Uroczystości katyńskie to nowy początek dla Europy
    prasa zagraniczna40 · Katyń28 · Putin80 · Związek Radziecki22
2010-04-09
Taki ton wyraźnie przeważał w prasowych i telewizyjnych komentarzach za granicą dotyczących uroczystości w Katyniu w dniu 7 IV. Zdania w rodzaju: „Putin, w którego oczach można ujrzeć litery KGB, nie przeprosił”, znalazły się w wyraźnej mniejszości. Ciekawy okazał się rozkład geograficzny pewnych opinii, acz muszę wyznać, że nie była to dla mnie żadna niespodzianka. Największą radość z powodu otwarcia drogi do polsko-rosyjskiego pojednania wyrażały środki masowego przekazu w samej Rosji, co trudno uznać za dziwne.

Podobnie zresztą jak zawarte w ich sprawozdaniach między wierszami życzenie, aby strona polska przestała wreszcie wałkować ten temat, zostawiając historię historykom. Niczym echo Moskwy brzmiały głosy z Paryża, ale i z Waszyngtonu (wypowiedź pani sekretarz stanu Clinton). Niemcy wypowiadali się jak ktoś, kto pragnie odegrać rolę arbitra. Angielskie i amerykańskie środki przekazu uznały sprawę za mało ważną, a jeśli już się nią zajęły to po to, aby powątpiewać w zakończenie wzajemnych rozliczeń dwóch wielkich narodów słowiańskich.

Moim skromnym zdaniem nie są to postawy przypadkowe. Panowie redaktorzy wypełnili w ten sposób pewne zamówienie polityczne ze strony tych, którzy dają ich redakcjom reklamy itd. itp. Nie znaczy to wcale, że prasa światowa przestała być ciekawa. Zamieściła na interesujący nas tu temat co najmniej dwa bardzo ciekawe materiały, które postanowiłem przedstawić nieco szerzej. Na wstępie jednak o tym, jak skomentowano wpływ tego wydarzenia dotyczącego historii na współczesność.

„Z Putinem nigdy nic nie wiadomo”

Tą złotą myślą podzielił się ze swoimi widzami na pierwszym programie niemieckiej telewizji ARD (a właściwie jej cyfrowego kanału całodobowych wiadomości i reportaży Eins Plus) komentator RBB (Rundfunk Berlin-Brandenburg) Robin Lautenbach. Towarzyszył temu (moim zdaniem) całkiem przytomny wywód na temat starannie przemyślanych celów politycznych, jakie postawiono sobie na Kremlu. Wszystkie te przejawy wielkoduszności wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej (tego samego dnia Miedwiediew niezwykle życzliwie rozmawiał ze Słowakami w Bratysławie) zostały wykalkulowane na zimno i mają jeden, długoterminowy cel – przeciągnięcie na swoją stronę opinii publicznej tych krajów, aby można było je w razie potrzeby rozgrywać przeciw Zachodowi. Docelowo nawet wyrwać z UE i NATO. To oczywiście tylko takie przypuszczenia, ale lepiej uważać, bo jak wyżej – ostrzegł red. Lautenbach. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę to, co da się stwierdzić z całą pewnością, w stosunkach polsko-rosyjskich następuje bardzo poważne ocieplenie. Polityka małych kroków w stronę Rosji premiera Tuska wydaje właściwe owoce i wszyscy powinniśmy być mu za to wdzięczni, bo bez dobrosąsiedzkich stosunków między tymi dwoma państwami, ze względu na kluczowe położenie geograficzne Polski, trudno myśleć o dobrej współpracy na skalę całego naszego kontynentu – podsumował niemiecki komentator. [1]

Prasa brytyjska uznała całe to wydarzenie za zbyt mało ciekawe dla swoich czytelników, poświęcając mu co najwyżej drobne wzmianki agencyjne. W miarę obszerny artykuł poświęcił mu ogromny dziennik opiniotwórczy, wiązany z tzw. liberałami wschodniego wybrzeża (umiarkowanymi socjaldemokratami) – „New York Times”. Powtarzając fakty znane w naszym kraju (a oczywiście niekoniecznie między Atlantykiem a Pacyfikiem) red. Judy Dempsey (niegdyś pani sowietolog pracująca m. in. dla Głosu Ameryki) lekko zakpiła sobie z obu premierów: „Środowe obchody rocznicowe pośród brzóz i świerków były nacechowane wielkim ładunkiem symboli [was pregnant with symbolism – cóż za fatalna angielszczyzna!], ale też mimowolną ironią. Państwowa rosyjska telewizja pokazała pana Putina – byłego funkcjonariusza KGB, stojącego obok swego polskiego kolegi podczas gdy księża prawosławni odśpiewywali formuły żałobnego nabożeństwa. Rosyjscy i polscy żołnierze złożyli wieńce u stóp górującego nad nimi prawosławnego krzyża w kolorze czerwonym.” [2]


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Jan Palikot”, czyli co zagraniczne media donoszą o polskich wyborach

Jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej "The Economist" oceniał ją jako nudną. Jeśli do tego dodamy wynik wyborów gwarantujący polityczne status quo, to łatwiej będzie można zrozumieć,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".