Dołącz do naszego zespołu Dołącz do naszego zespołu Subskrybuj RSS
mojeopinie.pl Start Polityka Gospodarka Media Historia Kultura Podróże Ekologia Tydzień Subiektyw
Reportaże i relacje z podróży Warto zobaczyć
Redakcja mojeopinie.pl poleca w tej kategorii
Moja spokojna, leniwa Malaka

Mhmmf – wymruczał coś uśmiechając się sympatyczny, na wpół bezzębny malajski dziadzio, pokazując jednocześnie palcem do góry. What?!...

Stary, to tylko Afganistan (I)

- Gdzie jedziesz? Do Afganistanu? – spytał przybierając groźną minę uzbrojony po zęby irański żołnierz. – To ty żaden turysta nie...

Pociągi pod specjalnym nadzorem czyli jak podróżować po Chinach w Nowy Rok

Chiński Nowy Rok nazywany Świętem Wiosny to najważniejsze święto w chińskim kalendarzu. Rozpoczyna się właśnie rok Bawołu. Na ulicach...

Zatoka Lądującego Smoka - Wietnam foto:Aleksandra Jakuczek

Jedziemy już od dłuższego czasu ale kompletnie nic nie wskazuje na to, że za kilka chwil znajdziemy się w wychwalanym przez podróżników i... foto:Aleksandra Jakuczek

RPA 2008: podróż po kraju kontrastów

Znajomi, którzy kilka miesięcy temu powrócili z RPA, powiedzieli mi, że po wylądowaniu w Johannesburgu stwierdzę, że standard życia...

Najcześciej czytane teksty kategorii w ciągu ostatnich 30 dni
Trudne Indie

Tuż przed wyjazdem pytałem mojego znajomego, doskonale obeznanego z Indiami, o wszystkie miejsca, które zamierzałem odwiedzić. Gdy dotarłem do...

Mt Pinatubo, filipiński wulkan koreański biznes Foto: Michał Gołąb

W czerwcu 1991 roku, gdy miałem niecałe 10 lat nastąpiła erupcja wulkanu Pinatubo na Filipinach. Wydarzenie to wbiło mi się w pamięć z powodu... Foto: Michał Gołąb

Szczęśliwego Chińskiego Nowego Roku! Foto: Michał Lubina

Przylatując na Tajwan spodziewałem się cudów. Smoków. Parad. Przedstawień. Słowem - igrzysk. Niczego takiego nie zastałem. Za to spędziłem... Foto: Michał Lubina

Stopem na Kaukaz i do Iranu cz3 - Armenia Foto: Grzegorz Śmigiera

Przygoda z Armenią zaczęła się od miłej niespodzianki, bo okazało się, że wiza turystyczna staniała i kosztuje już jedynie 10, a nie 35... Foto: Grzegorz Śmigiera

Sikh w mieście Le Corbusiera

W Złotej Świątyni w Amritsarze znajduje się pewna podziurawiona ściana. Gdy, nie zwróciwszy na nią specjalnej uwagi, mijałem ją, podszedł...

Ostatnio komentowane
Malakka z Terzanim w tle Foto: Michał Lubina

Rok temu na urodziny dostałem cudowny prezent: książkę Tiziano Terzaniego „Powiedział mi wróżbita”. Od tamtego czasu stał się on jednym... Foto: Michał Lubina

Stopem na Kaukaz i do Iranu cz3 - Armenia Foto: Grzegorz Śmigiera

Przygoda z Armenią zaczęła się od miłej niespodzianki, bo okazało się, że wiza turystyczna staniała i kosztuje już jedynie 10, a nie 35... Foto: Grzegorz Śmigiera

Szczęśliwego Chińskiego Nowego Roku! Foto: Michał Lubina

Przylatując na Tajwan spodziewałem się cudów. Smoków. Parad. Przedstawień. Słowem - igrzysk. Niczego takiego nie zastałem. Za to spędziłem... Foto: Michał Lubina

Palestyńska gwiazdka

Ciekawe jakiej narodowości byliby pasterze, gdyby dziś bieżeli do Betlejem. A raczej – ponieważ pewnie byliby Arabami z Palestyńskich...

Stopem na Kaukaz i do Iranu cz.2

Gruzja Gruzja przywitała nas bezchmurnym niebem i gorącą temperaturą. Korzystając z tego, zaraz po przekroczeniu granicy udaliśmy się na...

Wybrane teksty

Podróże po Indiach
Foto: Michał Lubina Riszikesz, z prądem Gangesu

Kąpiel w Gangesie w Riszikeszu to prawdziwa przygoda! Co prawda rzeka nie jest krystalicznie czysta – jej zamulone wody przybierają barwę najbardziej zbliżoną do brązu. Do tego jeśli rano bądź wieczorem pospaceruje się po okolicznych... Czytaj więcej

Wyprawa na Saharę
Wyprawa na Saharę - relacja Wyprawa dookoła Sahary, część I

Pierwsza część relacji z podróży land roverem dookoła Sahary. Przygody trzyosobowej grupy odkrywców opisuje Cyprian Pawlaczyk. Afryka. Taki mały pomysł. Ale realizacja nie będzie taka prosta. Jest nas dwoje - ja i siostra. Nie udaje... Czytaj więcej

Reportaże z Indochin
Więzienie nr S-21 - Kambodża

Phnom Penh (PAP/AFP,AP) - Czterdziestu lat więzienia zażądał w środę międzynarodowy prokurator William Smith dla byłego członka reżimu Czerwonych Khmerów Kainga Gueka Eava. 67-letni Kaing, znany jako "towarzysz Duch", jest od ponad... Czytaj więcej

Wyprawy do Ameryki Południowej
Miasto Boga czy miasto handlarzy narkotyków?

Zestrzelony helikopter wojskowy, śmierć trzech policjantów i 16 kryminalistów – to bilans ostatniego weekendu w Rio de Janeiro. Kiedy mają miejsce tego typu spektakularne wydarzenia, świat przez chwilę interesuje się Brazylią, utożsamia... Czytaj więcej

Reportaże z Chin
Wielka ucieczka do tulou - Chiny

Mamy powody by używać w tym kontekście nazwy „grupa”. Grupa baz nuklearnych wydaje się być faktem. Powołując się na dane przesłane z satelity KH 22, w prowincji Fujien (Fukien) leżącej na południowym wschodzie Chin, znajduje się... Czytaj więcej

Bliski Wschód
W Moussa Museum Liban - kraj bogaty różnorodnością

Liban zwykł być turystyczną potęgą, a jego rozwinięty sektor bankowości i mieszanka religijna mieszkańców zdobyły mu już kilkadziesiąt lat temu miano Szwajcarii Bliskiego Wschodu. Jednakże burzliwa historia tego kraju i jego niestabilna... Czytaj więcej

Reportaże z Afryki
Gambia: ptasi raj w sercu Afryki

Kilkaset gatunków ptaków na wyciągnięcie ręki. Nikt ich nie łapie, nikt do nich strzela, nie płoszy. Fikcja? Nie to ptasi raj w samym sercu... Afryki. To Gambia. Czytaj więcej

Tagi

Wybrani autorzy

Wielka ucieczka do tulou - Chiny

Chiny · reportaże z podróży · Mniejszości narodowe · Hakka · 23 październik 2009 (21:22)

Mamy powody by używać w tym kontekście nazwy „grupa”. Grupa baz nuklearnych wydaje się być faktem. Powołując się na dane przesłane z satelity KH 22, w prowincji Fujien (Fukien) leżącej na południowym wschodzie Chin, znajduje się ponad 1500 niezidentyfikowanych, przypominających wielkie grzyby, budynków. Są one niezwykle podobne do baz nuklearnych.

Nowe satelity szpiegowskie są w stanie spenetrować wysokie obiekty, lecz zawodzą w przypadku tych budynków, na których przykładzie widać chińskie zaawansowanie w rozwoju technologii jądrowej. Stąd też niezbędnym jest zbadanie prawdziwej natury tych obiektów.

Raport CIA z 1985 r.

W drugiej połowie 1985 r. na biurku prezydenta Reagana pojawił się ten właśnie raport. Siłą rzeczy – zaniepokoił. I wywołaj natychmiastową reakcję. W grudniu do Pekinu wybrała się para z Nowojorskiego Instytutu Fotografii, chcąca rzekomo zrobić zdjęcia niezwykłym obiektom w prowincji Fujien, a tak naprawdę przysłana do Chin w zupełnie innym celu. Chińczycy zgodzili się bez problemów i nawet się ucieszyli. Zawieźli ich tam i pokazali (wówczas) nieznaną, a jedną z największych osobliwości architektonicznych Państwa Środka: mające ok. tysiąca lat „ziemne budynki” (tulou), jednej z mniejszości etnicznych Chin – Hakka.

Budynki owe służyły jako domy całym rodzinom Hakka. Mniejszość ta lekko nigdy nie miała – musiała uciekać z północy kraju przed prześladowaniami i głodem już od czasów dynastii Jin (265-314 n.e.). Późniejsze fale migracji następowały po: upadku dynastii Tang (907 r.); zajęciu Kaifengu, stolicy północnej dynastii Song przez Dżurdżenów (1127 r.); zdobyciu Chin przez Mongołów (1271 r.) oraz obaleniu dynastii Ming przez Mandżurów (1644 r.). Hakka całymi rodzinami przybywali na Południe Chin, a ponieważ nie chcieli podawać skąd przybyli – gdyż zgodnie z ówczesnym prawem kara za zdradę jednego człowieka przechodziła na cały jego klan na 9 pokoleń do przodu – nazwano ich „gośćmi”, czyli właśnie Hakka.

Dla wielu Hakka Fujien był tylko chwilowym przystankiem: uciekali dalej, na Tajwan oraz do licznych krajów Azji Południowo – Wschodniej, stąd po dzisiejszy dzień znajduje się tam spora ich diaspora. Gdziekolwiek przybywali – trzymali się ze sobą razem, wzajemnie się wspierając oraz – co jest dość istotnym rysem w ich charakterze – zawsze żyli dobrze z lokalną władzą, wspomagali ją, byli jej lojalni. Dzięki temu krzywda im się nie działa (z wyjątkiem periodycznych linczów ze strony sąsiadów), robili interesy, rośli w siłę i stawali się bardzo wpływowi, szczególnie jeśli zważy się na ich niewielką populację. Z tych wszystkich powodów bywają oni porównywani do Żydów, także dlatego, iż z relatywnie małej ich liczby wywodziło się wielu sławnych ludzi, kluczowych dla historii Chin (i nie tylko). Takie postaci jak przywódca Tajpingów: Hong Xiuquan, założyciel Republiki Chińskiej: Sun Jat-sen, czy autor reform rynkowych i dzisiejszego sukcesu Chin: Deng Xiaoping mówią same za siebie. A jeśli do tego dodamy huaqiao (zamorskich Chińczyków), to wystarczy wymienić choćby Lee Kuan Yewa, założyciela Singapuru (a z dzisiejszych Thaksina Shinawratę, obalonego premiera Tajlandii, choć nie jest pewne, czy jest on Hakka, gdyż to pochodzenie – podobnie jak żydowskie – bardzo często przypisuje się komuś, kto niekoniecznie je ma), by zrozumieć jak wielki wpływ na losy Azji Hakka mieli.

Ziemne budynki tulou Hakka Ziemne budynki tulou Hakka

Najciekawsze dziedzictwo obecności Hakka zobaczyć można w Fujien. Osiedlali się oni tam w górzystej, zachodniej części prowincji, budując tam owe charakterystyczne „ziemne budynki”, które Amerykanie wzięli za bazy nuklearne. Są to okrągłe, kilkupiętrowe, kamienne konstrukcje, które służyły całym rodzinom, a nawet klanom za schronienie przed dzikimi zwierzętami, bandytami, rozbójnikami i innymi nieprzyjacielsko nastawionymi przybyszami. Hakka nauczeni własnym, bolesnym doświadczeniem uczynili swe domy małymi fortecami – z zewnątrz surowe mury skutecznie uniemożliwiają dostęp do środka, do wnętrza zaś prowadzi tylko mała brama. Interior takiego „ziemnego budynku” jest zawsze taki sam: pośrodku wznosi się ołtarz poświęcony przodkom, zaś od niego promieniście rozchodzą się budynki gospodarskie: spichlerze, chlewy, kurniki, obory. Od pierwszego piętra wzwyż zaczynają się izby mieszkalne. Całość jest podzielona na kilka pięter, zazwyczaj trzy – cztery. „Ziemne domy” szczególnie efektownie prezentują się z perspektywy ostatniego piętra – stąd rozpościera się niezwykły widok na zaokrąglony las szarych dachówek. Patrząc zaś na tulou z zewnątrz, z góry, można się zacząć zastanawiać, czy Däniken nie ma przypadkiem racji…

Dostać się do górzystych, leżących na obrzeżu Fujienu, miejscowości, gdzie znajdują się te domy, teoretycznie nie jest łatwo. Tak przynajmniej znajomi twierdzili, a i lektura przewodników nie nastrajała optymizmem. Otóż – mówili (i warto to zdanie zacytować) – „dojazd tam jest trudny i czasochłonny, domy są od siebie rozrzucone, lokalny transport słaby, bądź nieistniejący, zaś z nocowaniem równie źle”. Jeżeli do tego doliczy się fakt, że czasu na to miałem bardzo mało (2 dni), to niby można zrozumieć, czemu w tak łatwy i głupi sposób dałem się namówić na zdradę podróżniczej (backpackerskiej) zasady nr 1: nigdy nie korzystać z biur podróży! Otóż znajomi powiedzieli mi, że oni tak jadą, że ci co tam byli polecają (powołali się autorytatywnie na przybywających tu na stypendium doktorantów sinologii) i że to właściwie jedyny sposób by zobaczyć tyle i wrócić. Tym bardziej, że miało być pięknie: 140 RMB (70 PLN), a w tym 4 miejscowości, transport i bilety wstępu… Te wszystkie okoliczności łagodzące nie zmniejszają rzecz jasna mojej winy – zdradziłem ideały (a zdrowy rozsądek karzący wątpić w każde ogłoszenie biur podróży oraz w bujdy typu „nie da się”, zostawiłem chyba w Pekinie) i zostałem za to ukarany. Boleśnie przekonałem się, że głupota boli.

Już jadąc do Xiamenu, stolicy Fujienu, dostałem smsa, że znajomi jednak nie jadą, bo nie mogą, ale pojadą ze mną dwie znajome Chinki. Dobra, jakoś to będzie, pomyślałem. I było – typowo dla biur. Wyjechaliśmy spóźnieni, po drodze mijaliśmy kilka tulou, w których spokojnie można by się zatrzymać, zaś sama impreza zaczęła się od… obiadu (bo wybiła święta dla Chińczyków pora czyli 12 w południe, w której trzeba coś zjeść bo inaczej jest się niezdolnym do normalnego funkcjonowania). Zresztą, obiad był chyba najciekawszą częścią programu. Najadłszy się, weszliśmy do jednego z osiedli Hakka: szybko zobaczyliśmy główny budynek, po czym – sklep. Potem – knajpa. Dalej: kolejny dom i znów – sklep (dłużej niż zabytek rzecz jasna) oraz - herbaciarnia. Następny tulou – i galeria.

Wreszcie ostatni „ziemny dom” – i znów sklep, knajpa i sklep z ziołami. Nie trzeba dodawać, że w zabytkach spędzali znacznie mniej czasu, że sklepy były znajome, że pilot dostawał za to prowizję i że ceny były w nich znacznie wyższe. Wszystkie te gierki, znane są każdemu kiedykolwiek robiącemu w turystyce, są tutaj serwowane w tak oczywistym sposób, tak rażący infantylizmem, że aż trudno uwierzyć, że ludzie się na nie nabierają. Ciekawa była chyba tylko obserwacja zachowań uczestników: Chińczycy w zwiedzaniu są jeszcze gorsi od Rosjan, oni nawet na pół metra nie ruszają się od grupy, a mój skrajny indywidualizm, polegający na permanentnym odłączaniu się i zwiedzaniu wszystkich domów dookoła (bo w programie zwiedza się wybiórczo tylko kilka, oczywiście te ze znajomymi dla biura sklepami i knajpami), traktowali jako coś zupełnie z innej planety, coś co chyba po raz pierwszy mieli okazję zaobserwować. W pewnym momencie znalazłem grupę w galerii.

Widok wewnątrz tulou Widok wewnątrz tulou

Zacząłem, pokazując najciekawsze obrazy „ziemnych budynków” pytać, czy tam pojedziemy. Zniecierpliwiony ciągłą negatywną odpowiedzią, spytałem, to gdzie jeszcze będziemy? „Nigdzie”, usłyszałem – „to przedostatni budynek”… w ten sposób dowiedziałem się, że nie będziemy w 4 miejscowościach, lecz w 4 domach jednej miejscowości (w ogłoszeniu było to zapisane jakby były to osobne miejsca)… Po chwilowym i malowniczym ataku szału, postanowiłem działać. Wyprzedziłem grupę, poszedłem do centrum informacyjnego, kupiłem sobie mapę okolic i przy parkingu pomachałem grupie na pożegnanie oraz zacząłem się pytać o drogę do kolejnych tulou. Reakcja była piorunująca – pilotka była wstrząśnięta, Chinka przydzielona mi do opieki: zdruzgotana, w przerwach między kolejnymi popisami erudycji typu „ale tu jest wieś!”, „jak Ty wrócisz?!”, „czy powiedziałeś to swoim znajomym?!”, patrzyła na mnie wzrokiem jakbym jej ojca zabił, zaś cała reszta równie fotogenicznie wlepiała się we mnie jak w kosmitę. Moje wyjaśnienie, że przyjechałem zobaczyć 4 miejscowości, a nie 4 domy spotkało się z błyskotliwą ripostą: „ale one są wszystkie takie same!”.

Zaś próba argumentacji w stylu: jestem dorosły i pół Azji na własną rękę zjeździłem (w tym sporą część Chin) było równie skutecznie jak mówienie do ściany. Do tego wszystkiego dochodziło ich autentyczne poruszenie i iście konfucjańska troska o tego szalonego, bezbronnego barbarzyńcę, który nie da sobie bez pomocy innych rady, skrzyżowana z przekonaniem, dobrze oddanym idiomem: „to się w głowie nie mieści!”. Jak na przyszłego naukowca przystało, mogłem kontynuować tę obserwację uczestniczącą: byłaby nawet ciekawa, ale na dłuższą metę bezcelowa, zresztą czas mi uciekał, a na parkingu obok stał jakiś osamotniony bus. Pytam pilotki, kolejnej lokalnej członkini Mensy, gdzie on jedzie, ale uzyskanie prostej odpowiedzi na pytanie „tak czy nie?” przekroczyło jej możliwości. Raczyła mnie ripostami typu: „nie dasz sobie rady”, „tu nie ma transportu”, „nie ma noclegu”. Byłem uparty: „no dobrze, ale czy on jedzie do Chuxi” (nazwa kolejnej miejscowości), „no…że…”, kierowca włącza silnik… „Czy ten bus jedzie do Chuxi?!” „nie można... nie dasz rady…”, koła autobusy zaczynają się ruszać… „Jedzie, czy nie?!”, „Ale jak wrócisz?”… autobus zaczyna ruszać, „Jedzie czy nie?!”, „Ten…, no… no…, no, nie można! ”…. Mija parking… „Jedzie, czy nie?!...., echo, odpowiedzi brak… powoli znika za rogiem…. „Jedzie, czy nie??!!”,….Prawie zniknął…. Wtedy wreszcie myśl znalazła drogę….„Jedzie”. Eureka! Usłyszawszy to, nie namyślając się wiele, złapałem mapę i wystrzeliłem w stronę znikającego busa.

Goniłem go przez jakieś 200-300 metrów, ale uciekł mi. Zostałem sam na polnej drodze. Nie było źle jednak – słoneczko świeciło, okolica była ładna, taka swojska z polami i kopcami pszenicy…. Wcześniej dowiedziałem się, że do najbliższego osiedla mam 4 km, a potem kolejne 6 km, a że było po 14 –tej, to spokojnie mógłbym do zmroku to zobaczyć. Nie uszedłem nawet 5 metrów jak dogoniła mnie pilotka na motorze: tym razem miała mi do powiedzenia tyle, że nie zdołam tego przejść tego dystansu pieszo i żebym wrócił. Podziękowałem serdecznie i powiedziałem kategorycznie, że się odłączam i by nie czekali. I poszedłem dalej. Nie minęła minuta, zatrzymał się chłop na motorze, zaoferował mi podwiezienie i zwiedzenie kolejnych domów. Ostatecznie pojechałem za 30 RMB (15 PLN) do 3 miejscowości, w których widziałem kilka domów Hakka z których każdy był ciekawszy od tego zawartego w programie, i wróciłem skąd zacząłem.

Potem jeszcze stopem podjechałem do tej miejscowości, którą minęliśmy na początku wycieczki, a która okazała się być najciekawsza ze wszystkich. Wróciłem pieszo i przenocowałem u mojego kierowcy za 20 RMB (10 PLN). Następnego dnia wróciłem porannym autobusem (jadącym krócej od wycieczkowego!) do Xiamenu bez żadnych problemów. Jak szedłem pieszo między osiedlami, to co chwile zatrzymywali się ludzie na motorach i proponowali podwiezienie, zaś w każdej wsi co drugi dom dorabia jako hotel. Ale przecież: „dojazd tam jest trudny i czasochłonny, domy są od siebie rozrzucone, lokalny transport słaby, bądź nieistniejący, zaś z nocowaniem równie źle”.

Jak negocjowałem z moim kierowcą, nagle zadzwoniła owa przydzielona do opieki dla mnie Chinka. Czując pismo nosem – i wiedząc już a posteriori, że nie ma oni nic sensownego ani inteligentnego do powiedzenia, wyłączyłem głos i przez cały dzień delektowałem się spokojem i ciszą. Jak wieczorem znalazłem się w hotelu, przypomniałem sobie o telefonie. Włączyłem głos – było tam chyba z 10 nieodebranych połączeń, zarówno od Chinki, jak i od polskiej znajomej która mi tą wycieczkę nagrała. Oraz sms-y w stylu „proszę, wróć! Czekamy na Ciebie!”(od Chinki) oraz „Michał, zadzwoń jak najszybciej, oni muszą wracać, a Ciebie nie ma”(od znajomej, po jakiejś godzinie od odłączenia się). Najlepsze było jednak przede mną: jak wróciłem do Xiamenu, dowiedziałem się całej historii. Poza tym, że czekali tam na mnie, cały czas mając nadzieję, że zmądrzeję i wrócę, to, rzecz jasna, natychmiast powiadomili moich znajomych. Ponoć Chinka zadzwoniła do mej koleżanki i prawie płacząc, głosem dziecka, które zgubiło mamę, łkała: „Michał ucieka!!!”…

Przeczytałeś relację z podróży? Podobała się?
A może Ty Drogi Internauto byłeś gdzieś w Polsce, gdzieś w świecie i chciałbyś się tym pochwalić?
Nasz serwis stoi dla Ciebie otworem. Przyślij tekst, relację, dodaj swoje zdjęcia do niego, opublikujemy go na stronie mojeopinie.pl!
Prace prosimy wysyłać na adres: redakcja@mojeopinie.pl

foto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubinafoto: Michał Lubina

Michał Lubina

Najnowsze z kategorii

śledzik


ocena użytkowników
rankingrankingrankingrankingrankingranking
średnia: 5.6
Komentarz użytkownika

Zbigniew
26 październik 2009 (13:31)

domostwa

Super domy a myślałem że w Chinach nic ciekawszego od architektury Zakazanego Miasta nie ma.A może spróbować coś takiego u nas?

Komentarz użytkownika

Kacper Krejsa
26 październik 2009 (10:57)

kapitalne te domostwa

nie dziwię się CIA, że się nabrali, to wygląda trochę jak budowa Tyczyńskiego pod Krakowem, zapomniałem miejscowości, jedzie się autostradą do Katowic..to w Chinach jest jeszcze lepsze...gratuluję podróży w takie miejsce

Polecane tematy

Relacja z podróży po Szanghaju

Szanghajskie wakacje

Po kilku tygodniach spędzonych w Szanghaju zrozumiałam, dlaczego miasto jest tak atrakcyjne dla wielu obcokrajowców, którzy często zostają tu na dłuższy okres czasu. Z jednej strony... Przeczytaj więcej

Kim jest i czego chce Wiktor Janukowycz?

Po pięciu latach mamy jednak prezydenta Janukowycza. „Pomarańczowa rewolucja” całkowicie rozczarowała swych zwolenników. Upadała powoli, raz cicho raz głośno, aż wreszcie... Przeczytaj więcej

Wojny w TVP

Od nieco ponad roku układy wpływów panujące w Telewizji Polskiej charakteryzują się tym, że wszyscy w miarę zorientowani w meandrach polskiej polityki doskonale zdają sobie z nich... Przeczytaj więcej

MojeOpinie.pl na Facebooku
O nas · Polityka prywatności · Regulamin serwisu · Redakcja · Reklama · Kontakt
Copyright © 2007-2009 mojeopinie.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.