Visa pour l image - wielkie święto fotoreportażu
    fotografia18 · reportaż60 · wydarzenie kulturalne67 · Francja33
2010-09-08
W tym roku w Perpignan po raz 22. odbywa się Międzynarodowy Festiwal Fotoreportażu. Kto jest zainteresowany, a jeszcze nie był, powinien się pospieszyć, bo część otwarta dla szerokiej publiczności kończy się 12 września. Kto nie zdąży, proponuję już planować wakacje w południowej części Francji w przyszłym roku. Bo warto.

Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak

Visa pour l'Image (strona oficjalna: www.visapourlimage.com) to przede wszystkim tysiące znakomitych zdjęć wystawionych w różnych budynkach miasta. Ale festiwal to także formalne i nieformalne spotkania fotografów, możliwość nawiązania kontaktów z agencjami oraz screeningi na wielkim ekranie rozciągniętym między murami starego miasta.

Na odwiedzenie galerii przeznaczyliśmy dwa pełne dni, co okazało się zdecydowanie za mało. Nie licząc gościnnej wystawy World Press Foto organizatorzy przygotowali dwadzieścia pięć autorskich ekspozycji fotoreporterów pracujących między innymi dla Getty Images, Contact Press Images, National Geographic czy Agence France-Presse. Przekłada się to na dwadzieścia pięć diametralnie różnych rzeczywistości, innych sposobów opowiadania świata. Taka ilość wymaga od publiczności niebagatelnego wysiłku intelektu i emocjonalnego zaangażowania.

Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak

Według organizatorów festiwal jest bowiem odpowiedzią na nasze zobojętnienie wobec zdjęć i filmów, będące wynikiem powodzi obrazów towarzyszących nam każdego dnia w domu, na ulicy, w Internecie. Visa pour l'Image ma za zadanie dostarczyć nam obrazów godnych zatrzymania się, przemyślenia, ustawienia ich w naszym rankingu wartości. My - odbiorcy jesteśmy tutaj równie ważni, jak autorzy zdjęć.

Głównym zadaniem fotoreportażu jest opowiedzenie historii. Jest ona nadrzędna wobec walorów estetycznych. Treść zdjęcia w kontekście całej serii powinna pochłonąć nas bez reszty. Jest to, tym samym, szansa dla artystów na ucieczkę od standardu Photoshopa. Nie chodzi zgoła o odrzucenie możliwości zmiany kontrastu, czy nasycenia. Tego typu modyfikacje robiono także w epoce pre-digitalnej. Chodzi o to, że fotoreportaż narzuca przymus zgodności z rzeczywistością. A ten aspekt dla Jean-François Leroy'a, dyrektora generalnego festiwalu, jest bardzo istotny.

Pięknie w tą filozofię wpisuje się praca Huberta Fanthomme, Eloi, a Bubble Baby . Opowiada historię dziecka po przeszczepie szpiku kostnego, które cierpiąc także na ciężki złożony niedobór immunologiczny musi spędzić długie tygodnie w izolacji od świata zewnętrznego. To także historia matki, która ma ochotę przytulić swoje dziecko, ale przeszkadza jej w tym szklana ściana i niezgrabne, gumowe rękawiczki. Tak też fotografuje to Fanthomme: w kiepskim świetle szpitalnych jarzeniówek, z refleksami na szybach, sprzętami medycznymi wchodzącymi w kadr . To jego sposób, aby bez efektów specjalnych przedstawić tragedię matki i dziecka - tragedię ich miłości przedzielonej cienką, irytującą granicą rozsądku.

Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak

Podobny w tematyce jest reportaż Gregoire Koganowa, Emergencies , który uległ w 2007 roku wypadkowi motocyklowemu. Praca zespołu ratunkowego, zafascynowała go do tego stopnia, że przez rok towarzyszył lekarzom uwieczniając ich walkę o życie pacjentów. Tutaj również nie jest najważniejsza techniczna poprawność poszczególnych zdjęć. Trudno nam będzie znaleźć głęboko przestudiowane kadry czy ostre zbliżenia. Wartość tych prac leży w bijących od nich pośpiechu. Czasem obiekt ucieka z kadru. Czasami wszystko zastyga, zawisa jakby w pół kroku. Tak jak w pracy grupy ratunkowej: wszystko dzieje się szybko, decyzje podejmuje się błyskawicznie, niekiedy dobre, niekiedy złe. Czasem po prostu nie zdąży się na czas.

Bardzo ciekawe zdjęcia zaprezentowała na festiwalu Polka - Justyna Mielniewicz. Shared Sorrows, Divided Lines to studium skomplikowanej sytuacji południowego Kaukazu z akcentem położonym na powikłany rozkład linii podziałów.

Szczególne wrażenie robi zdjęcie przedstawiające grupę studentów akademii policyjnej podczas wizyty w Armeńskiej Galerii Narodowej. Przypomina ono sposób kadrowania Romana Polańskiego. Podczas kręcenia Dziecka Rosmary Polański poprawił kamerzystę przesuwając kamerę tak, że pół kadru zajmowała futryna. Tym sposobem zbudował niesamowity nastrój sceny. Justyna Mielniewicz, równie odważnie, stawia w centrum kadru ścianę działową muzeum uzyskując pierwszorzędny efekt. Podświadomie opowiadamy się po jednej stronie, a jednocześnie pali nas ciekawość, aby zajrzeć co jest z drugiej strony.

Jakby na podkreślenie myśli, że w reportażu ważniejsza od poprawności technicznej jest linia fabuły, warto wspomnieć zdjęcia Danielle & Olivier Follmi, którzy oddali hołd człowieczeństwu serią zdjęć zatytułowaną Wisdom of the Human Race. Uważam ich fotoreportaż za najsłabszy punkt festiwalu. Takich zdjęć spodziewam się raczej w emailu o tytule "kochaj świat, bo jest taki piękny", z dopiskiem "roześlij do dziesięciu znajomych, bo inaczej...". Co więcej autorzy postanowili podpisać prace cytatami klasyków takich jak Einstein czy Gandhi, co wzmocniło tylko efekt taniej metafizyki, której nie powstydziłby się Paulo Coelho.

Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak Festiwal fotoreportażu w Perpignan, foto:Gosia Leśniak

O wiele ciekawsze w kontekście kontemplacji piękna świata są zdjęcia Kazuyoshi Nomachi z cyklu Pilgrimages. Nomachi oddaje hołd człowiekowi w sposób niebanalny - zdobywając się na komentarz, na bardzo osobisty punkt widzenia. Jego człowiek jest siłaczem, który zaklina rzeczywistość poprzez religijne rytuały, a nawet gusła. Bardzo wymowne jest zdjęcie Murzyna, który zanurza twarz w krowiej macicy, aby oddechem pobudzić ją seksualnie i sprawić, że będzie dawała więcej mleka.

Opisać wszystkich zdjęć festiwalu tu nie sposób i nie jest to moim zamiarem. Zdjęcia mówią za siebie. Gorąco namawiam, jeżeli tylko nadarzy się okazja, pochylić się nad pracami tych artystów. Wykonują oni wspaniałą pracę odkrywając przed nami nowe przestrzenie w świecie, w którym, wydawać by się mogło, wszystko już zostało odkryte.

Na koniec pozwolę sobie jeszcze tylko przywołać reporterów z pierwszej linii frontu. Athit Perawongmetha, Dangerous Bangkok, czy Tanguy Loyzance, Chad: recollections of peace to profesjonaliści na miarę Roberta Capy. Ich wysiłek i poświęcenie jest ogromne. Podobnie zresztą jak śledztwo przeprowadzone i zarejestrowane aparatem w Czarnobylu przez Guillaume Herbert'a. Jego Black gold in Chernobyl, ukazujący proceder handlu napromieniowanym złomem, to przykład wyjątkowej odwagi i determinacji.

Podczas wędrówki między galeriami, dziwnym zbiegiem okoliczności, było nam dane docenić pracę tych ludzi w sposób niezwykły. Otóż siedząc w cieniu drzewa w cygańskiej dzielnicy Perpignan, racząc się francuską bagietką, zwróciliśmy uwagę na chłopca, który mając może dziesięć lat, pędził na skuterze paląc papierosa. Zniknął za zakrętem. Po chwili w tą samą ulicę wjechał rozpędzony pick-up. Nie zdążyliśmy jeszcze skomentować tej sceny, kiedy ze wspomnianej uliczki podniósł się tumult. We wszystkich oknach pojawili się ludzie.

Rzuciliśmy się w tamtym kierunku odruchowo przygotowując aparat. Na środku drogi stał samochód. Tłum gdzieś pobiegł. Za kierowcą? Za chłopcem? Udaliśmy się za oddalającymi się krzykami. Uliczki robiły się coraz bardziej obskurne. Na końcu jednej z nich bili się Cyganie. Kiedy się zbliżyliśmy dziesiątki oczu zwróciło się w naszym kierunku. Stare Cyganki krzyczały coś wskazując na aparat. Agresja zwróciła się przeciwko nam.. To co działo się na tej ulicy, miało tam pozostać. Oni własne sprawy załatwiają bez świadków. Poczuliśmy się bezsilni, skonfundowani. Czy warto mimo wszystko dalej pstrykać zdjęcia? Czy powodowani poczuciem szacunku dla ich intymności nie powinniśmy schować aparatu? Kto w tym konflikcie ma racje? O co w ogóle chodzi? Samosąd? A jeżeli fotografować, to co? Dookoła nas dzieją się rzeczy w błyskawicznym tempie. Która z nich jest najważniejsza? Czy mamy założony właściwy obiektyw? Czy ustawiliśmy właściwą przesłonę? Jeżeli potem się wycofać, to którędy?

Całe to zajście uświadomiło nam jak skomplikowany jest warsztat fotoreportera działającego w warunkach zagrożenia, gdzie ludźmi targają emocje, gdzie świadkowie nie zawsze są pożądani. Tym bardziej niecierpliwie czekamy na 23. edycję Visa pour l'Image w przyszłym roku.


Komentarzy: 2

Dab
9 września 2010 (21:21)
dobre i fajne
u nas w Krakowie to wystawią tylko kilak obrazków z reguły na Rynku i nazywają to wystawą światowej fotografii (nie piszę o WPF), ech dramat. A tutaj pełny przegląd. Promocja miasta. i tradycja. Jadę za rok, lub dwa.

Paweł
14 września 2010 (12:40)
byłem chyba z 6 lat temu
i żałuje że tylko jeden raz, bo byłem nieobyty, nie wiedziałem gdzie iść, co jest warte uwagi..ale przeżyłem fajny urlop tam. Trzeba tylko dużo wcześniej rezerwować noclegi w tym okresie
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Zaproszenie: 2. Festiwal Wybieram Wschód!

Partnerstwo Wschodnie to idea znacznie wykraczająca poza deklaracje polityków i umowy handlowe – to narzędzie integracji europejskiej, most łączący Wschód z Zachodem. Wiara w ten wymiar...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".