„Wałęsa. Człowiek z nadziei”, czyli sentymentalny chaos
    Lech Wałęsa38 · Wajda4 · film74
2013-10-13
Ciężko jest obiektywnie ocenić film, który budzi tyle emocji. Nie tylko wydarzenia w nim przedstawione nadal poruszają serca ludzi, ale też Lech Wałęsa jest postacią tak samo barwną, jak kontrowersyjną.

Na wstępie należy zaznaczyć, że najnowszy film Andrzeja Wajdy – „Wałęsa. Człowiek z nadziei” ogląda się z jak największą przyjemnością. Wielka w tym zasługa Roberta Więckiewicza. Aktor brawurowo gra postać Lecha Wałęsy (chociaż czasami zdaje się starać trochę za bardzo) i dzięki niemu już od pierwszej minuty film zjednuje sobie sympatię widzów. „Wałęsa...” ma też inną przewagę – miliony Polaków było świadkami wydarzeń przedstawionych w filmie i ci ludzie zarówno z goryczą, jak i radością wezmą udział w sentymentalnej podróży w czasy młodości, jaką z pewnością jest dzieło Wajdy.

Niestety, wszystko to jest prawdopodobnie jedyną zaletą „Wałęsy…”. Bo pomimo entuzjazmu, jaki niewątpliwie rozbudzają wydarzenia w nim ukazane, film ma do zaoferowania niewiele więcej. Co razi najbardziej, „Wałęsie...” zupełnie brak spójności. Film nie jest jednolitą formą wypowiedzi ukazującą logiczny ciąg wydarzeń, ale raczej serią małych skoków, które ciągną nas od jednego zdarzenia do następnego, z całkowitym pominięciem wszystkiego, co miało miejsce pomiędzy. Tę poszarpaną, iście podręcznikową formułę filmu potęguje jeszcze umieszczenie komentarza tekstowego z datą przed każdym ważniejszym momentem z życia Wałęsy i Solidarności.

Andrzej Wajda dał nam film tak trudny do rozsądnej oceny, jak sam jego bohater

Widz może więc dzięki filmowi przypomnieć sobie listę najważniejszych dat, jednak nie dowie się wiele więcej. Andrzej Wajda – czy może raczej Janusz Głowacki, który jest autorem scenariusza – wydaje się zapominać, że mimo wszystko powinien poinformować widzów o tym, co dokładnie dzieje się na ekranie. W końcu film fabularny powinien być odrębną formą, a nie uzupełnieniem dla podręczników szkolnych. Twórcy wyszli chyba jednak z założenia, że wszyscy i tak znają i rozumieją wagę przedstawionych zdarzeń, więc nie ma sensu tracić czasu na nieistotne według nich szczegóły. Taka postawa dziwi tym bardziej, że film promowany jest jako nie tylko polski kandydat do Oscara, ale przede wszystkim wizytówka naszego kraju za granicą. Trudno jednak oczekiwać, że osoby nieznające historii Polski poradzą sobie z rozszyfrowaniem, a przede wszystkim zrozumieniem, kolejnych scen. Tych ludzi film raczej zniechęci, niż zmobilizuje do poznawania dziejów naszego kraju.

„Wałęsa...” jest filmem chaotycznym, co potęgują jeszcze przeplatające się ze zwykłymi scenami materiały archiwalne. Sugeruje to formę filmu dokumentalnego, co jednak zupełnie nie współgra ze scenami typowo dramatycznymi. Wykorzystanie dawnych nagrań jest co prawda uzasadnione w kilki momentach filmu, jednak w większości tylko przeszkadza i wprowadza widzów w konsternację. Na zupełny absurd zakraja natomiast cyfrowe wstawienie Roberta Więckiewicza i Agnieszki Grochowskiej w kadry z materiałów archiwalnych. Nie potrafię znaleźć uzasadnienia dla takiego działania – zwłaszcza, że w innych scenach ukazany jest autentyczny Lech Wałęsa, bez uciekania się do sztuczek komputerowych.

Rozpaczliwą próbą nadania „Wałęsie…” jakichkolwiek ram kompozycyjnych jest spięcie go klamrą wywiadu przeprowadzonego z Wałęsą przez Orianę Fallaci. Jednak również ten zabieg bardziej przeszkodzi niż pomoże widzom w odbiorze filmu – fragmenty ich rozmowy pojawiają się przez cały film i zaburzają i tak już wątpliwą płynność kolejnych scen.

Mimo tych oczywistych niedociągnięć, film pozostaje jednak ciekawym głosem, czy może raczej źródłem informacji, w dyskursie na temat oceny działań Lecha Wałęsy. Jak słusznie zauważył Jan Król w swoim artykule „Człowiek nadziei”, film ukazuje nam wiele twarzy byłego prezydenta – zarówno jego sukcesy, jak i porażki; życie prywatne i działalność w Solidarności; momenty chwały i chwile zwątpienia. Jednocześnie jednak nie narzuca widzom jednoznacznej metody interpretacji i pozwala każdemu wyciągnąć swoje własne wnioski.

Andrzej Wajda dał nam film tak trudny do rozsądnej oceny, jak sam jego bohater - „Wałęsa. Człowiek z nadziei” rozbudza sentymenty, jednocześnie jednak jest filmem chaotycznym. Często gubi drogę i nie do końca może się zdecydować, czy tylko przedstawia konkretne wydarzenia, czy może jest biografią człowieka w nie zaangażowanego. Co najciekawsze, mimo to jest to seans obowiązkowy.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".