„Wielki Gatsby” - zachwycająco, choć nie na temat
    film74 · adaptacja filmowa3 · DiCaprio2
2013-06-08
Jak każda adaptacja filmowa, „Wielki Gatsby” Baza Luhrmanna nie spodoba się wszystkim. I nie chodzi tylko o oczekiwania fanów powieści, którym zawsze ciężko sprostać. Baz Luhrmann owszem, stworzył nadzwyczaj efektowny, zachwycający wizualnie film, jednak okupił to licznymi uproszczeniami – zarówno pod względem fabuły, jak i przesłania.

Filmowe adaptacje książek zawsze budzą gorące emocje wśród widzów. Nie wystarczy, żeby film był dobry sam w sobie. Jest jeszcze drugi warunek, który z założenia powinna spełniać każda dobra adaptacja – musi być wierna wobec swojego pierwowzoru. Oczywistym jest, że na ekranie chcemy zobaczyć wszystko to, co podobało nam się w książce. Wielbiciele pierwowzoru oczekują, że film idealnie odwzoruje wszystkie sceny i w sposób wyczerpujący nawiąże do poruszanych w książce tematów. Jednocześnie aktorzy wcielający się w głównych bohaterów powinni z wyglądu i z charakteru zaspokajać wyobrażenia każdego fana z osobna i wszystkich ich razem wziętych. Temperatura wokół filmu podgrzewana jest jeszcze bardziej, jeżeli w jego powstawanie zaangażowany zostanie kontrowersyjny reżyser, dobrze znani aktorzy, a wszystkie wcześniejsze zwiastuny i komentarze jednoznacznie sugerują, że swoboda twórcza odgrywała bardzo ważną rolę w procesie powstawania filmu.

Wszystkie te przeszkody, które wpływają na postrzeganie filmu, często na długo przed jego wejściem na ekrany kin, bez wątpienia stały na drodze do pozytywnego odbioru „Wielkiego Gatsby'ego”. W końcu książkowy pierwowzór jest jedną z najważniejszych pozycji na liście osiągnięć literatury amerykańskiej, Baz Luhrmann budzi tyle samo miłości, co nienawiści, Leonardo DiCaprio pomimo licznych zachwycających ról nadal przez wielu jest kojarzony głównie z „Titanikiem”, a Tobey Maguire zapewne na zawsze pozostanie Spider-Manem. Nic dziwnego, że doniesienia o powstającym filmie tak samo mocno rozgrzewały, jak przerażały wszystkich zainteresowanych tą produkcją.

Pomimo tych wszystkich wątpliwości, film naprawdę się broni. Baz Luhrmann jest jednym z tych reżyserów, których albo się kocha, albo nienawidzi. Bardzo dobrze znany ze swoich wcześniejszych filmów – „Romea i Julii” oraz „Moulin Rouge!”, zapadł w pamięć wszystkim wielbicielom kina głównie przez przeniesienie tragedii Shakespeare'a na ulice oraz oryginalne podejście do ścieżek dźwiękowych używanych w swoich filmach. Baz Luhrmann otwarcie przyznaje się do swojej fascynacji włoską grand operą i filmami z Bollywood i te wpływy wyraźnie widać. Z tego powodu, od samego początku wiadomo było, czego możemy się spodziewać po jego własnej wersji powieści F. Scotta Fitzgeralda.

„Wielki Gatsby” to historia opowiedziana z punktu widzenia Nicka Carraway'a, który po zakończeniu I Wojny Światowej wraca do Nowego Jorku w celu rozpoczęcia kariery maklera giełdowego. Od samego początku zostaje wciągnięty w sam środek szaleństwa, które owładnęło Amerykę w latach dwudziestych XX w. – poznaje blaski i cienie prosperity gospodarczej, powszechnego rozluźnienia obyczajów i prohibicji. Z zachwytem, ale również przerażeniem, poznaje świat pełen przyjęć, romansów, kłamstw i półprawd.



Baz Luhrmann nie ma oporów i pełnymi garściami czerpie z opisywanych przez Fitzgeralda balów pełnych przepychu i rozpusty. Wspina się w swoim przerysowanym i obfitym stylu na wizualne wyżyny. Serwuje nam całą feerię barwnych postaci, szaleńczych zabaw, narkotycznych odlotów i zupełnego zapomnienia. Jednak gdzieś w tym czarodziejskim korowodzie wiecznej zabawy Luhrmann gubi głębię i złożoność świata przedstawionego w powieści. Gatsby jest tak nieskazitelny, jakim widzi go Nick; słodka i niewinna Daisy nie wykracza poza ideał, który stworzył Gatsby; Tom Buchanan może i wygłasza swoje mizoginistyczne i rasistowskie teorie, ale zamiast nich raczej zwracamy uwagę na jego przystojną twarz i idealnie skrojone garnitury. Rozumiem jednak, że ciężko jest zawrzeć wszystko w niewiele ponad dwugodzinnym filmie, a Baz Luhrmann, będąc sobą, zdecydował się postawić na teatralność, przedkładając klimat szalonych lat XX w. nad wielowymiarowość bohaterów.

„Wielki Gatsby” nie jest filmem złym. Pokuszę się nawet na stwierdzenie, że jest bardzo dobry. Luhrmann konsekwentnie realizuje swoje wizualne założenia, aktorzy wykonują kawał dobrej roboty, a całość, chociaż gubi trochę tempo w drugiej połowie, ogląda się z przyjemną łatwością. Gatsby jest przystojny i czarujący, Daisy urocza, przyjęcia szalone, a zabawa przednia. Owszem, trochę boli (a nawet bardzo boli) fakt, że tak obiecujący film, zdecydowanie najlepszy w karierze Luhrmanna, mija sedno powieści o parę dobrych kilometrów, idealnie zagrany przez DiCaprio Jay Gatsby pozostaje tylko homoerotyczną wizją Nicka Carraway'a, a Carrey Mulligan nie ma okazji pokazać, na co ją tak naprawdę stać jako aktorkę. Każdy widz ma prawo mieć o to pretensję i powinien być świadom tych dosyć poważnych braków.

Jednak to wszystko, to tylko refleksje, które pojawiają się po zakończeniu projekcji. Tymczasem, oglądając film, po co doszukiwać się dziury w całym, skoro ze swoimi wszystkimi wadami zdecydowanie jest on dotychczas najlepszą adaptacją powieści Fitzgeralda.


Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na temat innego filmu? Może książki? Lub albumu muzycznego, który zrobił na Tobie ostatnio wrażenie?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".