W granicach nieistniejacego państwa, czyli wypad do irackiego Kurdystanu
    Irak25 · Kurdystan9 · Kurdowie13 · reportaże z podróży201
2013-09-08
Niewiele osób zdaje sobie sprawę z turystycznych możliwości Iraku. Wiekszość kraju oczywiście pogrążona jest w kryzysie, a konflikt pomiędzy wiekszością szyicką a sunnitami nie wydaje się szybko skończyć. Działa tu prosta reguła bicia tego, kto jest inny.

Na kurdyjskim targu, Kurdystan, Irak, Fot. Roman Husarski

Czyli inne wyznania mają jeszcze gorzej a miasta takie jak Mosul czy Bagdad królują w rankingach najniebezpieczniejszych dla chrześcijan miejsc świata. Jest jednak w Iraku region stabilny, w którym nie musimy się bać o każdy nasz krok. Gdzie ludzie jeżdżą drogimi samochodami i co krok widać powstające kolejne budowle. Gdzie nie trzeba się martwić o jedzenie, bo ludzie są tak przyjaźni, że ciągle zapraszają na wspólny posiłek. Gdzie nikt nie będzie robił problemów z powodu namiotu rozstawionego w parku. Gdzie autostop działa tak dobrze, że samochody zatrzymują się zanim zdąży się wyciągnąć rękę.

Do Irackiego Kurdystanu wjechaliśmy od strony Turcji, przez małe brudne miasteczko, ponoć o ponurej reputacji Silopi. Nie obyło się bez małych problemów. Najpierw samochód, który zatrzymaliśmy okazał się ukrytą taksówką i musieliśmy gościowi zapłacić. Potem okazało się, że granicę można przekroczyć tylko samochodem. Na szczęście personel granicy pomógł nam złapać stopa.

Cytadela Erbilu, Kurdystan, Irak, Fot. Roman Husarski
Cytadela Erbilu, Kurdystan, Irak, Fot. Roman Husarski

Polscy obywatele dostają darmową wizę na 15 dni. Procedura trwała mniej niż dziesięć minut w przyjaznej atmosferze.
To, co uderza jeszcze na granicy to wielokilometrowa kolejka tirów – cystern. Kurdystan zarabia przede wszystkim na ropie. Tirowcy i tak mogą się cieszyć, że spędzą na granicy tylko dwa dni. Do niedawna stali i tydzień.
Po stronie Kurdystanu, widok się zmienia. Wszystko sprawia dość pozytywne wrażenie. Budynki odnowione, mało ludzi, dookoła piękna przyroda. I oczywiście mnóstwo tirów.

W irackim Kurdystanie jest olbrzymia liczba drogich aut, Irak, Fot. Roman Husarski
W irackim Kurdystanie jest olbrzymia liczba drogich aut, Irak, Fot. Roman Husarski

W nieistniejącym kraju spędziliśmy tydzień. Odwiedziliśmy miasteczko Jazydów – zamkniętej ,cierpiącej od wieków prześladowania religii. W górskim miasteczku Duchok świętowaliśmy wraz z kurdyjskimi rodzinami Ramadan. Z kolei w Erbilu (ewentualnie Arbil, Irbil czy z kurdyjskiego Hawler) włóczyliśmy się zarówno po fascynującej starożytnej cytadeli, jak i po nowoczesnych, bardzo europejskich dzielnicach. Największym plusem w Kurdystanie są ludzie. Bardzo gościnni i zaciekawieni nielicznymi turystami, którzy odwiedzają region. To też chyba pierwsze takie miejsce, gdzie zamiast próby wyciągnięcia z turysty pieniędzy, Kurdowie je turystom… rozdają. Wielokrotnie gdy łapaliśmy autostop, czy gdy mieszkaliśmy w namiocie, oferowano nam pieniądze. Staraliśmy się odmawiać, ale ci ludzie w taki dziwny sposób chcieli nam pokazać swoją gościnność. Jedna sytuacja wyglądała tak:

- Witam. Czemu mieszkacie w namiocie a nie w hotelu? Nie macie pieniędzy? Wiecie ja mam dwie żony i dziesięć dzieciaków. Tak tak, jestem bogatym człowiekiem, mieszkam w Australii, ale mam domek letniskowy w Kurdystanie. Duży domek. No dobra ile chcecie- 5 tysięcy? Dziesięć (ok.40zł)? Macie, zjedzcie coś sobie.
A zresztą zaraz powiem żonie, to przywiezie coś wam z posesji.

I po chwili faktycznie przywieźli nam całe talerze jedzenia

Dodatkowo poziom angielskiego jest najwyższy w regionie (Wojtek też nawijał z ludźmi po arabsku), więc nie mieliśmy problemów z dogadaniem się.

Turysta nie musi też bać się, że przez przypadek wjedzie tam gdzie nie trzeba. Kraj jest pocięty licznymi checkpointami (może nie aż tak jak w Somalilandzie, ale jednak), i nikt nas do Iraku nie wpuści, bo potrzeba osobnej wizy. Wyrobienie jej dla turysty graniczy z cudem, ale ponoć jakiemuś Polakowi się udało. Po dwóch latach usilnych starań.

Generalnie Kurdystan to miejsce warte odwiedzenia, wciąż z tych trochę “poza utartym szlakiem” ,gdzie ludzie naprawdę interesują się turystami i są bardzo gościnni. Na niepodległość nie ma co jednak liczyć. Pomimo, że Kurdystan posiada wszystkie potrzebne państwu struktury (jedynie walutę dzieli z Irakiem), ekonomicznie jest bardzo zależny od Iraku. Za dużo obie strony czerpią z handlu pomiędzy sobą (ropa), by pozwolić sobie na konflikt. Również pełnej niezależności przeciwdziałają inne sąsiednie kraje (Turcja, Iran, Syria), posiadające mniejszość kurdyjską. Dzisiaj 25 milionów Kurdów to największy na ziemi naród bez własnego państwa. Istnieje niewielka szansa na nowy kurdyjski autonomiczny twór w targanej wojenną zawieruchą Syrii. Nikt jednak nie wie, co z tego chaosu powstanie.

Reportaż pochodzi z bloga podróżniczego autora: rhusarski.wordpress.com
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".