za kilka lat, nie będzie mógł ugrać już nic.Rosja zawsze patrzyła na kazdy region dookoła swojego kraju, jako na strefy wpływów, swoje, obce, ale zawsze była gra o to by te strefy zneutralizować lub podporzadkować. Nie potrafią myśleć w kategoriach dobrego sąsiedztwa. Niby dlaczego tak ostro protestowali przeciwko bateriom Patriot, tarczy itp? Bo dbają o swoje interesy, nie o nasze. Dlaczego my mamy wycofywać się z realizacji naszej strategiii bezpieczeństwa gdy Rosjanie zrobić teog nie chcą. (przeciez też powinny zredukować swoje uzbrojenie, by nam nie zagrażać, tak jak niby my mamy to robić. To jest własnie cały problem. Rosja stawia się wyżej wobec sąsiadów, za co sąsiędzi panicznie się jej boją, i uciekają od niej tam gdzie pieprz rośnie. Prosze pokazać mi kraj, który został przyciągnięty bliżej Rosji (stał się jej sojusznikiem na dobre i złe) przy pomocy współpracy, partnerstwa, bo Rosja ma to coś. Kulturę, technologie, świetne tradycje demokratyczne. Nic nie ma. Żaden kraj z własnej woli nie zgadza się na to. A teraz proszę spojrzeć na UE, NATO, dawniej USA. Ile państwa chce/chciało być takimi samymi krajami? To jest przyciąganie kulturowe i nie tylko. Dlatego Rosja zawsze będzie musiała używać siły, podstępu, dzielenia regionów (wymuszania własnych stref). To już im zostało po najazdach tatarskich. Liczy się pieniądz, siła i intryga.

Grzegorz Wasiluk
21 września 2010 (13:37)
No to po kolei
Przedmówca nie wysunął żadnych argumentów, raczej jakieś z góry powzięte zdania. Przede wszystkim w polityce mocarstw nie ma żadnych nigdy oraz zawsze (zresztą jedno i drugie nie jest w mocy ludzkiej). „Rosja zawsze patrzyła na każdy region dookoła swojego kraju, jako na strefy wpływów, swoje, obce, ale zawsze była gra o to by te strefy zneutralizować lub podporządkować.” Tylko że żadne mocarstwo nie patrzy życzliwym okiem na kraje sobie jawnie nieprzyjazne tuż pod bokiem. Polityka USA wobec Kuby była i jest inna? Po co Francja dążyła do granicy na Renie, a potem jednocześnie do pozycji supermocarstwowej i przywództwa Wspólnoty Europejskiej? Co być dobre jak to robić Zachód być złe jak to robić Rus... W interesie słabszych krajów i narodów nie leży szukanie próby sił z wielkimi tego świata, bo skutek jest z góry do przewidzenia. Chyba że się ma naprawdę mocne poparcie innych mocarstw (przykładem Kuba, przecież USAF i USN mogłyby złamać jej obronę w ciągu 24 godzin, ale po drodze zniszczyłyby miliardowe inwestycje hiszpańskie, francuskie, brytyjskie, zabiłyby turystów z tych krajów, Kanady itd.). Reżim braci Castro nie jest podziwu godny, ale przynajmniej geopolitycznie bardzo sprytnie nie dopuścił do ponownego uzależnienia własnego kraju od tylko jednego partnera. Róbmy podobnie. Sprawy bezpieczeństwa narodowego (od strony wojskowej). Na to najpierw trzeba mieć pieniądze. Nie liczmy znowu, że ktoś w razie czego narazi własną skórę, aby ratować naszą. To już wiele razy było i się nie sprawdziło. Zresztą nie ma możliwości sprowadzenia na pomoc wojsk NATO, jeśli się najpierw nie utrzyma kluczowych lotnisk itd. samemu przez co najmniej tydzień. Jak jest uzbrojona Finlandia, a jak my? A mimo to z Kremla nie słychać nic na temat Finlandii. Co by powiedzieli Amerykanie, gdyby np. Chińczycy ustawiali im rakiety i radary wielkiej mocy tuż za Rio Grande? Kuba 1962, Grenada 1984... Amerykanie nie muszą koniecznie robić z powrotem swoich kolonii z Kuby i Filipin, a Rosja tak samo nie potrzebuje znowu kontrolować Polski czy Finlandii. Brak zagrożeń od tej strony zupełnie wystarcza. „proszę spojrzeć na UE, NATO, dawniej USA. Ile państwa chce/chciało być takimi samymi krajami? To jest przyciąganie kulturowe i nie tylko.” W ten sposób zawojowano Siuksów, Apaczów, Hawaje, Korsykańczyków, Maorysów na Nowej Zelandii, kiedyś Algierię itd.? A te wojska w Iraku i Afganistanie to po co? Przecież Sylwester Stallone powinien wystarczyć ;) To tylko my daliśmy sobie wmówić, że udział we wzroście hodowli kur czy też uprawy pieczarek dla młodego Polaka z dyplomem inżynierskim w Irlandii to wspaniała kariera. Chińczyków, Singapurczyków, nawet Hindusów i RPA takie „partnerstwo” nie interesuje. Być takimi samymi krajami? Z przedmieściami pełnymi darmozjadów utrzymywanych z wysokich podatków od pracujących, którzy co jakiś czas przychodzą do śródmieścia spalić samochody itd., a policja nie może nic na to poradzić, bo popełniłaby zbrodnię przeciw religii prawoczłowieczej? Proszę wybaczyć, ale na tym poprzestanę.

Igor
21 września 2010 (23:17)
@Wasiluk niech będzie...
nigdy i zawsze odnosi sie do przeszłości a nie do przyszłości. Można wówczas używać takiego lapsusu językowego. 1. Które to kraje są jawnie nieprzyjazne Rosji a sąsiadują z nią? Proszę podać choć jeden taki przykład. 2. Porównanie Polski i Finlandii wypada bardzo korzystnie dla Finlandii. 3. Polska nie musi być zależna politycznie od żadnego kraju, nawet od kilku. Kompletna paranoja, to jest negacja zasady samostanowienia narodów, Panie Wasiluk, czasy o których Pan myśli i zapewne chciałby aby wróciły minęły. 4. No właśnie pieniądze na rzecz bezpieczeństwa. Kolejna rzecz, która widzę jest Panu obca. Otóż systemy antyrakietowe i przeciwlotnicze są o niebo tańsze od systemów ofensywnych (załóżmy że lotnictwo jest systemem ofensywnym praktycznie w każdej postaci) to znów jest najtańszym sposobem jak to Pan nazwał obrony lotnisk i punktów transportowych dla armii z zewnątrz (NATO), najtańszym i bardzo bardzo zabójczym dla agresora. Oczywiście mówimy o systemach nowoczesnych a nie starych Igłach czy Gromach (choć to ostatnie w kilku przypadkach sprawdziło się na króciutkiej wojence - ciekawi mnie gdyby ta broń prosta jak budowa cepa broń została użyta w tej Gruzji na bardziej masową skalę a nie w kilku przypadkach. Reszta pojechała sobie transportami do Turcji i spokojnie przeczekała atak rosyjski. 5. Myli się bardzo Pan pisząc, że Rosja nie musi kontrolować Polski i Europy Środkowej. Otóż w jej mniemaniu musi. Och jedynym towarem eksportowym zdolnym do utrzymania tego kolosa (bez żadnych przymiotników) jest Gazprom. Ten sprzedaje gaz (częściowo ropę). Gaz i ropa to 50% dochodów budżetu rosyjskiego (+ inne surowce), teraz gdy istnieje problem, że Zachód kupuje LNG z Algierii i Kataru, i jeszcze niewiadomo skąd, Gazprom i Rosją tracą poważne pieniądze, w sumie kwoty olbrzymie. No bo kto będzie kupował gaz który jest 2x droższy od sprowadzanego LNG? Teraz gdyby się zdarzyło (tego nie wiemy jeszcze) że Polska ma swój gazoport, (Litwa i Białoruś, również poz. kraje bałtyckie) do tego dołóżmy te cholerne łupki (nie mam zbyt optymistycznych wizji co do tego typu surowca w Polsce + dwie elektrownie w Polsce atomowe i kilka w E. Środ. to co mamy? Gazprom stają sie petentem nie podmiotem w handlu i sprzedaży gazu w Europie. Kończy się pozycja mocarstwowa tego holdingu. Dołóżmy do tego, że nagle Gazprom potrzebuje do wyłożenia prawie 300 mld. dolarów na nowe złoża, remonty dziurawych gazociągów i budowę nowych. Skąd to wezmą? skąd wezmą technologię? Sytuacja wróci do punktu wyjścia. Będą musieli sprzedawać złoża nawet Chinom, ale będą musieli. Polska jest tutaj epicentrum. 6. Wojska w Iraku jak by nie było jednak oprócz kłamstw Busha, pozwoliły normalnie funkcjonować kilku regionom Iraku (Kurdowie, Basra) to że są tam zamachy, to już jest inna sprawa. Jednak teraz nie giną ludzie zabijani przez rząd iracki. Głupie przykłady. Afganistan? USA w globalnej rozgrywce z islamistami chronią dupsko Rosjanom, tak ciężko to zobaczyć?Ja wolałbym by talibowie sprzedając np. w Europie heroinę nie zdobywali kasy na prod. brudnej bomby, albo organizowanie zamachów. Pan by chciał? 7. Jeżeli nie widzi Pan przyciągania kulturą świata zachodniego w innych krajach to nie mamy o czym mówić (istniało, teraz to sam nie wiem, Chiny włażą ze swoimi propozycjami, nie mieszając sie w sprawy wewn. dla wielu dyktatorów mordujących własnych obywateli taki układ jest super)... 8. Przedmieścia pełne darmozjadów? Jezu Pan nigdy w Rosji nie był, tam oczywiście wszyscy pracują, żyją godnie, hahahaha, śmieszne. i tragiczne. Pytam który kraj z własnej nieprzymuszonej woli wstąpił do jakiejkolwiek organizacji z Rosją na czele? Który kraj wybrał jedyny prawdziwy i sprawiedliwy ustrój taki sam jak w kraju Rad? cytuję... "To tylko my daliśmy sobie wmówić, że udział we wzroście hodowli kur czy też uprawy pieczarek dla młodego Polaka z dyplomem inżynierskim w Irlandii to wspaniała kariera." bzdura...Włochy i połowa Europy w XVIII i XIX wieku w Ameryce, Portugalczycy, Hiszpanie, Niemcy, pracują gdzie popadnie (Szwajcaria, Australia), Irlandia w Ameryce, Rosjanie? to pytanie pozostawiam Panu. Gdzie żyją Rosjanie? I ilu ich wyjeżdża i dlaczego z Rosji.

Grzegorz Wasiluk
22 września 2010 (08:12)
Przedmówca jest hurraoptymistą
Zwłaszcza twierdząc: "Polska nie musi być zależna politycznie od żadnego kraju, nawet od kilku. Kompletna paranoja, to jest negacja zasady samostanowienia narodów" No to proszę sobie zerknąć: http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/mozemy-nie-miec-gazu-przez-unie_154105.html Odnośnie mojego stosunku do takich rzeczy myli się przedmówca zasadniczo. Mnie takie włażenie z butami w politykę zagraniczną innych krajów, gwałcenie ich suwerenności nie tyle oburza, co wręcz doprowadza do zimnej, pruskiej furii. W każdym wypadku, na każdym kierunku geograficznym. Jak już napisałem w jednym z artykułów, pokój i przyjaźń między narodami jest celem wyłącznie najwybitniejszych przywódców, a dodam, że takowych na nieszczęście coraz mniej w polityce światowej. Rzecz jasna, gdy to dotyczy mojego własnego kraju, takie uczucie ogarnia mnie w sposób spotęgowany. To są decyzje naszego rządu i wara komukolwiek prócz nas - polskich wyborców, od patrzenia mu na ręce. Natomiast utożsamianie przez przedmówcę Rosji z ZSRR, sugerowanie jakoby Polska wcale nie potrzebowała silnego lotnictwa bojowego, pozostawię bez komentarza. Co do Gazpromu... Skoro tak, to dlaczego sami Rosjanie budują/rozbudowują/podpisują umowy o dokończeniu elektrowni atomowych w Europie Wschodniej (proszę nie robić mi zarzutu z powodu tego określenia tylko poczytać prasą amerykańską; Eastern Europe) a nie np. Kanadyjczycy przy okropnym hałasie ze strony rosyjskiej? Uprzejmie pozdrawiam.

Igor
22 września 2010 (18:08)
@Wasiluk
oczywiście słuchaj i czytaj, opinia Szcześniaka jest słuszna, oprócz jednego faktu. My mamy umowę z Gazpromem do 2022 roku. - kolejna po raz wtóry manipulacja moimi słowami, nie napisałem, że nie potrzebujemy lotnictwa, ale faktycznie silne lotnictwo jest nam niepotrzebne zupełnie (czy Danii przydało się potwornie silne lotnictwo i jakie były koszta tej inwestycji w latach 80-tych). 800 F-15, F16 innych samolotów!!!! - co do Gazpromu, *(przepraszam ale nie Gazprom buduje te elektrownie, a to Gazprom potrzebuje horrendalnych sum naiwnestycje w złoża i własne gazociągi. Nie wiem w sumie, do czego sie Pan odnosi, tej części niezrozumiałem. Nie odpowiedział mi Pan na pytania...

Grzegorz Wasiluk
22 września 2010 (20:24)
No i rzeczywiście się nie rozumiemy
Proponuję skupić się następnym razem na faktach, a nie... Nie skończę zdania, bo nie chciałbym być nieuprzejmy. O F-15 w lotnictwie Danii wyznam, pierwsze słyszę. Czuję się absolutnie zastrzelony tego typu wiadomością;) Kilkuset samolotami bojowymi mogło się pochwalić lotnictwo RFN w latach 60-tych i ... nasze w latach 1982-85. Koszty były rzeczywiście potworne, ale był to jednak jakiś składnik równowagi strachu. Co do broni przeciwlotniczo-antyrakietowej to chyba właśnie widać jak wuj Sam chce nam coś dać za darmo oraz nie wiadomo po co, bo tak naprawdę nikt nam nie zagraża. Rosja jeszcze przez 10-20 lat będzie zajęta sama sobą, to rzecz praktycznie gwarantowana, chyba że ktoś będzie ją głupio prowokował, jak Kubańczycy Jankesów na Grenadzie, a towarzysze radzieccy w Nikaragui. Łukaszenko nie taki straszny, jak go malują, a poza tym nie może podskoczyć za dużo ni na wschód ni na zachód, bo od obu stron jest zależny materialnie i czegoś się spodziewa, że dostanie jakieś korzyści za zrobienie czegoś albo nie zrobienie. Kłopot w tym, że poważne wzmocnienie obrony powietrznej (w tym lotnictwa myśliwskiego) następuje właśnie w takim czasie. Po co? J. w. Co do Gazpromu, Rosatomu... To jest jedna i ta sama kasa; koncerny narodowe z większościowym (Gazprom) i całkowitym (Rosatom) udziałem państwa. Państwo, w którym panuje jako taki porządek (a Rosja takim państwem jest) nie prowadzi dwóch czy więcej polityk zagranicznych, a tylko jedną. Rosja sprzedaje to, co ma - i surowce i myśl techniczną i broń i zboże (ropa i gaz to tylko ok. 1/4 % dochodów budżetowych; proszę zajrzeć choćby do wiki w paru językach), a jak będzie miała coś jeszcze na eksport, to też tym będzie handlować, bo bierze skąd tylko może na własną modernizację. O tym właśnie piszę od paru miesięcy, biorąc pod lupę różne przykłady. Jeżeli na nowe złoża gazu ziemnego będą rzeczywiście potrzebne zawrotne sumy to raczej zostaną takowe przeznaczone na reaktory powielające i przyspieszenie badań nad syntezą termojądrową dla celów pokojowych. No, chyba że niektóre państwa zachodnie zapłacą za takie złoża kierując się swoim nowym ideologicznym ukierunkowaniem na tzw. zieloną lub błękitną energię za każdą cenę - byle dalej od reaktorów atomowych. Ja wszystkie ideologie stanowiące systemy zamknięte (są też ideologie logicznie otwarte, ale to szeroki temat, którego w tym miejscu nie rozwijam) mam w tzw. głębokim poważaniu. Podobnie pewne szablony gazetowe podawane do wierzenia. Ja się jednego i drugiego najadłem do niestrawności za tzw. komuny. Myślę, że na każdą sprawę warto spojrzeć z kilku punktów widzenia, dotrzeć do wszystkich istotnych faktów, a następnie wyrobić sobie naprawdę własne, oryginalne zdanie. Ambicji podjęcia takiego wysiłku i odwagi głoszenia rzeczy niekoniecznie modnych życzę praktycznie każdemu myślącemu człowiekowi. Ja się mogę nawet codziennie przyznawać do tego. że nie uważam się za wyrocznię, a w żadnym razie nie przypisuję sobie tzw. ostatniego słowa. Powie je w każdej sprawie bieg wydarzeń, który staram się jedynie uważnie obserwować i wyciągać samodzielnie wnioski. Proszę wybaczyć, ale na tym naprawdę muszę już kończyć. Dyskusja była ciekawa, ale niestety mam też inne, równie ciekawe a trudniejsze zadania do wykonania w najbliższych dniach. Do następnego spotkania. Pozdrawiam.

Kauczuk
22 września 2010 (21:23)
podstawowe hasło Rzymian
trzeba się zbroić w czasie pokoju Wasiluk, wiesz o tym, a to pytanie po co wydajemy kasę na broń, jest tak samo głupie jak po co na broń wydaje Rosja.

Tadek
22 września 2010 (21:38)
udział ropy i gazu w budżecie Rosji to 1/4?!?
bliżej do 33%!. dane za 2009 rok. Zboże to oni importują w sumie od wielu lat, wcale nie mają go tak wiele jak na warunki geograficzne. oni sami stawiają na surowce, do 2020 sektor energetyczny ma przynosić 50% dochodów do budżetu - Экономическая экспертная группа (ЭЭГ), www.eeg.ru, generalnie nie mają czego innego eksportować, no jeszcze broń przynosi olbrzymie profity.

Grzegorz Wasiluk
23 września 2010 (07:28)
@Tadek
Nie będę się w tym momencie spierał o te liczby. Powiedzmy, że zakonotowałem sobie temat na artykuł p. t. mniej więcej Struktura towarowa dochodów eksportowych Rosji względnie jeszcze jeden: Finanse Rosji (z budżetem państwa na czele). Zagadnienia pasjonujące, a gdy już przedstawię liczby z powołaniem na źródła, przedmówca przedstawi swoje w podobny sposób. Na razie niestety muszę pilnie zająć się czym innym.

Dariusz Kosiur
28 września 2010 (20:59)
Nie istnieje polska polityka zagraniczna
Nie istnieje nic takiego, co można by określić mianem polskiej polityki zagranicznej, która byłaby zgodna z aspiracjami i interesem polskiego narodu. Od 1989 r. ścierają się w Polsce wpływy obce. Dziś można je określić jako wpływy USA-Izrael realizowane przez PiS oraz wpływy UE-Niemcy realizowane przez PO. Choć interesy USA-Izrael są sprzeczne z interesami UE-Niemcy, to jednak mają punkty wspólne. Takimi punktami wspólnymi są dążenie do podporządkowania sobie państw sąsiadujących z Rosją, dążenie do osłabienia politycznego i gospodarczego Rosji, dążenie do zagospodarowania jej surowców strategicznych. Jednak UE-Niemcy nie posiadają tak silnej pozycji gospodarczej (brak surowców - np. paliw) i politycznej jak USA-Izrael, stąd polityka UE-Niemcy ma inny charakter. Na razie chcą zagrać razem z Rosją na osłabienie pozycji USA-Izrael w Europie, co wcale nie oznacza, że rezygnują z polityki osłabiania Rosji. Jest ona nadal realizowana, ale z większą subtelnością. Polityka w Polsce jest realizowana przez obcy narodowo i wrogi nam element, dotyczy to i PiS i PO. Rezultatem polityki każdej z tych partii może być całkowity demontaż Państwa Polskiego, co chyba nie jest trudne do zauważenia nawet przez mało wnikliwego obserwatora. Proponuję Państwu obejrzenie filmu "Polacy na Białorusi", w którym wymieniana jest data 2005 r. To jest data zainicjowania przez rządzących w Polsce polityki wykorzystującej polską mniejszość na Białorusi celem destabilizacji politycznej tego państwa i w chłonięcia go do UE, co nie wyklucza podporządkowania Białorusi także USA-Izrael. A przecież od 2005 r. władza przeszła z rąk PiS w ręce PO, a jak widać polityka względem Białorusi i Rosji (a właściwie względem Polaków w Polsce) nie zmieniła się. Film "Polacy na Białorusi" http://wps.suwerennosc.com/

od autora
29 września 2010 (10:51)
Serdecznie witam przedmówcę
Autorowi jest przyjemnie za każdym razem, gdy okazuje się, że jego artykuł został uznany za na tyle ważny, aby warto było poświęcić mu nieco czasu na napisanie komentarza. Jeśli zgłasza się z tym nowy czytelnik, to satysfakcja jest podwójna, a jeśli na dodatek jest to ktoś mający jakieś własne, nietypowe przemyślenia, to nawet potrójna. Z tym wszystkim nie mogę się jednak zgodzić z aż tak wielkim podkreślaniem roli politycznego czynnika żydowskiego czy też nawet tylko izraelskiego (nie brak wyznawców religii mojżeszowej pragnących mieć z Izraelem tak mało wspólnego, jak to tylko możliwe). O przyczynach takiej mojej postawy mógłbym pisać nader obszernie, ale w tym miejscu ograniczę się do jednego punktu. Przedmówca twierdzi: „To jest data zainicjowania przez rządzących w Polsce polityki wykorzystującej polską mniejszość na Białorusi celem destabilizacji politycznej tego państwa i wchłonięcia go do UE, co nie wyklucza podporządkowania Białorusi także USA-Izrael. A przecież od 2005 r. władza przeszła z rąk PiS w ręce PO, a jak widać polityka względem Białorusi i Rosji (a właściwie względem Polaków w Polsce) nie zmieniła się.” Najpokorniej przepraszam, ale to jest przykład zupełnego spłaszczenia kąta i utraty ostrości widzenia. W latach 2007-2010 w naszym kraju istniała nieszczęsna dwuwładza w sprawach bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej. Ośrodek rządowy prowadził politykę szukania zbliżenia z Rosją, ośrodek prezydencki wprost przeciwną. Faktów świadczących o wyraźnym braniu góry obecnie przez tę drugą linię nie wymyśliłem. PiS, bracia Kaczyńscy, to była i jest linia próby kontynuacji sanacji czyli naszego polskiego autorytaryzmu założonego przez Józefa Piłsudskiego, w tym jego wielkiej niechęci do każdej Rosji. To jest jasne dla każdego politologa i historyka. Jak się okazuje, mamy również silny czynnik wewnętrzny polityki zagranicznej władz naszego kraju. Tyle krytyki głosu przedmówcy. Za pozytywne uważam myślenie w kategoriach globalnych oraz przyjęcie do wiadomości, że sprawy międzynarodowe to nie gra aniołów w kręgle, ale twarda gra interesów narodowych. Gra na dodatek zakłócona ogromnymi wpływami szeregu ideologii zamkniętych (na wewnętrzny rozwój pod wpływem zmian otoczenia zewnętrznego), wśród których najważniejsze są obecnie: idea wybraństwa Zachodu (Anglosasi + Izrael) oraz ideologia Marcusego (UE-Niemcy). Na wschód od nas narasta świadomość tzw. rosyjskiej idei, która z kolei jest najwyraźniej systemem logicznie otwartym, w którym nie zmienia się tylko kilka podstawowych zasad wartościujących. Z tego powodu np. Niemcy nie prowadzą polityki dokładnie po linii ich własnych interesów narodowych, wskazujących na potrzebę jak najlepszej współpracy z Rosją, bo jednocześnie ich elity władzy odczuwają potężną pokusę szerzenia ideologii Marcusego i narzucania płynących z niej posunięć w takich krajach jak Litwa czy Ukraina, gdzie wciąż jeszcze zachowały ogromne wpływy zupełnie przestarzałe ideologie „twardego” nacjonalizmu. Nasz kraj w takim stanie, w jakim się obecnie znajduje, przypomina zaś korytarz do swobodnego wykorzystania, przez który usiłuje się przepchnąć raz jedno raz drugie, a nawet coś w nim postawić na drodze tym z drugiej strony. W tej sytuacji próba swego rodzaju rzucenia cumów na Berlin i Moskwę bez względu na motywy pana premiera Tuska i jego ministrów jest raczej pozytywna, bo oznacza stabilizację stosunków zewnętrznych. Daje to nadzieję na wytworzenie się pola manewru również do naprawy stosunków wewnętrznych, oddalając nas od scenariusza, jaki stał się udziałem np. Mołdowy, skąd praktycznie każdy kto żyw, zdrowy, młody i silny wyjechał już na dobre na Zachód, bo gospodarka po całkowitej utracie rosyjskiego rynku zbytu leży na obu łopatkach.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Geopolitycznie

Mam apel do tych, którzy sądzą i głoszą, że nasza polityka międzynarodowa (zwana zagraniczną) rozpostarta jest między Rosję i Europę (ew. Amerykę), między formację...