Urugwaj – wybory z echem przeszłości w tle
    Ameryka Łacińska23 · Urugwaj2 · Tupamaros1
2009-11-02
Urugwaj to niewielkie państwo wciśnięte między potężne Brazylię i Argentynę, którego losy rzadko przykuwają uwagę opinii międzynarodowej. W ciągu ostatnich 5 lat umiejętnie rządzony przez umiarkowanie lewicowego prezydenta wstąpił na ścieżkę stabilnego rozwoju. Urugwajczycy są właśnie w trakcie wybierania nowych władz. Liderem sondaży w wyborach prezydenckich jest… były przywódca lewicowej partyzantki. Czy nie pójdzie on w ślady Hugo Chaveza lub Daniela Ortegi ściągając kraj ostro w lewo?



Trudny kompromis i powrót demokracji

W drugiej połowie XX w. Urugwaj – podobnie jak reszta krajów regionu – doświadczył tragedii zamachów stanu i rządów junty wojskowej. W 1973 r. grupa wojskowych „w obronie” porządku publicznego, zagrożonego m.in. przez działalność lewicowej partyzantki Tupamaros, przejęła władzę w kraju. Natychmiast doszło do ograniczenia praw obywatelskich i krwawych represji wszelkich „nieprawomyślnych” grup, opozycyjnych wobec dyktatury. Partyzanci, aktywnie walcząc z reżimem stali się w oczach wielu - zwłaszcza biedoty - obrońcami zniewolonego narodu. W połowie lat 80. doszło do porozumienia. Według tego samego scenariusza, jak np. w Argentynie lub Chile, wojskowi zgodzili się oddać władzę w zamian za…. amnestię. Amnestia stanowiła o tym, że żaden przedstawiciel aparatu władzy nie mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w czasach dyktatury. Środowiska opozycyjne zgodziły się na takie rozwiązanie, gdyż w ówczesnych realiach był to jedyne możliwe wyjście z sytuacji, gdyż armia, wspierana przez konserwatywną część społeczeństwa, miała przemożny wpływ na życie kraju. Zbiorowa amnezja, czyli próba puszczenia w niepamięć tego, co się stało i koncentracja na budowie lepszej przyszłości była jedynym sposobem zjednoczenia podzielonego narodu. W 1986 r. podpisano dekret o amnestii i w Urugwaju przywrócono demokrację.

Nowy aktor na scenie

Następne dwie dekady to na niwie politycznej uzdrawiająca stabilizacja. Skazą na niej była jednak dominacja dwóch tradycyjnych partii: Partido Colorado i Partido Nacional, które naprzemiennie od 1836 r. wymieniały się u steru kraju. Na gruncie gospodarczym, Urugwaj stopniowo się rozwijał. Powiązany silnie z sąsiednimi gigantami, z którymi wespół z Paragwajem od 1995 r. tworzy strefę wolnego rynku MERCOSUR, boleśnie odczuwał jednak kryzysy w Brazylii w 1999 r. i Argentynie w 2001-2002 r. Przełomowym wydarzeniem w ostatnich latach w Urugwaju było zwycięstwo Tabaré Vazqueza i jego partii Frente Amplio (Szeroki Front) w wyborach w 2004 r., wpisujące się w falę zwycięstw lewicy w Ameryce Łacińskiej w tym okresie. Po raz pierwszy w historii kraju zwyciężyła inna siła polityczna niż tradycyjne, ponad stupięćdziesiątletnie partie. Frente Amplio to zlepek różnych ruchów lewicowych, a jego lider, Vázquez jest przedstawicielem umiarkowanego odłamu koalicji. W tym też duchu sprawował urząd przez ostatnie 5 lat.

Uzdrowiona gospodarka

Gospodarka liczącego ok. 3,3 miliona mieszkańców Urugwaju w znacznej mierze opiera się na eksporcie produktów rolnych i mięsa. Tabaré Vázquez wykorzystał wysoką cenę na te produkty w ostatnich latach i przy pomocy swego ministra finansów, Danilo Astoriego (do 2008 r.) skutecznie kierował gospodarką kraju. Potroił wolumen inwestycji zagranicznych, zmniejszył bezrobocie i biedę, utrzymał w ryzach inflację, zmniejszył dług publiczny i utrzymywał rozwój gospodarczy na stałym wysokim poziomie – 6% rocznie. Poprzez rozwijanie powiązań z Europą i Azją udało mu się zdywersyfikować partnerów gospodarczych i większym stopniu uniezależnić do Argentyny czy Brazylii. Mimo światowego kryzysu finansowego, udało się w 2009 r. zachować niewielką stopę wzrostu (1,2%) i szacuje się, że w roku następnym osiągnie ona wartość 3,5%.

W cieniu Tabaré Vazqueza

Powyższe osiągnięcia oraz charyzma, a zarazem skromność Vasqueza - który będąc z wykształcenia doktorem w czasie prezydentury raz w tygodniu kontynuował praktykę lekarską - sprawiły, iż cieszy się niezwykle wysokim, ponad 60% poparciem. Z tego powodu w odróżnieniu od dotychczasowych, obecne wybory w Urugwaju odbywają się nie na fali krytyki rządu, lecz w cieniu jego sukcesów. Na sztandarach wyborczych kandydatów na prezydenta nie powiewało hasło „zmiana”, lecz „kontynuacja”. Jedni starali się zdyskredytować przekonać społeczeństwo, że to właśnie oni, a nie ich przeciwnicy lepiej poprowadzą dzieło rozpoczęte przez Tabaré Vazqueza.

Syn dyktatora, emerytowany partyzant i eksprezydent

Jednym z trzech głównych kandydatów w wyborach prezydenckich był Pedro Bordaberry, reprezentant partii Colorado, syn Juana Maríi Bordaberry’ego, dyktatora rządzącego krajem w latach 70. XX w. Drugi to José Mujica, przedstawiciel partii obecnego prezydenta Frente Amplio, były przywódca Tupamaros, który 14 lat spędził w więzieniu, a ostatnio hoduje kwiaty. Trzeci kandydat to, Luis Alberto Lacalle z Partido Nacional, były prezydent Urugwaju (1990-1995) o liberalnych poglądach na gospodarkę, który wprowadził kraj do MERCOSURu. Od dawna wiadomym było, iż decydująca walka rozegra się między dwoma ostatnimi, przy czym największym poparciem (ocierającym się o 50% - niezbędnym do wygrania w pierwszej turze) cieszył się Mujica. Cieniem na jego kandydaturze kładła się jednak (zbyt) radykalna przeszłość. Jak wspomniano wyżej obydwaj główni kandydaci swe kampanie wyborcze opierali na hasłach kontynuacji i stabilizacji, a nie zmian. Przy czym o ile Mujica starał się przekonywać, że jego rządy będą odzwierciedleniem rządów Vazqueza (gdyż obaj wywodzą się z tej samej partii), że będzie podążał śladem Luli da Silvy (a nie np.Hugo Chaveza), o tyle Lacalle udowadniał, że wybór Mujiki oznacza rządy radykała pokroju Daniela Ortegi w Nikaragui.

Będzie druga tura

W wyborach, jakie miały miejsce w poprzedni weekend nie wyłoniono ostatecznego zwycięzcy. Mujica zdobył 47,49%, więc zabrakło mu niecałych 3% do wygranej w pierwszej turze. Drugie miejsce zajął Lacalle z 28,53%, a trzecie Pedro Bordaberry z 16,66%. Ten ostatni już zapowiedział, że poprze Lacalle’a, co wskazuje, iż druga tura, która odbędzie się 29 listopada może być bardzo wyrównana. Zapowiada się ognista dogrywka, w której Mujica będzie jeszcze bardziej udowadniać, że nie już jest radykałem, a Lacalle, że to nieprawda.

Skręt w lewo?

Podkreślić należy, że kiedy w poprzedni weekend obywatele Urugwaju poszli do urn, oddawali potrójny głos: w wyborach prezydenckich, w wyborach parlamentarnych, w referendum mającym rozliczyć niechlubną przeszłość. W wyborach do sejmu i senatu udało się zachować większość rządzącej koalicji Frente Amplio. W niższej izbie parlamentu zdobyła 50 z 99 mandatów, a wyższej 16 z 30. Oznacza to, że jeśli wybory wygra wywodzący się z tego samego ugrupowania José Mujica będzie mógł liczyć na poparcie swoich projektów ustaw w parlamencie. Czy oznacza to, że Urugwajowi grozi radykalny skręt w lewo? Nie. Po pierwsze dlatego, że wygląda na to, że Mujica stracił zęby radykała, gdzieś po drodze z okopów na salony. To tylko sztab wyborczy jego przeciwnika chce przyprawić literującemu w sondażach Jose Mujice krwawą gębę.

Dowodem na umiarkowaną orientację byłego partyzanta (a zarazem na umiejętne zjednywanie sobie wyborców) jest fakt, że na swego wiceprezydenta wybrał Danilo Astoriego, jednego z głównych architektów sukcesu Tabare Vazqueza. Po drugie, skręt bardziej w lewo jest technicznie niemożliwy. W Urugwaju prezydent nie rządzi za pomocą dekretów, lecz projekty ustaw przygotowywane przez rząd muszą zyskać akceptację sejmu i senatu. Zwycięską partię Frente Amplio tworzy wiele mniejszych ugrupowań, które jako całość wcale nie chcą radykalizacji. Jak pokazały ostatnie lata zaś, parlament urugwajski pod wodzą tej partii jest aktywny – 30% przedstawionych ustaw zostało przezeń zmodyfikowanych. Nawet zakładając, iż prezydent chciałby pójść w ślady Hugo Chaveza, mie ma możliwości, aby udało mu się przeforsować jakąkolwiek ustawę świadczącą o radykalnym skręcie w lewo.

Amnestia trwa, amnezja nie

Trzecią kwestią, o której decydowali Urugwajczycy było referendalne pytanie: czy amnestia członków zbrodniczego reżimu ma być zniesiona czy nie? Mimo wprowadzonego w 1986 r. dekretu o amnestii od lat rodziny pomordowanych i desaparecidos (czyli „zagionionych”, ofiar reżimu, których ciał nigdy nie odnaleziono) protestują i domagają się ukarania winnych. W Chile i Argentynie już trwają procesy (zapoczątkowane słynnym, choć nieudanym oskarżeniem Augusto Pinocheta). W niedzielę swoich katów i swoją przeszłość ocenili obywatele Urugwaju. Mimo że kilka dni wcześniej ostatni dyktator tego kraju, Gregorio Álvarez został skazany na 25 lat więzienia (uznano go odpowiedzialnym za śmierć 37 osób), w niedzielnym referendum Urugwajczycy zdecydowali, iż amnestia nie zostanie zniesiona zatem póki co zbrodniarze nie odpowiedzą za swoje czyny. Obawa przed otwarciem starych ran i ponownym podzieleniem narodu zwyciężyła. Należy się jednak spodziewać dalszych protestów i presji rodzin ofiar. Wiedzą one, że wojsko nie posiada już takiej władzy, jak kiedyś. Już nie będą milczeć i udawać, że zapomniały. Będą domagać się sprawiedliwości.

Ostoja demokracji

Nasuwa się jeszcze jedna myśl. Cieszy fakt, że Tabaré Vázquez, ogromnie popularny prezydent latynoamerykański, spokojnie i dobrowolnie, w glorii sukcesu usuwa się ze sceny politycznej. Cieszy – wobec dążeń Hugo Chaveza w Wenezueli, Rafaela Correi w Ekwadorze, Daniela Ortegi w Nikaragui, Alvaro Uribe w Kolumbii, którzy już zmienili lub planują zmienić konstytucję tylko po to, by utrzymać się jak najdłużej przy władzy. Cieszy – wobec zamachu stanu w Hondurasie, gdzie wojsko znów pojawiło się na pierwszym planie. I jest to smutne zarazem – bo cieszyć nie powinno, powinno być oczywiste.

Marcin Maroszek – Absolwent stosunków międzynarodowych w Katedrze Amerykanistyki i Mass Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracownik Fundacji Amicus Europae, gdzie specjalizuje się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej oraz polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Członek Forum Młodych Dyplomatów. Autor bloga poświęconego Ameryce Łacińskiej: amerykalacinska.com.pl .
Komentarzy: 1

Ebi
4 listopada 2009 (11:21)
czy można za taki tekst,
o takim nieznanym kraju dać inną notę niż najwyższą? Nie sądzę, kupa świetnej roboty Panie Maroszek.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".