W warszawskim referendum wszyscy będą „przeciw”
    Warszawa56 · referendum15 · Gronkiewicz Waltz9 · polska polityka184
2013-10-08
Warszawskie referendum za pasem. Polityczna maszyna rozpędza się w zasadzie z każdym dniem, pozostawiając tym, którzy nie należą do wyznawców żadnej ze stron sporu tylko jedną rozterkę – komu w niedzielę zrobić na złość? Aktywność polityków zaangażowanych w kampanię referendalną jest bowiem w każdym przypadku na swój sposób odrażająca.

Urna wyborcza

„W” jak wielki brak przyzwoitości

Chyba najbardziej odrażające w całym tym referendalnym zgiełku okazuje się Prawo i Sprawiedliwość, a wraz z tą partią także zestaw – niezależnych, rzecz jasna – komentatorów, którzy w ewidentnym nawiązaniu do symboliki powstańczej w kontekście referendum nie widzą niczego nadzwyczajnego. Więcej – zestawiają tę sytuację z umieszczeniem przez Hannę Gronkiewicz-Waltz na jej facebookowym profilu symbolu Polski Walczącej.

Komentatorom tym nie robi różnicy, że w wypadku profilu prezydent Warszawy symbol pojawił się w ramach fotorelacji z rocznicowych obchodów, co czyni jej ruch jeśli nie oczywistym, to przynajmniej usprawiedliwionym. A kampania PiS, która ewidentnie ma robić wrażenie, jakoby odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz było jakąś formą wypełniania testamentu Stefana Starzyńskiego i powstańców, to – delikatnie rzecz ujmując – grube nadużycie i przejaw braku elementarnej przyzwoitości.

Ugrupowanie, które najchętniej mówi o honorze, szacunku dla tradycji i przywiązaniu do zasad, niemal tradycyjnie sprzeniewierzyło się wszystkim tym wartościom, kiedy tylko wyczuło szansę na ugranie kilku punktów. Aż kusi, żeby dać tej partii sygnał, iż instynkt poprowadził ją w złym kierunku. Może by tak zostać w niedzielę w domu?...

Zachęcanie do niechęci, czyli jak zjeść własny ogon

… wróć! Wszak idąc do urn, zmieniasz kraj! Przecież uczestniczenie w instytucjach demokracji bezpośredniej to nie tylko nasze prawo, ale i obywatelski obowiązek! No, chyba że rzecz dotyczy nie tych ludzi, co trzeba i nie przy tym układzie sympatii wśród głosujących, co trzeba...

Zniesmaczeniu antyfrekwencyjną retoryką obozu rządzącego dałem już wyraz w poprzednim tekście o politycznej zawierusze w stolicy. Platforma jednak od tamtej pory nie spuściła z tonu. Ba, w ruch poszły też gadżety i fanpage na facebooku. To dość absurdalna formuła – poszukiwanie chętnych na torby czy koszulki lub zainteresowanych polubieniem strony w serwisie społecznościowym jest przecież wymuszeniem pewnej aktywności (tak – pójście po gadżet lub jedno kliknięcie myszką to również aktywność). Aktywności, której celem jest… dezaktywacja obywatelska możliwie szerokiego grona osób.

Siłą rzeczy, kampania odnosząca się do referendum w jakikolwiek sposób – nawet jeśli w założeniu ma doprowadzić do pozostania mieszkańców Warszawy w domach – jest też kolejnym kanałem, który uświadamia ludzi o tym wydarzeniu. A wraz z tym, budzi co najmniej zastanowienie, czy iść, skoro jest okazja.

Akcja antyreferendalna PO prowadzi również do jeszcze jednego niezamierzonego skutku. Istnieje grupa ludzi, którzy nie uważają rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie za tak złe, by należało je przerywać przed upływem kadencji. Śmiem twierdzić, że jest nawet spora. Myślę też, że reprezentujący tę grupę pomyśleliby nad pozostaniem 13 października w domach. Ale nie w momencie, gdy zalecają im to przedstawiciele tej samej partii, która na akcjach profrekwencyjnych tak wiele w przeszłości zyskała. Naturalną reakcją tej grupy jest zrobienie na złość Platformie i przyczynienie się do osiągnięcia przez referendum, wymaganego prawem, progu frekwencji – nawet jeśli zagłosują przeciw odwołaniu pani prezydent.

Infantylny karierowicz

Na deser pozostaje jeszcze ten, który uchodzi za pomysłodawcę politycznej zawieruchy w Warszawie. Bez wątpienia napędzany swoją niezaspokojoną polityczną ambicją burmistrz Ursynowa nie mógł wygrać z PiS walki o bycie główną twarzą obozu przeciwników Hanny Gronkiewicz-Watz. Stara się jednak, by po kilku miesiącach wzmożonego zainteresowania nim mediów choć część wyborców go zapamiętała. Wykorzystuje do tego dość klasyczne narzędzia – plakaty wożone na przyczepach samochodów, a także spoty radiowe. Nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczajnego, gdyby nie poziom zdziecinnienia bijący z tych ostatnich. Kto słyszał – zrozumie. Pozwolę sobie nie propagować tej radosnej twórczości poprzez umieszczanie linków do próbek. Nie warto.

Jak żyć?

„Pytanie paprykarza” wciąż do nas wraca, w rozmaitych sytuacjach. Aktualne staje się także w przypadku warszawskiego referendum. Iść czy nie iść? Przyłożyć rękę do zaspokajania ambicji nie najwyższej klasy polityka czy dać satysfakcję wyjątkowo w tym przypadku aroganckiej władzy? Wpisać się w plan ludzi szargających wartości czy zaprzeczyć własnym i zlekceważyć tak rzadko dostępne narzędzie demokracji bezpośredniej? To są naprawdę trudne pytania. I dziwię się tym komentatorom (bo przecież nie politykom), którzy nie mają wątpliwości co do tego, czy na referendum iść czy nie iść.

W Polsce często mówi się, że głosuje się raczej „przeciw” czemuś/komuś, niż „za”. Tym razem sytuacja jest już skrajna, bo znika zmiękczenie w postaci „raczej”. Ja sam 13 października planuję sprzeciwić się podwójnie: po pierwsze – pójdę głosować, by zademonstrować niechęć wobec zwyczajnie głupiej i ociekającej hipokryzją, antyfrekwencyjnej retoryki Platformy. Po drugie – oddam głos przeciw odwołaniu obecnej prezydent, by nie pozostać głuchym na symboliczne nadużycia partii Jarosława Kaczyńskiego oraz nie dać pożywki przerośniętemu ego burmistrza Ursynowa.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 4

warszawiak
8 października 2013 (22:34)
tabletki
weź zażyj gościu tabletki na schizofrenia

Warszawiak że hej
9 października 2013 (07:44)
ja też idę głosować i w życiu nie myślałem, że będę głosował na HGW
niestety sytuacja mnie do tego zmusiła, to co się dzieje, to jest hucpa i to w stolicy. A co się dzieje gdzieś na peryferiach. Pranie mózgów idzie pełną parą.

Bąbel
9 października 2013 (09:56)
ludzie!!!
Hanka musi być odwołana, dla zasady. Następni mam nadzieję, będą inaczej pracować i służyć mieszkańcom.

ella
11 października 2013 (13:26)
świetny tekst!
Świetny, wyważony tekst!!
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".