Kiedy idę do kawiarni czy restauracji w Polsce, zdarza mi się być obsługiwanym przez osobę w moim wieku. Mamy zupełnie inny status – ja... 
„Rzeczpospolita” zbadała ostatnio, ile polskie partie wydają na usługi związane z promocją samych siebie. Wyniki są zatrważające, bowiem... 
W PRL-u ludzie o chłopsko-robotniczym pochodzeniu mieli łatwiej żeby dostać się na studia. W latach sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych... 
Przeciwnicy krzyży w miejscach publicznych mówią, że Katolik, jak pies, czuje potrzebę znaczenia terenu. „Obrońcy” krzyży krzyczą o... 
Kiedy znajomy dyplomata ostrzegł mnie przed wyjazdem na pół roku do Azji Wschodniej, wiedział, co mówi. Stwierdził dobitnie, że nie da się... 
Bardzo często, praktycznie każdego dnia dziękuję Panu B., a przede wszystkim jednak sobie, że udało mi się w życiu nie ulec pokusom chodzenia... 
Przyzwyczajeni jesteśmy do postrzegania relacji izraelsko-palestyńskich poprzez pryzmat konfliktu bliskowchodniego. Z mediów wyłania się... 
12 lutego Opieka Społeczna zabiera do domu dziecka 11 letniego chłopca wprost ze szkoły. Rodzice nic nie wiedzą o decyzji Sądu Rodzinnego. Nie... 
Oczywiście cykl taki nie istnieje i tworzę go na potrzebę jakże chwytliwego tytułu tego felietonu. Bo będzie o sprzedajności, gdybaniu,... 
Wiele mówi się ostatnio o poszczególnych przepisach rządowego projektu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i mówić o nich trzeba,... 
Wiele mówi się ostatnio o poszczególnych przepisach rządowego projektu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i mówić o nich trzeba,... 
12 lutego Opieka Społeczna zabiera do domu dziecka 11 letniego chłopca wprost ze szkoły. Rodzice nic nie wiedzą o decyzji Sądu Rodzinnego. Nie... 
Kiedy idę do kawiarni czy restauracji w Polsce, zdarza mi się być obsługiwanym przez osobę w moim wieku. Mamy zupełnie inny status – ja... 
Przyzwyczajeni jesteśmy do postrzegania relacji izraelsko-palestyńskich poprzez pryzmat konfliktu bliskowchodniego. Z mediów wyłania się... 
Termin „celebryta” jakkolwiek znany powszechnie, sprawia pewną trudność w zdefiniowaniu. Potocznie przyjęło się stosować ten termin w... 
Krzyże w miejscach publicznych czynią z nas intelektualny zaścianek
Po tym jak Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Strasbourgu stwierdził, że katolickie krzyże w szkołach naruszają prawo osób niewierzących do wychowywania dzieci w neutralności światopoglądowej, posłanka SLD Joanna Senyszyn... 
Standardy dziennikarstwa: „BICZ BOŻY” – Tomasz Terlikowski
Tomasz Terlikowski jest publicystą tygodnika „Wprost”. Dodajmy, że jest żarliwym katolikiem i konserwatystą a jego dziennikarskie pióro zawsze ożywa gdy nihilistyczne lewactwo podnosi rękę na polskie tematy tabu. Eutanazja, aborcja,... 
W PRL-u ludzie o chłopsko-robotniczym pochodzeniu mieli łatwiej żeby dostać się na studia. W latach sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych ludzie pochodzący z mniejszości rasowych mieli również dodatkowe punkty na etapie rekrutacji na amerykańskie uniwersytety (tzw. Akcja afirmatywna - affirmative action). Wczoraj - 22 grudnia 2009 roku - w polskim Sejmie złożono obywatelski projekt ustawy odnośnie parytetu płci. Ustawa ma zwiększyć partycypację kobiet w życiu publicznym i poprawić tym samym jakość polskiej debaty publicznej.
Jako przeciwnik parytetów muszę jasno stwierdzić, że stoją za tym pomysłem racjonalne argumenty. Szkoda tylko, że zwolennicy tego rozwiązania postanowili ich nie używać a swoją kampanię polityczną prowadzą niekiedy w sposób skandaliczny i seksistowski.
Projekt ustawy o parytecie płci
W projekcie ustawy czytamy, że został on złożony w „celu pełniejszej realizacji, wyrażonej w art. 33 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia1997 r., zasady równości praw kobiet i mężczyzn we wszystkich dziedzicach życia, w tym życia politycznego”. Według tego projektu poza parytetem pozostają „wybory do Senatu, na stanowisko Prezydenta RP, na jednoosobowe stanowiska w organach wykonawczych samorządu terytorialnego”.
W ustawie ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej projekt wprowadza dwie zmiany, w tym tą kluczową w art. 143, w ten sposób, że po ust.2 dodaje się ust. 2a o treści: „liczba kobiet na liście okręgowej nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn”. Z kolei w ustawie Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw w art. 98 po ust. 2 dodaje się ust. 2 a w brzmieniu: „Liczba kobiet na liście nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn. Zasady tej nie stosuje się w przypadku wyborów uzupełniających do rady w gminie liczącej do 20.000 mieszkańców.”
Dlaczego parytety jest potencjalnie dobrym rozwiązaniem...?
Za pomysłem parytetów, jak sądzę, leżą dwa zasadnicze argumenty, które sprawiają, że pomimo płytkiej jak woda w Stradomce debaty wokół tego pomysłu, zasługuje on na chwilę zastanowienia.
Po pierwsze zwolennicy parytetów mówią tak – wprowadźmy tymczasowo parytety, aby przyśpieszyć pozytywne zmiany zachodzące w społeczeństwie. Podobnie biegła argumentacja amerykańskiego Sądu Najwyższego (SN), który rozpatrywał kiedyś sprawę z powództwa chłopaka żydowskiego pochodzenia, który zaskarżył decyzję władz uniwersytetu, na który kandydował, o tym, że pomimo lepszego wyniku będzie musiał ustąpić swoje miejsca koledze z mniejszości rasowej. Niestety Sąd Najwyższy nie uwzględnił jego powództwa (odrzucił również jego drugi wniosek, żeby uznać, że Żydzi są również mniejszością, bo kandydował na wydział prawa, a SN stwierdził, że w amerykańskiej palestrze jest bardzo wielu żydów, więc o mniejszości nie może być mowy).
Ratio legis tego rozstrzygnięcia prezentuje się następująco. Amerykanie wymyślili, że skoro ktoś z getta, należący do mniejszości, żyjący w ciężkich warunkach osiąga wynik zbliżony do ucznia rasy białej z „dobrej dzielnicy”, to taki student rokuje lepiej i dlatego powinien zostać przyjęty na studia.
Jakie są skutki „affirmative action” z Stanach Zjednoczonych po kilkudziesięciu latach? Stany Zjednoczone nie są krajem, w którym rasizm został przezwyciężony, jednak w mediach coraz częściej widać osoby innego koloru skóry niż biały, co sprawia, że biedne dzieci w gettach mają nowe autorytety, które – po raz pierwszy – wywodzą się spoza świata sportu czy muzyki. Czterdziestym czwartym prezydentem USA został czarnoskóry Barack Obama, w Federalnym Sądzie Najwyższym (The Supreme Court of the United States) zasiadają czarnoskóry sędzia Clarence Thomas i latynoska Sonia Sotomayor. Colin Powell, Condoleezza Rice to tylko niektóre dowody na potwierdzenie tezy zwolenników, że akcja była potrzebna.
Istniej duże prawdopodobieństwo – chociaż pewności nie ma – że akcja afirmatywna przyśpieszyła zmiany w społeczeństwie amerykańskim i sprawiła, że miliony obywateli poczuło się częścią tego kraju. Z tego powodu analogicznie parytety mają swoje racjonalne jądro, gdyż mogą sprawić, że dyskryminowane kobiety lepiej odnajdą się w społeczeństwie i w życiu publicznym, w którym istnieje duża nadreprezentacja mężczyzn.
Kolejny, drugi, argument za parytetem odnosi się do macierzyństwa i ustalania list wyborczych. Te drugie tworzone są na podstawie wcale nie płci – jak twierdzą bez podawania dowodów feministki - ale zaangażowania partyjnego połączonego z merytorycznymi zdolnościami kandydata na stanowisko (czasem to nie jest konieczne, czego przykładem są posłowie absolutnie bez żadnego wykształcenia).
Jednakże czasem największej zawodowej aktywności człowieka, przyjmijmy, jest okres pomiędzy 25 a 40 rokiem życia. W tym czasie kobiety najczęściej wychowują dzieci, poświęcają się rodzinie i nie mają w związku z tym czasu na „partyjne gierki” i zdobywanie pozycji w strukturach politycznych. Z tego powodu parytet jest potrzebny, mówią zwolennicy, bo wyrównuje szansę na zdobycie pozycji politycznej, które „Matka Natura” zmniejszyła poprzez obciążenie kobiet rodzeniem potomstwa.
... oraz dlaczego szczytny cel powinien być osiągnięty innymi środkami?
Gdy w lipcu 2009 roku Azrael pisał na temat parytetów (Parytet jest zgodny z konstytucją RP) stwierdził, że są one pomysłem „mającym dostosować niedoskonałe prawo do realiów nowoczesnego państwa, w którym każdy, niezależnie od płci, ma równe prawa”. Dalej Azrael stwierdził, że wprowadzenie parytetów „nie narusza zasady równości, ponieważ nie ingeruje w sam akt wyborczy”.
Problem z parytetami jest jednak taki, że wbrew temu o czym mówią ich zwolennicy łamią one zasadę równości. Są przejawem myślenia, że „cel uświęca środki”, o czym można się przekonać czytają chociażby uzasadnienie projektu ustawy, w którym napisano, że byłoby „oczywiście lepiej , gdyby realizacja zasady równości nie wymagała regulacji ustawowej”. Kobiety mają świadomość więc, że ich postulat jest rozwiązaniem skrajnym.
Parytety łamią zasadę równości jednostki a zastępują ją zasadą równości grupowej, równości płci. W ten sposób możliwa jest sytuacja, w której dojdzie do paradoksalnej sytuacji, że na listach będzie 50/50 (równość grupowa doskonała), a w skali mikro, konkretna kobieta – konkretny mężczyzna, dojdzie do jawnej dyskryminacji mężczyzny, który nie ze względu na obiektywne kryteria, a ze względu na urodzenie nie otrzyma miejsca na liście.
Przerysowując, możliwa jest sytuacja, że mężczyzna (z doktoratem i dwudziestoletnim doświadczeniem w polityce) będzie musiał ustąpić miejsca studentce z dwudziestoma latami doświadczenia, ale życiowego – tylko dlatego, że w przeciwnym wypadku partia nie będzie mogła zarejestrować listy wyborczej. Jest to oczywiście czysto hipotetyczne, ale możliwe w systemie, w którym istnieją parytety. Możliwe tym bardziej w Polsce, w której nepotyzm jest poważnym problemem społecznym.
Hipotetycznie może również dojść do takich sytuacji, w których mężczyzna, który przez lata „walczył” o swoją pozycję w partii, przeprowadził wiele kampanii i skutecznych akcji promocyjnych będzie musiał ustąpić miejsca kobiecie, która – nawet z obiektywnych względów, o których pisałem powyżej – nie musiała przejść tej całej procedury a swoją pozycję na liście uzyska ze względu na parytet. Żaden z Czytelników, jak sądzę, nie chciałby się znaleźć na miejscu tego młodego człowieka, który stracił kilka lat swojego życia, w czasie, w którym ta kobieta wychowywała swoje dziecko, albo powiększała swoje kwalifikacje (większość studentów to kobiety).
Cena władzy
Tutaj dochodzimy do kolejnego aspektu tego problemu. Mężczyźni angażujący się w politykę tracą bardzo wiele na życiu prywatnym. Siedząc w Warszawie, czy Brukseli, częstokroć nie angażują się w życie swoich dzieci i zaniedbują swoje rodziny. To jest cena, którą płacą. Bardzo wysoko, jak sadzę. Dlaczego kobiety mają być od jej płacenia zwolnione? Dlaczego mają mieć wszystko: władzę i rodzinę? Kiedy mężczyźni muszą wybierać?
Tutaj dochodzimy do sedna problemu, gdyż moim zdaniem prawo, które obecnie mamy jest w tej materii wystarczające a zasada równości – wbrew temu co pisze Azrael - nie została stworzona tylko na potrzeby aktu wyborczego, a ma obowiązywać bez przerwy i bezwzględnie. Paradygmat równości w polskim społeczeństwie nie może być obalony z powodu niedostatecznej reprezentacji kobiet w życiu publicznym, gdyż poświęcimy wartość, która jest o wiele większa od tej, którą pragniemy osiągnąć. Rozmywanie tej zasady jest ponadto bardzo groźne i może prowadzić do relatywizmu, na którego w kwest równości wobec prawa nie może być miejsca.
Cena parytetu
A parytety to z jednej strony „poprawianie Matki Natury”, o czym pisałem powyżej, ale to również dyskryminacja mężczyzn. Tak samo jak akcja afirmatywna w USA, tak samo parytety w imię wyższego celu poświęcają pojedyncze jednostki, które miały pecha urodzić się reprezentantem większości, albo mężczyzną.
W Stanach ktoś może być mądrzejszy, ale i tak się nie dostanie na studia. Osiągnięto większy odsetek partycypacji czarnoskórych w rządzeniu, Obama został prezydentem, ale co amerykanie zatracili? Ilu bardzo mądrych ludzi (białych) nie dostało szansy pokazać swoich umiejętności i jaki wpływ ma to na sytuację polityczną, gospodarczą i prawną Ameryki, tego nie wiemy. Pewne jest to, że żaden z Czytelników nie chciałby się znaleźć na miejscu tego białego, poświęconego dla „większej sprawy”.
Czy przy ustalaniu list wyborczych będzie dochodzić do absurdalnych sytuacji, w których partię polityczne będą ustawiać „figurantki”, aby zapchać „damską” część listy wyborczej? Sądzę, że tak. Wbrew temu co twierdzi pani Magdalena Woskowicz w opublikowanym na łamach naszego portalu artykule „
Podpisz! Daj kobietą szansę! Sprawa parytetu płci” - dalej wielokrotnie będę się do niego odnosił – kobiety mniej interesują się polityką.
Pani Woskowicz pisała tak: „Parytet chce zadać kłam potocznej opinii, że kobiety nie obchodzi polityka. Tymczasem, jeśli nie obchodzi, to, dlatego, że nie mają wstępu na jej salony”. Rzeczywistość jest jednak taka, że kobiety będąc na salonach i mając realną szansę na objęcie władzy, tej władzy nie chcą (więcej na ten temat w artykule „Jolanta Kwaśniewska chce parytetów, ale nie chce o nie walczyć").
Płeć ważniejsza od wykształcenia
Co gorsza jednak, parytety są przejawem odprofesjonalizowania polskiej legislatury. Otóż projekt ustawy nie mówi nic o tym, że kandydaci na listy wyborcze powinni mieć jakieś wykształcenie. Oni powinni być po prostu konkretnej płci. Jest to myślenie przewrotne, bo przecież my nie wysyłamy posłów do Sejmu, żeby ze sobą „parytetowo kopulowali”, a żeby tworzyli prawo! A to oznacza, że płeć nie ma znaczenia, ważne jest wykształcenie, doświadczenie i charyzma.
Żenująca debata około-parytetowa
Na koniec nie mogę nie skomentować debaty toczonej wokół parytetów. Jednym ze sztandarowych argumentów za tym pomysłem jest teza, że kobiety wprowadzą do polityki nową jakość. Niestety zachowanie osób promujących ten pomysł przeczy tej hipotezie. We wstępie do niniejszego artykułu napisałem, że zwolennicy parytetów zachowują się momentami skandalicznie i prostacko.
Trudno inaczej komentować wypowiedzi np. profesora Wiktora Osiatyńskiego – członka komitetu obywatelskiego Czas na Kobiety – który stwierdził, że: „Mądre partie, którym na sercu leży godność kobiet i mężczyzn, poprą parytety. A partie skundlone nie”!. Ten sam profesor Osiatyński, zirytowany wypowiedzią marszałka Komorowskiego, który powiedział, że wolałby, aby kobiety wchodziły do polityki w sposób naturalny, porównał mężczyzn do komunistów mówiąc, że „Trzeba się było zapytać marszałka, czy komuniści w 1989 r. oddaliby władzę w sposób naturalny” - cytaty za Gazetą Wyborczą.
Jednak wspomniany powyżej profesor nie jest wyjątkiem, chociaż jego prostackie wypowiedzi wyróżniają się w całej debacie. Feministki również nie przebierają w słowach. Magdalena Środa twierdzi na przykład, że mężczyźni celowo nie chcą wprowadzić parytetów bo boją się oddać władzę(sic!).
Podobnie pani Magdalena Woskowicz pisała w swoim artykule, że „o życiu kobiet w Polsce, które stanowią liczebną większość, decydują politycy - rzecznicy męskiego punktu widzenia, którzy lekceważąco odnoszą się do ruchu kobiet i ich spraw, preferują inne polityczne priorytety i klubowe ambicje, a nade wszystko obawiają się utraty monopolu na władzę”.
Takie insynuację, niepoparte żadnymi dowodami, nie świadczą dobrze o autorach. Co gorsza jednak są one nielogiczne. Ich autorzy stworzyli takie teorię ad hoc, dla celów politycznych i tylko dlatego pozornie wygląda ona „logicznie”. Wychodząc jednak z Sejmu do rzeczywistości ów argument traci wszelkie racje bytu. Bo jaki interes, jaka władza ma być chroniona przez zwykłych obywateli-mężczyzn, którzy nie będąc politykami na parytety się nie godzą? Jaki interes przyświeca obywatelom-kobietom, które również nie popierają parytetów?
Parytet dla łysych, parytet dla zmarłych
Pani Magdalena Środa odpowiadając na pytanie dziennikarza o ewentualny parytet dla łysych – również zirytowana (co jest denerwującą cechą wielu feministek) – stwierdziła, że „Gdyby łysi zarabiali mniej niż owłosieni i ciągle byli wśród najczęstszych ofiar przemocy, też byłabym za parytetem”. Niestety jest to przykład kolejnej manipulacji faktami zwolenników parytetów.
Populizm takiego rozumowania polega na mieszaniu pojęć. Pani Środa wybiórczo wzięła statystki dotyczące zarobków (o tym, że takie dane należy ostrożnie analizować pisałem w artykule „Czy kobiety zarabiają mniej od mężczyzn”) i przemocy w rodzinie i posłużyła się nimi do celów politycznych. Prawda jest jednak taka, że kobiety (praktycznie) zawsze będą zarabiać mniej od mężczyzn (o czym pisałem w/w artykule) i zawsze będą bardziej cierpieć od przemocy w rodzinie, bo w procesie ewolucji zostały obdarzone mniejszą siłą fizyczną od mężczyzn.
Pomijając nawet tak oczywiste fakty, populizm rozumowania pani Środy polega na seksistowskim (z punktu widzenia feministycznego) postrzeganiu rzeczywistości. Otóż równie dobrze można by znaleźć statystki pokazujące jaka zła jest sytuacja mężczyzn w stosunku do kobiet. Otóż około 90% zgonów w pracy to mężczyźni. Mężczyźni chyba w niemal wszystkich krajach na świecie żyją krócej i wykonują trudniejsze fizycznie prace od kobiet.
Warto jednak zwrócić uwagę na to, że mężczyźni mający znacznie więcej do powiedzenia w Sejmie i Senacie jak wielokrotnie wspominają feministki (nie wiedząc dlaczego mówią o Senacie, który został wyłączony z projektu ich ustawy), wśród których jest masa rozwodników, nie starają się walczyć o swoje „męskie” interesy.
Gdybyśmy – mężczyźni – byli równie przebiegli co zwolennicy parytetów to powinniśmy użyć powyższych danych o śmiertelności mężczyzn i np. walczyć o to, aby 50% dzieci po rozwodach było przyznawanych ojcom, a nie matkom. Jest to oczywiście bez sensu bo nie bierze pod uwagę indywidualnej sytuacji każdej rodziny i tego, który z rodziców faktycznie kocha swoje dziecko. Parytety identycznie, bo przecież nie chodzi o to, aby to inteligentniejsze kobiety szły do Sejmu, a o to, żeby po prostu były kobietami. To jest wartość, o którą walczą feministki.
Mężczyźni są lepszymi politykami od kobiet
Idąc dalej feministki często podnoszą również argument, w gruncie seksistowski, że „kobiety łagodzą obyczaje”. Jest to oczywista nieprawda i stereotyp, który upraszcza rzeczywistość i krzywdzi wielu mężczyzn. Jądrem takiego rozumowania jest przeświadczenie, że kobiety są lepszymi politykami od mężczyzn, co jest przecież nie do udowodnienia. Nie da się takiego twierdzenia obalić, nie da się go również sfalsyfikować i zmierzyć. Jest to pseudo-argument, subiektywna ocena, która nie powinna być – z szacunku dla inteligencji wyborców – podnoszona w debacie publicznej.
Dlaczego? Proszę sobie wyobrazić sytuację przeciwną, w której polityk mówi, że to mężczyźni są lepszymi politykami, profesjonalniej sprawują władzę i to oni powinni dominować w parlamencie. Przecież taki człowiek od razu zostałby potraktowany jako szowinista a jego kariera ległaby w gruzach! Dlaczego seksistowskie wypowiedzi Magdaleny Środy mamy traktować inaczej, tym bardziej, że oparte są one na stereotypowym rozumowaniu w stylu, że „do wesela się zagoi”!
Reprezentant mężczyzn
W przywołanym wyżej artykule Azraela autor również nie potrafił odejść od narzuconego przez zwolenników parytetów stylu, pisząc, że parytety pomogą zawalczyć „o szanse natury kulturowej, gdzie do zwalczenia jest samczy prymat polityczny”. Taki sam, obraźliwy ton, zaprezentowała pani Magdalena Woskowicz, która w swoim artykule komentując sprawę dylematu Andrzeja Leppera o zgwałceniu prostytutki stwierdziła, że „Czy tak mogłaby kiedykolwiek wyglądać polityka prowadzona przez kobiety? Kobiety, w których naturze nie leży myślenie męską częścią ciała, którą przecenił Freud”?
W tej argumentacji uderza jeszcze coś, w kontekście stylu przyszłej, lepszej polityki. Pani Magdalena Woskowicz użyła do swojej wypowiedzi polityka wyjątkowo niskich lotów, który w dodatku nie jest już czynnym posłem i ma liczne zarzuty prokuratorskie a na koncie obwożenie niepełnosprawnego burmistrza na taczce po rynku w Praszce. Taka hiperbolizacja jest tylko sprytną figurą retoryczną i na pewno nie świadczy o profesjonalizmie jej autorki i aż strach pomyśleć jakich „wyważonych” argumentów używałaby w Sejmie.
Równie dobrze można by mówić, że kobiety są jak posłanka Błochowiak, która – pomimo lewicowych korzeni – nie widziała nic zdrożnego w nazywaniu homoseksualistów pedałami. Idąc jeszcze dalej można by powiedzieć, że kupczenie stanowiskami pani Begger to – tu cytat z artykułu pani Magdalena Woskowicz – przejaw tego, że dla „kobiet władza to nie cel sam w sobie, ani ambicja posiadania, ani przyjemność prowadzenia wojen, ale sztuka poszukiwania konsensusu, w której ćwiczą się od wieków”.
Nowy lepszy świat polityki
Nowa jakość w polityce jest tylko hipotetyczna a obserwując poziom kultury osobistej osób, które ten pomysł forsują śmiem twierdzić, że do żadnej zmiany na lepsze nigdy nie dojdzie. Insynuację i obelgi, to środki, które są używane przez zwolenników parytetów, którzy jednocześnie twierdzą, że kobiety poprawią politykę, ergo, że wyrugują z niej... insynuację i obelgi.
Głęboko wierzę, że nie powinniśmy się na to godzić, bo parytety nie są rozwiązaniem problemów kobiet. Tak jak akcja afirmatywna w USA mogła być przeprowadzona poprzez dotowanie z budżetu dzieci z gett, a nie dyskryminowanie białych na etapie przyjęcia na studia, tak samo równość płci może być osiągnięta w inny sposób.
Politycy powinni zająć się popularyzacją urlopów macierzyńskich dla mężczyzn (urlopy tacieżyńskie), a przede wszystkim powinni zwiększyć ilość żłobków i przedszkoli w skali całego kraju. W ten sposób kobiety i mężczyźni po równo byliby wyłączeniu z udziału w rynku pracy i szybciej na ten rynek mogliby powrócić.
Problem w tym, że politycy tego nie robią a do tego przecież nie trzeba większej liczby kobiet w parlamencie. Do tego trzeba większej liczby dobrze wykształconych i mądrych posłów, niezależnie od płci.
Bingo
8 styczeń 2010 (11:31)
faktycznie brzydkie określenie i mi się nie podoba, ale czy to ma znaczenie? Jak będziesz ojcem Hektor to będziesz tatusiem dla maluchów, no tak sobie to wymyślili, niech będzie...
Hektor
5 styczeń 2010 (11:37)
Artykuł bardzo dobry tylko drażni mnie w nim użycie sformułowania "tacieżyński" Jeśli będę miał dzieci to będę ojcem a nie tacieżą :) Nie wiem dlaczego słowo ojcowski próbuje się zastępować nowomową, niestety nie dotyczy to tylko tego artykułu.
Pozdrawiam
Bożydar
27 grudzień 2009 (23:37)
bez dwóch zdań, mocne i dobrze napisane, jak się nie potrafi tłumaczyć ludziom pewnych spraw, tylko się ich obraża, to jak ktoś może oczekiwać zrozumienia. Myślę, jednal, że jest to postawa dobrze przemyślana, idąca od razu na ściężkę wojny z całym mało "postępowym" społeczeństwem, gydz to daje legitymację, do uznania, że ta grupa osób, jest niezdolna do myślenia w kat. postępu.
Po kilku tygodniach spędzonych w Szanghaju zrozumiałam, dlaczego miasto jest tak atrakcyjne dla wielu obcokrajowców, którzy często zostają tu na dłuższy okres czasu. Z jednej strony...
W PRL-u ludzie o chłopsko-robotniczym pochodzeniu mieli łatwiej żeby dostać się na studia. W latach sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych ludzie pochodzący z mniejszości...
12 lutego Opieka Społeczna zabiera do domu dziecka 11 letniego chłopca wprost ze szkoły. Rodzice nic nie wiedzą o decyzji Sądu Rodzinnego. Nie wiedzieli nawet o rozprawie. Dziecko...