Uzbrojenie powstańców warszawskich - produkcja konspiracyjna.
    powstanie warszawskie22 · Armia Krajowa10 · broń18 · polska podziemna5
2009-08-23
Jak wspomniałem w pierwszej części tekstu, Armia Krajowa nie polegała w kwestii uzbrojenia wyłącznie na broni zdobycznej i pochodzącej ze zrzutów. Pełną parą pracowały wytwórnie broni, często działając pod samym nosem okupanta. Powstawały w nich zarówno kopie zrzucanych Stenów, jak i konstrukcje własne.

Mimo konspiracyjnych warunków, powstawały w nich konstrukcje wysokiej jakości, których wykonanie i funkcjonalność zadziwiają po dziś dzień. Nie tylko broń palna, ale też miotacze ognia, czy granaty, takie jak słynne „Filipinki”.

Granaty produkcji AK. Od lewej: Filipinka i Sidolówka
”Sidolówki” i “Filipinki”

Skoro już wspomniałem o “Filipince”, to przegląd powstańczej produkcji zaczniemy od granatów. Była to broń bardzo pożądana w warunkach walk miejskich i z tego powodu produkowana w znacznych ilościach, również na terenie Warszawy. Wspomniane „Filipinki” były granatami produkowanymi wg projektu Edwarda Tymoszaka (nazwa pochodziła od jego przybranego nazwiska Filip Tarło), przedwojennego majstra-pirotechnika z wytwórni amunicji nr 2 w Rembertowie. Projekt był oparty na przedwojennym granacie ET-38, zaopatrzonym w zapalnik wstrząsowy. Pierwsza seria miała korpus wykonany z ebonitu, natomiast kolejne produkowano już ze stali. Ze względu na fałszywe „rosyjskie” oznaczenia na części „Filipinek”, były one tez nazywane „Wańkami”. Pod względem konstrukcji i wykonania nie odbiegały one od granatów produkowanych w tym okresie „oficjalnie” i wykorzystywanych przez inne armie II Wojny Światowej.

Popularniejsze od nich i prostsze w konstrukcji były „Sidolówki” i „Karbidówki”, których znaczną ilość produkowano w wielu konspiracyjnych wytwórniach rozsianych nie tylko po Warszawie, ale całym kraju. Wszystkie te granaty posiadały zapalniki tarciowy P-42 – bardzo prostą i niezawodną konstrukcję, projektu Władysława Pankowskiego, kolejnego przedwojennego pirotechnika. Aby odpalić granat należało odkręcić umieszczony na szczycie zapalnika kapsel, odwrócić granat do góry nogami i pociągnąć za wypadający ze środka zapalnika obciążony sznurek. Jak zapałka trąca o draskę, sznurek zapalał znajdujący się wewnątrz proch strzelniczy. Od tej chwili do wybuchu granatu mijało około 4 sekund.

Tyle o zapalniku, wróćmy do samych granatów. Technicznie rzecz ujmując granat to wypełnione materiałem wybuchowym naczynie, którego zadaniem jest wygenerowanie odłamków rażących cel. Od jego kształtu i budowy zależy ich wielkość i pole rażenia.
Korpus „Sidolówki” stanowiła metalowa puszka, po popularnym środku czyszczącym „Sidol”, lub bardzo do niej zbliżona wyglądem. Bez wkręconego zapalnika trudno było odróżnić granat, od puszki z płynem. Był to typowy grant zaczepny, dający dużo odłamków działających na małym obszarze. Można ją wiec zakwalifikować jako granat zaczepny, stosowany w ataku.

Korpus „Karbidówki” był wykonaną z ebonitu obudową lampy karbidowej. Takie lampy, ze względu na częste wyłączanie prądu były masowo produkowane i powszechnie spotykane w okupowanym kraju. Obudowa była gruba, aby wytrzymać zmiany ciśnienia w lampie, więc użyta jako korpus granatu, generowała duże odłamki o znacznym polu rażenia. Z tego względu należy „Karbidówkę” traktować, jako granat obronny, przeznaczony do użycia zza osłony.

Prócz dwóch powyższych typów istniały setki produkowanych w mniejszych ilościach granatów, opartych na zapalniku P-42 i dostępnych materiałach. Materiał wybuchowy pozyskiwano często z niewybuchów i rozbrojonych min, natomiast korpus granatu można go było wykonać z dowolnego naczynia: aluminiowego odlewu, puszki, kawałka rury, a w ostateczności nawet płóciennego woreczka wypełnionego materiałem wybuchowym i służącymi jako odłamki kawałkami drutu, tłuczonym szkłem a nawet kamieniami.

”Choć na Tygrysy mają Visy…” - Pistolet VIS wz.35

Prócz granatów, najbardziej popularną bronią powstańców były wszelkiego typu pistolety. Najlepszą renomą, godną nawet wzmianki w piosence „Pałacyk Michla”, cieszyły się pistolety VIS wz. 35, produkowane przed wojną w Fabryce Broni w Radomiu. Były to nowoczesne pistolety samopowtarzalne kalibru 9mm, zasilane z 8 nabojowego magazynka. Bardzo niezawodne i celne. Nazwa pochodziła od nazwisk konstruktorów Piotra Wilniewczyca i Jana Skrzypińskiego (WiS). Na żądanie Departamentu Uzbrojenia zmieniono pisownię na VIS ( co po łacinie znaczy „Siła”).

Historia tej konstrukcji nie zakończyła się wraz z wrześniową klęską. Pod okupacją niemiecką, pistolety te były nadal produkowane pod oznaczeniem P-35(p), na początku w Radomiu, a później w Austriackich zakładach Steyra. Produkcja okupacyjna, jakością znacznie odbiegała od przedwojennej, a z biegiem lat systematycznie się psuła. Winne temu były zarówno coraz gorszej jakości materiały i upraszczanie produkcji, jak i akcje sabotażowe przymusowych pracowników i agentów podziemia. Znaczne były też „straty materiałowe”. Pracujący w Radomskiej fabryce członkowie AK systematycznie wykradali części pistoletów, które były montowane w konspiracyjnych wytwórniach. Znaczna ilość tej broni znajdowała się na wyposażeniu żołnierzy Armii Krajowej, którzy cenili je za celność i niezawodność. Użyto ich w najsłynniejszych akcjach, np. w czasie zamachu na Kutcherę i akcji pod Arsenałem.

”Błyskawica” – czyli kopia lepsza od oryginału.
 Powstaniec strzelający z „Błyskawicy” ( wikipedia.org)
Powstanie pistoletu maszynowego „Błyskawica” był w zasadzie naturalnym skutkiem produkcji i eksploatacji angielskich pistoletów maszynowych STEN. Steny były proste, skuteczne i dość niezawodne, miały jednak liczne wady. Broń była na warunki wojny partyzanckiej zbyt długa i nieporęczna, ze względu na stałą, metalową kolbę o niezbyt funkcjonalnym kształcie. Nietypowe było też umieszczenie magazynka po lewej stronie broni. Prowokowało ono do chwytania za magazynek lewą ręką, co skutkowało jego przekrzywienie w zbyt krótkim gnieździe i zacięcia broni.

Aby zaradzić tym problemom, oraz zwiększyć funkcjonalność broni, inż. Wacław Zawrotny opracował w 1943 roku pistolet maszynowy „Błyskawica”. Była to konstrukcja bardzo zbliżona do Stena, oparta na tej samej, sprawdzonej mechanice. Podstawową różnicą, było uproszczenie konstrukcji, przeniesienie magazynka na spód broni i zastosowanie chwytu pistoletowego, oraz składanej kolby, które to rozwiązania zapożyczono z niemieckiego „Schmeisser” (MP40).

Nowy pistolet maszynowy był bardziej poręczny i łatwiejszy w produkcji (np. część elementów wykonywano z aluminium, zamiast ze stali), ale jednocześnie korzystał z tych samych, co Sten magazynków. Nazwa broni pochodziła od charakterystycznego wzoru trzech błyskawic znajdującego się na aluminiowej stopce kolby. Do wybuchu Powstania Warszawskiego wyprodukowano około 700 egzemplarzy, które doskonale sprawdziły się w działaniach bojowych i były bronią lubianą przez żołnierzy AK.

Oczywiście nie była to jedyna konstrukcja konspiracyjna, lecz ten typ zdobył sobie największą sławę i był najpowszechniej używany w Powstaniu Warszawskim. Inne konstrukcje to np. „KIS” produkowany w rejonie Starachowic, czy wytwarzany na jego podstawie w Warszawie "Likwidator".

Broń wsparcia

Do tej kategorii można zaliczyć szeroką gamę uzbrojenia specjalistycznego. W pierwszej kolejności należy wspomnieć o miotaczach ognia. Jest to broń w terenie miejskim bardzo pożądana i wzbudzająca słuszny strach. Strumień płynnego ognia o zasięgu kilkunastu metrów jest nie tylko śmiertelnie skuteczny, ale też zabójczy dla morale. W 1942 roku Szefostwo Produkcji Konspiracyjnej AK zgłosiło zapotrzebowanie na tego typu broń. Najbardziej popularnym typem opracowanym na to zamówienie był miotacz ognia typu, „K”, który w jednym tylko warszawskim warsztacie, na ulicy Senatorskiej, wyprodukowano w liczbie około 400 egzemplarzy. Niestety większość z nich została z Warszawy wywieziona i w momencie wybuchu powstania, w mieście znajdowało się ich nie więcej niż 50 szt.

Prócz typu „K” wytwarzano też inne miotacze, o dość uproszczonej budowie. W zasadzie wszystkie składały się ze zbiorników mieszanki i sprężonego powietrza służącego jej wyrzucaniu, oraz prądownicy z dyszą. Zadanie mechanizmu zapalającego spełniały po prostu płonące szmaty umieszczane przed dyszą.

Jeszcze gorzej sprawa wyglądała, jeśli chodzi o artylerię. Powstańcy posiadali jedynie kilka dział i kilkanaście moździerzy. Tymczasem artyleria, zwłaszcza stromotorowa jak moździerze, była bardzo przydatna w mieście. Nie tyle ze względu na swą skuteczność, co na efekt psychologiczny. Ostrzał niewidocznych pozycji wroga znacznie ograniczał jego ruchliwość i wpływał negatywnie na morale oraz zaopatrzenie oddziałów. Niemcy wykorzystywali cały posiadany asortyment takiej broni, od zwykłych moździerzy, po pociski rakietowe, zwane przez powstańców „Szafami” lub „Krowami” (pierwsze określenie pochodziło od wyglądu wyrzutni – skrzyń zawieszonych na transporterze opancerzonym, drugie od charakterystycznego dźwięku lecącego pocisku).

Odpowiedzią na zapotrzebowanie była broń zaprojektowana przez M. Łopuskiego pseudonim ”Konstruktor”. Pierwszy egzemplarz zbudowano 10 sierpnia 1944 na ulicy Hożej 51. Lufę stanowiła ponad metrowej długości rura wodociągowa, osadzona wahliwie na metalowej ramie. Pocisk również wykonany był z rury, wypełnionej domowej roboty materiałem wybuchowym ( mieszanina chlorku potasu i cukru). Broń mogła strzelać zarówno na wprost, jak i stromotorowo, wiec można ją klasyfikować zarówno, jako granatnik jak i moździerz. Największymi jej zaletami była łatwość produkcji i duża mobilność. W czasie powstania wyprodukowano, co najmniej 15 sztuk( niektóre źródła mówią o ponad dwudziestu), modyfikując je w miarę potrzeby. Wprowadzono na przykład prostszy układ dopalania i zwiększono długość lufy.

Oczywiście produkcja tej broni nie była wystarczająca, więc powstańcy radzili sobie doraźnie, produkując najróżniejsze mechaniczne urządzenia do miotania granatów i butelek z benzyną. Przeważały wśród nich konstrukcje bardzo proste, jak proce czy „katapulty” z samochodowych resorów. Jeden z oddziałów zbudował coś w rodzaju dużej kuszy, miotającej butelki z benzyną. Radzono sobie jak się dało, a jedynymi ograniczeniami była pomysłowość i dostępne materiały.

Samochód pancerny „Kubuś”

 Samochód pancerny „Kubuś” (źródło: wikipedia.org)
O ile dość łatwo jest nam przyjąć do wiadomości produkcję konspiracyjną broni czy amunicji, to większości z nas trudno jest uwierzyć, że powstańcy byli w stanie zbudować pojazd pancerny. Pojazd, który powstał już w czasie trwania Powstania Warszawskiego, w zasadzie pod kulami wroga.

Pomysł budowy samochodu pancernego zrodził się 8 sierpnia 1944 roku w walczącym na Powiślu oddziale „Krybar”. Jego żołnierze byli pod silnym ostrzałem broni maszynowej z górującego nad Powiślem terenu Uniwersytetu Warszawa. Oczywistym rozwiązaniem tego problemu był pojazd pancerny, który powstał rekordowym czasie 13 dni w warsztacie na rogu ulic Tamka i Topiel. Bazę konstrukcji stanowiła ciężarówka Chevrolet 157, natomiast blachę na pokrycie pozyskano z wytwórni kas pancernych, oraz z rozbitego, niemieckiego pojazdu pancernego.

Samochód otrzymał dwie warstwy blachy pancernej grubości 5-6mm z 6cm odstępem między nimi. Opancerzenie było oparte na ramie z kształtek stalowych. Koła chroniły stalowe płyty, osadzone wahliwie na zawiasach. W górnej części pojazdu znajdowało się osłonięte z przodu pancerną tarczą stanowisko strzeleckie dla karabinu maszynowego lub miotacza ognia. Kierowca miał do dyspozycji wąską szczelinę obserwacyjną, którą dodatkowo zabezpieczono szkłem pancernym ze zniszczonego, niemieckiego transportera. W kilku miejscach znajdowały się otwory obserwacyjne, umożliwiające też prowadzenie ognia z broni osobistej. Z powodów trudności technicznych z budową odpornych na ostrzał drzwi, jedyny właz pojazdu znajdował się w podłodze.

Swój chrzest bojowy przeszedł „Kubuś” 23 sierpnia w ataku na Uniwersytet Warszawski. Wraz ze zdobycznym półgąsienicowym transporterem opancerzonym Sd.Kfz. 251 "Jaś" tworzył pluton pancerny Kolumny Motorowej "Wydra" pod dowództwem plut. pchor. Andrzeja Dewicza ps. "Szary Wilk".

Obecnie, odrestaurowanego „Kubusia” można oglądać na dziedzińcu Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. W zbiorach tego muzeum, oraz Muzeum Powstania Warszawskiego znajdują się też inne przykłady konspiracyjnej produkcji. Na przykład peem „Błyskawica” czy „Sten” z wybitym orłem i znakami polskiego producenta. Szczerze, więc polecam wizytę w muzeum, oraz dalsze zgłębianie tematu działalności konspiracyjnej, która nie ograniczała się przecież tylko do zbrojnej walki.


Komentarzy: 1

kaczor bez konia
29 stycznia 2017 (00:37)
do poprawki
Chlorek potasu nie wybuchnie,musiał to być chloran (w opisie ładùnku do granatnika)
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Szwajcarska reduta

Rzym i Sparta stały zbrojne i wolne przez wiele wieków. Szwajcarzy zaś są bardzo zbrojni i bardzo wolni. N. Machiavelli "Książę"
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".