Ukraińskie zaskoczenie
    Ukraina136 · Janukowycz51 · Unia Europejska276 · konflikty29
2014-02-21
W listopadzie Janukowycza porównywano do Putina. Po przyjęciu ustaw 16 stycznia – dorósł do Łukaszenki. Teraz na terenie byłego ZSRR może mu dorównać chyba już tylko Bakijew.

Usevalad Shlykau na Majdanie, foto: Alexander Vasukovich

Zacznijmy od statystyki. 70 (w chwili pisania tekstu) zabitych według władz, ponad 100 – według medycznej służby Majdanu. Przynajmniej 25 zabitych we wtorek, jeszcze sześciu – w styczniu. Setki zaginionych.

Kończąc wątek liczb, teraz przynajmniej wiemy, ile trzeba śmierci, żeby Unia Europejska zareagowała w sposób bardziej zdecydowany niż rezolucje, ubolewania i sankcje wizowe. Wychodzi na pewno więcej niż sześciu zabitych, kilkuset rannych i aresztowanych – bo przecież tak sytuacja wyglądała jeszcze w styczniu. Dlaczego któraś ze stron miałaby od tego czasu ustąpić? Ale nie tylko Europa – nikt nie spodziewał się, do czego doprowadzi niepodpisanie umowy stowarzyszeniowej.

Europejscy politycy patrzyli na Janukowycza jak na wodza republiki bananowej w centrum Europy, któremu łaskawie dali szansę na status „Eurointegratora” i wygranie najbliższych wyborów. Ale tradycyjnie pokazali, że nie mają pojęcia jak funkcjonuje polityka za wschodnią granicą UE. Barbarzyńca z Doniecka postanowił, że wie lepiej, czego potrzebuje 46 milionów jego poddanych, bo z Moskwą przynajmniej można się porozumieć. A teraz, kiedy protestujący biorą władzę w zachodnich i centralnych regionach, Bruksela będzie musiała się tłumaczyć przed własnym elektoratem. Bo dla europejczyka, który jakoś się przyzwyczaił, że w Europie mieszka się spokojniej, niż za resztkami żelaznej kurtyny, pytania o zaistniałą sytuację są oczywiste.

- A dlaczego ci protestujący są z czerwono-czarnymi flagami? Czy to naziści?
- A jeśli to jest protest pokojowy, to dlaczego lecą koktajle Mołotowa?
- A co będziemy robili, jak ta hołota ruszy przez otwarte granice i zajmie nasze miejsca pracy?

Wątpię, żeby na Kremlu się spodziewali czegoś podobnego. Moskwa spokojnie wspierała „rodzinę” Janukowycza, powoli wprowadzając do kraju swój kapitał. Ale Janukowycz okazał się sojusznikiem jeszcze gorszym od Łukaszenki – jednego dnia nie chce do Unii Celnej, a następnego już żąda kredytu i zniżki na gaz. A później jeszcze pozwala stać protestującym w centrum stolicy!

Priorytetem są Igrzyska w Soczi, a tymczasem z Krymu płyną prośby o wprowadzenie wojsk… Ale tylko z Krymu. W reszcie kraju milicja i „Berkut” przechodzą już na stronę protestujących. I jak wytłumaczyć to widzom w całej Rosji? No dobra – powiedzą, że się sprzedali, ale nawet przy ohydnej propagandzie rosyjskich mediów obywatel nie może nie zauważyć, że protest trwa już czwarty miesiąc. Że wojska wewnętrzne nie poradziły sobie ze studentami i „białymi kołnierzykami”, a potężny „Berkut”, nawet mając ostrą amunicję, ucieka przed uzbrojonymi w kije i koktajle Mołotowa ludźmi. Najgorzej, że ze szczególnym zainteresowaniem patrzą na to widzowie z Białorusi, gdzie w następnym roku mają się odbyć wybory prezydenckie.

Opozycja też niczego podobnego się nie spodziewała. Nie spodziewali się setek tysięcy na Majdanie i buntów w regionach. Mieli natomiast nadzieję na uzyskanie poparcia przed wyborami 2015 roku. Teraz próbują grać rolę wodzów rewolucji i „przedstawicieli pokojowego protestu”. Ale protest już od dawna nie jest pokojowy, zaś Majdan zwraca na nich coraz mniejszą uwagę.

Nie wiem czego się spodziewał Janukowycz. Może myślał, że rozganiając studentów zbierze większy protest, na czele którego stanie opozycja. Potem sami by się rozeszli. Przez chwilę wyglądało na to, że prawie się udało i można wprowadzać nowe prawo na wzorzec Białorusi, ale ludzie znowu się zebrali. A może spodziewał się, że wystarczy mu „Berkutu” i żołnierzy wojsk wewnętrznych, żeby rozpędzić nieprzygotowanych i na początku bezbronnych protestujących. Nie udało się. Dał „Berkutowi” parę pojazdów pancernych i broń palną, ale efektownie wyglądające BTR-y okazały się łatwymi celami dla koktajli Mołotowa. A broń palną mają też mieszkańcy Kijowa i nawet dziwne, że tak rzadko odnotowywane są przypadki jej wykorzystania.

Co dalej? Na wojsko trudno prezydentowi liczyć – nie jest tak lojalne jak „Berkut”, który zresztą też całymi oddziałami przechodzi na stronę Majdanu. Nie wiemy, niestety, dokładnie, czego się spodziewał. Nie możemy też nic powiedzieć o jego stanie psychicznym. Ostatnie decyzje pozostawiają jednak dużo do życzenia, jak na standardy oczekiwań wobec głowy państwa.

Jest jeszcze olbrzymia część społeczeństwa, która po prostu nie rozumie co się dzieje. Po co oni tam stoją? Przecież sklepy były pełne, było w miarę stabilnie. Dlaczego inni strzelają – przecież tamci tylko stali?

Nawet sami protestujący nie spodziewali się takiego obrotu spraw. Od samych siebie nie oczekiwali takiego zdecydowania i liczebności. Ale tylko na początku. Rozebrany i pobity na mrozie Kozak , który w dniu wypuszczenia na wolność znów był na Majdanie, jest na pewno gotowy do wszystkiego.

Albo informatyk, który porzucił projekt w Stanach i przyleciał do Kijowa po pierwszej próbie rozpędzenia majdanu. Jego przyjaciel zaginął jako jeden z pierwszych, a on sam ma więc dodatkowy powód, by wciąż walczyć o to, żeby jego kraj był lepszy. Nie wie, jak to ma się stać, ale wie, że na pewno nie przy tej władzy. Mam nadzieję, że jeszcze żyje.

Albo ci chłopcy.

Właśnie takie codzienne ćwiczenia pozwoliły uchronić Majdan przed brutalnymi atakami. Bo jeszcze niedawno większość z nich siedziała w biurowcach lub na uczelniach i raczej się nie spodziewali, że przyda im się wiedza o tym, jak utrzymywać szyk pod ostrzałem. A dzisiaj – idą z kijkami na karabiny.

Najbardziej martwię jednak o dziewczyny-wolontariuszki, które pod ostrzałem i w deszczu koktajli Mołotowa roznosiły gorącą herbatę.

Nikt z tych ludzi nie ma wątpliwości – muszą zmienić swój kraj i zwyciężyć. Jeśli Europa nie umie pomóc – nie ma sprawy, poradzą sobie sami. Powoli, przelewając krew, z wieloma błędami, ale naprawią swój kraj. Szkoda, że nie będzie w tym zasługi Zjednoczonej Europy.


Komentarzy: 3

Kosogłos
22 luty 2014 (23:26)
git!
to jeden z najlepszych i najbardziej rzeczowych tekstów jakie czytałem w polskim necie o wydarzeniach na Ukrainie. Pod wrażeniem jestem. Choć z tym naprawianiem kraju w pojedynkę...rozumiem, emocje.

Anka
23 luty 2014 (08:39)
dobry anons
za rok wybory na Białorusi, sprytnie przemycona chęć dokopania kolejnemu dupkowi. Z tym, że jednak okazało się, że vitia z Białorusi do jednak aniołek w stosunku do vitii z Ukrainy.

Kowal
23 luty 2014 (12:29)
z wojskiem jeszcze w tamtych momentach bym uważał,
janukowycz po pomarańczowej rewolucji kiedy to wydał rozkaz zdławienia majdanu i wojsko mu odmówiło, wywalił ze struktur wszystkich których uważał za zdrajców. On tego armii nie wybaczył. Teraz odchodzą ludzie, których mianował jako wiernych sobie. Ale mogło być różnie.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".