Tymczasowość gatunków muzycznych - zegar tyka nadal?
    muzyka rockowa129 · muzyka metalowa39 · muzyka elektroniczna107 · muzyka pop21
2009-12-22
Mija dekada. W muzyce nie doszło do rewolucji, mimo że, zaryzykuje stwierdzenie, dobrych albumów było więcej niż w poprzedniej. Zdarzali się jednak tacy, którzy myśleli, że zrobią coś nowego. Coś, co dawno niewidzianego przełomu dokona. Nie oni jedni. I nie oni jedni skończyli szybciej i inaczej, niż by chcieli.

Zespół Linkin Park w 2003 roku wydał płytę „Meteora”. Dzięki niej zjednał sobie uznanie młodzieży szukającej swojego miejsca na świecie. No i niektórych krytyków, którzy niejednokrotnie mówili w kontekście muzyki granej przez grupę o „metalu szlachetnym”. Dziś muzyka zespołu jest opisana w wikipedii jako „szeroko pojęty rock”. I tak dobrze, że nie pop-rock, bo i takie określenia były używane przez dziennikarzy w recenzjach „Minutes to Midnight”, płyty wydanej cztery lata później, uznawanej przez wielu za symboliczny koniec nu-metalu – gatunku muzycznego, którego chorąż była dzierżona właśnie przez Linkin Park, łączącego rap, hip-hop, elektronikę i metal.

Czas agonii i tak był długi, jeśli by przypomnieć sobie, że wydana zaraz po „Meteorze” płyta „Fallen” Evanascence często była przedstawiana jako ostatnia deska ratunku dla nu-metalu. Dziś już samo istnienie tego rodzaju muzyki jest poddawane w wątpliwość. Powiedzmy szczerze - gatunku nie ma.




W 1995 roku wielka Brytania odłożyła na bok polityków, wojny, nie zwracała uwagi nawet na prognozę pogody. Ważne było tylko czy Blur, czy Oasis. Który z tych zespołów wygra Bitwę o Britpop. Pierwsze single z płyt „Modern Life Is Rubbish” i „What’s a Story Morning Glory” stanęły w szranki, wychodząc tego samego dnia, by rywalizować o pierwsze miejsce na brytyjskiej liście sprzedaży. Jatka nie na żarty. Przypomnijmy sobie: Noel Galagher w jednym z wywiadów przyznał, że życzy Damonowi Albarnowi, by ten „złapał AIDS i umarł”. Potem przepraszał. Jednak świat i tak zapamięta obrazek, kiedy kompletnie pijany parodiował „Parklife” Blur, bezczelnie zamieniając tytułową frazę na „shit-life”. Dodajmy - przy odbiorze Brit Award za najlepszy brytyjski album 1995 roku.

I co teraz? Britpopu już nie ma. Mimo że Oasis jeszcze próbowało wskrzeszać gatunek, ten ostatecznie padł z ich końcem. Właściwie nie ma też Blur, którzy i tak z brit-popu zrezygnowali wiele lat temu.

Wspomnieć jeszcze o grunge’u. Wciąż łatkę reprezentantów tego gatunku przyszywa się Pearl Jam, jednak oni odeszli od tej stylistyki jeszcze szybciej jak Blur od britpopu. Zdaje się, że z liczących się zespołów na scenie zostali tylko Mudhoney.

Właściwie nie można powiedzieć jednoznacznie na pytanie, dlaczego niektóre gatunki padają po ledwie paru latach egzystencji. Były nastawione na zmieniającą się koniunkturę? Były oparte na zbyt kruchych fundamentach muzycznych? Pewnie i jedno, i drugie. I wiele innych. Ale nie o tym teraz. Czy we współczesnej muzyce można odnaleźć podobne próby zrobienia czegoś nowego? I czy nie skończy się podobnie?




Chyba nie tak trudno. Na pierwsze miejsce wysunie się powrót taneczności lat 80. Ile starczy talentu przedstawicielom nurtu, który pod niebiosa wywyższa syntezatory i przaśną niegdyś elektronikę? Zderzenie lat 80. ze sceną indie na razie się zaczyna, i trudno prorokować, jak się skończy. O ile w ogóle, to pewnie z końcem zapotrzebowania na ten rodzaj muzyki wśród młodszych odbiorców, i przesyceniem rynku muzyka brzmiących identycznie zespołów. Jak pokazuje historia, gatunki, które chcą się wybić ponad ogólny trend, i zdobywają bardzo szybko niezwykłą popularność, często opierają się na zbyt prostym, trudnym do rozwinięcia pomyśle. Co prowadzi do wypalenia się gatunku. Wtedy członkowie zespołów stoją przed wyborem: szukać innego zawodu czy zmienić stylistykę.

Owszem, trudno sobie na razie wyobrazić, że La Roux gra jak, załóżmy, Chemical Brothers. Ale czy na początku lat 90. ktoś przewidywałby, że Damon Albarn będzie członkiem zespołu, co by nie powiedzieć, w dużej mierze około hip-hopowego?


Komentarzy: 1

Escape
11 grudnia 2011 (22:09)
Escape
Cóż za brak profesjonalizmu! Jakie Modern Life Is Rubbish?! To był album The Great Escape.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".